Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szczęście. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szczęście. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 16 czerwca 2016
Plusy życia w samotności
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Wiele osób często mówi o plusach życia w samotności. Najczęściej mówią to osoby, które zakończyły niedawno związek i teraz widzą pozytywną stronę życia w pojedynkę, bez żadnych zobowiązań. Jednak całkiem inaczej wygląda znalezienie plusów w długiej samotności, gdy każdy dzień wygląda tak samo.
W tym wypadku nie jest tak kolorowo, bo przyzwyczajenie do życia w pojedynkę są tak duże, że ciężko odnaleźć w tym wszystkim jakieś plusy. Jednak takie istnieją, trzeba tylko im się lepiej przyjrzeć.
- Masz całe łóżko dla siebie. Nie ważne czy dzielisz mieszkanie z rodzicami czy masz je całkiem dla siebie, to łóżko jest twoją własnością i możesz leżeć, po której stronie chcesz. Możesz w nim jeść, powrzucać dodatkowe poduszki czy założyć poszewkę z bohaterami bajek.
- Możesz jeść, na co masz ochotę- frytki o drugiej w nocy, lody na śniadanie, a może włoski specjały, po których pół kuchni jest brudne, a zlew jest pełen naczyń? Tylko ty wybierasz. Możesz wziąć telefon i zamówić do domu, na co tylko masz ochotę i na ile pozwalają ci środki na karcie.
- Podobny wybór jest przy wyborze filmu. Możesz oglądać to, na co masz ochotę, a nie, co chce obejrzeć partner/partnerka. Podobnie wygląda sprawa wyboru filmu w kinie, o ile zdecydujesz się pójść w pojedynkę.
- Drink przed 10, albo eksperymentowanie z narkotykami? Wszystko zależy od ciebie, byleby w poniedziałek rano znów być w pełni sił. Kace przeżywasz na swój sposób, a że nikt nie pójdzie ci po zimną colę do sklepu, cóż, kwestia przyzwyczajenia.
- W domu chodzisz w czym chcesz, albo w czym nie chcesz. Koniec krytykowania domowego stroju, a bieganie nago po pokoju nie zdziwi nikogo, no chyba że jakiegoś sąsiada.
- Wolność wyboru - oprócz powyższych, masz prawo wyboru, co chcesz robić ze swoim wolnym czasem - leżeć przed telewizorem, czytać książkę, ćwiczyć. Od ciebie zależą wszelkie zajęcia dodatkowe - fitness, siłownia, basen, kurs tańca, gotowania. Jeśli chcesz, idziesz na rower, jeśli nie spędzasz godzinę w wannie - pełna dowolność.
- Porządek zależy tylko od tego, jak się czujesz w bałaganie. Jednym bałagan przeszkadza, inni żyją w objęciach chaosu i lepiąca podłoga nie jest jeszcze wystarczającym powodem do jej umycia. Byleby stos śmieci nie ograniczał miejsca na przedpokoju, a ich zapachy nie przeszkadzały w jedzeniu.
- Pieniądze wydajesz tylko siebie - na swoje ciuchy, na wakacje, na swoje potrzeby. Czasami lepiej może i się złożyć, ale przynajmniej nikt nie neguje twoich zakupów,
- Brak kłótni, obrażania, cichych dni i innych problemów par, które przechodzą co jakiś czas. W zamian za to możesz porozmawiać ze sobą i porobić głupie miny przed lustrem.
- Możesz zaprosić do siebie, kogo zechcesz. Od ciebie zależy, czy przyjdzie tutaj znajomy, kolega czy może przyszły kochanek. Nie licząc bałaganu czy pustej lodówki, nic nie stoi na przeszkodzie, by po imprezie ktoś cię odwiedził. Choć pewnie nie zdarza się to tak często, jak w przypadku singli, to ta furtka pozostaje otwarta.
Te, jak i inne małe rzeczy w samotności wielu zalicza do plusów. Jednak często brakuje chęci do czegokolwiek, a mówienie o tym, że ma się czas na wszystko, tylko bardziej denerwuje. Po obejrzeniu kolejnego odcinka serialu, wypicia kolejnej szklanki coli i zjedzeniu paczki chipsów, przychodzi poczucie beznadziejności i bezsilności, których wszelkie plusy nie potrafią zniwelować.
Antonina Kostrzewa
czwartek, 31 grudnia 2015
Nowy Rok, nowe szanse
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Statystycznie patrząc minął kolejny rok. Możemy się oszukiwać, ale każdy powie, że mamy już rok więcej. Rok więcej doświadczenia, problemów, zmartwień, a dla niektórych także rok więcej samotności. Teraz tylko pozostaje impreza sylwestrowa - wśród znajomych lub w swoim towarzystwie.
Obojętnie, którą opcję się wybierze, to i tak ta druga wyda się bardziej interesująca. Dlatego życzę wam w tą ostatnią noc roku dużo wytrwałości, spokoju ducha, a także braku poczucia obcości wśród innych ludzi, które potrafi dopaść w najmniej oczekiwanym momencie. Wszystkiego najlepszego w 2016 roku. Porzućcie nadzieje, że ten rok wszystko odmieni. Niech po prostu będzie lepszy od poprzedniego, a w raz z nim przybędą nowe możliwości zmiany naszej przyszłości.
Antonina Kostrzewa
czwartek, 12 lutego 2015
Piątek trzynastego i Walentynki czternatego
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Jeden dzień jest zwany dniem pecha, drugi zaś świętem zakochanych. Jeśli zaś ani do jednego, ani do drugiego nie przywiązujemy zbytniej uwagi, to powinny być to dla nas całkiem normalne dni. W końcu pecha możemy mieć każdego dnia, a to złamany klucz w drzwiach, a to uciekający autobus. Są rzeczy, na które daty nie mają wpływu, zaś piątek trzynastego jest tylko po to, by te przykre wydarzenia zapamiętać. Jeśli pech się ciebie trzyma każdego dnia, akurat w piątek nie będzie ani gorzej, ani lepiej. Nawet tego nie zauważysz. Gorzej wygląda sprawa z Walentynkami dla samotnych. Ciężko jest nie zauważyć tego serduszkowego święta, a nawet jeśli, to i tak ktoś nam o mnie przypomni. Oby to tylko raz. Co możemy wtedy zrobić? Skorzystać z rad przyjaciół i innych osób w stałych związkach, bądź singli z wyboru i wybrać się wspólnie do miasta. Akurat wszystko odbędzie się w weekend, więc dlaczego by nie pójść ze wszystkimi do klubu czy restauracji? A to dlatego, że obojętnie, jaka będzie data, to i tak wszystko skończy się dla nas, jak zawsze. Sama data niczego nie zmieni, więc lepiej nie doprowadzać do tego, by kolejne walentynki wyglądały w ten sposób.
Fot.: www.izismile.com
O wiele lepiej spędzić je tak, jak to zazwyczaj robimy, a może nawet możemy je spędzić trochę bardziej odświętnie. Wystarczy przejść się do sklepu i kupić jakieś wyjątkowo dobre lody lub wielką paczkę chipsów. Wtedy przyda nam się jeszcze jakiś ciekawy film i razem w połączeniu z winem czy dobrym likierem będziemy mogli spędzić miło i przytulnie wieczór. Zawsze też możemy przygotować prawdziwą ucztę dla nas samych. Wystarczą dobre chęci i nowy przepis, by wyczarować coś pysznego. Można powiedzieć, że sami, ale chyba lepsze jest nasze towarzystwo, gdy jest nam w ten sposób dobrze, niż jak mamy być samotni pośród tłumu.
Fot.: www.izismile.com
A jeśli nie chcesz spędzić wieczoru objadając się, możemy wykorzystać czas na przeczytanie ciekawej książki, na majsterkowanie, robóki ręczne czy na spożytkowanie na naszych sił na posprzątanie naszego pokoju. Zawsze możemy się spotkać się z innymi samotnymi, którzy nie mają żadnych presji na Walentynki i spędzić beztrosko ten wieczór.
