Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alkohol. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alkohol. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 31 grudnia 2015
Nowy Rok, nowe szanse
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Statystycznie patrząc minął kolejny rok. Możemy się oszukiwać, ale każdy powie, że mamy już rok więcej. Rok więcej doświadczenia, problemów, zmartwień, a dla niektórych także rok więcej samotności. Teraz tylko pozostaje impreza sylwestrowa - wśród znajomych lub w swoim towarzystwie.
Obojętnie, którą opcję się wybierze, to i tak ta druga wyda się bardziej interesująca. Dlatego życzę wam w tą ostatnią noc roku dużo wytrwałości, spokoju ducha, a także braku poczucia obcości wśród innych ludzi, które potrafi dopaść w najmniej oczekiwanym momencie. Wszystkiego najlepszego w 2016 roku. Porzućcie nadzieje, że ten rok wszystko odmieni. Niech po prostu będzie lepszy od poprzedniego, a w raz z nim przybędą nowe możliwości zmiany naszej przyszłości.
Antonina Kostrzewa
czwartek, 12 lutego 2015
Piątek trzynastego i Walentynki czternatego
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Jeden dzień jest zwany dniem pecha, drugi zaś świętem zakochanych. Jeśli zaś ani do jednego, ani do drugiego nie przywiązujemy zbytniej uwagi, to powinny być to dla nas całkiem normalne dni. W końcu pecha możemy mieć każdego dnia, a to złamany klucz w drzwiach, a to uciekający autobus. Są rzeczy, na które daty nie mają wpływu, zaś piątek trzynastego jest tylko po to, by te przykre wydarzenia zapamiętać. Jeśli pech się ciebie trzyma każdego dnia, akurat w piątek nie będzie ani gorzej, ani lepiej. Nawet tego nie zauważysz. Gorzej wygląda sprawa z Walentynkami dla samotnych. Ciężko jest nie zauważyć tego serduszkowego święta, a nawet jeśli, to i tak ktoś nam o mnie przypomni. Oby to tylko raz. Co możemy wtedy zrobić? Skorzystać z rad przyjaciół i innych osób w stałych związkach, bądź singli z wyboru i wybrać się wspólnie do miasta. Akurat wszystko odbędzie się w weekend, więc dlaczego by nie pójść ze wszystkimi do klubu czy restauracji? A to dlatego, że obojętnie, jaka będzie data, to i tak wszystko skończy się dla nas, jak zawsze. Sama data niczego nie zmieni, więc lepiej nie doprowadzać do tego, by kolejne walentynki wyglądały w ten sposób.
Fot.: www.izismile.com
O wiele lepiej spędzić je tak, jak to zazwyczaj robimy, a może nawet możemy je spędzić trochę bardziej odświętnie. Wystarczy przejść się do sklepu i kupić jakieś wyjątkowo dobre lody lub wielką paczkę chipsów. Wtedy przyda nam się jeszcze jakiś ciekawy film i razem w połączeniu z winem czy dobrym likierem będziemy mogli spędzić miło i przytulnie wieczór. Zawsze też możemy przygotować prawdziwą ucztę dla nas samych. Wystarczą dobre chęci i nowy przepis, by wyczarować coś pysznego. Można powiedzieć, że sami, ale chyba lepsze jest nasze towarzystwo, gdy jest nam w ten sposób dobrze, niż jak mamy być samotni pośród tłumu.
Fot.: www.izismile.com
A jeśli nie chcesz spędzić wieczoru objadając się, możemy wykorzystać czas na przeczytanie ciekawej książki, na majsterkowanie, robóki ręczne czy na spożytkowanie na naszych sił na posprzątanie naszego pokoju. Zawsze możemy się spotkać się z innymi samotnymi, którzy nie mają żadnych presji na Walentynki i spędzić beztrosko ten wieczór.
Antonina Kostrzewa
środa, 9 października 2013
Całkiem inny, samotny dzień
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
A może by tak jednego dnia trochę poudawać. Tak po prostu. Niech skończy się samotność i nieśmiałość, niech pojawi się uśmiech, odwaga i chęci do życia. Czy to naprawdę dużo? Myślę, że nie. Plan jest bardzo prosty. Zamiast przeleżeć kolejną sobotę, albo snuć się po domu, weźmy się do działania. Budzik, a niech dzwoni rano i głośno. Jeszcze lepiej, jak wstaniemy minutę przed nim, zawsze to minuta więcej dla nas. Poranne bieganie? Może nie przesadzajmy, będzie dobrze, jak jak zjemy w miarę zdrowe śniadanie, ale najpierw musimy się przekonać, że ten dzień jest ważny i wyjątkowy.
