Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyjaciele. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyjaciele. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 31 grudnia 2015
Nowy Rok, nowe szanse
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Statystycznie patrząc minął kolejny rok. Możemy się oszukiwać, ale każdy powie, że mamy już rok więcej. Rok więcej doświadczenia, problemów, zmartwień, a dla niektórych także rok więcej samotności. Teraz tylko pozostaje impreza sylwestrowa - wśród znajomych lub w swoim towarzystwie.
Obojętnie, którą opcję się wybierze, to i tak ta druga wyda się bardziej interesująca. Dlatego życzę wam w tą ostatnią noc roku dużo wytrwałości, spokoju ducha, a także braku poczucia obcości wśród innych ludzi, które potrafi dopaść w najmniej oczekiwanym momencie. Wszystkiego najlepszego w 2016 roku. Porzućcie nadzieje, że ten rok wszystko odmieni. Niech po prostu będzie lepszy od poprzedniego, a w raz z nim przybędą nowe możliwości zmiany naszej przyszłości.
Antonina Kostrzewa
czwartek, 12 lutego 2015
Piątek trzynastego i Walentynki czternatego
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Jeden dzień jest zwany dniem pecha, drugi zaś świętem zakochanych. Jeśli zaś ani do jednego, ani do drugiego nie przywiązujemy zbytniej uwagi, to powinny być to dla nas całkiem normalne dni. W końcu pecha możemy mieć każdego dnia, a to złamany klucz w drzwiach, a to uciekający autobus. Są rzeczy, na które daty nie mają wpływu, zaś piątek trzynastego jest tylko po to, by te przykre wydarzenia zapamiętać. Jeśli pech się ciebie trzyma każdego dnia, akurat w piątek nie będzie ani gorzej, ani lepiej. Nawet tego nie zauważysz. Gorzej wygląda sprawa z Walentynkami dla samotnych. Ciężko jest nie zauważyć tego serduszkowego święta, a nawet jeśli, to i tak ktoś nam o mnie przypomni. Oby to tylko raz. Co możemy wtedy zrobić? Skorzystać z rad przyjaciół i innych osób w stałych związkach, bądź singli z wyboru i wybrać się wspólnie do miasta. Akurat wszystko odbędzie się w weekend, więc dlaczego by nie pójść ze wszystkimi do klubu czy restauracji? A to dlatego, że obojętnie, jaka będzie data, to i tak wszystko skończy się dla nas, jak zawsze. Sama data niczego nie zmieni, więc lepiej nie doprowadzać do tego, by kolejne walentynki wyglądały w ten sposób.
Fot.: www.izismile.com
O wiele lepiej spędzić je tak, jak to zazwyczaj robimy, a może nawet możemy je spędzić trochę bardziej odświętnie. Wystarczy przejść się do sklepu i kupić jakieś wyjątkowo dobre lody lub wielką paczkę chipsów. Wtedy przyda nam się jeszcze jakiś ciekawy film i razem w połączeniu z winem czy dobrym likierem będziemy mogli spędzić miło i przytulnie wieczór. Zawsze też możemy przygotować prawdziwą ucztę dla nas samych. Wystarczą dobre chęci i nowy przepis, by wyczarować coś pysznego. Można powiedzieć, że sami, ale chyba lepsze jest nasze towarzystwo, gdy jest nam w ten sposób dobrze, niż jak mamy być samotni pośród tłumu.
Fot.: www.izismile.com
A jeśli nie chcesz spędzić wieczoru objadając się, możemy wykorzystać czas na przeczytanie ciekawej książki, na majsterkowanie, robóki ręczne czy na spożytkowanie na naszych sił na posprzątanie naszego pokoju. Zawsze możemy się spotkać się z innymi samotnymi, którzy nie mają żadnych presji na Walentynki i spędzić beztrosko ten wieczór.
Antonina Kostrzewa
czwartek, 30 października 2014
Poznaj siebie - poznaj historię swojej nieśmiałości
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Tak naprawdę nieśmiałość najczęściej wysysamy z mlekiem matki. Dzieje się tak, gdyż najczęściej powtarzamy zachowania naszych rodziców, których uczymy się, jako dziecko. Są to zachowania, których z początku nie do końca rozumiemy, ale dostrzegamy, że nie wszystko przebiega we właściwym porządku. Wtedy zauważamy, że rodzice sobie odpuszczają w niektórych sytuacjach, w których powinni działać. Już w piaskownicy wiemy, gdy ktoś nam zrobi krzywdę lub zabierze zabawkę, to możemy liczyć na pomoc naszych opiekunów, którzy powinni stanąć w naszej obronie, jak i zwrócić uwagę na niewłaściwe zachowanie. Jednak w tym momencie brakuje pełnej reakcji. Tak naprawdę nasza obrona, to tylko ucieczka. Często słyszymy: Odpuść sobie, to nie jest warte świeczki, nie ma potrzeby się denerwować niepotrzebnie. W ten sposób nie czujemy wsparcia rodziców, którzy wolą się odsunąć, niż reagować.
Fot.: Andy
W późniejszym wieku widzimy inne zachowania, które nie sprawiają innym dorosłym problemu, a do tego powtarzamy je. Gdy wszyscy dostają za darmo dwa cukierki, a my dostaliśmy tylko jednego, to powinniśmy się o to upomnieć. Jednak nasi rodzice tego nie robią. Godzą się z tym, że zostali oszukani i mówią tylko „No trudno”, to samo dotyczy błędnie wydanej reszty w sklepie, zawyżonych rachunków i innych. Problem stanowi także poproszenie innego dorosłego o przysługę czy o pożyczenie czegoś. Wtedy już wiemy, że niestety nie możemy dokończyć naszego rysunku, bo skończyła się nam farba, a sąsiadów nie ma się, co o to pytać nawet. W ten sposób utrwalamy w sobie taki, a nie inny styl życia.
Nabieramy obawy przed publicznym wystąpieniem - boimy się wygłaszania referatów, nie chcemy występować publicznie na przedstawieniach czy apelach. Dla każdej młodej osoby to sytuacja stresowa, ale nas ona po prostu zaczyna przerażać i wymyślimy sobie milion sposobów, byleby nie musieć uczestniczyć w czymś takim. Na lekcjach nie chcemy się wychylać z tłumu. Lepiej siedzieć cicho i nic nie mówić. Po co się zgłaszać, skoro może zrobić to ktoś inny. Tak samo zaczynamy reagować na przemoc wobec innych - spuszczamy wzrok i udajemy, że tego nie widzimy, bo dlaczego to my mielibyśmy coś powiedzieć. Niestety nabycie takiego zachowania przejdzie także na nasze dorosłe życie.
Fot.: Jim Larrison
Takie odpuszczanie sobie w różnych sytuacjach, a oprócz tego strach przed zrobieniem prostych rzeczy sprawia, że zaczynamy powtarzać te zachowania. Nagle sobie uświadamiamy, że kupno loda jest problemem, a wcześniej nim nie było. Nasze relacje z rówieśnikami także się zmieniają. W okresie dojrzewania wstydzimy się drugiej płci, a później także mamy problemy z kontaktami z naszą. Nie musimy stawać się od razu przysłowiowym odludkiem, ale sami zauważamy, że inni nie mają z nami o czym za bardzo rozmawiać, a sami nie potrafimy rozpocząć nowej znajomości. Naśladujemy naszych rodziców także w domu. Chętniej spędzamy czas przed telewizorem czy komputerem, zamiast wyjść do innych. Nie odwiedzamy naszych znajomych z klasy, a oni także nie przychodzą do nas. Spotykamy się z nimi tylko w miejscach wspólnych, jak autobusy, szkoła, u lekarza czy dentysty. Traktujemy innych, jako zło konieczne. Tak naprawdę lepiej nam żyć w pojedynkę.