Antonina Kostrzewa
środa, 4 lutego 2015
Luty nie jest taki straszny
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Luty jest miesiącem takim, jak
wszystkie inne. Niby krótszy, ale nie można mu nic zarzucić. Ot po
prostu miesiąc, jak miesiąc. Styczeń szybko minął. Sylwester i
Święta można tylko powspominać, zaś poprzednie wakacje są już
tak odległe, jak wydarzenia z dzieciństwa. Nie licząc Walentynek,
to w lutym praktycznie niewiele się dzieje. Nie musimy myśleć o
niczym konkretnym, do nastania wiosny zostało jeszcze wiele czasu, a
o wypadzie majówkowym myślą tylko najbardziej zapobiegliwi. I
właśnie luty to najlepszy miesiąc dla samotnych, by zacząć
działać.
Fot: :::Derek:::
Najlepsza okazja, by wyjść z domu i nie chować się
przed całym światem. Oczywiście nie ma, co wychodzić w trakcie
święta zakochanych, bo to nie tędy wiedzie droga do zrozumienia
samego siebie, lecz by wyjść po prostu. Pokazać światu, że
żyjemy i że nadal potrafimy odnaleźć się w społeczeństwie.
Wystarczy wyciągnąć lekcje ze stycznia, gdy narzuciliśmy sobie
wiele postanowień noworocznych i całkiem bez stresu realizować
swoje marzenia. Po wielkich wydatkach świąteczno-noworocznych, w
naszych portfelach w końcu pojawia się dodatkowa gotówka, którą
możemy teraz spożytkować. Mogą to być choćby pieniądze na
Hamburgera, o którym myśleliśmy od wielu tygodni, lecz brakowało
nam śmiałości, by do niego pójść i zjeść w samotności. To
także wyjście do kina, baru, zapisanie się na kurs, kupno biletu
lotniczego, nowej kreacji, czy odwiedziny kogoś, kogo dawno nie
widzieliśmy. To także realizacja naszego hobby, o którym myślimy
od dawna – czasami szczęściu trzeba pomagać, a kupno, nawet
używanego aparatu, starej maszyny do pisania, czy zapisanie się na
kurs Prawo Jazdy, to doskonały sposób, by zacząć. Wszelkie
przejawy naszej inicjatywy są mile widziane. W końcu to my sami
realizując małe rzeczy, uświadamiamy sobie, że tak naprawdę
niewiele trzeba, by znów móc się cieszyć codziennością.
Fot: Kris Krug
Może
następnego dnia spróbujemy czegoś więcej. Nie musimy myśleć
tylko o tym, by znaleźć swoją drugą połówkę, bo w ten sposób
wpadniemy tylko w błędne koło naszych obsesji. Nie możemy o tym
zapominać, ale niech to nie przesłania naszego życia. Między
samotnikiem, a singlem jest szczególna różnica, której pewnie
niewielu uda się pokonać, ale akceptacja samego siebie, jak i
oddanie swojego czasu na wykonywanie swojej pasji, jest z pewnością
lepsze, niż użalanie się nad sobą i ciągłe oglądanie
seriali. Życie nie zamyka się w naszym pokoju, a świat ma jeszcze
wielu do odkrycia.
Antonina Kostrzewa
piątek, 16 stycznia 2015
Postanowienia noworoczne
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Rozpoczął się nowy rok, a wraz
z nim nasze nowe postanowienia. Wielkie pragnienia zmian, nowe
wytyczne, całkiem nowe plany. Minęły już ponad dwa tygodnie
stycznia, więc możemy powoli zweryfikować nasze postanowienia. Nie
chodzi tutaj o słomiany zapał czy brak motywacji, bo w końcu sami
sobie wyznaczyliśmy nowe cele. Karnet na siłownię nie zaszedł
jeszcze kurzem, buty do biegania nie zginęły na dnie szafy, a
dodatkowe spalacze tłuszczu nie zostały zamknięte na stałe. Po
prostu nie zawsze jest możliwe zmienienie nas samych w jeden dzień o
180 stopni. To, co wydawało nam się pewne, a nawet dostępne na
wyciągnięcie ręki, nie może być zrealizowane w jeden dzień i w
łatwy sposób.
Fot: www.izismile.com
Nasze oczekiwania są duże, a jednak brak widocznych
wyników zaczyna nas powoli denerwować. Dajemy z siebie 110%, a
jednak wcale nie jest lepiej. Nasza waga nie spada gwałtownie w dół,
czwarte piętro to nadal wyzwanie, a brzuch nadal nie zniknął.
Wszystko miało być wspaniale, a powoli nasza determinacja spada.
Zamiast ćwiczyć codziennie odpuszczamy sobie i trzy razy na pewno
nic nie zmienią. Później wystarczy raz w tygodniu, jeżdżenie na
rowerze i w weekend bieganie. Z dnia na dzień zaczynamy sobie
odpuszczać, bo nie widzimy efektu naszych wysiłków. A jeśli
nasze postanowienia, to nie tylko zrzucenie kilku kilogramów? Jeśli
planowaliśmy czytać codziennie 50 stron, przestać kłamać, rzucić
picie/palenie, a także małe obietnice: mówić chociaż jeden
komplement dziennie, by nie zostawiać naczyń w zlewie na noc.
To przecież powinno być proste. Tak niewiele, wystarczy tylko
konsekwencja, a jednak nawet takie rzeczy też się nie udają
większości z nas w dłuższym okresie czasu. Najpierw jeden dzień
przerwy, bo jesteśmy zmęczeni, bo jeden dzień nic nie zmieni, bo
coś. Tak się zaczyna, a później z jednego dnia robi się kolejny,
a gdy dni zamienią się w tygodnie i miesiące, nagle sobie
przypominamy o zapomnianych zobowiązaniach i możemy tylko
wzdychnąć. Kolejny raz nasze plany upadły i nic nie zmieni się
teraz, by mogły one powrócić na nowo. Chyba że znów w przyszłym
roku.
Nieśmiali i samotni, co roku pragną
tego samego. Pokonać swoją nieśmiałość i znaleźć swoją
wymarzoną połówkę, która wypełni naszą pustkę. Są
zdeklarowani, są chętni wyrzeczeń i otwarci na nowe wyzwania.
Nawet mogą rozpocząć inaczej się zachowywać, niż zwykle.
Częściej odpowiadać na zaproszenia innych, a nawet proponować
jakieś wyjścia ze znajomymi wychodząc z zasady, że miłości
się w domu nie znajdzie. Po czasie odkładania na później, w końcu
zarejestrowali się w portalach randkowych i nawet zaktualizowali
swój profil. Pierwsza od dłuższego czasu umówiona randka i nawet
udane, wcześniejsze rozmowy na czacie. Może po prostu w końcu
pozytywna odpowiedź na propozycje swatów. Wszystko zostało
przygotowane, tylko później pojawia się mały zgrzyt. Zapowiada
się dobrze, nawet bardzo dobrze, jesteśmy pełni optymizmu i już
od rana myślimy tylko o jednym. Mamy już naszykowane, po wielu
przymiarkach, ciuchy na wieczór, panie nakładają pierwszy, od
dłuższego czasu, makijaż. Wszystko musi być idealnie, albo
inaczej, niż zazwyczaj.
Fot.: www.izismile.com
Myśli o porażce przychodzą zawsze, więc
póki co je ignorujemy i pełni nadziei idziemy na spotkanie.
Pochłania to naszą całą uwagę i myślimy tylko o tym, co powiemy
i jak mamy się zachowywać. Najczęściej się zdarza, że im bliżej
jesteśmy miejsca spotkania, tym bardziej się denerwujemy. Gorzej,
jeśli w tym momencie zaczynamy panikować, że nic się nie uda i że
albo źle wypadniemy, albo nie będziemy mieli o czym rozmawiać. Im
więcej takich myśli do nas dochodzi, tym gorzej dla nas. Mamy
jeszcze chwilę, by się uspokoić. Jeszcze kawałek drogi przed
nami, by się wyciszyć, lecz machina w głowie ruszyła sama i nic
nie potrafi jej teraz zatrzymać. Dlatego zamiast skręcić do
miejsca spotkania, przechodzimy obok, bo jednak nie damy rady. Lepiej
nie pisać, nie dzwonić, ani nie odbierać, po prostu wrócić do
siebie. Później przebrnąć przez krępujące pytania i mieć znowu
spokój. W drodze powrotnej możemy wstąpić do sklepu po coś
słodkiego, albo alkohol, co pozwoli nam zapomnieć o dzisiejszej
porażce. Wtedy możemy spokojnie wrócić do naszego znanego,
samotnego życia.