Fot. : www.izismile.com
Uśmiech, kilka min przed lustrem, afirmacja i możemy lecieć pod prysznic. Otwieramy szafę, a najlepiej wszystko w pokoju. W końcu możemy się ubrać coś wyjątkowego. To nasza sobota, a nie jakiś kolejny, szary dzień. Bez ekstrawertyzmu, ale z pewnością dostojniej, niż zazwyczaj. Niech nas strój mówi za nas, niech opowiada, że ilość kolorów, to poziom naszego szczęścia. Oprócz tego możemy kilka dawno nieużywanych, domowych rzeczy spakować do wyniesienia. Wiem, że trudno się pozbyć ulubionego, dziesięcioletniego swetra, ale czasem po prostu trzeba. To tylko trochę wysiłku, może za tydzień o nim nawet nie będziemy pamiętać, bo i tak ciężko było go znaleźć na dnie szuflady. Czas na spotkanie ze światem. Bez pośpiechu, powoli. Wyjdźmy do ludzi. Spotkajmy się z kimś. Napiszmy milion smsów, na pewno wszyscy nam nie odmówią wspólnego popołudnia. I co, że nie mają z kim dzieci zostawić, albo są zajęci, a może powodem jest to, że tak późno do nich piszemy? Nie ma się, co martwić, nie pójdziemy z nimi, to się nie załamiemy. Dzisiaj jest nasz dzień. Zaplanowany wczorajszego wieczoru, więc nie było mowy o ustalaniu spotkań wcześniej. To nam przypadnie cała gorąca czekolada, a nawet dodatkowe ciastko. Nie ma, co myśleć o kaloriach. To zostawimy sobie na jutro. Obiad w gustownym miejscu czy w naszej ulubionej knajpce? Możemy zaszaleć, kto nas skontroluje. Bez przejmowania się pojedynczym stolikiem.
Fot. : www.izismile.com
Jesteśmy wyjątkowe, więc nam się należy dzisiaj cały stolik i będziemy przy nim siedzieć, ile nam się chce. Nikt nas nie wygoni, nikt się nie dosiądzie, bo to w taki dzień, jak dzisiaj, cały świat jest nasz. Może kino? A czemu, by nie. Dzisiejsze wydatki będą powodem rozmyślań dopiero jutro. Możemy wybrać sobie miejsce gdziekolwiek, dokupić duży popcorn, a do tego nie musieć się sprzeczać, czy horror czy komedia. Komedia romantyczna? To można obejrzeć w domu pod pierzyną. Niech efekty specjalne wypełnią całą salę, niech się dzieje. A może lepiej wybrać się na bajkę z dubbingiem? Wybór należy do nas, nikt nie będzie nas oceniał. Ani osoba siedząca obok, ani kasjerka. To nasz wybór i bądźmy pewne od początku do końca. Koniec manipulacji i oszukiwania. Przypominam, nasz dzień, nasze zasady. Po udanym seansie możemy wpaść na chwilę do sklepu, gdzie zakupimy wino na nasz specjalny wieczór. Nie przesadzajmy z pójściem na imprezę lub na drinka, to nie w naszym stylu. Po całym dniu nieobecności i to do tego przyjemnie spędzonym, a nie w pracy, możemy cieszyć się własnym kątem. Zapalmy świecie, delektujmy się winem i weźmy jakąś książkę, albo dopiero teraz sobie pozwólmy na komedię romantyczną. Nasz dzień się powoli kończy, ale to właśnie dzisiaj możemy zasnąć tak, jak chcemy. Przed ekranem komputera, w makijażu, w ciuchach. A dlaczego by nie. Wszystko zależy tylko od nas. A gdy minie godzina dwunasta i skończy się nas dzień, możemy zapłakać cicho, bo mimo wielkiego planu wciąż nic się nie zmieniło. To był kolejny samotnie spędzony dzień, a uśmiech na twarzy nic w nim nie zmienił. Jedyne co się zmieniło, to stan naszego konta, poczucie własnej wartości, ale chociaż świadomość, gdzie mają nas nasi znajomi, została bez zmian.
