facebook
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą singiel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą singiel. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 16 czerwca 2016

Plusy życia w samotności

Wiele osób często mówi o plusach życia w samotności. Najczęściej mówią to osoby, które zakończyły niedawno związek i teraz widzą pozytywną stronę życia w pojedynkę, bez żadnych zobowiązań. Jednak całkiem inaczej wygląda znalezienie plusów w długiej samotności, gdy każdy dzień wygląda tak samo.

 W tym wypadku nie jest tak kolorowo, bo przyzwyczajenie do życia w pojedynkę  są tak duże, że ciężko odnaleźć w tym wszystkim jakieś plusy. Jednak takie istnieją, trzeba tylko im się lepiej przyjrzeć.

  1. Masz całe łóżko dla siebie. Nie ważne czy dzielisz mieszkanie z rodzicami czy masz je całkiem dla siebie, to łóżko jest twoją własnością i możesz leżeć, po której stronie chcesz. Możesz w nim jeść, powrzucać dodatkowe poduszki czy założyć poszewkę z bohaterami bajek.
  2. Możesz jeść, na co masz ochotę- frytki o drugiej w nocy, lody na śniadanie, a może włoski specjały, po których pół kuchni jest brudne, a zlew jest pełen naczyń? Tylko ty wybierasz. Możesz wziąć telefon i zamówić do domu, na co tylko masz ochotę i na ile pozwalają ci środki na karcie.
  3. Podobny wybór jest przy wyborze filmu. Możesz oglądać to, na co masz ochotę, a nie, co chce obejrzeć partner/partnerka. Podobnie wygląda sprawa wyboru filmu w kinie, o ile zdecydujesz się pójść w pojedynkę.
  4. Drink przed 10, albo eksperymentowanie z narkotykami? Wszystko zależy od ciebie, byleby w poniedziałek rano znów być w pełni sił. Kace przeżywasz na swój sposób, a że nikt nie pójdzie ci po zimną colę do sklepu, cóż, kwestia przyzwyczajenia.
  5. W domu chodzisz w czym chcesz, albo w czym nie chcesz. Koniec krytykowania domowego stroju, a bieganie nago po pokoju nie zdziwi nikogo, no chyba że jakiegoś sąsiada.
  6. Wolność wyboru - oprócz powyższych, masz prawo wyboru, co chcesz robić ze swoim wolnym czasem - leżeć przed telewizorem, czytać książkę, ćwiczyć. Od ciebie zależą wszelkie zajęcia dodatkowe - fitness, siłownia, basen, kurs tańca, gotowania. Jeśli chcesz, idziesz na rower, jeśli nie spędzasz godzinę w wannie - pełna dowolność.
  7. Porządek zależy tylko od tego, jak się czujesz w bałaganie. Jednym bałagan przeszkadza, inni żyją w objęciach chaosu i lepiąca podłoga nie jest jeszcze wystarczającym powodem do jej umycia. Byleby stos śmieci nie ograniczał miejsca na przedpokoju, a ich zapachy nie przeszkadzały w jedzeniu.
  8. Pieniądze wydajesz tylko siebie - na swoje ciuchy, na wakacje, na swoje potrzeby. Czasami lepiej może i się złożyć, ale przynajmniej nikt nie neguje twoich zakupów, 
  9. Brak kłótni, obrażania, cichych dni i innych problemów par, które przechodzą co jakiś czas. W zamian za to możesz porozmawiać ze sobą i porobić głupie miny przed lustrem.
  10. Możesz zaprosić do siebie, kogo zechcesz. Od ciebie zależy, czy przyjdzie tutaj znajomy, kolega czy może przyszły kochanek. Nie licząc bałaganu czy pustej lodówki, nic nie stoi na przeszkodzie, by po imprezie ktoś cię odwiedził. Choć pewnie nie zdarza się to tak często, jak w przypadku singli, to ta furtka pozostaje otwarta.

Te, jak i inne małe rzeczy w samotności wielu zalicza do plusów. Jednak często brakuje chęci do czegokolwiek, a mówienie o tym, że ma się czas na wszystko, tylko bardziej denerwuje. Po obejrzeniu kolejnego odcinka serialu, wypicia kolejnej szklanki coli i zjedzeniu paczki chipsów, przychodzi poczucie beznadziejności i bezsilności, których wszelkie plusy nie potrafią zniwelować.
Antonina Kostrzewa
antonina kostrzewa podpis

czwartek, 12 lutego 2015

Piątek trzynastego i Walentynki czternatego

Jeden dzień jest zwany dniem pecha, drugi zaś świętem zakochanych. Jeśli zaś ani do jednego, ani do drugiego nie przywiązujemy zbytniej uwagi, to powinny być to dla nas całkiem normalne dni. W końcu pecha możemy mieć każdego dnia, a to złamany klucz w drzwiach, a to uciekający autobus. Są rzeczy, na które daty nie mają wpływu, zaś piątek trzynastego jest tylko po to, by te przykre wydarzenia zapamiętać. Jeśli pech się ciebie trzyma każdego dnia, akurat w piątek nie będzie ani gorzej, ani lepiej. Nawet tego nie zauważysz. Gorzej wygląda sprawa z Walentynkami dla samotnych. Ciężko jest nie zauważyć tego serduszkowego święta, a nawet jeśli, to i tak ktoś nam o mnie przypomni. Oby to tylko raz. Co możemy wtedy zrobić? Skorzystać z rad przyjaciół i innych osób w stałych związkach, bądź singli z wyboru i wybrać się wspólnie do miasta. Akurat wszystko odbędzie się w weekend, więc dlaczego by nie pójść ze wszystkimi do klubu czy restauracji? A to dlatego, że obojętnie, jaka będzie data, to i tak wszystko skończy się dla nas, jak zawsze. Sama data niczego nie zmieni, więc lepiej nie doprowadzać do tego, by kolejne walentynki wyglądały w ten sposób.
O wiele lepiej spędzić je tak, jak to zazwyczaj robimy, a może nawet możemy je spędzić trochę bardziej odświętnie. Wystarczy przejść się do sklepu i kupić jakieś wyjątkowo dobre lody lub wielką paczkę chipsów. Wtedy przyda nam się jeszcze jakiś ciekawy film i razem w połączeniu z winem czy dobrym likierem będziemy mogli spędzić miło i przytulnie wieczór. Zawsze też możemy przygotować prawdziwą ucztę dla nas samych. Wystarczą dobre chęci i nowy przepis, by wyczarować coś pysznego. Można powiedzieć, że sami, ale chyba lepsze jest nasze towarzystwo, gdy jest nam w ten sposób dobrze, niż jak mamy być samotni pośród tłumu.
A jeśli nie chcesz spędzić wieczoru objadając się, możemy wykorzystać czas na przeczytanie ciekawej książki, na majsterkowanie, robóki ręczne czy na spożytkowanie na naszych sił na posprzątanie naszego pokoju. Zawsze możemy się spotkać się z innymi samotnymi, którzy nie mają żadnych presji na Walentynki i spędzić beztrosko ten wieczór.
Antonina Kostrzewa
antonina kostrzewa podpis