Właśnie takich scenariuszy wam nie
życzę. Dużo wytrwałości w Nowym Roku i realizacji swoich
wymarzonych celów.
Antonina Kostrzewa
Etykiety:
blog,
czytanie,
dom,
myślenie,
narzekanie,
nieśmiałość,
plany,
problemy,
samotność,
smutek,
szczęście,
znajomi,
związek,
życie
2
komentarze
piątek, 19 grudnia 2014
Niechciane prezenty, nieszczere życzenia, czyli Święta samotnych
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Zbliża
się niezbyt ciekawy okres dla wszystkich samotnych. Wielkie
zamieszanie, obowiązek ubrania się ładniej, a przynajmniej
schludniej, kupienie prezentów, ubranie choinki i oczywiście
spędzenie połowy dnia ze swoją rodziną, z którą należy
rozmawiać, a do tego złożyć jeszcze życzenia. Wszelkie próby
uniknięcia tego kończą się na kłótni i możemy być pewni, że
i tak, i tak, zostaniemy siłą zaciągnięci do stołu. I to do tego
bez możliwości spoglądania, co chwilę na naszą komórkę. Nie
ukryjemy się przy wmawianiu choroby, ani także nie uciekniemy
nigdzie. W Święta, czy tego chcemy, czy nie, musimy je spędzić z
rodziną. O ile możemy wymigać się od pomagania w przygotowywaniu
kolacji wigilijnej, to na pewno będziemy na nią ściągnięci.
Choćby się paliło, to i tak będziemy musieli zasiąść przy
stole. I to właśnie wtedy zacznie się dla nas największy stres,
który będzie tylko narastał. Zacznie się od życzeń. Będą one
wyglądać, jak życzenia składane największemu wrogowi. Będziemy
się uśmiechać i odmawiać tą samą formułkę, jak co roku.
Zawsze zdrowie, zdrowie i pieniądze. Skoro wszyscy to wiedzą, to po
co o tym mówić. Zdarza się, że czasem ktoś powie coś bardziej
wyszukanego z cyklu:”Abyś znalazł sobie dziewczynę” albo
„Trochę urody nigdy ci nie zaszkodzi”. Takie życzenia są
jeszcze do przełknięcia, ale o wiele gorzej, gdy ktoś wypowie
zdanie w tym stylu przy innych gościach. Wtedy jest pewne, że cała
uwaga skupi się tylko na nas, a dalszych pytań nie będzie
końca. Nawet przygotowanie sobie wcześniejszych odpowiedzi nie
pomoże, gdy mamy przeciw sobie całą rodzinę, czekającą tylko,
by nas dobić w naszej samotności, albo próbować zeswatać z synem
sąsiada. Wtedy warto zacisnąć zęby, gdyż rok temu przeżywaliśmy
dokładnie to samo. Takie rzeczy bardziej zresztą bolą, niż
powiedzenie: „Jesteś nierobem”, bo dotykają nas bezpośrednio i
problemu, którego inni nie rozumieją. Gdy już miną wszystkie
rytuały świąteczne, przychodzi czas na prezenty. Tutaj możemy
podwójnie się rozczarować: z tych, które dostaliśmy, jak i z
tych, które daliśmy. Zazwyczaj nie oczekujemy niczego dużego, nie
musimy dostać najnowszego Playstation ani smartfona, nie muszą być
to ciuchy od Versace, ani perfumy Diora. Tak naprawdę obyłoby się
bez prezentów, ale jak tradycja, to tradycja. Najlepiej by było,
gdybyśmy sobie sami coś wybrali, albo wspólnie zamówili coś z
internetu. Jednak takie są tylko nasze pragnienia, a rzeczywistość
wygląda zupełnie inaczej. Dlatego, co roku otrzymujemy kolejne
skarpetki, sweter i rękawiczki. Co z tego, że nie muszą być wcale
brzydkie, ale po prostu mamy już ich wystarczająco tyle, że nie
potrzeba nam nowych. Zdarzają się też bardziej koszmarne prezenty,
jak: najtańszy zestaw kosmetyków, ubrania w różowych kolorach czy
płyty z muzyką zespołów, o których nigdy nie słyszeliśmy.
Fot. www.izismile.com
Oczywiście wypada się uśmiechnąć i podziękować, należy też
ukryć rozczarowanie, bądź niezadowolenie. W końcu nie każdy musi
lubić otrzymywać prezenty, jak i nie każdy musi okazywać z tego
powodu radość. O ile samych Świąt nie lubimy, to wiemy, jak inni
nasi domownicy przykładają do nich wagę. Dlatego staramy się,
razem z całą masą innych ludzi biegać po sklepach i
zastanawiać się, co możemy kupić innym tak, by im się to
podobało. Mimo że tego nie lubimy, to i tak co roku budzimy się z
ręką w nocniku i nie ma już czasu, by kurier zdążył coś
przywieźć z rzeczy zamówionych online. Przyjdzie nam chodzić od
półek do półek i myśleć, czy ten zestaw kosmetyków może być
odpowiedni czy też nie. Co roku sobie obiecamy, że tym razem nic
nie kupimy, albo weźmiemy pierwszą lepszą rzecz, a i tak
spędzamy mnóstwo czasu buszując samotnie między półkami.
Później zaś możemy zauważyć, że sami staraliśmy się być
mili, a teraz oprócz widoku rozczarowanych twarzy, przyjdzie nam
jeszcze wysłuchać komentarzy z cyklu: „A po co coś takiego
kupujesz”, „Chyba nie myślisz, że będę w tym chodzić” czy
„Jak coś, to damy wujkowi, może jemu się spodoba”. Kolejny raz przyjdzie nam zacisnąć zęby i odczekać jeszcze chwilę, gdy będziemy mogli po cichu odejść od stołu, zamknąć drzwi od naszego pokoju i włączyć komputer, by dowiedzieć się, że inni mają podobnie. Jeśli nikt nas nie zmusi, by pójść na Pasterkę, to Święta są już dla nas praktycznie zakończone i możemy zacząć martwić się, gdzie spędzimy w tym roku Sylwestra.
Młodzi,
którzy najbardziej wtedy narzekają, nie znają dobrze problemów
starszych osób, których samotność dotyka w ten sposób, że
Święta spędzają całkowicie sami. Nie mają, ani znajomych, ani
rodziny, która mogliby odwiedzić, a czasami, z którymi chcieliby
spędzić wspólnie czas, ale nie zostali zaproszeni. O ile, kiedyś
marzyli, by w końcu nie mieć Świąt, nie musieć szukać
prezentów, składać życzeń, a później razem jeść kolację, to
teraz tęsknią za tamtymi czasami, gdy nawet w telewizji nie ma, co
oglądać, a nowe informacje w internecie nie chcą się
aktualizować. Szkoda tylko, że zazwyczaj niektóre rzeczy zauważa
się zbyt późno.
Antonina Kostrzewa
piątek, 18 lipca 2014
Jesteśmy tacy sami, a jednak inni
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Podobno samotni żyją dokładnie tak samo, jak ich rówieśnicy. Po szkole czy pracy zazwyczaj mają tyle samo wolnego czasu, tylko zupełnie inaczej go spędzają. Nie chodzi o zainteresowania, predyspozycje czy dostępne pieniądze. Tutaj chodzi bardziej o chęci i stosunek do wspólnego spędzania czasu ze znajomymi. Gdy samotność trwa już długo, to nawet najlepsza propozycja spędzenia popołudnia nie będzie dla nas w ogóle atrakcyjna. O wiele lepszym rozwiązaniem, niż wspólna gra w tenisa czy przejażdżka rowerowa, będzie obejrzenie kolejnych trzech odcinków różnych seriali, później ugrzęźnięcie w demotywatorach i facebooku (w lepszych wypadkach udaje się czytać książki), by na koniec dnia, przed snem stwierdzić, że kolejny dzień był kiepski i nic nie zrobiliśmy, by było lepiej. Wtedy obiecujemy sobie, że jutro będziemy lepiej nastawieni i na pewno nie odmówimy na kolejną propozycję, ale akurat po przyjściu do domu dopada nas drzemka i kolejny dzień wyszedł tak samo.