Antonina Kostrzewa
Etykiety:
alkohol,
blog,
książka,
makijaż,
miasto,
nieśmiałość,
pieniądze,
przyjaciele,
relaks,
samotność,
singiel,
szczęście,
znajomi,
życie
3
komentarze
niedziela, 30 grudnia 2012
Samotna impreza sylwestrowa to nie koniec świata
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Dlaczego tak wszyscy się martwią ostatnim dniem roku? Przecież nigdzie nie jest powiedziane: "jaka impreza, taki rok", a nawet jeśli, to po co się tym przejmować. Mamy iść gdzieś, gdzie nie będziemy się ani dobrze bawili, ani dobrze czuli. W końcu pójdziemy tam całkowicie na siłę, co w związku z naszą nieśmiałością objawi się największą, imprezową porażką roku. Następną pobijemy za rok. Ile to jeszcze zostało czasu? Dzień, może dwa, a jednak stres, że zostaniemy same/sami jest ogromny. Czy opłaca nam się wywracać cały nasz świat do góry nogami? Chyba nie.
Fot. www.izismile.com
I co roku popełniamy ten sam błąd. Gdy już sobie powiemy, że spokojnie posiedzimy sobie przed telewizorem, komputerem, później popatrzymy na pokaz sztucznych ogni przez okno i pójdziemy spać, albo posłuchamy muzyki, poukładamy nasze rzeczy itd., to jednak na chwilę przed wszystko przekreślamy. Czy jesteście pewne/-i, że jak zostaniecie w domu, to będziecie płakać cały wieczór z powodu samotności? A może będziecie z tego dokładnie powodu płakać na imprezie?
Nic na siłę, może to szansa by kogoś poznać, może miłość naszego życia, ale jeśli w głowie będzie tylko chęć ucieczki, poczucie wyobcowania, a do tego sztuczny uśmiech, to lepiej się nie oszukiwać, że coś z tego wyjdzie. Upicie się z rozpaczy nie sprawi, że piękny książę odwiezie nasze zwłoki do domu i rano przygotuje regenerujące śniadanie. Raczej najemy się znów wstydu oglądając później zdjęcia.
Bawmy się najlepiej, jak możemy. Bawmy się w samotności. To nic złego.
Fot. www.izismile.com
Tak chociaż oszczędzicie sobie zbędnych pytań w pracy. Jeśli komuś odpowiecie, że wasz sylwester odbył się w domu, to usłyszycie krótkie "aha". Nie będzie pytań: kto był, co się działo, czego słuchaliście itp. To, co was spotkało interesuje tylko was. Może tylko usłyszycie miliony nieszczerych stwierdzeń: "To mogłaś powiedzieć, że nie masz, gdzie iść i przyjść do nas". Szkoda, że wcześniej nie proponowaliście, skoro pieniądze na imprezę zbieraliście za moimi plecami miesiąc temu, a po świętach ustalaliście menu. No nic, lepiej się nie odzywać, albo powiedzieć, że: "nikt nie miał lepszej imprezy ode mnie". Dokładnie tak.Nic na siłę, może to szansa by kogoś poznać, może miłość naszego życia, ale jeśli w głowie będzie tylko chęć ucieczki, poczucie wyobcowania, a do tego sztuczny uśmiech, to lepiej się nie oszukiwać, że coś z tego wyjdzie. Upicie się z rozpaczy nie sprawi, że piękny książę odwiezie nasze zwłoki do domu i rano przygotuje regenerujące śniadanie. Raczej najemy się znów wstydu oglądając później zdjęcia.
Bawmy się najlepiej, jak możemy. Bawmy się w samotności. To nic złego.
Antonina Kostrzewa
czwartek, 14 czerwca 2012
Jak poprawić sobie humor?
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Jest wersja dłuższa, gdy bierzemy sobie dzień wolnego w pracy, w szkole, albo mamy weekend, w którym nikt nam nie przeszkadza. Wersja krótsza, to zmieszczenie wszystkiego w trakcie wolnego popołudnia, ale wszystko jest możliwe.