piątek, 19 grudnia 2014

Niechciane prezenty, nieszczere życzenia, czyli Święta samotnych

Zbliża się niezbyt ciekawy okres dla wszystkich samotnych. Wielkie zamieszanie, obowiązek ubrania się ładniej, a przynajmniej schludniej, kupienie prezentów, ubranie choinki i oczywiście spędzenie połowy dnia ze swoją rodziną, z którą należy rozmawiać, a do tego złożyć jeszcze życzenia. Wszelkie próby uniknięcia tego kończą się na kłótni i możemy być pewni, że i tak, i tak, zostaniemy siłą zaciągnięci do stołu. I to do tego bez możliwości spoglądania, co chwilę na naszą komórkę. Nie ukryjemy się przy wmawianiu choroby, ani także nie uciekniemy nigdzie. W Święta, czy tego chcemy, czy nie, musimy je spędzić z rodziną. O ile możemy wymigać się od pomagania w przygotowywaniu kolacji wigilijnej, to na pewno będziemy na nią ściągnięci. Choćby się paliło, to i tak będziemy musieli zasiąść przy stole. I to właśnie wtedy zacznie się dla nas największy stres, który będzie tylko narastał. Zacznie się od życzeń. Będą one wyglądać, jak życzenia składane największemu wrogowi. Będziemy się uśmiechać i odmawiać tą samą formułkę, jak co roku. Zawsze zdrowie, zdrowie i pieniądze. Skoro wszyscy to wiedzą, to po co o tym mówić. Zdarza się, że czasem ktoś powie coś bardziej wyszukanego z cyklu:”Abyś znalazł sobie dziewczynę” albo „Trochę urody nigdy ci nie zaszkodzi”. Takie życzenia są jeszcze do przełknięcia, ale o wiele gorzej, gdy ktoś wypowie zdanie w tym stylu przy innych gościach. Wtedy jest pewne, że cała uwaga skupi się tylko na nas, a dalszych pytań nie będzie końca. Nawet przygotowanie sobie wcześniejszych odpowiedzi nie pomoże, gdy mamy przeciw sobie całą rodzinę, czekającą tylko, by nas dobić w naszej samotności, albo próbować zeswatać z synem sąsiada. Wtedy warto zacisnąć zęby, gdyż rok temu przeżywaliśmy dokładnie to samo. Takie rzeczy bardziej zresztą bolą, niż powiedzenie: „Jesteś nierobem”, bo dotykają nas bezpośrednio i problemu, którego inni nie rozumieją. Gdy już miną wszystkie rytuały świąteczne, przychodzi czas na prezenty. Tutaj możemy podwójnie się rozczarować: z tych, które dostaliśmy, jak i z tych, które daliśmy. Zazwyczaj nie oczekujemy niczego dużego, nie musimy dostać najnowszego Playstation ani smartfona, nie muszą być to ciuchy od Versace, ani perfumy Diora. Tak naprawdę obyłoby się bez prezentów, ale jak tradycja, to tradycja. Najlepiej by było, gdybyśmy sobie sami coś wybrali, albo wspólnie zamówili coś z internetu. Jednak takie są tylko nasze pragnienia, a rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Dlatego, co roku otrzymujemy kolejne skarpetki, sweter i rękawiczki. Co z tego, że nie muszą być wcale brzydkie, ale po prostu mamy już ich wystarczająco tyle, że nie potrzeba nam nowych. Zdarzają się też bardziej koszmarne prezenty, jak: najtańszy zestaw kosmetyków, ubrania w różowych kolorach czy płyty z muzyką zespołów, o których nigdy nie słyszeliśmy.
święta, zakupy, tłumy
Oczywiście wypada się uśmiechnąć i podziękować, należy też ukryć rozczarowanie, bądź niezadowolenie. W końcu nie każdy musi lubić otrzymywać prezenty, jak i nie każdy musi okazywać z tego powodu radość. O ile samych Świąt nie lubimy, to wiemy, jak inni nasi domownicy przykładają do nich wagę. Dlatego staramy się, razem z całą masą innych ludzi biegać po sklepach i zastanawiać się, co możemy kupić innym tak, by im się to podobało. Mimo że tego nie lubimy, to i tak co roku budzimy się z ręką w nocniku i nie ma już czasu, by kurier zdążył coś przywieźć z rzeczy zamówionych online. Przyjdzie nam chodzić od półek do półek i myśleć, czy ten zestaw kosmetyków może być odpowiedni czy też nie. Co roku sobie obiecamy, że tym razem nic nie kupimy, albo weźmiemy pierwszą lepszą rzecz, a i tak spędzamy mnóstwo czasu buszując samotnie między półkami. Później zaś możemy zauważyć, że sami staraliśmy się być mili, a teraz oprócz widoku rozczarowanych twarzy, przyjdzie nam jeszcze wysłuchać komentarzy z cyklu: „A po co coś takiego kupujesz”, „Chyba nie myślisz, że będę w tym chodzić” czy „Jak coś, to damy wujkowi, może jemu się spodoba”. Kolejny raz przyjdzie nam zacisnąć zęby i odczekać jeszcze chwilę, gdy będziemy mogli po cichu odejść od stołu, zamknąć drzwi od naszego pokoju i włączyć komputer, by dowiedzieć się, że inni mają podobnie. Jeśli nikt nas nie zmusi, by pójść na Pasterkę, to Święta są już dla nas praktycznie zakończone i możemy zacząć martwić się, gdzie spędzimy w tym roku Sylwestra.
impreza, święta, rodzina, znajomi, spokój, harmonia.
Młodzi, którzy najbardziej wtedy narzekają, nie znają dobrze problemów starszych osób, których samotność dotyka w ten sposób, że Święta spędzają całkowicie sami. Nie mają, ani znajomych, ani rodziny, która mogliby odwiedzić, a czasami, z którymi chcieliby spędzić wspólnie czas, ale nie zostali zaproszeni. O ile, kiedyś marzyli, by w końcu nie mieć Świąt, nie musieć szukać prezentów, składać życzeń, a później razem jeść kolację, to teraz tęsknią za tamtymi czasami, gdy nawet w telewizji nie ma, co oglądać, a nowe informacje w internecie nie chcą się aktualizować. Szkoda tylko, że zazwyczaj niektóre rzeczy zauważa się zbyt późno.
Antonina Kostrzewa
antonina kostrzewa podpis

wtorek, 23 września 2014

Jesień nadchodzi samotnym z odsieczą

Wydawać by się mogło, że przyjście jesieni ułatwi nieco samotne życie. Już nie trzeba przejmować się tak swoim wyglądem, ani tym bardziej myśleć o tym, że inni będą oceniać nasze ciuchy. Teraz będzie można ukryć się pod kurtką lub płaszczem, a szare barwy wypełnią ulicę. Gdy pojawią się pierwsze jesienne deszcze, nikt nie będzie miał czasu by nam się przyglądać. Wszyscy będą pędzić lub ukrywać się pod parasolami. My także będziemy przemykać niepostrzeżenie między innymi, starając się tylko za bardzo nie przemoknąć. Na pewno nikt nam nie będzie chciał towarzyszyć w spacerze, a jedyne rozmowy, jakie możemy rozpocząć z innymi, to krótkie przepraszam, jak w kogoś wpadniemy z parasolem. Jesień przychodzi wielkimi krokami, a to oznacza, że skończył się czas opowieści o wakacjach, a teraz, nim nastaną święta, nie będzie się kompletnie nic działo, co by mogło nas bardziej stresować. Skończy się grillowanie, a ludzie powoli przeniosą się do barów i małych knajp. Największym plusem pozostanie pogoda, dzięki której będziemy mogli bez problemu wymigać się od przyjścia. A gdy ściemniać będzie się będzie o wiele szybciej, a temperatura spadnie poniżej 10 stopni, pozostanie nam siedzenie pod ciepłą kołdrą i wpatrywanie się w kolejny sezon serialu lub czytanie książek. 
Wszystkie dodatkowe kilogramy możemy skrzętnie ukryć pod kolejną warstwą ubrań, a zresztą trzeba robić już powoli zapasy na zimę. Podobno wiosna jest o wiele bardziej ciekawsza. Bardziej cieszymy się ze słońca i dostajemy dodatkową energię do działań, ale podczas jesieni świat zwalnia, a wraz z nim przestajemy wyróżniać się z tłumu, by spokojnie przebrnąć do naszego, bezpiecznego domu.
Antonina Kostrzewa
antonina kostrzewa podpis

piątek, 18 lipca 2014

Jesteśmy tacy sami, a jednak inni

Podobno samotni żyją dokładnie tak samo, jak ich rówieśnicy. Po szkole czy pracy zazwyczaj mają tyle samo wolnego czasu, tylko zupełnie inaczej go spędzają. Nie chodzi o zainteresowania, predyspozycje czy dostępne pieniądze. Tutaj chodzi bardziej o chęci i stosunek do wspólnego spędzania czasu ze znajomymi. Gdy samotność trwa już długo, to nawet najlepsza propozycja spędzenia popołudnia nie będzie dla nas w ogóle atrakcyjna. O wiele lepszym rozwiązaniem, niż wspólna gra w tenisa czy przejażdżka rowerowa, będzie obejrzenie kolejnych trzech odcinków różnych seriali, później ugrzęźnięcie w demotywatorach i facebooku (w lepszych wypadkach udaje się czytać książki), by na koniec dnia, przed snem stwierdzić, że kolejny dzień był kiepski i nic nie zrobiliśmy, by było lepiej. Wtedy obiecujemy sobie, że jutro będziemy lepiej nastawieni i  na pewno nie odmówimy na kolejną propozycję, ale akurat po przyjściu do domu dopada nas drzemka i kolejny dzień wyszedł tak samo. 
Miały być zmiany i silne postanowienia, które znowu są odłożone na przyszłość. Nic z tego, że co miesiąc trzeba płacić za karnet na siłownię/fitness, skoro byliśmy tam dwa razy w ciągu ostatnich kilku miesięcy, a nasze nowe rolki i strój kąpielowy leżą gdzieś zapomniane w szafie.Wciąż mamy nadzieję, że któregoś dnia będzie lepiej. I nawet, jeśli uda nam się w końcu wyjść, to i  tak stwierdzimy, że wcale nie było to nic ciekawego i następnego dnia zostaniemy w domu, zamknięci w swoim pokoju, sam na sam z komputerem, który jest naszym jedynym oknem na świat.
Tak samo wygląda sytuacja z wydarzenia kulturalnymi: wyjściem na koncert, do teatru, bo do kina jeszcze uda się wybrać, bo to praktycznie to samo, co oglądanie filmu w domu, a tego jest cały czas ciemno. O ile uda się samotników namówić na wyjście, to nie potrafią oni w pełni cieszyć się z tego, co przeżywają. Szybko się nudzą, albo zaczynają rozmyślać, co mogliby robić w tej chwili gdzieś indziej, a najczęściej o tym, co mogliby robić teraz w domu. 
Fot.: www.happymonsters.tumblr.com
Koło znowu się zamyka i wracamy do sytuacji wyjścia, przy czym jeśli rzadziej się wychodzi, to ma się mniejsze szanse, by znaleźć kogoś, kto może się stać naszą drugą połówką.
Antonina Kostrzewa
antonina kostrzewa podpis