Fot.: www.izismile.com
Miały być zmiany i silne postanowienia, które znowu są odłożone na przyszłość. Nic z tego, że co miesiąc trzeba płacić za karnet na siłownię/fitness, skoro byliśmy tam dwa razy w ciągu ostatnich kilku miesięcy, a nasze nowe rolki i strój kąpielowy leżą gdzieś zapomniane w szafie.Wciąż mamy nadzieję, że któregoś dnia będzie lepiej. I nawet, jeśli uda nam się w końcu wyjść, to i tak stwierdzimy, że wcale nie było to nic ciekawego i następnego dnia zostaniemy w domu, zamknięci w swoim pokoju, sam na sam z komputerem, który jest naszym jedynym oknem na świat.
Tak samo wygląda sytuacja z wydarzenia kulturalnymi: wyjściem na koncert, do teatru, bo do kina jeszcze uda się wybrać, bo to praktycznie to samo, co oglądanie filmu w domu, a tego jest cały czas ciemno. O ile uda się samotników namówić na wyjście, to nie potrafią oni w pełni cieszyć się z tego, co przeżywają. Szybko się nudzą, albo zaczynają rozmyślać, co mogliby robić w tej chwili gdzieś indziej, a najczęściej o tym, co mogliby robić teraz w domu.
Fot.: www.happymonsters.tumblr.com
Koło znowu się zamyka i wracamy do sytuacji wyjścia, przy czym jeśli rzadziej się wychodzi, to ma się mniejsze szanse, by znaleźć kogoś, kto może się stać naszą drugą połówką.
Antonina Kostrzewa
poniedziałek, 10 lutego 2014
Walentynki online
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Kolejny rok zbliżają się Walentynki, czyli święto zakochanych. Co roku ta sam trauma dotyka osoby samotne otaczane z każdej strony czerwonymi serduszkami, ofertami imprez dla singli, wieczorów dla samotnych czy też randek w ciemno. Dla prawdziwie samotnych takie atrakcje wiele nie zmieniają, a do tego jeszcze utrudniają życie.
Fot. www.izismile.com
Jak można w świecie zakochanych znaleźć miejsca dla samotnika, który z jednej strony chce być sam, bo tak mu lepiej, a z drugiej strony, marzy skrycie, by spotkać miłość swojego życia? Przez otaczanie naszej codzienności serduszkami na miesiąc przed 14. lutego, sprawiamy, że wszyscy samotni odczuwają brak drugiej osoby jeszcze bardziej. W tym roku święto (o ile tak można nazywać ten dzień) wypada w piątek, a więc czeka nas cały weekend atrakcji. Zaczynamy już w szkole lub w pracy, by dopiero po powrocie do domu oderwać się od różowej rzeczywistości i zaszyć się w swoim pokoju przed komputerem, gdzie spędzimy resztę wieczoru, jak i nocy. W ten jakże wyjątkowy dzień nie mogłoby być inaczej, gdyby nasi znajomi nie próbowali nas wyciągnąć z domu i spróbować znaleźć dla nas wymarzoną połówkę. Jakby nie wiedzieli, że życie nieśmiałych, to nie wychodzenie przed szereg i opowiadanie o sobie nie wiadomo czego, by pokazać się, z jak najlepszej strony. Tak naprawdę to nic nie mówimy na nasz temat, a zwłaszcza na temat naszego nudnego życia, w którym niewiele się dzieje, a ten jeden dzień w roku na pewno niczego nie zmieni i nie wyciągnie nas z depresji samotności.
Fot. www.izismile.com
Antonina Kostrzewa
Etykiety:
14 luty,
blog,
nieśmiałość,
samotność,
singiel,
smutek,
szczęście,
walentynki,
zabawa,
znajomi,
związek,
życie
2
komentarze
piątek, 10 stycznia 2014
Nowy kRok, nowe wyzwania
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Bardzo ładną wiosnę mamy tej zimy. Słyszę to praktycznie codziennie, ale dobrze wiem, że śniegi też przyjdą. Oczywiście nie chcę by było -30 za oknem, ale trochę poprószyć, by mogło. Na narty się raczej nie wybiorę, ale po śniegu pobiegać mogę, ba, nawet mogę na sankach zjechać. Pogoda dopisuje, słońce się pokazuje, to i humory dopisują. Akurat nie mam w tym roku zbyt wielu postanowień noworocznych. Ogólnie to żadnego sobie nie zrobiłam, ale jakieś tam swoje mam od dłuższego czasu mam i mogłabym je utrzymać. Najważniejsze, jak zawsze, to więcej czasu przeznaczyć na rzeczy konstruktywne i przestać marnować czas na głupoty. W takim wypadku musiałabym wyrzucić komputer przez okno, albo chociażby odciąć się od internetu na trochę.
Fot. www.izismile.com
Ja wiem, że wielu z was ma szeroko zakrojone postanowienia, jak rzucanie palenia, albo schudnięcie 10 kilogramów. Tylko, jaka to różnica, czy postanowimy sobie w Nowy Rok, czy np. 8. stycznia?? Dla mnie nie ma to różnicy, bo zazwyczaj większości takich postanowień się nie dotrzymuje. Niestety. Dlatego w Nowym Roku życzę Wam, jak i sobie, byśmy trwali w błogiej nieświadomości i spełniali swoje przyrzeczenia, nawet o nich nie wiedząc. Wtedy pokonamy wszystkie niedogodności i nie zrobimy sobie wielkiej górki, której, nie da rady przeskoczyć. Żyjmy pełnią życia i starajmy się być uczciwi wobec siebie, wtedy znajdziemy, choć trochę szczęścia.
Antonina Kostrzewa
wtorek, 31 grudnia 2013
Rok minął, a nic się nie zmieniło
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Może jednak wszystko się zmieniło. Może cały świat zmienił się o 180 stopni, tylko my cały czas jesteśmy tacy sami. Całkowicie pochłonięci sobą i swoimi problemami. Czy zmiana roku ma jakiekolwiek znaczenie. Czy jutro obudzimy się całkiem inni? Data jest symboliczna, jak "zaczynam szukać pracy od poniedziałku". Wszystko znajduje się w nas samych i jeśli powiemy sobie, że w najbliższą środę zmienimy całe nasze życie, to dlaczego tego nie robimy? Czy brakuje nam energii czy odwagi? Czemu zadajemy sobie każdego dnia te same pytania? A może wracamy tylko do nich, co jakiś czas? Zresztą, jak widać ja też piszę ze znakami zapytania, więc może nie potrafię także odpowiedzieć na proste pytania.
Fot. www.izismile.com
Tylko, o co tak naprawdę chodzi w życiu? Czy lepiej znaleźć naszą drugą połówkę czy może po prostu być szczęśliwym? Gdzie jest to szczęście? Chowa się za górą pieniędzy, a może za piątką dzieci? Szczęście jest w nas i czasami brakuje nam tylko iskry, by je zobaczyć.
Antonina Kostrzewa
czwartek, 7 listopada 2013
Życie w cieniu, czyli świat bez pochwał
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Jak żyć, gdy każdego dnia nikt nas nie zauważa. Jak udowodnić, że coś potrafimy, jeśli na każdym kroku słyszymy tylko krytykę. Jak zwyciężyć, jeśli pochwał brak. I jak wyjść na powierzchnię, gdy każde słowo sprawia, że osoby nieśmiałe jeszcze bardziej zamyka się w sobie i ucieka w swój własny świat. Mówi się, że niektórzy mają już takie predyspozycje, ale jak zawsze to wpływ rodziców jest najważniejszy. To oni potrafią jednym słowem wyzwolić pasje, a drugim sprawić, by dziecko nie chciało się czymś pochwalić. Wydawać by się mogło, że okres dzieciństwa nie jest znacząco ważny w kształtowaniu dojrzałego życia, jednak, jak się okazuje to właśnie te niepozorne dzieciństwo, czas laby i zabawy do mniej więcej dziesiątego roku życia stabilizuje nasze dalsze predyspozycje i wpływa na naszą całą przyszłość.