Czy w ten sposób może pojawić się kolejny nieśmiały? Dlaczego nie. Nauka przez obserwacje niesie nie tylko pozytywne reakcje. Może ci się wydawać, że twoja nieśmiałość jest dziedziczna, ale przypomnij sobie wcześniejsze zachowania swoich najbliższych, by zrozumieć, gdzie tak naprawdę mógł leżeć problem. Poznaj siebie poprzez swoją przeszłość, a będziesz mógł także sam się zmienić.
Antonina Kostrzewa
Etykiety:
blog,
dom,
dzieci,
emocje,
kłótnia,
kompleks,
nieśmiałość,
przedszkole,
przyczyny,
przyjaciele,
rodzice,
rodzina,
samotność,
smutek,
szkoła,
unikanie,
znajomi,
życie
5
komentarze
środa, 30 kwietnia 2014
Majówka dla samotnych
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Jakieś majówkowe pomysły, plany, a może po prostu założenia? Wszyscy je robią, nawet gdyby majówka wypadała w środku tygodnia, a przez cały czas miało padać. Niby dwa dni wolnego, a całkiem inna atmosfera, niż święta, a na dodatek daje nam możliwość spędzenia jej z kim chcemy, albo wręcz spędzenia nie z tymi, z którymi musimy. Co jednak, gdy musimy majówkę spędzić w samotności? Może nie dlatego, że nie mamy znajomych, tylko dlatego, że oni zdążyli zrobić sobie plany już kilka miesięcy wcześniej, kiedy nie byliśmy jeszcze zdecydowani. Niby jest zawsze wiele możliwości, lecz wszystko, co robi się w samotności nie przynosi radości. Kiedy ktoś spojrzy na nasze życie będzie nam zazdrościł ilości wolnego czasu i możliwości, jakie stoją przed nami. Nawet nie patrząc na koszty, to oczywiście możemy robić miliony rzeczy, tylko tracą one sens, gdy idzie się na nie samemu, bez motywacji, bez chęci i bez żadnych sił.
Fot:. www.izismile.com
Ktoś może stwierdzić, że możemy biegać czy chodzić na siłownię/fitness, by zadbać o siebie, lecz jak się zachęcić? Możemy z kimś pójść pierwszy raz, by się zapisać, a gdy nam się znudzi przebywanie wśród innych ludzi, zostaniemy z rocznym karnetem. Bieganie też jest dobre, bo można biegać w samotności i odpocząć od otaczającego nas świata, posłuchać muzyki, poćwiczyć trochę. Tylko bieganie jest też formą ucieczki przed codziennością, przed rodzicami/dziećmi, żoną/mężem, współlokatorami. Wtedy możemy pobyć chwilę w odosobnieniu i nie myśleć o tym, co czeka nas w domu. Osoba samotna nie ucieknie z samotności w samotność. Bieganie nie stanowi takiej odskoczni, ani nie daje przyjemności i szybko się nudzi. To po prostu kolejna czynność, którą przeżywa się w pojedynkę. To samo tyczy się wyjścia do muzeum, teatru, opery, na koncert. Wśród innych ludzi zawsze będziemy sami, nie będziemy z nikim rozmawiać, przeżywać, móc się podzielić opinią, skomentować grę, pośmiać się. Nikt nam też nie przyzna racji, a prowadzenie wewnętrznego dialogu, to już chyba początki schizofrenii.
Fot.: www.izismile.com /Anne Emond
Cóż pozostaje. Jeśli spacer lub przejażdżka rowerem nas nie będą smucić po pewnym czasie, a wspólny grill ze znajomymi zrobi się nudny, zostanie nas zawsze nasz własny kąt i okno na świat, czyli komputer z siecią. Nieważne, czy będziemy przeglądać głupie obrazki, albo może obejrzymy całą serię serialu na raz myśląc o tym, co moglibyśmy robić w tym czasie gdzieś indziej, to przynajmniej będziemy bezpieczni wśród swoich ścian. Możemy też uciec w świat wyobraźni z dobrą książki. Na pewno lepsze rozwiązanie, niż ucieczka ze smutkami w alkohol. W domu nikt nam nie będzie zadawał krępujących pytań, nie będzie się dziwnie patrzył, ani litował. Tutaj możemy być sobą.
Antonina Kostrzewa
środa, 9 października 2013
Całkiem inny, samotny dzień
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
A może by tak jednego dnia trochę poudawać. Tak po prostu. Niech skończy się samotność i nieśmiałość, niech pojawi się uśmiech, odwaga i chęci do życia. Czy to naprawdę dużo? Myślę, że nie. Plan jest bardzo prosty. Zamiast przeleżeć kolejną sobotę, albo snuć się po domu, weźmy się do działania. Budzik, a niech dzwoni rano i głośno. Jeszcze lepiej, jak wstaniemy minutę przed nim, zawsze to minuta więcej dla nas. Poranne bieganie? Może nie przesadzajmy, będzie dobrze, jak jak zjemy w miarę zdrowe śniadanie, ale najpierw musimy się przekonać, że ten dzień jest ważny i wyjątkowy.
Fot. : www.izismile.com
Uśmiech, kilka min przed lustrem, afirmacja i możemy lecieć pod prysznic. Otwieramy szafę, a najlepiej wszystko w pokoju. W końcu możemy się ubrać coś wyjątkowego. To nasza sobota, a nie jakiś kolejny, szary dzień. Bez ekstrawertyzmu, ale z pewnością dostojniej, niż zazwyczaj. Niech nas strój mówi za nas, niech opowiada, że ilość kolorów, to poziom naszego szczęścia. Oprócz tego możemy kilka dawno nieużywanych, domowych rzeczy spakować do wyniesienia. Wiem, że trudno się pozbyć ulubionego, dziesięcioletniego swetra, ale czasem po prostu trzeba. To tylko trochę wysiłku, może za tydzień o nim nawet nie będziemy pamiętać, bo i tak ciężko było go znaleźć na dnie szuflady. Czas na spotkanie ze światem. Bez pośpiechu, powoli. Wyjdźmy do ludzi. Spotkajmy się z kimś. Napiszmy milion smsów, na pewno wszyscy nam nie odmówią wspólnego popołudnia. I co, że nie mają z kim dzieci zostawić, albo są zajęci, a może powodem jest to, że tak późno do nich piszemy? Nie ma się, co martwić, nie pójdziemy z nimi, to się nie załamiemy. Dzisiaj jest nasz dzień. Zaplanowany wczorajszego wieczoru, więc nie było mowy o ustalaniu spotkań wcześniej. To nam przypadnie cała gorąca czekolada, a nawet dodatkowe ciastko. Nie ma, co myśleć o kaloriach. To zostawimy sobie na jutro. Obiad w gustownym miejscu czy w naszej ulubionej knajpce? Możemy zaszaleć, kto nas skontroluje. Bez przejmowania się pojedynczym stolikiem.