środa, 30 kwietnia 2014

Majówka dla samotnych

Jakieś majówkowe pomysły, plany, a może po prostu założenia? Wszyscy je robią, nawet gdyby majówka wypadała w środku tygodnia, a przez cały czas miało padać. Niby dwa dni wolnego, a całkiem inna atmosfera, niż święta, a na dodatek daje nam możliwość spędzenia jej z kim chcemy, albo wręcz spędzenia nie z tymi, z którymi musimy. Co jednak, gdy musimy majówkę spędzić w samotności? Może nie dlatego, że nie mamy znajomych, tylko dlatego, że oni zdążyli zrobić sobie plany już kilka miesięcy wcześniej, kiedy nie byliśmy jeszcze zdecydowani. Niby jest zawsze wiele możliwości, lecz wszystko, co robi się w samotności nie przynosi radości. Kiedy ktoś spojrzy na nasze życie będzie nam zazdrościł ilości wolnego czasu i możliwości, jakie stoją przed nami. Nawet nie patrząc na koszty, to oczywiście możemy robić miliony rzeczy, tylko tracą one sens, gdy idzie się na nie samemu, bez motywacji, bez chęci i bez żadnych sił. 
komputer, motywacja, działanie, samotność
Ktoś może stwierdzić, że możemy biegać czy chodzić na siłownię/fitness, by zadbać o siebie, lecz jak się zachęcić? Możemy z kimś pójść pierwszy raz, by się zapisać, a gdy nam się znudzi przebywanie wśród innych ludzi, zostaniemy z rocznym karnetem. Bieganie też jest dobre, bo można biegać w samotności i odpocząć od otaczającego nas świata, posłuchać muzyki, poćwiczyć trochę. Tylko bieganie jest też formą ucieczki przed codziennością, przed rodzicami/dziećmi, żoną/mężem, współlokatorami. Wtedy możemy pobyć chwilę w odosobnieniu i nie myśleć o tym, co czeka nas w domu. Osoba samotna nie ucieknie z samotności w samotność. Bieganie nie stanowi takiej odskoczni, ani nie daje przyjemności i szybko się nudzi. To po prostu kolejna czynność, którą przeżywa się w pojedynkę. To samo tyczy się wyjścia do muzeum, teatru, opery, na koncert. Wśród innych ludzi zawsze będziemy sami, nie będziemy z nikim rozmawiać, przeżywać, móc się podzielić opinią, skomentować grę, pośmiać się. Nikt nam też nie przyzna racji, a prowadzenie wewnętrznego dialogu, to już chyba początki schizofrenii.
Marzenia, impreza, czytanie, samotność
Fot.: www.izismile.com /Anne Emond
Cóż pozostaje. Jeśli spacer lub przejażdżka rowerem nas nie będą smucić po pewnym czasie, a wspólny grill ze znajomymi zrobi się nudny, zostanie nas zawsze nasz własny kąt i okno na świat, czyli komputer z siecią. Nieważne, czy będziemy przeglądać głupie obrazki, albo może obejrzymy całą serię serialu na raz myśląc o tym, co moglibyśmy robić w tym czasie gdzieś indziej, to przynajmniej będziemy bezpieczni wśród swoich ścian. Możemy też uciec w świat wyobraźni z dobrą książki. Na pewno lepsze rozwiązanie, niż ucieczka ze smutkami w alkohol. W domu nikt nam nie będzie zadawał krępujących pytań, nie będzie się dziwnie patrzył, ani litował. Tutaj możemy być sobą.
Antonina Kostrzewa
antonina kostrzewa podpis

poniedziałek, 10 lutego 2014

Walentynki online

Kolejny rok zbliżają się Walentynki, czyli święto zakochanych. Co roku ta sam trauma dotyka osoby samotne otaczane z każdej strony czerwonymi serduszkami, ofertami imprez dla singli, wieczorów dla samotnych czy też randek w ciemno. Dla prawdziwie samotnych takie atrakcje wiele nie zmieniają, a do tego jeszcze utrudniają życie.  
Jak można w świecie zakochanych znaleźć miejsca dla samotnika, który z jednej strony chce być sam, bo tak mu lepiej, a z drugiej strony, marzy skrycie, by spotkać miłość swojego życia? Przez otaczanie naszej codzienności serduszkami na miesiąc przed 14. lutego, sprawiamy, że wszyscy samotni odczuwają brak drugiej osoby jeszcze bardziej. W tym roku święto (o ile tak można nazywać ten dzień) wypada w piątek, a więc czeka nas cały weekend atrakcji. Zaczynamy już w szkole lub w pracy, by dopiero po powrocie do domu oderwać się od różowej rzeczywistości i zaszyć się w swoim pokoju przed komputerem, gdzie spędzimy resztę wieczoru, jak i nocy. W ten jakże wyjątkowy dzień nie mogłoby być inaczej, gdyby nasi znajomi nie próbowali nas wyciągnąć z domu i spróbować znaleźć dla nas wymarzoną połówkę. Jakby nie wiedzieli, że życie nieśmiałych, to nie wychodzenie przed szereg i opowiadanie o sobie nie wiadomo czego, by pokazać się, z jak najlepszej strony. Tak naprawdę to nic nie mówimy na nasz temat, a zwłaszcza na temat naszego nudnego życia, w którym niewiele się dzieje, a ten jeden dzień w roku na pewno niczego nie zmieni i nie wyciągnie nas z depresji samotności.
Antonina Kostrzewa
antonina kostrzewa podpis

środa, 9 października 2013

Całkiem inny, samotny dzień

A może by tak jednego dnia trochę poudawać. Tak po prostu. Niech skończy się samotność i nieśmiałość, niech pojawi się uśmiech, odwaga i chęci do życia. Czy to naprawdę dużo? Myślę, że nie. Plan jest bardzo prosty. Zamiast przeleżeć kolejną sobotę, albo snuć się po domu, weźmy się do działania. Budzik, a niech dzwoni rano i głośno. Jeszcze lepiej, jak wstaniemy minutę przed nim, zawsze to minuta więcej dla nas. Poranne bieganie? Może nie przesadzajmy, będzie dobrze, jak jak zjemy w miarę zdrowe śniadanie, ale najpierw musimy się przekonać, że ten dzień jest ważny i wyjątkowy.
jedzenie, tajemnica, kobieta, kalorie
Uśmiech, kilka min przed lustrem, afirmacja i możemy lecieć pod prysznic. Otwieramy szafę, a najlepiej wszystko w pokoju. W końcu możemy się ubrać coś wyjątkowego. To nasza sobota, a nie jakiś kolejny, szary dzień. Bez ekstrawertyzmu, ale z pewnością dostojniej, niż zazwyczaj. Niech nas strój mówi za nas, niech opowiada, że ilość kolorów, to poziom naszego szczęścia. Oprócz tego możemy kilka dawno nieużywanych, domowych rzeczy spakować do wyniesienia. Wiem, że trudno się pozbyć ulubionego, dziesięcioletniego swetra, ale czasem po prostu trzeba. To tylko trochę wysiłku, może za tydzień o nim nawet nie będziemy pamiętać, bo i tak ciężko było go znaleźć na dnie szuflady. Czas na spotkanie ze światem. Bez pośpiechu, powoli. Wyjdźmy do ludzi. Spotkajmy się z kimś. Napiszmy milion smsów, na pewno wszyscy nam nie odmówią wspólnego popołudnia. I co, że nie mają z kim dzieci zostawić, albo są zajęci, a może powodem jest to, że tak późno do nich piszemy? Nie ma się, co martwić, nie pójdziemy z nimi, to się nie załamiemy. Dzisiaj jest nasz dzień. Zaplanowany wczorajszego wieczoru, więc nie było mowy o ustalaniu spotkań wcześniej. To nam przypadnie cała gorąca czekolada, a nawet dodatkowe ciastko. Nie ma, co myśleć o kaloriach. To zostawimy sobie na jutro. Obiad w gustownym miejscu czy w naszej ulubionej knajpce? Możemy zaszaleć, kto nas skontroluje. Bez przejmowania się pojedynczym stolikiem.
stolik, samotność, pojedynczy, samotny, restauracja
Jesteśmy wyjątkowe, więc nam się należy dzisiaj cały stolik i będziemy przy nim siedzieć, ile nam się chce. Nikt nas nie wygoni, nikt się nie dosiądzie,  bo to w taki dzień, jak dzisiaj, cały świat jest nasz. Może kino? A czemu, by nie. Dzisiejsze wydatki będą powodem rozmyślań dopiero jutro. Możemy wybrać sobie miejsce gdziekolwiek, dokupić duży popcorn, a do tego nie musieć się sprzeczać, czy horror czy komedia. Komedia romantyczna? To można obejrzeć w domu pod pierzyną. Niech efekty specjalne wypełnią całą salę, niech się dzieje. A może lepiej wybrać się na bajkę z dubbingiem? Wybór należy do nas, nikt nie będzie nas oceniał. Ani osoba siedząca obok, ani kasjerka. To nasz wybór i bądźmy pewne od początku do końca. Koniec manipulacji i oszukiwania. Przypominam, nasz dzień, nasze zasady. Po udanym seansie możemy wpaść na chwilę do sklepu, gdzie zakupimy wino na nasz specjalny wieczór. Nie przesadzajmy z pójściem na imprezę lub na drinka, to nie w naszym stylu. Po całym dniu nieobecności i to do tego przyjemnie spędzonym, a nie w pracy, możemy cieszyć się własnym kątem. Zapalmy świecie, delektujmy się winem i weźmy jakąś książkę, albo dopiero teraz sobie pozwólmy na komedię romantyczną. Nasz dzień się powoli kończy, ale to właśnie dzisiaj możemy zasnąć tak, jak chcemy. Przed ekranem komputera, w makijażu, w ciuchach. A dlaczego by nie. Wszystko zależy tylko od nas. A gdy minie godzina dwunasta i skończy się nas dzień, możemy zapłakać cicho, bo mimo wielkiego planu wciąż nic się nie zmieniło. To był kolejny samotnie spędzony dzień, a uśmiech na twarzy nic w nim nie zmienił. Jedyne co się zmieniło, to stan naszego konta, poczucie własnej wartości, ale chociaż świadomość, gdzie mają nas nasi znajomi, została bez zmian.
Antonina Kostrzewa
antonina kostrzewa podpis