Fot. www.izismile.com
To wtedy kilka małych rzeczy sprawia, że nasza pewność w dorosłym życiu siebie znika gdzieś i chowa się za czarnymi chmurami. Nie wierzymy w nasze umiejętności, albo stwierdzamy, że w ogóle ich nie mamy. Gdzieś czasami odnajdujemy przez chwilę zadowolenie z prostych czynności i przypominamy sobie, że kiedyś już to robiliśmy. Krok po kroku odkrywamy nasze karty i wracamy do wspomnień, kiedy coś szczególnego sprawiało nam przyjemność i jedno słowo naszego dziecięcego autorytetu sprawiło, że nigdy więcej nie staraliśmy się tego robić ponownie. Dopiero teraz widzimy, że już jest trochę za późno na niektóre rzeczy, że zaprzepaściliśmy nasz talent. Niektóre zdolności da rady nabyć tylko w wieku dziecięcym, później nauka nie przychodzi tak łatwo, a nasze ciało nie zawsze jest sprostać różnym czynnościom. Dlatego teraz zastanów się przez chwilę nad swoją przeszłością. Dawno temu, w dziecięcych czasach. Przypomnij sobie powrót do domu z pierwszą klasówką, tą najlepszą ze wszystkich i tą średnią, a następnie sięgnij w pamięci do reakcji rodziców. Nie przypominaj sobie słów, one nie zawsze znaczą wiele. Odtwórz w pamięci język gestów, te mimowolne reakcje, które potrafią zmienić wszystko. A na koniec zastanów się, jakie uczucia ci towarzyszyły wtedy, a jakie teraz, gdy patrzysz na to przez pryzmat doświadczenia. Były to pochwały czy raczej niezadowolenie, a może fałszywe słowa, które zdradziły gesty. Znajdź jeszcze w głowie czas, jaki rodzice poświęcali na twoje zainteresowania, jak bardzo byli zaangażowani w to, by ci się udało coś osiągnąć. Znajdź ten obraz, utrwal go sobie w pamięci, a gdy otrzesz łzę z policzka, odnieś to wszystko do teraźniejszości i odpowiedz na jedno tylko pytanie: Za co mam podziękować?
Świat bez pochwał istnieje obok nas. Jeśli nie dotyczył nas samych, to może dotyczy naszych najbliższych. Jeśli znajdziemy go w swojej głowie, to może nam to pomóc rozwiązać kilka problemów naszej teraźniejszości. Znaleźć nasze nowe hobby, wyzwolić dziecięce pragnienia i żyć na nowo.
Fot. www.izismile.com
Lepiej nie doceniać, niż dawać fałszywe wyobrażenie wartości.
Antonina Kostrzewa
Etykiety:
blog,
dzieci,
kompleks,
myślenie,
narzekanie,
nieśmiałość,
problemy,
przyczyny,
rodzice,
rodzina,
szczęście,
talent,
znajomi,
życie
4
komentarze
środa, 9 października 2013
Całkiem inny, samotny dzień
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
A może by tak jednego dnia trochę poudawać. Tak po prostu. Niech skończy się samotność i nieśmiałość, niech pojawi się uśmiech, odwaga i chęci do życia. Czy to naprawdę dużo? Myślę, że nie. Plan jest bardzo prosty. Zamiast przeleżeć kolejną sobotę, albo snuć się po domu, weźmy się do działania. Budzik, a niech dzwoni rano i głośno. Jeszcze lepiej, jak wstaniemy minutę przed nim, zawsze to minuta więcej dla nas. Poranne bieganie? Może nie przesadzajmy, będzie dobrze, jak jak zjemy w miarę zdrowe śniadanie, ale najpierw musimy się przekonać, że ten dzień jest ważny i wyjątkowy.
Fot. : www.izismile.com
Uśmiech, kilka min przed lustrem, afirmacja i możemy lecieć pod prysznic. Otwieramy szafę, a najlepiej wszystko w pokoju. W końcu możemy się ubrać coś wyjątkowego. To nasza sobota, a nie jakiś kolejny, szary dzień. Bez ekstrawertyzmu, ale z pewnością dostojniej, niż zazwyczaj. Niech nas strój mówi za nas, niech opowiada, że ilość kolorów, to poziom naszego szczęścia. Oprócz tego możemy kilka dawno nieużywanych, domowych rzeczy spakować do wyniesienia. Wiem, że trudno się pozbyć ulubionego, dziesięcioletniego swetra, ale czasem po prostu trzeba. To tylko trochę wysiłku, może za tydzień o nim nawet nie będziemy pamiętać, bo i tak ciężko było go znaleźć na dnie szuflady. Czas na spotkanie ze światem. Bez pośpiechu, powoli. Wyjdźmy do ludzi. Spotkajmy się z kimś. Napiszmy milion smsów, na pewno wszyscy nam nie odmówią wspólnego popołudnia. I co, że nie mają z kim dzieci zostawić, albo są zajęci, a może powodem jest to, że tak późno do nich piszemy? Nie ma się, co martwić, nie pójdziemy z nimi, to się nie załamiemy. Dzisiaj jest nasz dzień. Zaplanowany wczorajszego wieczoru, więc nie było mowy o ustalaniu spotkań wcześniej. To nam przypadnie cała gorąca czekolada, a nawet dodatkowe ciastko. Nie ma, co myśleć o kaloriach. To zostawimy sobie na jutro. Obiad w gustownym miejscu czy w naszej ulubionej knajpce? Możemy zaszaleć, kto nas skontroluje. Bez przejmowania się pojedynczym stolikiem.
Fot. : www.izismile.com
Jesteśmy wyjątkowe, więc nam się należy dzisiaj cały stolik i będziemy przy nim siedzieć, ile nam się chce. Nikt nas nie wygoni, nikt się nie dosiądzie, bo to w taki dzień, jak dzisiaj, cały świat jest nasz. Może kino? A czemu, by nie. Dzisiejsze wydatki będą powodem rozmyślań dopiero jutro. Możemy wybrać sobie miejsce gdziekolwiek, dokupić duży popcorn, a do tego nie musieć się sprzeczać, czy horror czy komedia. Komedia romantyczna? To można obejrzeć w domu pod pierzyną. Niech efekty specjalne wypełnią całą salę, niech się dzieje. A może lepiej wybrać się na bajkę z dubbingiem? Wybór należy do nas, nikt nie będzie nas oceniał. Ani osoba siedząca obok, ani kasjerka. To nasz wybór i bądźmy pewne od początku do końca. Koniec manipulacji i oszukiwania. Przypominam, nasz dzień, nasze zasady. Po udanym seansie możemy wpaść na chwilę do sklepu, gdzie zakupimy wino na nasz specjalny wieczór. Nie przesadzajmy z pójściem na imprezę lub na drinka, to nie w naszym stylu. Po całym dniu nieobecności i to do tego przyjemnie spędzonym, a nie w pracy, możemy cieszyć się własnym kątem. Zapalmy świecie, delektujmy się winem i weźmy jakąś książkę, albo dopiero teraz sobie pozwólmy na komedię romantyczną. Nasz dzień się powoli kończy, ale to właśnie dzisiaj możemy zasnąć tak, jak chcemy. Przed ekranem komputera, w makijażu, w ciuchach. A dlaczego by nie. Wszystko zależy tylko od nas. A gdy minie godzina dwunasta i skończy się nas dzień, możemy zapłakać cicho, bo mimo wielkiego planu wciąż nic się nie zmieniło. To był kolejny samotnie spędzony dzień, a uśmiech na twarzy nic w nim nie zmienił. Jedyne co się zmieniło, to stan naszego konta, poczucie własnej wartości, ale chociaż świadomość, gdzie mają nas nasi znajomi, została bez zmian.
Antonina Kostrzewa
Etykiety:
alkohol,
blog,
książka,
makijaż,
miasto,
nieśmiałość,
pieniądze,
przyjaciele,
relaks,
samotność,
singiel,
szczęście,
znajomi,
życie
3
komentarze
czwartek, 5 września 2013
Samotności się nie ukryje
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Nie muszę nikomu przypominać, że zaczął się wrzesień. Dla jednych pierwsza myśl to szkoła, dla innych koniec wakacyjnych rozkładów jazdy, a jeszcze dla innych początek jesieni. Jakby na to nie patrzeć, jesień w tym rok przywita nas wyjątkowo szybko, o zimie już nie wspominając. Jak już wam kiedyś wspominałam, zimne miesiące są ulubionymi dla samotników, bo nikt ich wtedy nie zmusza do wychodzenia z domu, uprawiania sportów czy wspólnych wyjazdów. Mogą spokojnie zamknąć się w swoich czterech ścianach i robić to, na co mają ochotę. Nawet, jeśli ma to być przysłowiowe nic. Tylko samotność nie daje o sobie zapomnieć, nawet teraz, gdy zmuszeni jesteśmy widzieć więcej osób w szkole czy po skończonych urlopach w pracy. Szybkie podsumowanie naszych wakacji i porównanie ich do innych sprawia, że czujemy się gorsi.