Fot. : www.izismile.com
Jesteśmy wyjątkowe, więc nam się należy dzisiaj cały stolik i będziemy przy nim siedzieć, ile nam się chce. Nikt nas nie wygoni, nikt się nie dosiądzie, bo to w taki dzień, jak dzisiaj, cały świat jest nasz. Może kino? A czemu, by nie. Dzisiejsze wydatki będą powodem rozmyślań dopiero jutro. Możemy wybrać sobie miejsce gdziekolwiek, dokupić duży popcorn, a do tego nie musieć się sprzeczać, czy horror czy komedia. Komedia romantyczna? To można obejrzeć w domu pod pierzyną. Niech efekty specjalne wypełnią całą salę, niech się dzieje. A może lepiej wybrać się na bajkę z dubbingiem? Wybór należy do nas, nikt nie będzie nas oceniał. Ani osoba siedząca obok, ani kasjerka. To nasz wybór i bądźmy pewne od początku do końca. Koniec manipulacji i oszukiwania. Przypominam, nasz dzień, nasze zasady. Po udanym seansie możemy wpaść na chwilę do sklepu, gdzie zakupimy wino na nasz specjalny wieczór. Nie przesadzajmy z pójściem na imprezę lub na drinka, to nie w naszym stylu. Po całym dniu nieobecności i to do tego przyjemnie spędzonym, a nie w pracy, możemy cieszyć się własnym kątem. Zapalmy świecie, delektujmy się winem i weźmy jakąś książkę, albo dopiero teraz sobie pozwólmy na komedię romantyczną. Nasz dzień się powoli kończy, ale to właśnie dzisiaj możemy zasnąć tak, jak chcemy. Przed ekranem komputera, w makijażu, w ciuchach. A dlaczego by nie. Wszystko zależy tylko od nas. A gdy minie godzina dwunasta i skończy się nas dzień, możemy zapłakać cicho, bo mimo wielkiego planu wciąż nic się nie zmieniło. To był kolejny samotnie spędzony dzień, a uśmiech na twarzy nic w nim nie zmienił. Jedyne co się zmieniło, to stan naszego konta, poczucie własnej wartości, ale chociaż świadomość, gdzie mają nas nasi znajomi, została bez zmian.
Antonina Kostrzewa
Etykiety:
alkohol,
blog,
książka,
makijaż,
miasto,
nieśmiałość,
pieniądze,
przyjaciele,
relaks,
samotność,
singiel,
szczęście,
znajomi,
życie
3
komentarze
niedziela, 30 czerwca 2013
Wakacyjne wymówki - spędzanie samotnie wakacji
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Już jutro zaczyna się lipiec, czyli pierwszy miesiąc wakacji. Oczywiście prawdziwe takie wakacje mają tylko uczniowie, ale nie ma co tęsknić za tamtymi czasami. Czy mamy dwa miesiące wolnego czy też musimy sobie zaplanować dopiero urlop, to i tak wszyscy pytają się nas wcześniej, jakie mamy plany wakacyjne. Póki jeszcze jest czas, to możemy grać na zwłokę i tłumaczyć się, że jeszcze nie mamy planów czy że jeszcze się nie zdecydowaliśmy dokładnie. Zwłaszcza, gdy ktoś spyta z kim planujemy wyjazd. Później trochę pogarsza się sytuacja. Czas goni i odpowiadanie, że nie mamy planów na wyjazd, może się dla samotnych tylko skończyć gorzej.
Fot.: www.izismile.com
Znajomi mogą się zacząć nami martwić i chcieć nas przygarnąć. W sensie wspólnego wyjazdu. Co może odpowiedzieć osoba samotna, gdy nie ma ochoty dołączać się do znajomych? Co powiedzieć później innym, gdy spytają, co robiliśmy na urlopie? Sposobów wymówek jest wiele. Jedne gorsze, inne zaś mało wiarygodne. Dzisiaj przyjrzymy się kilku z nich. Najpierw wymówki przed wyjazdem:
- Inne plany - najłatwiejsza odpowiedź na pytanie. Najlepsza i najbardziej prosta. Gorzej, gdy ktoś spyta nas dokładnie, co planujemy. Wtedy możemy ratować się wyjazdem do rodziny z jakiegoś odległego miasta. Czy to ciotka czy babcia, raczej nikt nie zna całej naszej rodziny na tyle dokładnie, by mógł to sprawdzić. Na pewno dadzą nam spokój, choćby ich propozycja była o wiele lepsza. Sprawdza się i u młodych, jak i u starszych osób
- Brak pieniędzy - podstawowy, ale i też najprawdziwszy problem. Czasami nie trzeba kłamać, że nie możemy sobie pozwolić na dwutygodniowy wyjazd za granicę. Gorzej, gdy ktoś chce nam pieniądze na wyjazd pożyczyć lub częściowo sponsorować. Tu najlepiej po prostu stanowczo odmówić. W pracy łatwo obronić argument braku pieniędzy z powodu kryzysu.
- Choroba - jak symulować, to symulować. Działa niestety na kilka dni przed wyjazdem i dopiero widoczne objawy nie wzbudzają podejrzeń. Można się jeszcze tłumaczyć wrażliwością na słońce, uczuleniem od wody itp. W ogólnym rozrachunku nie wyjdzie nam to na dobre w późniejszych kontaktach ze znajomymi.
- Strach - pojęcie ogólne, ale też w miarę wiarygodne. Możemy bać się latania, wody, wysokości, ciemności, pająków i praktycznie wszystkiego. Trzeba tylko mówić w miarę sensownie, by nie wzbudzać podejrzeń. Sposób ma tyle samo wad, co choroba, przez co nie zawsze się sprawdza.
- Brak zgody - najczęstsza prawdziwa wymówka wśród osób młodych, gdy rodzice nie pozwalają im na wspólny wyjazd ze znajomymi. U osób starszych także może wystąpić. Może się nie zgodzić mąż czy żona. Można się też tłumaczyć brakiem zgody szefa na urlop w danym terminie. Trzeba konsekwentnie powtarzać, że próbowaliśmy już wszystkiego i nic to nie dało.
To chyba główne wymówki, chociaż jest i tyle, ile osób się wymigujących. Wtedy samotni mogą po prostu podczas wolnego zostać w domu, pół dnia spędzić w łóżku, a drugą przed komputerem narzekając na siebie i na to, że wszyscy teraz się świetnie bawią i wrócą opaleni i zadowoleni.
Na pocieszenie zostanie nam, co najwyżej kolacja we dwoje.
Fot.: www.izismile.com
A o tym, jak powiedzieć, co robiliście na urlopie/na wakacjach, napiszę następnym razem.
Antonina Kostrzewa
środa, 1 maja 2013
Jak znaleźć miłość? Czyli kilka słów o związkach.
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Sposobów poszukiwań jest wiele, jednak czasami rady innych wcale nie pomagają. Musimy wtedy wymyślić coś zupełnie nowego, by znaleźć swoją drugą połówkę. Nam przychodzi to zdecydowanie ciężko, a innym nadzwyczaj łatwiej. Skąd takie różnice?
Przeanalizujmy naszych znajomych. Zwłaszcza tych, którzy jeszcze nie są po ślubie. Jak to wygląda i wyglądało u nich - to poszukiwanie partnera i trwanie w związkach. Otóż w pewnym momencie tej analizy zauważymy pewną zależność i będziemy mogli przypisać osoby do pewnych grup. Są to osoby, które:
- Wiecznie są same;
- Są same, ale czasami wchodzą w związki, które rozpadają się same z siebie;
- Po kilku związkach znajdują swoją połówkę na resztę życia. Przerwy między związkami są nieregularne;
- Wiecznie kogoś mają, a ich związki kończą się szybko i drastycznie. Przerwy między związkami są krótkie;
- Wiecznie kogoś mają, a ich związki są długie. W przerwach nie szukają innych partnerów, a oni sami się pojawiają;
- Znajdują od razu miłość na całe życie.
Fot. www.izismile.com
Mówi się, że niektórzy nie potrafią żyć sami i dlatego zawsze są z kimś. Choćby z góry zakładali, że ten związek jest skazany na porażkę. Czy to znaczy, że samotnicy są bardziej wybredni i nie wiążą się w pary, gdy nie ma to racji bytu? Po trochu tak. Gdzieś podświadomie nie chcemy ryzykować, bo wiemy, że późniejszy ból rozstania może być na tyle ciężki, że łatwo będzie nam wpaść w depresję. Do tego powrócenie i przyzwyczajenie się do samotności znów zabierze nam dużo czasu. Lepiej zostawić wszystko tak, jak jest. Po co ryzykować i tylko się sparzyć.