środa, 25 września 2013

Nigdy nie jest za późno na miłość

A może tytuł powinien brzmieć: "Nigdy nie jest się za starym, by być samotnym."? Oba tytuły oznaczają praktycznie to samo, lecz ten pierwszy ma wydźwięk pozytywny - zawsze można spotkać swoją drugą połówkę, albo nie ma, co patrzeć na swój wiek. Zaś tytuł z samotnością w tle od razu daje złe wyobrażenie o temacie - czy osoba stara będzie się chwytać przysłowiowej brzytwy, byle by kogoś znaleźć, a może starość jest synonimem samotności? 
pary, wiek, miłość, starość, młodość
Czy na miłość zasługują tylko osoby młode? A jeśli tak, to jaki wiek jest górną granicą? 
Dla jednych nieznalezienie sobie męża/żony po studiach czy przed trzydziestką jest już niewyobrażalne. Dla innych górną granicą jest czterdziestka, dla jeszcze innych ostatnie lata płodności. Czy po pięćdziesiątce przestaje się szukać, a może po sześćdziesiątce traci się nadzieję? 
Obserwując ludzi wiem, że wiek nie ma takiego wielkiego znaczenia. Kiedyś ukrywali się i młodsi, i starsi. Teraz wszyscy na ulicach i w parkach nie boją się pokazać, że są razem. Para staruszków trzymająca się za ręce nie przyciąga już niczyjej uwagi. Są to rzeczy całkowicie normalne. Niezależnie od wieku ludzi okazują sobie miłość, ale także nie boją się przyznawać do samotności. Teraz nikt po przeżyciu połowy stulecia nie narzeka, że życie całe zmarnował, bo nie znalazł sobie drugiej połówki. Nie wiadomo, czy zmieniły się obyczaje, czy ludziom jest łatwiej się do niektórych rzeczy przyznać, czy może nie jest to uważane za nic złego. Przy obecnym zaludnieniu ziemi, jeśli ktoś nie pozostawi po sobie potomstwo, to nie będzie z tego takiej wielkiej tragedii. Trzeba tylko na to spojrzeć w inny sposób.
Jedno, co nie uległo zmianie, to powiązanie wieku wraz z możliwością znalezienia partnera. Gdy chodzimy do szkoły czy na studia, to mamy wokół siebie tyle osób, jakich nie będziemy mieli nigdy później. Do tego jeszcze dochodzi wiek imprezowy i szansa na znalezienie kogoś jest duża. Później zaczyna się praca, znajomi zaczynają brać śluby, rodzą się dzieci, przez co mają mniej czasu na spotykanie się z nami czy na imprezowanie. Przed czterdziestką powinniśmy być już całkowicie ustatkowani, dlatego nieliczni samotnicy umawiają się jeszcze na randki. Zaś po pięćdziesiątce należałoby rozpocząć rozmyślanie o wnukach. Co jeśli do tego momentu nie udało nam się nikogo znaleźć, a nie chcemy spędzić reszty życia w samotności?
W każdym wieku róbmy to samo: 
- wychodźmy z domu (do znajomych, do kina, do kawiarni), choćby sami Nigdy nie wiadomo, kogo spotkamy. 
- Korzystajmy z okazji - zaproszenie na wyjazd, wspólny wieczór przy kartach? - nie ma potrzeby wiecznie odmawiać.
- miejmy swoje pasje (sport, zainteresowania, sztuka), dzięki temu możemy spotkać ludzi, którzy także podzielają to, co robimy.
- korzystajmy z dobrodziejstw technologii - czatów, portali randkowych. Może ciężko się przełamać, ale jeśli nie spróbujesz, to się nie dowiesz.
- bądźmy otwarci - nie odpychajmy ludzi po pierwszych słowach. 
- uśmiechajcie się, ile tylko możecie.
dziadek, komputer, łąka
A jeśli ktoś nie chce wyjść do ludzi i woli przeżyć resztę życia w samotności? To dajmy mu przeżyć swoje życie tak, jak chce. Nie zmuszajmy go do niczego, ani nie wypominajmy brak dzieci czy drugiej połówki. Każdy ma prawo żyć tak, jak mu się podoba. Tylko nie kupujcie samotnikom na prezent kota!
Antonina Kostrzewa
antonina kostrzewa podpis

czwartek, 5 września 2013

Samotności się nie ukryje

Nie muszę nikomu przypominać, że zaczął się wrzesień. Dla jednych pierwsza myśl to szkoła, dla innych koniec wakacyjnych rozkładów jazdy, a jeszcze dla innych początek jesieni. Jakby na to nie patrzeć, jesień w tym rok przywita nas wyjątkowo szybko, o zimie już nie wspominając. Jak już wam kiedyś wspominałam, zimne miesiące są ulubionymi dla samotników, bo nikt ich wtedy nie zmusza do wychodzenia z domu, uprawiania sportów czy wspólnych wyjazdów. Mogą spokojnie zamknąć się w swoich czterech ścianach i robić to, na co mają ochotę. Nawet, jeśli ma to być przysłowiowe nic. Tylko samotność nie daje o sobie zapomnieć, nawet teraz, gdy zmuszeni jesteśmy widzieć więcej osób w szkole czy po skończonych urlopach w pracy. Szybkie podsumowanie naszych wakacji i porównanie ich do innych sprawia, że czujemy się gorsi. 
I to właśnie takie rozmowy o tym, co się działo w naszym wolnym czasie sprawiają, że spada nasza samoocena, która zazwyczaj znajduje się kilka centymetrów nad poziomem zero, co bezpośrednio może prowadzić do depresji czy zamknięcia się w sobie. Jeśli uporamy się z tym problemem, to samotność nadal będzie na nas czyhać. Będziemy powoli obserwować zmianę wśród wszystkich ludzi. Przestaną siedzieć w parku czy wyjeżdżać na weekendy nad wodę, tylko przeniosą się do restauracji, knajpki czy kina. I mimo że ich będzie coraz więcej, to nasza samotność przy tym nie zmaleje. Będziemy jeszcze bardziej czuli ich wzrok, ich współczucie czy litość. 
Wszelkie te spojrzenia, które nas irytują, choćby były całkowicie niewinne. I wszystko to sprawi, że upewnimy się naszym przekonaniu, że w domu jest nam najlepiej. Nie ważne, czy mamy do dyspozycji mały pokoik, małe mieszkanie czy piętro. W nich tylko potrafimy znaleźć bezpieczny kąt
Antonina Kostrzewa
antonina kostrzewa podpis

poniedziałek, 15 lipca 2013

Wymówki powakacyjne - samotność boli

Ostatnio opisywałam, w jaki sposób odmówić znajomym wspólnego wyjazdu na wakacje. Teraz przyszła pora im wytłumaczyć, dlaczego nie jesteśmy opalone/-ni po powrocie do szkoły czy pracy. W końcu zawsze przyjdzie ten moment, że się ktoś spyta, jak minął urlop, albo co się działo ciekawego w wolnym czasie.
samotność, nic nie robienie, nuda, książka, lenistwo
Wymyślanie wielkich podróży do Skandynawii i tak szybko wyjdzie na jaw. Choćbyśmy i znali w miarę Photoshopa, to jeśli same zdjęcia nas nie zdradzą, to pewnie znajdzie się ktoś, kto tam był, albo miał przesiadkę na tym samym lotnisku. Kilka pytań i po nas. Jak się tłumaczyć, to z głową.
Sprawdzone rozwiązania:

  1. Wyjazd do rodziny - w to może uwierzyć każdy, że co roku mamy zaplanowane wakacje u naszych kuzynek/kuzynów gdzieś w Bieszczadach, w Lubuskim czy na Kaszubach. Najlepiej wybrać miejsce z dala od morza, gór czy większych atrakcji, by nie tłumaczyć się z braku pamiątek, zdjęć, opalenizny i wiedzy o zabytkach.
  2. Nieważny paszport - można opowiedzieć, że się miało wszystko zaplanowane i wykupione, ale nieważny paszport popsuł wszelkie plany. Nie trzeba dramatyzować o problemach na lotnisku, lepiej po prostu powiedzieć, że nawet się nie zaczęliśmy pakować i biuro podróży jakoś się dało ubłagać na zwrot 50% wpłaconej sumy. Dodatkowo zyskujemy efekt ofiary losu.
  3. Choroba - pisałam o tym także w poprzednim wpisie, jednak nic tak dobrze nie działa, jak opowiedzenie o popsutych planach wakacyjnych przez grypę żołądkową. Wystarczy kilka pierwszych zdań i nawet nikt się nie pyta dokładnie, ile trwała, ani co dokładnie było w planach. Można opowiedzieć także o kontuzji i obozie sportowym, ale czy ktoś w to uwierzy?
  4. Wakacje w mieście - w czasie urlopu można nadgonić czas z załatwieniem ważnych spraw - urzędy, poczta, dawno niewidziani znajomi, a może nawet odwiedziny. Trzeba jednak uważać na pytania, dlaczego z okazji wolnego nie dzwoniliśmy czy nie odwiedzaliśmy stałych znajomych.
  5. Opieka nad osobą starszą, psem, kotem - byliśmy uziemieni i tyle. To był nasz obowiązek i nikt nie mógł tego zrobić za nas. Można trochę ponarzekać na taką, a nie inną sytuację i obiecać, że w przyszłym roku na pewno gdzieś pojedziecie.
  6. Remont - skoro o wakacjach w mieście mowa, to czemu nie powiedzieć o remoncie, wielkim sprzątaniu czy porządkach w piwnicy. Możemy być pewni, że teraz każdy by nam chętnie pomógł, zwłaszcza, że jest już po czasie. W końcu można na znajomych zawsze liczyć.
  7. Praca - dorabianie w trakcie wakacji to dobry pomysł na załatanie naszego budżetu. Nawet, jeśli nie pracowaliśmy, to można opowiedzieć, że praca na produkcji nie była taka straszna i jakoś nam się udało zarobić parę groszy i pozbyć długów. Należy zawsze mówić o spłacie długów, bo w przeciwnym razie nie wymigamy się przed wspólnym Sylwestrem.
  8. Gorący seks - najlepsze wymówki to te najmniej prawdopodobne. Można powiedzieć, że przez cały czas nie wychodziliśmy z łóżka będąc tam z piękną sąsiadką. Teraz jej mąż wrócił z delegacji i wszystko wróciło do normy. Pewnie nikt nie weźmie tego na poważnie i spyta się nasze prawdziwe wakacje, więc lepiej uważać.
To chyba główne wymówki dla znajomych. Dla polepszenia efektu można zawsze pójść do solarium czy użyć samoopalacza.
A dlaczego nie powiedzieć prawdy?
czytanie, wakacje, książka, zabawa
W końcu to nic strasznego siedzieć w domu bez celu, nudzić się, oglądać seriale i grać na komputerze. Czas spędzony w oknie obserwując szczęśliwe osoby, czas przed ekranem podziwiając cuda przyrody, a może czas spędzony przed ekranem zastanawiając się, co można by było zrobić, gdyby nam się chciało. Przespane popołudnia, wypłakane wieczory, a może nieprzespane noce. Tyle rzeczy, które osoby samotne robią w wolnym czasie, a są na tyle interesujące, by opowiedzieć o nich innym.
Antonina Kostrzewa
antonina kostrzewa podpis

niedziela, 30 czerwca 2013

Wakacyjne wymówki - spędzanie samotnie wakacji

Już jutro zaczyna się lipiec, czyli pierwszy miesiąc wakacji. Oczywiście prawdziwe takie wakacje mają tylko uczniowie, ale nie ma co tęsknić za tamtymi czasami. Czy mamy dwa miesiące wolnego czy też musimy sobie zaplanować dopiero urlop, to i tak wszyscy pytają się nas wcześniej, jakie mamy plany wakacyjne. Póki jeszcze jest czas, to możemy grać na zwłokę i tłumaczyć się, że jeszcze nie mamy planów czy że jeszcze się nie zdecydowaliśmy dokładnie. Zwłaszcza, gdy ktoś spyta z kim planujemy wyjazd. Później trochę pogarsza się sytuacja. Czas goni i odpowiadanie, że nie mamy planów na wyjazd, może się dla samotnych tylko skończyć gorzej.
wakacje, spływ, samotnie, singiel, łódka
Znajomi mogą się zacząć nami martwić i chcieć nas przygarnąć. W sensie wspólnego wyjazdu. Co może odpowiedzieć osoba samotna, gdy nie ma ochoty dołączać się do znajomych? Co powiedzieć później innym, gdy spytają, co robiliśmy na urlopie? Sposobów wymówek jest wiele. Jedne gorsze, inne zaś mało wiarygodne. Dzisiaj przyjrzymy się kilku z nich. Najpierw wymówki przed wyjazdem:

  1. Inne plany - najłatwiejsza odpowiedź na pytanie. Najlepsza i najbardziej prosta. Gorzej, gdy ktoś spyta nas dokładnie, co planujemy. Wtedy możemy ratować się wyjazdem do rodziny z jakiegoś odległego miasta. Czy to ciotka czy babcia, raczej nikt nie zna całej naszej rodziny na tyle dokładnie, by mógł to sprawdzić. Na pewno dadzą nam spokój, choćby ich propozycja była o wiele lepsza. Sprawdza się i u młodych, jak i u starszych osób
  2. Brak pieniędzy - podstawowy, ale i też najprawdziwszy problem. Czasami nie trzeba kłamać, że nie możemy sobie pozwolić na dwutygodniowy wyjazd za granicę. Gorzej, gdy ktoś chce nam pieniądze na wyjazd pożyczyć lub częściowo sponsorować. Tu najlepiej po prostu stanowczo odmówić. W pracy łatwo obronić argument braku pieniędzy z powodu kryzysu. 
  3. Choroba - jak symulować, to symulować. Działa niestety na kilka dni przed wyjazdem i dopiero widoczne objawy nie wzbudzają podejrzeń. Można się jeszcze tłumaczyć wrażliwością na słońce, uczuleniem od wody itp. W ogólnym rozrachunku nie wyjdzie nam to na dobre w późniejszych kontaktach ze znajomymi.
  4. Strach - pojęcie ogólne, ale też w miarę wiarygodne. Możemy bać się latania, wody, wysokości, ciemności, pająków i praktycznie wszystkiego. Trzeba tylko mówić w miarę sensownie, by nie wzbudzać podejrzeń. Sposób ma tyle samo wad, co choroba, przez co nie zawsze się sprawdza.
  5. Brak zgody - najczęstsza prawdziwa wymówka wśród osób młodych, gdy rodzice nie pozwalają im na wspólny wyjazd ze znajomymi. U osób starszych także może wystąpić. Może się nie zgodzić mąż czy żona. Można się też tłumaczyć brakiem zgody szefa na urlop w danym terminie. Trzeba konsekwentnie powtarzać, że próbowaliśmy już wszystkiego i nic to nie dało.

To chyba główne wymówki, chociaż jest i tyle, ile osób się wymigujących. Wtedy samotni mogą po prostu podczas wolnego zostać w domu, pół dnia spędzić w łóżku, a drugą przed komputerem narzekając na siebie i na to, że wszyscy teraz się świetnie bawią i wrócą opaleni i zadowoleni. 
Na pocieszenie zostanie nam, co najwyżej kolacja we dwoje.
kolacja, dziewczyna, komputer, kolacja, samotność
A o tym, jak powiedzieć, co robiliście na urlopie/na wakacjach, napiszę następnym razem.
Antonina Kostrzewa
antonina kostrzewa podpis

środa, 1 maja 2013

Jak znaleźć miłość? Czyli kilka słów o związkach.

Sposobów poszukiwań jest wiele, jednak czasami rady innych wcale nie pomagają. Musimy wtedy wymyślić coś zupełnie nowego, by znaleźć swoją drugą połówkę. Nam przychodzi to zdecydowanie ciężko, a innym nadzwyczaj łatwiej. Skąd takie różnice?

Przeanalizujmy naszych znajomych. Zwłaszcza tych, którzy jeszcze nie są po ślubie. Jak to wygląda i wyglądało u nich - to poszukiwanie partnera i trwanie w związkach. Otóż w pewnym momencie tej analizy zauważymy pewną zależność i będziemy mogli przypisać osoby do pewnych grup. Są to osoby, które:

  • Wiecznie są same;
  • Są same, ale czasami wchodzą w związki, które rozpadają się same z siebie;
  • Po kilku związkach znajdują swoją połówkę na resztę życia. Przerwy między związkami są nieregularne;
  • Wiecznie kogoś mają, a ich związki kończą się szybko i drastycznie. Przerwy między związkami są krótkie;
  • Wiecznie kogoś mają, a ich związki są długie. W przerwach nie szukają innych partnerów, a oni sami się pojawiają;
  • Znajdują od razu miłość na całe życie.