Fot.: www.izismile.com
I to właśnie takie rozmowy o tym, co się działo w naszym wolnym czasie sprawiają, że spada nasza samoocena, która zazwyczaj znajduje się kilka centymetrów nad poziomem zero, co bezpośrednio może prowadzić do depresji czy zamknięcia się w sobie. Jeśli uporamy się z tym problemem, to samotność nadal będzie na nas czyhać. Będziemy powoli obserwować zmianę wśród wszystkich ludzi. Przestaną siedzieć w parku czy wyjeżdżać na weekendy nad wodę, tylko przeniosą się do restauracji, knajpki czy kina. I mimo że ich będzie coraz więcej, to nasza samotność przy tym nie zmaleje. Będziemy jeszcze bardziej czuli ich wzrok, ich współczucie czy litość.
Fot.: www.izismile.com
Wszelkie te spojrzenia, które nas irytują, choćby były całkowicie niewinne. I wszystko to sprawi, że upewnimy się naszym przekonaniu, że w domu jest nam najlepiej. Nie ważne, czy mamy do dyspozycji mały pokoik, małe mieszkanie czy piętro. W nich tylko potrafimy znaleźć bezpieczny kąt
Antonina Kostrzewa
czwartek, 15 sierpnia 2013
Prawdziwe wakacje
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Nie pamiętam, naprawdę nie pamiętam, kiedy miałam ostatni raz prawdziwe wakacje. W prawdziwości tej nie uważam dwóch tygodni na Karaibach, ale po prostu wakacji, które bym odczuła, jako odstresowanie. Patrząc na ostatnie lata, to o ile w ogóle ciężko sobie pozwolić na urlop będąc samo zatrudnioną, to nawet normalny urlop w pracy zawsze przychodził mi niejako z łaską.
Fot. www.izismile.com
Do tego zawsze wiedziałam, że po powrocie do pracy będą miała do nadrobienia dwa tygodnie. To już wystarczało, by końcówkę urlopu mieć zawaloną.
Na starcie najczęściej stawała gotówka, ale czasami udawało się coś odłożyć na wyjazd, o ile pralka, ani lodówka nie odmawiały posłuszeństwa w dniu opłacenia wycieczki czy podjęcia o niej decyzji. Kwestie pieniężne nie są najpoważniejsze przy wyjeździe, bo zamiast wakacji za granicą, można pojechać nad jakieś jezioro czy w Bieszczady. O naszym morzu nie piszę, bo jak większość wie, wcale taniej nie wychodzi. Gorzej jest pod tym względem, gdy jedziemy gdzieś ze znajomymi i okazuje się, że nie możemy sobie pozwolić na jakieś dodatkowe atrakcje, bo prostu nie mamy już za co. O ile można zrozumieć, że nie stać nas na wycieczkę na zwiedzanie jakiegoś zamku, to ze wspólnego jedzenia w restauracji, tudzież w pizzerii gorzej się jest wymigać. I co wtedy? Zadłużyć jeszcze bardziej kartę kredytową czy wyjść na przysłowiowego dziada? Przerabiałam to milion razy i argumenty na temat braku gotówki raczej nie przechodzą. Niestety. Nie możemy sobie czasami na wszystko pozwolić. Szkoda, że jadąc raz na kilka raz na wakacje nie możemy spokojnie zjeść na mieście bez patrzenia i przeliczania cen, albo za granicą, gdy mamy all inclusive, pojechać na wycieczkę fakultatywną, albo kupić coś w miejscowym sklepie. Tak to czasami wygląda i sprawia też, że nie korzystamy w pełni w wypoczynku, bo i tak martwimy się o stan portfela, nawet przy najmniejszych wydatkach, jak woda. Dajmy już spokój pieniądzom, bez nich potrafię też odpoczywać.
Fot. www.izismile.com
Stresuję się, gdy nie ma dobrej pogody, ale na to nie mam wpływu. Mogą mnie stresować inni ludzie i ich zachowanie, gdy są moimi sąsiadami, ale z tym sobie mogę poradzić.
O wiele gorzej jest z tym, że zabieram na wakacje stres domowy, pracowniczy czy rodzinny. I to jest prawdziwy problem wielu ludzi jadących gdzieś sobie wypocząć. Zamiast opalać się na plaży, to rozmyślają o tym, że może powinni być, gdzieś indziej, albo że powinni robić coś innego. Mają pretensje do siebie, że się za mało ruszają, że za dużo jedzą i sami dokładają sobie kolejnych problemów. Nie potrafią się bawić nawet w gronie swoich znajomych i morze alkoholu nie sprawi, że poczują się lepiej. W takim razie chyba lepiej odpocząć w domu i narzekać, że się nigdzie nie pojechało, niż wyjechać na wakacje i nie korzystać z ich uroków.
Dla pozostałych muszą wystarczyć krótkie wypady weekendowe. Jeśli tylko nie będą od piątku myśleć o zbliżającym się poniedziałku...
Dla pozostałych muszą wystarczyć krótkie wypady weekendowe. Jeśli tylko nie będą od piątku myśleć o zbliżającym się poniedziałku...
Antonina Kostrzewa
poniedziałek, 15 lipca 2013
Wymówki powakacyjne - samotność boli
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Ostatnio opisywałam, w jaki sposób odmówić znajomym wspólnego wyjazdu na wakacje. Teraz przyszła pora im wytłumaczyć, dlaczego nie jesteśmy opalone/-ni po powrocie do szkoły czy pracy. W końcu zawsze przyjdzie ten moment, że się ktoś spyta, jak minął urlop, albo co się działo ciekawego w wolnym czasie.
Sprawdzone rozwiązania:
Fot. www.izismile.com
Wymyślanie wielkich podróży do Skandynawii i tak szybko wyjdzie na jaw. Choćbyśmy i znali w miarę Photoshopa, to jeśli same zdjęcia nas nie zdradzą, to pewnie znajdzie się ktoś, kto tam był, albo miał przesiadkę na tym samym lotnisku. Kilka pytań i po nas. Jak się tłumaczyć, to z głową.Sprawdzone rozwiązania:
- Wyjazd do rodziny - w to może uwierzyć każdy, że co roku mamy zaplanowane wakacje u naszych kuzynek/kuzynów gdzieś w Bieszczadach, w Lubuskim czy na Kaszubach. Najlepiej wybrać miejsce z dala od morza, gór czy większych atrakcji, by nie tłumaczyć się z braku pamiątek, zdjęć, opalenizny i wiedzy o zabytkach.
- Nieważny paszport - można opowiedzieć, że się miało wszystko zaplanowane i wykupione, ale nieważny paszport popsuł wszelkie plany. Nie trzeba dramatyzować o problemach na lotnisku, lepiej po prostu powiedzieć, że nawet się nie zaczęliśmy pakować i biuro podróży jakoś się dało ubłagać na zwrot 50% wpłaconej sumy. Dodatkowo zyskujemy efekt ofiary losu.
- Choroba - pisałam o tym także w poprzednim wpisie, jednak nic tak dobrze nie działa, jak opowiedzenie o popsutych planach wakacyjnych przez grypę żołądkową. Wystarczy kilka pierwszych zdań i nawet nikt się nie pyta dokładnie, ile trwała, ani co dokładnie było w planach. Można opowiedzieć także o kontuzji i obozie sportowym, ale czy ktoś w to uwierzy?
- Wakacje w mieście - w czasie urlopu można nadgonić czas z załatwieniem ważnych spraw - urzędy, poczta, dawno niewidziani znajomi, a może nawet odwiedziny. Trzeba jednak uważać na pytania, dlaczego z okazji wolnego nie dzwoniliśmy czy nie odwiedzaliśmy stałych znajomych.