Co jednak, gdy nigdy się nie dowiemy, że w ten sposób omijają nas wspaniałe chwile? Może to był ta wybrany, albo ten jedyny? Gdy samotnicy nie będą pewni przyszłości wolą narzekać w zaciszu swoich czterech ścian, niż przyznać się do błędu.
Można poprawić swoją atrakcyjność i zadbać o siebie. Będziemy wtedy bardziej dostrzegalne/-ni przez płeć przeciwną. Można także przełamywać swoją nieśmiałość i rozpoczynać rozmowę z całkiem nieznanymi osobami, bądź umawiać się na randki z nowopoznanymi.
Tylko, czy to wszystko ma sens, jeśli gdzieś w naszej głowie jest blokada? Ci, którzy wiecznie kogoś mają nie myślą o tym, co będzie za miesiąc czy za rok. Myślą tylko o tej chwili, kiedy jedna sekunda może zmienić ich dalsze życie i nie wahają się wykonać kolejnego kroku. Po prostu działają. Martwić będą się później. Czy miałby to być kac moralny czy może dobre wspomnienia, to lepiej żałować, że się coś zrobiło. Nie myślą o tym, że może uda się coś dobrego z tego związku uzyskać po pierwszych pięciu minutach. Nie planują przyszłości, dzieci i całej tej otoczki.
Więc by znaleźć miłość po prostu wyjdź do ludzi i wyłącz myślenie. Kto wie, może to ta/ten.
Fot. www.izismile.com
Warto spróbować..
Antonina Kostrzewa
piątek, 8 lutego 2013
To już luty, zacznij działać
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Zapewne każdy zdaje sobie z tego sprawę, jaki teraz mamy miesiąc, ale nie o tym dokładnie chciałam napisać. Chciałam tylko napisać, że wczoraj był Sylwester, jutro będą wakacje, a później, dzień po dniu będzie mijać nasze życie. Czasu nie możemy zatrzymać. Biegnie bez nas, chociaż gdy się nudzimy lub na coś czekamy, to on jakby czekał razem z nami. Obserwuje nas i działa przeciwko nam wydłużając nudne chwile, a skracając szczęśliwe.
Fot.: www.izismile.com
Wracając do wczorajszego Sylwestra, kto z was się zastanawiał, o czym wtedy myślał? Nie było żadnych obietnic i przyrzeczeń? Może to i lepiej, bo większość z nich i tak już legła w gruzach. Niestety. Zastanówmy się tym, co było jeszcze wcześniej. Przenieśmy się w nasze dzieciństwo. Tak mniej więcej do lat ośmiu. Otwórzmy oczy i popatrzmy oczami tamtego dziecka. Rozglądnijmy się wokół. Ile rzeczy było szczęśliwych, a ile koszmarem odbitym w naszej psychice. Czy mieliśmy kochających rodziców oraz dużo kolegów i koleżanek? Ile mieliśmy czasu na nudzenie się?
A teraz popatrzmy wokół siebie. Co się zmieniło od tamtego czasu? Co wyszło nam na lepsze, a co na gorsze? Gdzie tak naprawdę teraz jesteśmy?
Skończmy na chwilę z pytaniami poszukującymi własnego "ja". Zajmijmy się tym, co mamy teraz i tym, co będzie jutro. Zdarza się, że każdy nas dzień jest podobny do poprzedniego i nawet, gdy przychodzi weekend i obiecujemy sobie, że spędzimy go zupełnie inaczej, to i tak jest, jak zawsze. Nic się nie zmienia. Stabilizacja, a może rutyna. Standardowe tłumaczenie najczęściej odnosi się od pieniędzy, nie do czasu. Jednak to czas jest tu najważniejszy, bo jego cofnąć nie można.
Fot.: www.izismile.com
Już jutro kolejna sobota, więc może pora spędzić ją trochę inaczej. Załatwić sprawy odłożone od dawna na później. Wyjść do ludzi, spełnić swoje zachcianki, albo zrealizować dawne plany. Podobno brak prądu działa bardziej twórczo, niż warsztaty. Może to dobry pomysł odłożyć na chwilę dłużej komputer? Pokażmy znajomym czy rodzinie, że nie jesteśmy do końca aspołeczni. Świat stoi przed nami otworem, trzeba tylko tego chcieć.
Zasypiaj z uśmiechem na ustach i nie żałuj mijającego dnia.
Antonina Kostrzewa
czwartek, 15 listopada 2012
Nieśmiały = aspołeczny?
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Dlaczego w naszym społeczeństwie osoba nieśmiała jest automatycznie uznawana za aspołeczną. Gorzej jeszcze jest tu także dyskryminacja ze względu na płeć i tym razem to mężczyźni nie są górą. W końcu w potocznym języku kobieta powinna być nieśmiała, a nieśmiały facet, to nie facet. I jak widać niektóre stereotypy pozostały do teraz. Jak już kiedyś tutaj wspominałam, to mężczyzna jest powinien być zdobywcą, czyli to jego zadaniem powinno być zauroczenie kobiety swoim wyglądem, a w szczególności działaniami.
Co ma zrobić nieśmiały? Chyba nic, najlepiej jakby nie przychodził na spotkania towarzyskie, bo i tak będzie się nudził. Sama dobrze pamiętam z moich młodszych lat, gdy chłopak siedział sam w kącie i nie rozmawiał z nikim na imprezie, to dziewczyny albo się naśmiewały, albo podchodziły do niego, aby jeszcze bardziej go onieśmielić (No dziewczyny, która mi się przyzna do tego teraz??). Zresztą taki osobnik najczęściej był skreślany, nawet nie z życiowych planów, co po prostu uznawany za osobę niegodną uwagi. Dlatego właśnie, jeśli taki już się znalazł w jakimś towarzystwie, bardzo szybko odizolowywał się od reszty, a później niepostrzeżenie wychodził.
Fot.: www.izismile.com
Z perspektywy czasu sama stwierdzam, że nie zrobiłam nic, by pomóc takiej osobie odnaleźć się w towarzystwie. Cóż, może inni wezmą ode mnie dobry przykład i po prostu porozmawiają z taką osobą.
Z innych przekonań, które pokazało mi życie jest to, że nieśmiałego wszyscy na siłę próbują zeswatać. Nieważne z kim, nieważne jak, liczy się efekt. W końcu można mu jakoś pomóc, bo skoro on nie potrafi zacząć, to pomogą mu znajomi, koleżanki, współpracownicy. Szczęściu wystarczy tylko lekko dopomóc. Może i jest w tym trochę prawdy, bo jeśli uda się nieśmiałej osobie pokonać pierwszy krok, to potem będzie już łatwiej. Tylko zazwyczaj z powolnego wejścia do morza, jest to od razu skok na głęboką wodę, co kończy się jeszcze większym wycofaniem. Wtedy nie tylko unika się płci przeciwnej, ale także i miejsc, gdzie znajomi mogą wpaść na pomysł by nas przypadkiem na kogoś wepchnąć.
Fot.: www.izismile.com
Zresztą by mieć pewność, że tak się nie stanie można w ogóle nie wychodzić z domu lub po prostu całkowicie się obrazić na znajomych za takie działania. Zresztą w oczach płci przeciwnej osoba polecana lub umawiana przez innych na pewno ma coś nie tak ze sobą. I tak źle, i tak niedobrze. Ciężko znaleźć złoty środek, a osobie nieśmiałej najłatwiej przykleić karteczkę aspołecznej, odludka czy dziwoląga. Nawet przy braku takiego szufladkowania i tak będzie odsunięta przez grupę gdzieś na boczny tor, bo brakuje jej czegoś do ogólnie przyjętej "normalności". Nikt nie musi mówić nieśmiałym, jak mają żyć, mogą im czasem pomagać, ale oczywiście nie na siłę, a najważniejsze, by ich po prostu akceptowano, bo bez tego mogą nabawić się tylko depresji.