Jak to się dzieje, że jednym znalezienie kogoś przychodzi tak zdecydowanie łatwo. Nie muszą się zbytnio wysilać, kombinować, zalecać się tygodniami? Wszystko dzieje się tak po prostu. Jakby czekali tylko na siebie i nie są to związki oparte wyłącznie na seksie. Jak po latach samotności w końcu kogoś znaleźć? Może nie koniecznie miłość naszego życia, ale po prostu kogoś, z kim można spędzać wspólnie czas? Co zrobić, gdy już wszystkie sposoby, wszyscy znajomi i swatki nie pomagają? Czy można liczyć tylko na przypadek? Co jeśli ta druga, pisana nam połowa jest tak samo nieśmiała, jak my? Tyle pytań, a tak mało odpowiedzi. Czy wystarczy być atrakcyjnym, by kogoś znaleźć?
Mówi się, że niektórzy nie potrafią żyć sami i dlatego zawsze są z kimś. Choćby z góry zakładali, że ten związek jest skazany na porażkę. Czy to znaczy, że samotnicy są bardziej wybredni i nie wiążą się w pary, gdy nie ma to racji bytu? Po trochu tak. Gdzieś podświadomie nie chcemy ryzykować, bo wiemy, że późniejszy ból rozstania może być na tyle ciężki, że łatwo będzie nam wpaść w depresję. Do tego powrócenie i przyzwyczajenie się do samotności znów zabierze nam dużo czasu. Lepiej zostawić wszystko tak, jak jest. Po co ryzykować i tylko się sparzyć.
Co jednak, gdy nigdy się nie dowiemy, że w ten sposób omijają nas wspaniałe chwile? Może to był ta wybrany, albo ten jedyny? Gdy samotnicy nie będą pewni przyszłości wolą narzekać w zaciszu swoich czterech ścian, niż przyznać się do błędu. 
Można poprawić swoją atrakcyjność i zadbać o siebie. Będziemy wtedy bardziej dostrzegalne/-ni przez płeć przeciwną. Można także przełamywać swoją nieśmiałość i rozpoczynać rozmowę z całkiem nieznanymi osobami, bądź umawiać się na randki z nowopoznanymi. 
Tylko, czy to wszystko ma sens, jeśli gdzieś w naszej głowie jest blokada? Ci, którzy wiecznie kogoś mają nie myślą o tym, co będzie za miesiąc czy za rok. Myślą tylko o tej chwili, kiedy jedna sekunda może zmienić ich dalsze życie i nie wahają się wykonać kolejnego kroku. Po prostu działają. Martwić będą się później. Czy miałby to być kac moralny czy może dobre wspomnienia, to lepiej żałować, że się coś zrobiło. Nie myślą o tym, że może uda się coś dobrego z tego związku uzyskać po pierwszych pięciu minutach. Nie planują przyszłości, dzieci i całej tej otoczki. 
Więc by znaleźć miłość po prostu wyjdź do ludzi i wyłącz myślenie. Kto wie, może to ta/ten.
Warto spróbować..
Antonina Kostrzewa
antonina kostrzewa podpis

niedziela, 24 lutego 2013

Dlaczego łączymy się w pary?

Po co to komu? Dlaczego, bo może ja nie chcę i nikt mnie nie zmusi? Może to wszystko tylko po to by przekazać swoje geny następnemu pokoleniu? W takim razie, dlaczego ludzie i większość zwierząt łączy się w pary, jak nie na całe życie, to przynajmniej na jego większość?

O ile sama jestem w stanie zrozumieć zwierzęta, że obecnie, by przetrwać muszą się rozmnażać, to w przypadku ludzi jest to zupełnie inne. Mimo niskiego przyrostu naturalnego w naszym kraju, zawsze możemy liczyć na kraje afrykańskie czy Chiny. Dopiero jakaś wielka katastrofa czy epidemia mogłaby zagrozić ludziom. Patrząc wstecz na stulecia chorób i wojen, to nie takie rzeczy jeszcze przetrwamy. Nikt nie ma obowiązku posiadać dzieci. Nie każdego geny są na tyle dobre, by przekazać je dalej. Jednak nasza natura wygrywa często i zegar biologiczny zaczyna mocniej tykać i mówić: "Teraz, albo nigdy" i wtedy rozpoczynamy nasze poszukiwania. 
para, restauracja, wzrok, spojrzenie, chłopak, dziewczyna
Sami nie myślimy wtedy o tym, ile poświęceń i wydatków potrzebuje dziecko. Po prostu chcemy spełnić nasze powołanie. Tylko, czy aby na pewno na tym polega człowieczeństwo? Co jeśli moje dziecko będzie mordercą i cała wina za złe wychowanie spadnie na mnie? Co jeśli nie będzie zdolne i wszyscy przez to będą na mnie krzywo patrzyli? Jest tak wiele pytań bez odpowiedzi, jednak ludzie rozmnażali się i będą robić to nadal. Bez względu na sytuację materialną czy przekonania. Przychodzi ten moment, kiedy stwierdzamy, że dobrze by było się kimś zająć i wychować. Jeśli sami nie możemy to mamy jeszcze możliwość adopcji. Tylko czy właśnie dlatego łączymy się w pary? Przecież tyle osób żyje ze sobą od wielu lat, dożywają starości i ani przez chwilę nie pomyśleli, by mieć dzieci.
Skoro nie potomstwo to może przywileje podatkowe? Będzie więcej odliczeń czy dodatków na życie. Czasami jest to sposób na zieloną kartę czy obywatelstwo. Każdy sposób jest dobry by spróbować. Chociaż to nie jest wystarczający powód, by mieszkać z kimś pod jednym dachem przez wiele lat.
Skoro nie dla potomstwa czy dla zysku, to dlaczego chcemy kogoś mieć przy sobie?
Chłopak, dziewczyna, spojrzenie, miłość, rozpacz
Czy znów są to zwierzęce instynkty i po prostu potrzebujemy kogoś blisko siebie, bo nadal jesteśmy zwierzętami stadnymi? To dlatego mieszkamy w wielkich miastach, gdzie tłumy innych ludzi mijamy na przystankach, ulicach czy w sklepach. Może to tą bliskość innych chcemy poczuć i stać się częścią całego systemu. Stać się kimś potrzebnym. I dopiero wtedy uświadamiamy sobie, że obecność drugiej osoby, której możemy powierzyć nasze problemy sprawia, że czujemy się lepiej i odkrywamy znaczenie słowa miłość. Wzloty i upadki, jak w każdym związku zacieśniają relacje między nami tak, że nie wyobrażamy sobie życia bez siebie. 
Są jednak i osoby, które nie potrzebują czułości, bliskości, dzielenia wspólnego życia, zakładania rodziny czy posiadania potomstwa. I gdy będziemy z nimi rozmawiać, nie podajmy argumentów, nie nakłaniajmy i nie mówmy żadnych wyniosłych rzeczy. Po prostu to zaakceptujmy.
Gdyż mogę podać tutaj milion powodów, dlaczego ludzie łączą się w pary, ale też znajdę milion innych, by powiedzieć, dlaczego tak nie jest.
Antonina Kostrzewa
antonina kostrzewa podpis

piątek, 15 lutego 2013

Walentynki. Jakie walentynki?

Tak sobie zdałam właśnie sprawę, że walentynki mam za sobą i jakoś w ogóle mnie to nie obeszło. Było, minęło. W ogóle się tym nie przejęłam. Może przez to, że nie przebywałam zbyt dużo w galeriach handlowych i nie atakowały mnie zewsząd czerwono-różowe serca? Myślę, że w tym roku było zupełni inaczej, bo w ogóle się tym nie przejmowałam. Nie patrzyłam z przerażeniem na kalendarz i nie czytałam porad z cyklu: "Zaplanuj swoje walentynki już dziś". W ogóle mi to nie było potrzebne, bo 14. lutego czułam się obojętna do tej sztucznej, otaczającej mnie miłości, że mogłabym być jedynym singlem w kinie na komedii romantycznej. I myślę, że też bym się świetnie bawiła.
kino, samotność, pary, kochankowie, walentynki, odosobnienie
Chyba ma to związek z tym, że przestałam się bać i stresować zawczasu. Teraz, gdy jest to dla mnie całkowicie obojętne, to nie martwię się, co może się wydarzyć. To jak obawa przed ustnym egzaminem, na który się uczyło od wielu dni. Cały stres znika, gdy już mamy egzamin za sobą. W tym wypadku mogę powiedzieć, że walentynki miałam też rok temu i za rok też będą, ale teraz się nie przejmuje w ogóle. Nie muszę się zmuszać, ani słuchać innych, by pójść na single-party czy martwić się, że będę piątym kołem u wozu. Koniec stresu. Jeśli będę miała ochotę gdzieś pójść, to czemu nie, a jak mnie znajoma para zaprosi, to nie z litości. Może po prostu potrzebują mojej bliskości. Nie mam się, co złościć z tego powodu. Powinnam się cieszyć, że o mnie pamiętają i zamiast się wykręcać, powinnam szukać w szafie, w co się ubrać.
pocałunek, zazdrość, para, dzieci,
Dlatego mogę tutaj napisać, że spędziłam całkiem udany dzień, niewiele różniący się od pozostałych. Po powrocie z pracy do domu, mogłam przyglądnąć się i pośmiać z walentynek, które dostała Julka. Twórczość nastolatków i ich charakter pisma może spowodować uśmiech na twarzy. I nawet przez chwilę nie byłam zawiedziona, że do mnie nikt nie napisał. Po co mam się tym przejmować? Jutro przecież też jest dzień. Może lepszy, może gorszy, niż dzisiaj, ale póki słońce wschodzi, to należy wykorzystać każdy dzień.
Antonina Kostrzewa
antonina kostrzewa podpis