- Opieka nad osobą starszą, psem, kotem - byliśmy uziemieni i tyle. To był nasz obowiązek i nikt nie mógł tego zrobić za nas. Można trochę ponarzekać na taką, a nie inną sytuację i obiecać, że w przyszłym roku na pewno gdzieś pojedziecie.
- Remont - skoro o wakacjach w mieście mowa, to czemu nie powiedzieć o remoncie, wielkim sprzątaniu czy porządkach w piwnicy. Możemy być pewni, że teraz każdy by nam chętnie pomógł, zwłaszcza, że jest już po czasie. W końcu można na znajomych zawsze liczyć.
- Praca - dorabianie w trakcie wakacji to dobry pomysł na załatanie naszego budżetu. Nawet, jeśli nie pracowaliśmy, to można opowiedzieć, że praca na produkcji nie była taka straszna i jakoś nam się udało zarobić parę groszy i pozbyć długów. Należy zawsze mówić o spłacie długów, bo w przeciwnym razie nie wymigamy się przed wspólnym Sylwestrem.
- Gorący seks - najlepsze wymówki to te najmniej prawdopodobne. Można powiedzieć, że przez cały czas nie wychodziliśmy z łóżka będąc tam z piękną sąsiadką. Teraz jej mąż wrócił z delegacji i wszystko wróciło do normy. Pewnie nikt nie weźmie tego na poważnie i spyta się nasze prawdziwe wakacje, więc lepiej uważać.
To chyba główne wymówki dla znajomych. Dla polepszenia efektu można zawsze pójść do solarium czy użyć samoopalacza.
A dlaczego nie powiedzieć prawdy?
A dlaczego nie powiedzieć prawdy?
Fot. www.izismile.com
W końcu to nic strasznego siedzieć w domu bez celu, nudzić się, oglądać seriale i grać na komputerze. Czas spędzony w oknie obserwując szczęśliwe osoby, czas przed ekranem podziwiając cuda przyrody, a może czas spędzony przed ekranem zastanawiając się, co można by było zrobić, gdyby nam się chciało. Przespane popołudnia, wypłakane wieczory, a może nieprzespane noce. Tyle rzeczy, które osoby samotne robią w wolnym czasie, a są na tyle interesujące, by opowiedzieć o nich innym.
Antonina Kostrzewa
wtorek, 14 maja 2013
Niespełnione marzenia
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Marzenia, ach marzenia. Zmieniają się z wiekiem, sytuacją finansową, zdrowiem itd. Inne marzenia mają dzieci, a inne dorośli. Większość dzieci przechodzi okres fascynacji różnymi zawodami: strażak, policjant, lekarka. Później się to rozmywa, ale w przyszłości pojawiają się wyrzuty, że mogliśmy się trzymać wyznaczonych przez nas celów. Przedszkole to już czas kształtowania naszych umysłów i nakierowania ich na konkretne rzeczy. Jeśli wtedy zaczyna nas fascynować rysowanie lub muzyka, to dobrze rozwijać dziecko w tym kierunku. W innym wypadku skończy ono jako przeciętniak wśród reszty szarego społeczeństwa wstając rano do pracy i wracając później do domu przed telewizor.
Fot.: www.izismile.com
Wtedy może już być za późno na zmiany, albo bardziej na motywację do zmian. Zacznie się wyliczanie, że inne studia, że ryzyko wyjazdu za granicę, że inna decyzja, zmieniłaby nasze codzienne życie. Zastanawianie się każdego dnia, dlaczego jest tak, a nie inaczej jest tylko pogrążaniem się w szarości. Zazdroszczenie innym sukcesów też nie odmieni naszego życia. Jeśli już analizujemy swoje dzieciństwo, to przypatrzmy mu się trochę z innej perspektywy. Co lubiliśmy robić, co sprawiało nam przyjemność? Były to zwykłe lekcje, zajęcia sportowe, muzyczne czy plastyczne? Znajdźmy obraz nas, jako dziecka, które było zagubione i nie wiedziało, na co się zdecydować, ale niektóre rzeczy bardziej je ciekawiły. Gdy znajdziemy naszą dziedzinę, nie idźmy dalej. Zostańmy w tym dzieciństwie i popatrzmy teraz na innych. Nasz kolega został znanym koszykarzem. Przypomnijmy sobie, jak wyglądało jego zainteresowanie sportem w dzieciństwie itd. Z tego wszystkiego powinien nam wyłonić się obraz, że dzieci, które przejawiały większe zainteresowanie daną dziedziną i które w późniejszych latach ciężko pracowały udoskonalając ją odniosły sukces. Sukces, który także przepłaciły nieprzespanymi nocami i brakiem znajomych, ale z punktu widzenia innych, był to sukces. Teraz popatrzmy na nasze zainteresowania szkolno-przedszkolne i zobaczmy, w którym momencie się poddaliśmy i kto na to wpłynął. Nauczyciel, koledzy, rodzice, my sami? Teraz popatrzmy na nasze życie. Nadal przejawiamy zainteresowanie tymi dziedzinami, co 20, 30 czy nawet 50 lat temu. Po prostu dziecku było łatwiej rozwinąć się i nie przejmować się błędami. Zmarnowaliśmy najlepszy nasz czas, ale nigdy nie jest za późno. Nie musimy odnieść sukcesu, ani być milionerami, bo nie o to chodzi w życiu. Miejmy satysfakcję z życia i nie żałujmy tego, czego nie zrobiliśmy, bo niektóre rzeczy można zawsze jeszcze naprawić.
Fot.: www.izismile.com
Antonina Kostrzewa
środa, 1 maja 2013
Jak znaleźć miłość? Czyli kilka słów o związkach.
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Sposobów poszukiwań jest wiele, jednak czasami rady innych wcale nie pomagają. Musimy wtedy wymyślić coś zupełnie nowego, by znaleźć swoją drugą połówkę. Nam przychodzi to zdecydowanie ciężko, a innym nadzwyczaj łatwiej. Skąd takie różnice?
Przeanalizujmy naszych znajomych. Zwłaszcza tych, którzy jeszcze nie są po ślubie. Jak to wygląda i wyglądało u nich - to poszukiwanie partnera i trwanie w związkach. Otóż w pewnym momencie tej analizy zauważymy pewną zależność i będziemy mogli przypisać osoby do pewnych grup. Są to osoby, które:
- Wiecznie są same;
- Są same, ale czasami wchodzą w związki, które rozpadają się same z siebie;
- Po kilku związkach znajdują swoją połówkę na resztę życia. Przerwy między związkami są nieregularne;
- Wiecznie kogoś mają, a ich związki kończą się szybko i drastycznie. Przerwy między związkami są krótkie;
- Wiecznie kogoś mają, a ich związki są długie. W przerwach nie szukają innych partnerów, a oni sami się pojawiają;
- Znajdują od razu miłość na całe życie.
Fot. www.izismile.com
Mówi się, że niektórzy nie potrafią żyć sami i dlatego zawsze są z kimś. Choćby z góry zakładali, że ten związek jest skazany na porażkę. Czy to znaczy, że samotnicy są bardziej wybredni i nie wiążą się w pary, gdy nie ma to racji bytu? Po trochu tak. Gdzieś podświadomie nie chcemy ryzykować, bo wiemy, że późniejszy ból rozstania może być na tyle ciężki, że łatwo będzie nam wpaść w depresję. Do tego powrócenie i przyzwyczajenie się do samotności znów zabierze nam dużo czasu. Lepiej zostawić wszystko tak, jak jest. Po co ryzykować i tylko się sparzyć.
Co jednak, gdy nigdy się nie dowiemy, że w ten sposób omijają nas wspaniałe chwile? Może to był ta wybrany, albo ten jedyny? Gdy samotnicy nie będą pewni przyszłości wolą narzekać w zaciszu swoich czterech ścian, niż przyznać się do błędu.
Można poprawić swoją atrakcyjność i zadbać o siebie. Będziemy wtedy bardziej dostrzegalne/-ni przez płeć przeciwną. Można także przełamywać swoją nieśmiałość i rozpoczynać rozmowę z całkiem nieznanymi osobami, bądź umawiać się na randki z nowopoznanymi.