Antonina Kostrzewa
Etykiety:
blog,
impreza,
kompleks,
nieśmiałość,
przyjaciele,
samotność,
znajomi,
życie
Napisz pierwszy komentarz
środa, 29 sierpnia 2012
Samotność to ciągłe życie pod kreską
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Każdego dnia przemysł filmowy pokazuje nam serialowe singielki i singli, którzy żyją we własnych czy wynajmowanych mieszkaniach, jeżdżą dobrymi samochodami, jedzą w restauracjach, uprawiają sport i robią zakupy nie martwiąc się o rachunki. Jeśli do tego dojdzie dziecko, to zawsze ma swoją opiekunkę, a samotny rodzic zawsze znajdzie czas by się nim zając po pracy i z uśmiechem na ustach położyć się spać koło północy. Jak jest naprawdę?
Tak naprawdę nigdy nie wiedziałam, skąd producenci i scenarzyści znaleźli taki wizerunek samotnych. Zazwyczaj pracują w agencji reklamy, mają swój mały, ale własny kąt z obowiązkowymi meblami z Ikei, a do tego mogą prowadzić imprezowe życie. I to nawet, gdy muszą zajmować się dzieckiem, to większość czasu spędzają ze znajomymi. Czasem się zaśmieją, gdy mówią: "a to zapłacę kartą kredytową, najwyżej spłacę w przyszłym miesiącu". Nikt się nie martwi wydatkami, nie jest zmęczony i ma czas na wszytko. Czy to dlatego, że zawsze znajdą się ludzie sukcesu? Czy może dlatego, że to świat singli, a nie samotnych?
Fot. : www.izismile.com
Jeszcze do niedawna myślałam, że to nieistniejący świat Amerykanów, ale podobne historie produkują polscy filmowcy, więc widocznie skądś muszą czerpać takie pomysły. Może stażystka w dziale reklamy zarabia trzy tysiące na miesiąc, a do tego rodzice płacą jej za mieszkanie, ale jakoś wśród moich znajomych takich osób nie ma. Może nie mają znajomości, a może brak im przebicia. Sama nie wiem, po prostu z mojego doświadczenia, takiego świata osób samotnych nie ma.Prawda wygląda zupełnie inaczej.
Już samo znalezienie dobrej pracy jest dla samotników problemem, co już opisałam w felietonie: "Samotność, a.. praca i pieniądze". Jeśli nie mieszkają z rodzicami, ani ze znajomymi ze studiów, to po opłaceniu czynszu i opłat wiele na życie już nie pozostaje. W tym momencie przydaje się posiadanie karty kredytowej, którą mają zadłużoną cały czas i spłacają ją co miesiąc, z wypłaty, by później znów powiększyć dług. W momencie płacenia rachunków pojawia się comiesięczna depresja spowodowana brakiem dostępnych środków na koncie, a jeszcze bardziej brakiem chęci do zmian tego stanu. Z powodu braków środków nie jedzą na mieście, chyba że w jakiś barze z jedzeniem na wagę, gdy koszt zakupu jest niższy niż gotowanie w domu dla jednej osoby. Zresztą posiłek z torebki z przyprawami nie można nawet nazwać pełnowartościowym daniem. Z powodu ciągłego braku pieniędzy zapożyczają się u znajomych, a później ich unikają, bo nie mają z czego oddać i boją się po raz kolejny tłumaczyć. To nie jest normalne życie, to udawanie, że się nie wegetuje ani nie jest bezdomnym. Rodzinę można jeszcze jakoś oszukać, że wszystko jest w porządku, przyjaciół, jeśli tacy są, już nie. Wtedy samotni stają się zbieraczami niepotrzebnych, używanych rzeczy: kanapa, mikser, krzesło itp. W końcu czasem trzeba coś zmienić w naszym otoczeniu. Gorzej jest z ubraniami, bo jeśli nie kupujemy w lumpeksach, to jak znajdziemy spodnie, kurtki jesienne, jakieś koszulki? Zostają promocje, wyprzedaże zeszłorocznych kolekcji i ciuchy niefirmowe, co w dzisiejszych czasach od razu wyróżnia i spycha jeszcze bardziej na margines. Obserwując znajomych zadowolonych z życia, z pracy czy z rodziny, nie czujemy zazdrości, co własną słabość, bo nie możemy się odnaleźć w świecie. Tak naprawdę te nasze cztery, zamknięte ściany, to wszystko, co mamy, a cała reszta jest tylko monotonnym snem.
W przypadku samotnego wychowywania dziecka sprawa jeszcze bardziej się komplikuje, gdyż naszych długów nie jesteśmy już w stanie spłacać, co miesiąc. O dzieciach pisałam już w felietonie: "Samotność, a.. dzieci".
Fot. : www.izismile.com
Nie pomoże nam becikowe, ani używany wózek czy ubranka, które dostaniemy od znajomych. O ile pieluszki jeszcze nie stanowią tak dużego problemu, to jedzenie dla maluchów, a później buty to spory wydatek. Niewiele samotnych matek czy ojców chętnie chodzi też po zapomogi, bo po prostu się wstydzi, zresztą ich wysokość nie sprawia, że odetchną trochę bardziej. Wtedy i tak zaczynają się problemy, bo trzeba zrezygnować z opłaty niektórych rzeczy i na początek najczęściej jest to mieszkanie. Ze spirali długów ciężko wyjść, zwłaszcza jeśli korzystamy z pożyczek bankowych i nie tylko. Gorzej, gdy przyjdzie nam zapłacić za leki, wizytę lekarza lub inne problemy zdrowotne. Możemy czekać na ten moment, aż nasze życie odmieni się, jak w filmach, albo trwać w tym stanie, w nadziei na lepsze jutro. Jeśli do tego wszystkiego uda nam znaleźć miejsce w przedszkolu czy żłobku i wrócimy do pracy, to starzejemy się o 10 lat w ciągu roku. W dzień praca, po południu dziecko, kawałek wieczoru dla siebie, nocne wstawanie i każdego dnia brakuje przynajmniej trzech godzin snu. Będąc w takim stanie, nie mamy sił na prawidłowy rozwój dziecka, na zabawę z nim czy obserwowanie dokładnie jego poczynań. W końcu mając tak niewiele, nie jesteśmy w stanie wynająć opiekunki do dziecka. Wiadomo pomogą rodzice, rodzina, znajomi, ale nie możemy przekazywać im opieki nad dzieckiem. Jest ciężko, ale w końcu przyjdzie ten dzień, gdy zamiast się zadłużać, zaczniemy spłacać nasze długi, tylko ile czasu to jeszcze potrwa. Gdzie jest ten świat samotnych rodziców z seriali? Czy tak ma wyglądać rzeczywistość samotnych?