niedziela, 30 grudnia 2012

Samotna impreza sylwestrowa to nie koniec świata

Dlaczego tak wszyscy się martwią ostatnim dniem roku? Przecież nigdzie nie jest powiedziane: "jaka impreza, taki rok", a nawet jeśli, to po co się tym przejmować. Mamy iść gdzieś, gdzie nie będziemy się ani dobrze bawili, ani dobrze czuli. W końcu pójdziemy tam całkowicie na siłę, co w związku z naszą nieśmiałością objawi się największą, imprezową porażką roku. Następną pobijemy za rok. Ile to jeszcze zostało czasu? Dzień, może dwa, a jednak stres, że zostaniemy same/sami jest ogromny. Czy opłaca nam się wywracać cały nasz świat do góry nogami? Chyba nie.
nietoperz, drzewo,świat do góry nogami
I co roku popełniamy ten sam błąd. Gdy już sobie powiemy, że spokojnie posiedzimy sobie przed telewizorem, komputerem, później popatrzymy na pokaz sztucznych ogni przez okno i pójdziemy spać, albo posłuchamy muzyki, poukładamy nasze rzeczy itd., to jednak na chwilę przed wszystko przekreślamy. Czy jesteście pewne/-i, że jak zostaniecie w domu, to będziecie płakać cały wieczór z powodu samotności? A może będziecie z tego dokładnie powodu płakać na imprezie?
samotność, impreza, znajomi, pary, miłość, odosobnienie
Tak chociaż oszczędzicie sobie zbędnych pytań w pracy. Jeśli komuś odpowiecie, że wasz sylwester odbył się w domu, to usłyszycie krótkie "aha". Nie będzie pytań: kto był, co się działo, czego słuchaliście itp. To, co was spotkało interesuje tylko was. Może tylko usłyszycie miliony nieszczerych stwierdzeń: "To mogłaś powiedzieć, że nie masz, gdzie iść i przyjść do nas". Szkoda, że wcześniej nie proponowaliście, skoro pieniądze na imprezę zbieraliście za moimi plecami miesiąc temu, a po świętach ustalaliście menu. No nic, lepiej się nie odzywać, albo powiedzieć, że: "nikt nie miał lepszej imprezy ode mnie". Dokładnie tak.
Nic na siłę, może to szansa by kogoś poznać, może miłość naszego życia, ale jeśli w głowie będzie tylko chęć ucieczki, poczucie wyobcowania, a do tego sztuczny uśmiech, to lepiej się nie oszukiwać, że coś z tego wyjdzie. Upicie się z rozpaczy nie sprawi, że piękny książę odwiezie nasze zwłoki do domu i rano przygotuje regenerujące śniadanie. Raczej najemy się znów wstydu oglądając później zdjęcia.
Bawmy się najlepiej, jak możemy. Bawmy się w samotności. To nic złego.
Antonina Kostrzewa
antonina kostrzewa podpis

środa, 29 sierpnia 2012

Samotność to ciągłe życie pod kreską

Każdego dnia przemysł filmowy pokazuje nam serialowe singielki i singli, którzy żyją we własnych czy wynajmowanych mieszkaniach, jeżdżą dobrymi samochodami, jedzą w restauracjach, uprawiają sport i robią zakupy nie martwiąc się o rachunki. Jeśli do tego dojdzie dziecko, to zawsze ma swoją opiekunkę, a samotny rodzic zawsze znajdzie czas by się nim zając po pracy i z uśmiechem na ustach położyć się spać koło północy. Jak jest naprawdę?

Tak naprawdę nigdy nie wiedziałam, skąd producenci  i scenarzyści znaleźli taki wizerunek samotnych. Zazwyczaj pracują w agencji reklamy, mają swój mały, ale własny kąt z obowiązkowymi meblami z Ikei, a do tego mogą prowadzić imprezowe życie. I to nawet, gdy muszą zajmować się dzieckiem, to większość czasu spędzają ze znajomymi. Czasem się zaśmieją, gdy mówią: "a to zapłacę kartą kredytową, najwyżej spłacę w przyszłym miesiącu". Nikt się nie martwi wydatkami, nie jest zmęczony i ma czas na wszytko. Czy to dlatego, że zawsze znajdą się ludzie sukcesu? Czy może dlatego, że to świat singli, a nie samotnych?
kobieta, żakiet, winda, praca
Jeszcze do niedawna myślałam, że to nieistniejący świat Amerykanów, ale podobne historie produkują polscy filmowcy, więc widocznie skądś muszą czerpać takie pomysły. Może stażystka w dziale reklamy zarabia trzy tysiące na miesiąc, a do tego rodzice płacą jej za mieszkanie, ale jakoś wśród moich znajomych takich osób nie ma. Może nie mają znajomości, a może brak im przebicia. Sama nie wiem, po prostu z mojego doświadczenia, takiego świata osób samotnych nie ma.Prawda wygląda zupełnie inaczej.
Już samo znalezienie dobrej pracy jest dla samotników problemem, co już opisałam w felietonie: "Samotność, a.. praca i pieniądze". Jeśli nie mieszkają z rodzicami, ani ze znajomymi ze studiów, to po opłaceniu czynszu i opłat wiele na życie już nie pozostaje. W tym momencie przydaje się posiadanie karty kredytowej, którą mają zadłużoną cały czas i spłacają ją co miesiąc, z wypłaty, by później znów powiększyć dług. W momencie płacenia rachunków pojawia się comiesięczna depresja spowodowana brakiem dostępnych środków na koncie, a jeszcze bardziej brakiem chęci do zmian tego stanu. Z powodu braków środków nie jedzą na mieście, chyba że w jakiś barze z jedzeniem na wagę, gdy koszt zakupu jest niższy niż gotowanie w domu dla jednej osoby. Zresztą posiłek z torebki z przyprawami nie można nawet nazwać pełnowartościowym daniem. Z powodu ciągłego braku pieniędzy zapożyczają się u znajomych, a później ich unikają, bo nie mają z czego oddać i boją się po raz kolejny tłumaczyć. To nie jest normalne życie, to udawanie, że się nie wegetuje ani nie jest bezdomnym. Rodzinę można jeszcze jakoś oszukać, że wszystko jest w porządku, przyjaciół, jeśli tacy są, już nie. Wtedy samotni stają się zbieraczami niepotrzebnych, używanych rzeczy: kanapa, mikser, krzesło itp. W końcu czasem trzeba coś zmienić w naszym otoczeniu. Gorzej jest z ubraniami, bo jeśli nie kupujemy w lumpeksach, to jak znajdziemy spodnie, kurtki jesienne, jakieś koszulki? Zostają promocje, wyprzedaże zeszłorocznych kolekcji i ciuchy niefirmowe, co w dzisiejszych czasach od razu wyróżnia i spycha jeszcze bardziej na margines. Obserwując znajomych zadowolonych z życia, z pracy czy z rodziny, nie czujemy zazdrości, co własną słabość, bo nie możemy się odnaleźć w świecie. Tak naprawdę te nasze cztery, zamknięte ściany, to wszystko, co mamy, a cała reszta jest tylko monotonnym snem. 
W przypadku samotnego wychowywania dziecka sprawa jeszcze bardziej się komplikuje, gdyż naszych długów nie jesteśmy już w stanie spłacać, co miesiąc. O dzieciach pisałam już w felietonie: "Samotność, a.. dzieci".
ojciec, dziecko, gra, szachy
Nie pomoże nam becikowe, ani używany wózek czy ubranka, które dostaniemy od znajomych. O ile pieluszki jeszcze nie stanowią tak dużego problemu, to jedzenie dla maluchów, a później buty to spory wydatek. Niewiele samotnych matek czy ojców chętnie chodzi też po zapomogi, bo po prostu się wstydzi, zresztą ich wysokość nie sprawia, że odetchną trochę bardziej. Wtedy i tak zaczynają się problemy, bo trzeba zrezygnować z opłaty niektórych rzeczy i na początek najczęściej jest to mieszkanie. Ze spirali długów ciężko wyjść, zwłaszcza jeśli korzystamy z pożyczek bankowych i nie tylko. Gorzej, gdy przyjdzie nam zapłacić za leki, wizytę lekarza lub inne problemy zdrowotne. Możemy czekać na ten moment, aż nasze życie odmieni się, jak w filmach, albo trwać w tym stanie, w nadziei na lepsze jutro. Jeśli do tego wszystkiego uda nam znaleźć miejsce w przedszkolu czy żłobku i wrócimy do pracy, to starzejemy się o 10 lat w ciągu roku. W dzień praca, po południu dziecko, kawałek wieczoru dla siebie, nocne wstawanie i każdego dnia brakuje przynajmniej trzech godzin snu. Będąc w takim stanie, nie mamy sił na prawidłowy rozwój dziecka, na zabawę z nim czy obserwowanie dokładnie jego poczynań. W końcu mając tak niewiele, nie jesteśmy w stanie wynająć opiekunki do dziecka. Wiadomo pomogą rodzice, rodzina, znajomi, ale nie możemy przekazywać im opieki nad dzieckiem. Jest ciężko, ale w końcu przyjdzie ten dzień, gdy zamiast się zadłużać, zaczniemy spłacać nasze długi, tylko ile czasu to jeszcze potrwa. Gdzie jest ten świat samotnych rodziców z seriali? Czy tak ma wyglądać rzeczywistość samotnych?
Antonina Kostrzewa
antonina kostrzewa podpis