Tylko, czy to wszystko ma sens, jeśli gdzieś w naszej głowie jest blokada? Ci, którzy wiecznie kogoś mają nie myślą o tym, co będzie za miesiąc czy za rok. Myślą tylko o tej chwili, kiedy jedna sekunda może zmienić ich dalsze życie i nie wahają się wykonać kolejnego kroku. Po prostu działają. Martwić będą się później. Czy miałby to być kac moralny czy może dobre wspomnienia, to lepiej żałować, że się coś zrobiło. Nie myślą o tym, że może uda się coś dobrego z tego związku uzyskać po pierwszych pięciu minutach. Nie planują przyszłości, dzieci i całej tej otoczki.
Więc by znaleźć miłość po prostu wyjdź do ludzi i wyłącz myślenie. Kto wie, może to ta/ten.
Fot. www.izismile.com
Warto spróbować..
Antonina Kostrzewa
piątek, 22 marca 2013
Nic się nie zmienia na lepsze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Sama wam często tutaj piszę o zmianach, jakie trzeba wprowadzić w swoim życiu, by coś się potoczyło ono lepiej. Zmian, które powodują impuls do działania i zmian, które prowadzą do sukcesu, albo chociaż do odrobiny szczęścia.
Fot. www.izismile.com
Niestety u mnie samej coś ciężko to idzie.
Zacznijmy od początku.
Rozpoczęłam swoje wiosenne porządki.
Punkt pierwszy szafa i masa ubrań, w których już nie chodzę. Znając już powiedzenie, że trzeba zrobić miejsce na nowe rzeczy, zabrałam się do segregacji. Na pierwszy rzut poszły skarpetki i na tym skończyła się moja segregacja. Nie wiem, jak inni to robią, ale w moim wypadku bardzo ciężko rozstać z ciuchami, które mają dla mnie jakąś historię. To przywiązanie sentymentalne sprawia, że nie mogę pozbyć się starego swetra, który wygląda już tak, że mogę go nosić tylko w swoim zaciszu, ale jednak znaczy dla mnie więcej niż pięć nowych. Ostatnio z pomocą przyszła mi koleżanka, ale niewiele to zmieniło. Musiała wysłuchać historii kilka z moich ubrań i dała sobie spokój: "Z takim podejściem, to masz już ciuchy na starość".
No cóż nie udało mi się do końca. Za to o wiele lepiej poszło mi sprzątanie starych papierów, których sterta urosła mi koło łóżku. Posegregowałam je i połowa z nich zniknęła. Od razu poczułam się lepiej. Nie miałam żadnych problemów, by ich się pozbyć. Będąc już przy papierach postanowiłam sprawdzić, jak wyglądają moje niedokończone książki. I cóż. W tym wypadku nie wiem czy dobrze o tym pisać, ale naliczyłam się czterech sztuk na komputerze i jednej w zeszycie. Otwieram plik, ponad 70 tysięcy znaków, przeglądam. No tak, dobrze to pamiętam, nawet plan jest rozpisany do samego końca książki. Do tego skróty, wykaz imion z powiązaniami i daty. Mogłabym się za to wziąć, ale nie wiem dokładnie, gdzie skończyłam wcześniej. Muszę wszystko wydrukować, przeczytać i... Oczywiście, że nie dokończę jej pisać, tylko będę zmieniać wcześniejszą fabułę i poprawiać błędy. Zamknęłam plik. Na razie. Otwieram następny i podobne wrażenia. Dotarłam do najnowszej pozycji i tu mogłabym jeszcze coś zrobić, ale prawda jest taka, że mam milion innych rzeczy do robienia i zanim trafi się odpowiedni dzień i mogę wszystko na nowo zapomnieć. Nie gonią mnie terminy, wydawnictwo nie naciska, nikt nie oczekuje z niecierpliwością. Dlatego tak ciężko to idzie.
Fot. www.izismile.com
Nie pozostaje mi nic innego, niż zacisnąć zęby i postarać się trochę bardziej! Albo wysłać do wydawnictwa fragment, a później gonić i gonić, w razie wstępnej akceptacji.
Zachęcam wszystkich do działania.
Antonina Kostrzewa
piątek, 15 marca 2013
Nic mi się nie chce, czyli wiosenna depresja
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Sama już nie wiem, czy to może przez tą pogodę i ciągnącą się z przerwami zimę, czy to już kryzys wieku średniego połączony z codziennymi problemami? Do worka problemów mogę dorzucić jeszcze kiepski stan zdrowia i z całości tej, jakże cudownej układanki otrzymamy osobę, która najchętniej zostałaby w łóżku, przykryła głowę kołdrą i nie wychodziła z niego przez cały dzień. Niestety tak dobrze, jakbym chciała, być nie może. Muszę, jak wszyscy inni, znosić trudy dnia codziennego, zaś wieczorami, gdy mogłabym coś zrobić ciekawego, albo po prostu pójść szybciej spać, to wykorzystuję internet do marnowania swojego czasu. Czemu to tak się dzieje? Czy to tylko brak dostatecznej ilości promieni słonecznych, albo brak koloru zielonego na horyzoncie?
Fot.: www.izismile.com
Może po prostu doszłam do etapu, że lepiej się nie pokazywać za dnia i twarz swą skrywać w zmroku. Mogę czekać, aż samo mi wszystko przejdzie, przecież wcześniej przechodziło. Tylko, do kiedy mam czekać? A jak jutro nie przejdzie i będzie jeszcze gorzej?
I siedzę w moim łóżku z bolącą głową zastanawiając się, czego nie zrobiłam przez dzień cały, a racze myśląc o tym, co robiłam niekonstruktywnego. Każdy dzień zlewa się w jedną, ciągnącą się szarą masę i jakoś nie widzę żadnych szans na poprawę. Gdzie ta moja cała energia i chęć by zrobić coś nowego? Gdzie te nieprzespane noce spędzone na pisaniu i tworzeniu? Teraz gdzieś to uciekło. Nawet nie mam ochoty na książkę. Te małe przyjemności wcale mnie nie cieszą.
Fot.: www.izismile.com
Dlatego zasnę tak po prostu nadzieją, że jutro rano uśmiechnę się do siebie i odzyskam radość z życia. Ona gdzieś tam jest, ale schowała się pod którąś warstwą. Brakuje jej tylko siły przebicia. Muszę walczyć, by ten szary świat nie wciągnął mnie całkiem. Bym nie stała się tylko pionkiem w tej nudnej grze.
Antonina Kostrzewa
wtorek, 5 marca 2013
Znajdź plusy w codziennym życiu
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Nigdy nie przepadałam za hiperoptymistami, bo widzieli świat całkiem inny, niż jest w rzeczywistości. Także nie potrafię zrozumieć megapesymistów, bo w ich świecie nigdy nie ma kolorów. I choć sama o tym piszę, to wiem, że tak naprawdę ciężko jest znaleźć ten złoty środek, gdyż każdy z nas może być, kim zechce. Nikt nam nie może wmówić, że mamy cieszyć się z zachodu słońca nad morzem, skoro nam kojarzy się ta chwila ze smutkiem. Jednak można spróbować, by nasze codzienne zmagania, nie przyprawiały nas o zmianę nastroju.
Fot. www.izismile.com
Sama wiem, że ciężko się nie złościć i smucić zarazem, gdy ucieknie nam autobus sprzed nosa, ale jest wiele innych sytuacji, o których, gdy pomyślimy na spokojnie, wywołują w nas uśmiech.
Tylko czy jeden dzień potrafilibyśmy z uśmiechem na ustach? Tak po prostu. W dniu, w którym reprymenda od szefa nic dla nas nie znaczy. I to nie znaczy, że jesteśmy całkowicie obojętni. Po prostu wyciągamy plusy z tej sytuacji, a praktycznie w każdej sytuacji można znaleźć jakiś plus. Wszystko zależy tylko od naszego spojrzenia. I nie musi ten dzień wypadać w sobotę, gdy cały dzień przeleżymy w łóżku.
Fot. www.izismile.com
Dlatego następnym razem, gdy parasol zostanie w domu, a na dworze rozpęta się burza znajdź plusy tej sytuacji. Mokre włosy na pewno wynagrodzi kawa z bitą śmietaną w kawiarni, w której przeczekasz złą pogodę. Korzystaj z dnia, korzystaj z życia.
Antonina Kostrzewa




