Antonina Kostrzewa
Etykiety:
blog,
depresja,
dzieci,
matka,
nieśmiałość,
praca,
przedszkole,
przyjaciele,
rodzice,
rodzina,
samotność,
singiel,
single,
smutek,
szczęście,
zabawa,
znajomi,
życie
Napisz pierwszy komentarz
piątek, 20 lipca 2012
Samotność to niekończąca się nuda - część 2
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
I na dokończenie zeszłotygodniowego wpisu, kilka słów więcej. Jesteśmy same/-e w swoim pokoju, w swojej twierdzy, w swoim jedynym bezpiecznym miejscu. Sprawdzamy, co ciekawego robią nasi znajomi. W końcu w dobie upubliczniania życia prywatnego możemy wiedzieć dosłownie wszystko, bo czasami polega to też na chwaleniu się, więc włączamy nasz portal społecznościowy i widzimy od razu, kto, gdzie, z kim (a nawet za ile) był w tym roku na wakacjach w jakiś egzotycznych krajach. Kto zaś wybrał żaglówkę na Mazurach, albo nawet jest tam w tym momencie napisał: "nie udało się zebrać kompletu osób, ale i tak jest świetnie." Ok, mógł napisać, może znalazłabym czas. Przeglądam dalej, widzę, kto, co robi w mieście, gdzie do kina, teatru, na jaki koncert. Szkoda, że do mnie nie trafiają żadne propozycje. Zresztą nie ma, co się tym przejmować i lepiej wyjść z domu, niż dostać objawów zazdrości, później depresji i jeszcze gorszych rzeczy. W końcu przeglądanie życia innych jest gorsze, niż narkotyk.
Fot. : www.izismile.com
Po raz kolejny mówię sobie "Stop". Pora wyjść z domu. Tylko ta pogoda taka nie do końca normalna. Trochę pada, trochę wieje, czasami wyjdzie słońce, jak to typowe polskie lato. W takim razie basen, rower, a nawet książka w parku odpada. Nie jest tak źle, mam niedaleko Aquapark, więc wykręcam numer koleżanki, ona nawet ma kartę darmowego wstępu z pracy. Niestety dzisiaj jest już umówiona, więc mój pewniak odpadł. Dzwonię dalej, wysyłam smsy, ale jakoś bez odpowiedzi twierdzącej. Trudno, nie chcą iść ze mną to pójdę sama. Mogę, w końcu w swoim towarzystwie bawię się najlepiej. Plan zrobiony, więc lecę w drogę. Na basenie najpierw kolejka do kasy, potem do przebieralni, zjeżdżalni itp. Wszędzie się czeka, a że sama to nie ma do kogo buzi otworzyć. Trudno, przynajmniej nikt nie komentuje mojej postury, ale wzrok innych widzę. Stop, dzisiaj bez myślenia i kompleksów! Trochę w basenie, trzy razy na zjeżdżalni i już mi się nudzi. Dokładnie tak samo, jak kiedyś. Trudno, pora ruszać dalej w drogę, nim zrobię się smutna. Na poprawę humoru najlepsze są zakupy. Oczywiście wtedy, gdy dysponujemy odpowiednią ilością gotówki, albo kartą kredytową.Często nie łażę po sklepach, więc może dzisiaj się uda coś znaleźć. Ogromna galeria, mnóstwo sklepów i ogrom ludzi. Zatrzymuję się na chwilę i rozglądam wokół: Wyprzedaże, Sale, Promocje to praktycznie jest wszędzie. Patrzę na górę -20%, obok -70%, a dalej "Jutro zamykamy, kompletna wyprzedaż". Idę, jak te mrówki i oglądam buciki, botki i inne. Jedne nawet przymierzyłam, tylko cena jednak mnie odrzuciła. Nie jest tak źle, idę poszukać czegoś do ubrania. Kolejna chwila zamyślenia i rozglądania: "Koniec sezonu - promocje", szorty dla kobiet, kolekcja dla ciebie, sukienki na lato. Kieruję się i tak za znaną mi marką. Tutaj więcej osób, a gdy już coś wypatrzę i cena jest w porządku oraz rozmiar, to i tak nie mam już siły stać w długiej kolejce do przebieralni. Trudno, jak nie dzisiaj, to kiedy indziej. Mam jeszcze kilka innych rzeczy w planie na dzisiaj.
Fot. : www.izismile.com
Idę do kina, znów sama. Może będzie coś odpowiedniego dla mnie. Zresztą zawsze coś znajdę. Nie kupuję wielkiej Coli ani popcornu, szybko nabyłam bilet i już po chwili siedzę w ciemnej sali. Średnia wieku dwadzieścia lat, ale wszystko i tak u mnie w porządku. Minęły reklamy, reklamy reklam i inne podobne, aż po dwudziestu minutach zaczęło się. Nie ma par wokół mnie, lecz ciągle coś mnie męczy. Każdą scenę można skomentować, pośmiać się jeszcze raz, ale w moim wypadku wszystkie przemyślenia zostają w mojej głowie. Nawet moje alternatywne zakończenie dla nikogo nic nie znaczy, bo tylko ja je znam. Miałam iść jeszcze do baru na piwo, ale obejdę się i kupiłam sobie jedno do domu. Nie chcę by mnie uznali za samotną szukającą wrażeń wieczorową porą, a ja też nie chcę spławiać pijanych kolesi, którzy będą się przede mną przechwalać.
Wróciłam do siebie, włączyłam komputer, otworzyłam piwo, sprawdziłam facebooka i mogłam tylko westchnąć. Kolejny nudny dzień i pewnie lepiej bym się czuła w domu. Sama. Łudziłam się, że tym razem będzie lepiej, ale z nadziei wyrwał mnie dźwięk telefonu: "Dopiero odczytałem twoją wiadomość, baw się dobrze. pa". No tak, zabawy, co nie miara.
Antonina Kostrzewa
czwartek, 12 lipca 2012
Samotność to niekończąca się nuda - część 1
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
I niech ktoś zaprzeczy?! Nie nudzimy się, bo nie mamy, co robić. Nudzimy się, bo nie mamy ochoty na nic. Nudzimy się, bo chcemy coś zrobić, ale nie mamy z kim. Dlatego nie robimy nic, bo jesteśmy samotni/-e.
Fot. : www.acidcow.com
I dobrze wiem, że znajdą się osoby, które stwierdzą, że potrafią miliony rzeczy robić w samotności i nie potrzebują nikogo w takich momentach. To jest jednak samotność z wyboru, gdy zamykamy się na strychu, by malować w samotności, a nie patrzymy w sufit godzinami myśląc o tym, że chętnie można by zamienić łóżko na ręcznik na basenie, tylko nie ma z kim pójść. Im dłużej leżymy, tym szybciej stwierdzamy, że nawet jakby teraz do kogoś zadzwonić, to i tak jest za późno na takie pytania.
Nie robimy nic. Przeglądamy kolejne strony na internecie do momentu, w którym zdamy sobie sprawę, że nawet miliony użytkowników nie potrafi dodać szybciej nowych zdjęć, niż my przeglądamy strony. Gdy sobie to uświadamiamy potrafimy zakląć głośno, jak w "Dniu Świra": "Ja pierdolę, kurwa" i lekko uronić łzę, by po chwili znów wrócić do poprzedniego zajęcia z braku jakiekolwiek innego.
Rzucamy dwie godziny piłeczkę o ścianę myśląc o milionach rzeczy, na które mamy teraz ochotę, ale nie mamy chęci ich robić. Jest lato, jest basen, wakacje, wycieczki, rower, rolki, spacery po parku, wspinaczka po górach. Kupić wycieczkę i pojechać w pojedynkę? A może dokupić bilet do pary przyjaciół, która chce świętować pięciolecie i ich trochę pozadręczać swoimi problemami. Nie wziąć urlopu, a może wziąć i siedzieć w domu. Znajomym z pracy opowiedzieć, że się było u rodziny, bo z kasą krucho? Albo przerobić zdjęcia w Photoshopie, poczytać kilka przewodników i pójść na solarium? Zresztą i tak nie będą za dużo wypytywać. Najlepiej zapaść się pod ziemię i przetrwać wakacje.