piątek, 20 lipca 2012

Samotność to niekończąca się nuda - część 2

I na dokończenie zeszłotygodniowego wpisu, kilka słów więcej. Jesteśmy same/-e w swoim pokoju, w swojej twierdzy, w swoim jedynym bezpiecznym miejscu. Sprawdzamy, co ciekawego robią nasi znajomi. W końcu w dobie upubliczniania życia prywatnego możemy wiedzieć dosłownie wszystko, bo czasami polega to też na chwaleniu się, więc włączamy nasz portal społecznościowy i widzimy od razu, kto, gdzie, z kim (a nawet za ile) był w tym roku na wakacjach w jakiś egzotycznych krajach. Kto zaś wybrał żaglówkę na Mazurach, albo nawet jest tam w tym momencie napisał: "nie udało się zebrać kompletu osób, ale i tak jest świetnie." Ok, mógł napisać, może znalazłabym czas. Przeglądam dalej, widzę, kto, co robi w mieście, gdzie do kina, teatru, na jaki koncert. Szkoda, że do mnie nie trafiają żadne propozycje. Zresztą nie ma, co się tym przejmować i lepiej wyjść z domu, niż dostać objawów zazdrości, później depresji i jeszcze gorszych rzeczy. W końcu przeglądanie życia innych jest gorsze, niż narkotyk.
Po raz kolejny mówię sobie "Stop". Pora wyjść z domu. Tylko ta pogoda taka nie do końca normalna. Trochę pada, trochę wieje, czasami wyjdzie słońce, jak to typowe polskie lato. W takim razie basen, rower, a nawet książka w parku odpada. Nie jest tak źle, mam niedaleko Aquapark, więc wykręcam numer koleżanki, ona nawet ma kartę darmowego wstępu z pracy. Niestety dzisiaj jest już umówiona, więc mój pewniak odpadł. Dzwonię dalej, wysyłam smsy, ale jakoś bez odpowiedzi twierdzącej. Trudno, nie chcą iść ze mną to pójdę sama. Mogę, w końcu w swoim towarzystwie bawię się najlepiej. Plan zrobiony, więc lecę w drogę. Na basenie najpierw kolejka do kasy, potem do przebieralni, zjeżdżalni itp. Wszędzie się czeka, a że sama to nie ma do kogo buzi otworzyć. Trudno, przynajmniej nikt nie komentuje mojej postury, ale wzrok innych widzę. Stop, dzisiaj bez myślenia i kompleksów! Trochę w basenie, trzy razy na zjeżdżalni i już mi się nudzi. Dokładnie tak samo, jak kiedyś. Trudno, pora ruszać dalej w drogę, nim zrobię się smutna. Na poprawę humoru najlepsze są zakupy. Oczywiście wtedy, gdy dysponujemy odpowiednią ilością gotówki, albo kartą kredytową.Często nie łażę po sklepach, więc może dzisiaj się uda coś znaleźć. Ogromna galeria, mnóstwo sklepów i ogrom ludzi. Zatrzymuję się na chwilę i rozglądam wokół: Wyprzedaże, Sale, Promocje to praktycznie jest wszędzie. Patrzę na górę -20%, obok -70%, a dalej "Jutro zamykamy, kompletna wyprzedaż". Idę, jak te mrówki i oglądam buciki, botki i inne. Jedne nawet przymierzyłam, tylko cena jednak mnie odrzuciła. Nie jest tak źle, idę poszukać czegoś do ubrania. Kolejna chwila zamyślenia i rozglądania: "Koniec sezonu - promocje", szorty dla kobiet, kolekcja dla ciebie, sukienki na lato. Kieruję się i tak za znaną mi marką. Tutaj więcej osób, a gdy już coś wypatrzę i cena jest w porządku oraz rozmiar, to i tak nie mam już siły stać w długiej kolejce do przebieralni. Trudno, jak nie dzisiaj, to kiedy indziej. Mam jeszcze kilka innych rzeczy w planie na dzisiaj.
Idę do kina, znów sama. Może będzie coś odpowiedniego dla mnie. Zresztą zawsze coś znajdę. Nie kupuję wielkiej Coli ani popcornu, szybko nabyłam bilet i już po chwili siedzę w ciemnej sali. Średnia wieku dwadzieścia lat, ale wszystko i tak u mnie w porządku. Minęły reklamy, reklamy reklam i inne podobne, aż po dwudziestu minutach zaczęło się. Nie ma par wokół mnie, lecz ciągle coś mnie męczy. Każdą scenę można skomentować, pośmiać się jeszcze raz, ale w moim wypadku wszystkie przemyślenia zostają w mojej głowie. Nawet moje alternatywne zakończenie dla nikogo nic nie znaczy, bo tylko ja je znam. Miałam iść jeszcze do baru na piwo, ale obejdę się i kupiłam sobie jedno do domu. Nie chcę by mnie uznali za samotną szukającą wrażeń wieczorową porą, a ja też nie chcę spławiać pijanych kolesi, którzy będą się przede mną przechwalać.
Wróciłam do siebie, włączyłam komputer, otworzyłam piwo, sprawdziłam facebooka i mogłam tylko westchnąć. Kolejny nudny dzień i pewnie lepiej bym się czuła w domu. Sama. Łudziłam się, że tym razem będzie lepiej, ale z nadziei wyrwał mnie dźwięk telefonu: "Dopiero odczytałem twoją wiadomość, baw się dobrze. pa". No tak, zabawy, co nie miara.
Antonina Kostrzewa
antonina kostrzewa podpis

czwartek, 12 lipca 2012

Samotność to niekończąca się nuda - część 1

I niech ktoś zaprzeczy?! Nie nudzimy się, bo nie mamy, co robić. Nudzimy się, bo nie mamy ochoty na nic. Nudzimy się, bo chcemy coś zrobić, ale nie mamy z kim. Dlatego nie robimy nic, bo jesteśmy samotni/-e.
Samotność, dziewczynka, brak
I dobrze wiem, że znajdą się osoby, które stwierdzą, że potrafią miliony rzeczy robić w samotności i nie potrzebują nikogo w takich momentach. To jest jednak samotność z wyboru, gdy zamykamy się na strychu, by malować w samotności, a nie patrzymy w sufit godzinami myśląc o tym, że chętnie można by zamienić łóżko na ręcznik na basenie, tylko nie ma z kim pójść. Im dłużej leżymy, tym szybciej stwierdzamy, że nawet jakby teraz do kogoś zadzwonić, to i tak jest za późno na takie pytania.
Nie robimy nic. Przeglądamy kolejne strony na internecie do momentu, w którym zdamy sobie sprawę, że nawet miliony użytkowników nie potrafi dodać szybciej nowych zdjęć, niż my przeglądamy strony. Gdy sobie to uświadamiamy potrafimy zakląć głośno, jak w "Dniu Świra": "Ja pierdolę, kurwa" i lekko uronić łzę, by po chwili znów wrócić do poprzedniego zajęcia z braku jakiekolwiek innego.
Rzucamy dwie godziny piłeczkę o ścianę myśląc o milionach rzeczy, na które mamy teraz ochotę, ale nie mamy chęci ich robić. Jest lato, jest basen, wakacje, wycieczki, rower, rolki, spacery po parku, wspinaczka po górach. Kupić wycieczkę i pojechać w pojedynkę? A może dokupić bilet do pary przyjaciół, która chce świętować pięciolecie i ich trochę pozadręczać swoimi problemami. Nie wziąć urlopu, a może wziąć i siedzieć w domu. Znajomym z pracy opowiedzieć, że się było u rodziny, bo z kasą krucho? Albo przerobić zdjęcia w Photoshopie, poczytać kilka przewodników i pójść na solarium? Zresztą i tak nie będą za dużo wypytywać. Najlepiej zapaść się pod ziemię i przetrwać wakacje.
lonely girl
Stwierdzamy, nie ma się, co poddawać. Telefon do ręki, odpalamy facebooka i piszemy do ludzi, dzwonimy. Umawiamy się ze wszystkimi, albo staramy się umówić. Dziesiątki smsów, wiadomości, rozmów. Kilka odmów, umówimy się później, odezwę się do ciebie. Potem cisza, cisza i nic więcej. Czasami odpowiedź od osoby, z którą tak naprawdę nie mamy ochoty się zobaczyć. Kończymy nasze podboje, znów jesteśmy same/-i. Zostają cztery ściany, komputerowe okno na świat, samotność obok i nadzieja na lepsze jutro.
Antonina Kostrzewa
antonina kostrzewa podpis

wtorek, 13 marca 2012

Czego tak naprawdę chcę?

Są czasem pytania bez odpowiedzi. To tytułowe także do nich należy. Nie trzeba nawet dodawać, że kobieta nie wie, czego chce, ale tutaj tyczy się to także mężczyzn. Próbując przebić się przez myśli samotnych, znajdziemy wielkie niezdecydowanie. Z jednej strony jest wielkie pragnienie znalezienia kogoś, ale z drugiej widać niechęć do zmieniania tego, do czego się już przyzwyczaili. Ich życie, którego nie mają ochoty zmieniać w taki, można rzec, drastyczny sposób. Mając już swój kawałek świata często pragniemy do niego wrócić, choćbyśmy byli nie wiadomo, gdzie. Najczęściej to niezdecydowanie wychodzi z nas, kiedy gdzieś wychodzimy ze znajomymi. Jeśli z nimi idziemy do klubu, to zastanawiamy się, ile rzeczy moglibyśmy zrobić w domu, zamiast marnować czas. Gdy jednak zostajemy w domu, zdajemy sobie sprawę, że marnujemy czas siedząc w domu. Nie łatwo jest dogodzić samotnym.

impreza, niezdecydowanie, klub

impreza, niezdecydowanie, klub
Te trzy powyższe obrazki zainspirowały mnie do napisania tych kilku słów dzisiaj, bo niejako oddają cały sens funkcjonowania samotnych. Zwłaszcza tych, którzy już do swojej samotności się już przyzwyczaili. Oni nie pragną wielkiej miłości, bo zdają sobie sprawę, że ciężko będzie znaleźć drugą połówkę, która będzie w stanie ich zaakceptować, a sami wiedzą, że raczej się nie zmienią. 
Co zatem zrobić w piątkowy wieczór, gdy dzwoni telefon i przychodzą kolejne wiadomości na Facebooku, a sami mamy zaplanowany dzień przy komputerze? Chyba najlepiej rzucić monetą - będzie uczciwie i będzie na kogo zrzucić winę, w razie czego.
Antonina Kostrzewa
antonina kostrzewa podpis