Stwierdzamy, nie ma się, co poddawać. Telefon do ręki, odpalamy facebooka i piszemy do ludzi, dzwonimy. Umawiamy się ze wszystkimi, albo staramy się umówić. Dziesiątki smsów, wiadomości, rozmów. Kilka odmów, umówimy się później, odezwę się do ciebie. Potem cisza, cisza i nic więcej. Czasami odpowiedź od osoby, z którą tak naprawdę nie mamy ochoty się zobaczyć. Kończymy nasze podboje, znów jesteśmy same/-i. Zostają cztery ściany, komputerowe okno na świat, samotność obok i nadzieja na lepsze jutro.
Antonina Kostrzewa
Etykiety:
blog,
depresja,
kompleks,
myślenie,
narzekanie,
nieśmiałość,
pasje,
plany,
przyjaciele,
rodzina,
samotność,
singiel,
single,
szczęście,
znajomi,
życie
5
komentarze
czwartek, 19 kwietnia 2012
Rozmawiajmy o samotności
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Samotność to temat, o którym nie chcemy rozmawiać. Nawet, gdy już rozpocznie się rozmowa na ten temat, to szybko ją kończymy. Zazwyczaj mówiąc, że jest nam tak dobrze albo że się już przyzwyczailiśmy, bądź: "kto normalny ze mną wytrzyma". Nie chcemy powiedzieć, co nas boli, albo że sama samotność jest dla nas przytłaczająca. Nasi znajomi czy przyjaciele nie zawsze się wszystkiego domyślą, a nawet jeśli połączą nasz kiepski nastrój z samotnością, to wiedzą, że rozmowa z nami prowadzi donikąd. Po co robić z tego temat tabu? Jest wiele więcej wstydliwych tematów, które poruszamy, jednak do tego boimy się przyznać. Samotność nie jest niczym złym, nienaturalnym, obciachowym. Samotność to ten czas w życiu, który przebywamy ze sobą, mimo obecności rodziny, przyjaciół i znajomych. Ich obecność sprawia tylko pozorne uczucie bliskości i nie zaspokaja naszych potrzeb. Jednak możemy z nimi porozmawiać. Nie bójmy się tego.
Czas to zmienić!
Nawet jeśli sami nie potrafimy powiedzieć, że jest nam źle w ten sposób, to chociaż nie urywajmy tematu, gdy ten się zacznie. Nawet prowokujmy go naszymi opisami w internecie. Wyrzućmy to z siebie i pokażmy innym, że jest nam z tym źle. Nie oszukujmy samych siebie, bo inni i tak wiedzą, że kłamiemy. Zróbmy to tylko dla siebie.
Czy z rozmowy płyną jakieś plusy?
Chyba z każdej rozmowy, niebędącej kłótnią, idą jakieś plusy. Po pierwsze pozbywamy się pewnego balastu, który nosimy ze sobą każdego dnia. Po drugie otwieramy się przed innymi i pokazujemy, że jesteśmy gotowi także przyjąć od nich pomoc, a tej nigdy za wiele. Po trzecie - akceptujemy siebie w samotności i najważniejsze - otwieramy się na innych. Od teraz zdanie: "Chodź z nami, co będziesz sam/-a w domu siedzieć?" Nie oznacza to, że od razu kogoś sobie znajdziemy, ale samotność nie będzie nas ograniczać. Chętniej będziemy chcieli przebywać z innymi, którzy rozumieją nas już trochę lepiej.
Fot. www.izismile.com
Nawet jeśli sami nie potrafimy powiedzieć, że jest nam źle w ten sposób, to chociaż nie urywajmy tematu, gdy ten się zacznie. Nawet prowokujmy go naszymi opisami w internecie. Wyrzućmy to z siebie i pokażmy innym, że jest nam z tym źle. Nie oszukujmy samych siebie, bo inni i tak wiedzą, że kłamiemy. Zróbmy to tylko dla siebie.
Czy z rozmowy płyną jakieś plusy?
Chyba z każdej rozmowy, niebędącej kłótnią, idą jakieś plusy. Po pierwsze pozbywamy się pewnego balastu, który nosimy ze sobą każdego dnia. Po drugie otwieramy się przed innymi i pokazujemy, że jesteśmy gotowi także przyjąć od nich pomoc, a tej nigdy za wiele. Po trzecie - akceptujemy siebie w samotności i najważniejsze - otwieramy się na innych. Od teraz zdanie: "Chodź z nami, co będziesz sam/-a w domu siedzieć?" Nie oznacza to, że od razu kogoś sobie znajdziemy, ale samotność nie będzie nas ograniczać. Chętniej będziemy chcieli przebywać z innymi, którzy rozumieją nas już trochę lepiej.
Fot. : www.acidcow.com
Antonina Kostrzewa
Etykiety:
blog,
depresja,
nieśmiałość,
przyjaciele,
rodzina,
rozmowa,
samotność
Napisz pierwszy komentarz
wtorek, 13 marca 2012
Czego tak naprawdę chcę?
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Są czasem pytania bez odpowiedzi. To tytułowe także do nich należy. Nie trzeba nawet dodawać, że kobieta nie wie, czego chce, ale tutaj tyczy się to także mężczyzn. Próbując przebić się przez myśli samotnych, znajdziemy wielkie niezdecydowanie. Z jednej strony jest wielkie pragnienie znalezienia kogoś, ale z drugiej widać niechęć do zmieniania tego, do czego się już przyzwyczaili. Ich życie, którego nie mają ochoty zmieniać w taki, można rzec, drastyczny sposób. Mając już swój kawałek świata często pragniemy do niego wrócić, choćbyśmy byli nie wiadomo, gdzie. Najczęściej to niezdecydowanie wychodzi z nas, kiedy gdzieś wychodzimy ze znajomymi. Jeśli z nimi idziemy do klubu, to zastanawiamy się, ile rzeczy moglibyśmy zrobić w domu, zamiast marnować czas. Gdy jednak zostajemy w domu, zdajemy sobie sprawę, że marnujemy czas siedząc w domu. Nie łatwo jest dogodzić samotnym.
Fot. www.acidcow.com
Te trzy powyższe obrazki zainspirowały mnie do napisania tych kilku słów dzisiaj, bo niejako oddają cały sens funkcjonowania samotnych. Zwłaszcza tych, którzy już do swojej samotności się już przyzwyczaili. Oni nie pragną wielkiej miłości, bo zdają sobie sprawę, że ciężko będzie znaleźć drugą połówkę, która będzie w stanie ich zaakceptować, a sami wiedzą, że raczej się nie zmienią.
Co zatem zrobić w piątkowy wieczór, gdy dzwoni telefon i przychodzą kolejne wiadomości na Facebooku, a sami mamy zaplanowany dzień przy komputerze? Chyba najlepiej rzucić monetą - będzie uczciwie i będzie na kogo zrzucić winę, w razie czego.
Antonina Kostrzewa
niedziela, 29 stycznia 2012
Ciągle narzekam na siebie!
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
I po co? Czy z narzekania wynikają jakieś konkrety? Czy narzekanie prowadzi do czegoś pozytywnego? Jeśli także uważasz, że nie, to możesz się trochę zastanowić nad sobą. Tak naprawdę, dlaczego narzekasz. Czy to coś zmieni w twoim życiu, a może opowiedzenie o swoich problemach komuś innemu sprawia, że część naszych spraw zrzucamy na kogoś innego i czujemy się lepiej. Wiem dobrze, że nie można się tego tak łatwo oduczyć, ale radzę wam się przez chwilę zastanowić:
Kiedy ostatni raz narzekałam /-em?Na co?
Komu?
Proste trzy pytania i okazuje się, że udaje nam się wytrzymać bez tego góra trzy dni. Sprawy, na które się żalimy ciągną się za nami od dłuższego czasu i ciągle powtarzamy te same, a do tego najczęściej męczymy swoimi problemami swoich bliskich i to jeszcze w ten sposób, że nawet nie słuchamy tego, co mają nam do zaoferowania.
Fot. : www.acidcow.com
Jeśli pierwsze zadanie zostało wykonane, to pora na drugie. Kontrola nad narzekaniem. Gdy będziemy chcieli następnym razem pożalić się komuś, zastanówmy się nad tym. Czy nie mówiłam/-em o tym ostatnim razem, jak się widzieliśmy? Czy moje marudzenie może kogoś denerwować? Trzeba ugryźć się w język i powstrzymać. Nie mówmy za każdym razem, co u nas złego. Już lepiej będzie, jeśli niektóre rzeczy przemilczymy i odpowiemy: "U mnie po staremu", albo "U mnie nic ciekawego, ale czytałam/-em fajną książkę, oglądałam/-em fajny film". Nie skupiajmy się zawsze na sobie i na swoich problemach. Kiedy ostatni raz spytaliśmy, co męczy naszych najbliższych. Kiedy daliśmy im dojść do głosu i się wyżalić? Dopuśćmy także innych do głosu, a jeśli nasze problemy są wiecznie te same, to nie zadręczajmy nimi naszych najbliższych, bo nie będą się chcieli z nami widywać, a wśród innych zaczną nas obgadywać.
Najlepszym sposobem na zaprzestanie narzekania nie jest rozwiązanie swoich problemów, bo wtedy znajdziemy nowe. Nie mamy długo pracy, znajdujemy nową i znów narzekamy: wypłata, szef, dojazdy, zakres obowiązków. Tutaj potrzeba czegoś zupełnie innego. Musimy po prostu znaleźć coś, o czym będziemy mogli opowiadać innym, zamiast narzekania. Znaleźć własną pasję, która nas wciągnie i będziemy mogli zanudzać nią naszych znajomych, albo poznać nowych, którzy także się tym interesują. Najważniejsze to spróbować, bo nie ma ludzi, którzy by się na czymś nie znali. Nikt nie karze nam pisać, malować, rzeźbić - jest milion innych rzeczy do robienia, zbierania, spędzania czasu.
Fot. : www.acidcow.com
Najważniejsze to próbować. Jeśli coś się podoba, to rób to. Nieważne są efekty. Im więcej czasu na to poświęcimy, tym mniej będziemy mieli na myślenie o swoich własnych problemach.
Antonina Kostrzewa
sobota, 24 grudnia 2011
Czuję się samotna
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Wczoraj po pracy poszłam do moich znajomych. Jak, co roku spotykamy w przestronnym domu jednego z małżeństw. Sama nie pamiętam, kiedy i jak to się zaczęło, ale dzień przed Wigilią spotykamy się naszym gronie, by wspólnie zrobić uszka, pierogi, sałatkę czy ciasta. Ułatwia nam to duża kuchnia i dodatkowy piekarnik w piwnicy. Wszystko rozpoczyna się od śmiechów, przechodzi przez kłótnie (Gdzie kucharek sześć) i na końcu, gdy już rozbawieni winem i zadowoleni, że udało nam niczego spalić, śmiejemy się do łez. Zazwyczaj mamy zakaz rozmów o pracy, ale i tak stanowi ona główny wątek rozmów i anegdot. Nie jestem tam jedyną osobą, która przychodzi bez swojej drugiej połówki i tak się też nie czuję. Jestem otoczona gronem przyjaciół i znajomych. Te godziny razem sprawiają, że możemy zapomnieć o problemach i naprawdę odpocząć. Nie trzeba o niczym myśleć, bo myślenie zabiera nam gotowanie i rozmawiamy całkiem swobodnie. Tak koło północy towarzystwo powoli się wykrusza - na pieszo, samochodem, taksówką. Każdy w swoją stronę z plastykowymi pojemnikami pod pachą. Ja też wychodzę, nawet nie ostatnia. Mam blisko, więc po piętnastu minutach jestem w domu. Nikt nie musi mnie podwozić, mimo że często chcą. Wolę mój krótki spacer i tak nie jest zimno.
Fot: Amanda/ www.thislittlewoman.blogspot.com/
I właśnie podczas tego krótkiego spaceru uświadamiam sobie, że czuję się samotna. Niby się śmiałam i bawiłam, ale teraz czuję, że to nie było wcale takie fajne. Czegoś mi w tym wszystkim brakowało, a może miałam za dużo smutku w sobie. Nie płaczę, ale mogłabym. Coroczny rytuał się kończy, a ja wracam do swojego domu. Sama.
Poza tym chciałabym wszystkim moim czytelnikom życzyć spokojnych Świąt z rodziną, która sprawi, że będziemy czuli się komuś potrzebni.
Antonina Kostrzewa
piątek, 11 czerwca 2010
Blog samotnej kobiety
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Czyli tak naprawdę mój. Zawsze, gdy potrzebuję jakiejś rady czy pomocy, jestem sama. Może to przez to, że sama o to nie proszę i chcę by inni się domyślili? Nie mówię wprost o swoich problemach, nie daję nikomu o tym znać, a smutnych oczu pod moją maską nikt nie dojrzy. Przyjaciół mam, gdy trzeba wspólnie pójść na zakupy, grilla, imprezę, spotkać się, by pogadać o pierdołach, a o nie o tym, co boli. Długo mogłabym się okłamywać, że tak nie jest. Mogłabym zadzwonić i powiedzieć, o co mi chodzi, umówić się i spotkać, ale dobrze wiem, że będę wpatrywać się godzinami w telefon, później będę myśleć, co powiedzieć, jak zacząć, a gdy w końcu uda mi się wybrać numer, to będę mówić o wszystkim, tylko nie o tym, o czym chciałam i rozmowa skończy się na niczym. Zresztą sama rozmowa przez telefon jest dla mnie wyzwaniem. Zazwyczaj mówię szybko, cicho i niewyraźnie, więc jak tu powiedzieć o czymś, co boli w danej chwili.
Cóż, nie będę tutaj mówiła o tym, co mnie boli, jakie mam problemy itp, bo każdy z nas ma jakieś i nie ma, co czytelników tym zanudzać. Poruszę tylko problem samotności:
Tych samotnych poranków, gdy marzymy, żeby się nigdy nie obudzić;
Tych samotnych obiadów, kiedy nam się nie chce nawet gotować dla jednej osoby;
Tych samotnych chwil w tramwaju, gdy wydaje nam się wszyscy na nas patrzą i współczują;
Tych samotnych pryszniców, gdy woda zmywa nam łzy, a my krzyczymy wiedząc, że nikt nas nie usłyszy; Tych samotnych kąpieli, gdy z całej wanny zajmujemy jej malutką część podkurczając nogi pod siebie;
Tych samotnych wieczorów, gdy patrzymy ślepo w telewizor popijając kolejnego drinka;
Tych samotnych nocy, gdy przytulamy do siebie kołdry szukając ciepła drugiego człowieka;
Tych wielu samotnych chwil, gdy potrzebujemy kogoś, do kogo moglibyśmy się odezwać.
Mogłabym pisać o tym dalej i dalej, ale za dużo takich momentów w życiu nas wszystkich. Gdy dopada cię dół, myślisz o tym, jakie życie jest beznadziejne, gdy masz bliskich przy sobie, oni wytłumaczą ci, jakie ich życie jest beznadziejne, a ty możesz sięgnąć gwiazd.
Ja natomiast pójdę na samotny spacer.
Więcej o samotności przeczytasz w moich felietonach.
Więcej o samotności przeczytasz w moich felietonach.
Antonina Kostrzewa