Plan jest bardzo prosty, zwłaszcza w dłuższej wersji. Śpimy, ile tylko się da, najlepiej tak przynajmniej do dziesiątej. Później powoli zwlekamy się z łóżka i chodzimy w pidżamie pół dnia. W międzyczasie (w wersji krótszej w międzyczasie w pracy itp.) dzwonimy do fryzjera i koniecznie umawiamy się na dzisiaj, a najlepiej by nas wcisnął za godzinę. Uśmiechając się do siebie zarzucamy coś szybko na pidżamę, bierzemy torebkę i idziemy, w końcu to i tak jest modne.
Fot. www.inbetweendays.me
Zrelaksowane siadamy w fotelu i oprócz podcięcia samych końcówek robimy sobie pasemka, albo mocno cieniujemy włosy, przecież to ma być odmiana. W przypadku braku wolnego, lecimy na urwanie karku prosto z pracy do fryzjera wiedząc, że za chwilę odpoczniemy trochę w fotelu. Po małej metamorfozie wstępujemy do sklepu wrzucając do koszyka duże lody i jakieś dobre wino. Tak wyposażone wracamy do domu. Lody do zamrażarki, wino z kieliszkiem do łazienki, a tam napuszczamy do wanny gorącą wodę, a same przynosimy dalsze potrzebne rzeczy. Komputer, gdybyśmy chciały podczas relaksu obejrzeć jakiś film, książkę, by zagłębić się w lekturze lub krzyżówki, by udowodnić sobie, jak bardzo mądre jesteśmy. Znajdujemy jeszcze panią problematorkę, czyli wagę, którą lekko modyfikujemy. Znając naszą wagę pomniejszamy wartość dziesiątek o jeden, piszemy ją kartce, którą naklejamy w odpowiednie miejsce na wadze. Wszystko gotowe? Ubrania w kąt i rozpoczynamy cudowne leżenie wspierając się lampką wina.Oczywiście nie musimy od razu wypijać całą butelkę. Z wanny wychodzimy, gdy woda zaczyna już być zimna, czyli tak po trzech kwadransach i przenosimy się do sypialni niosąc łyżkę, nasze lody i wagę, którą kładziemy gdzieś blisko. Wskakujemy do łóżka, włączamy naszą ulubioną płytę i cieszymy się wolnością zjadając ze smakiem lody.
Fot. www.acidcow.com
To jest właśnie ta cudowna chwila. Gdy stwierdzimy, że już jesteśmy pełne, wynosimy lody, a wracając zahaczamy o przygotowaną wcześniej wagę. Zadowolone z wyniku wskakujemy do łóżka i rozmarzając o samych pięknych rzeczach zasypiamy wtulone w kołdrę kilka godzin, przed normalną porą snu. W końcu jutro rano musimy się obudzić w lepszym nastroju, niż dzisiaj.U mnie podziałało.
A co z wersją dla mężczyzn? Chyba jeszcze nie wymyśliłam. Zawsze możecie napisać swoje propozycje w komentarzach.
Antonina Kostrzewa
środa, 23 września 2009
Samotność, a.. imprezy
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Strasznie, strasznie, po prostu strasznie. Co tu więcej mówić, skoro napisanie kolejnego felietonu zajęło mi prawie miesiąc? Chyba się trochę zagubiłam w tym wszystkim. Nie wspominając już o tym, ile czasu zabrało mi napisanie jednostronicowego listu do wydawcy. Tak, nadal go nie wybrałam. Jakoś tak czas działa na moją niekorzyść, a może to ja zaczęłam prowadzić bardziej aktywne życie. Nie boję się wyjść sama do kina, na zakupy, basen itp. Po prostu staram się żyć tak, jak kiedyś, a nie jak samotna kobieta.
Tyle tytułem wstępu. Było o świętach i urodzinach, więc przyszedł czas na pozostałe imprezy. Zatem. Miłej lektury.
Samotność, a.. imprezy
Wiem, wiem, osoby nieśmiałe powiedzą, jakie znowu imprezy, ale może zacznijmy od początku. Skoro rozmawiają tylko z rodziną i znajomymi (którzy nie mają ich jeszcze dosyć), a wszelkich spotkań towarzyskich unikają, jak ognia, to jak tu można mówić o jakimś wyjściu? Kiedyś może i wychodzili, kiedy niczym się nie przejmowali, a alkohol i bliskość znajomych sprawiały, że potrafili się dobrze bawić. Teraz sami nawet nie pomyślą, by w weekend wyjść poza swój bezpieczny dom. Uważają, że są już w takim wieku, że co najwyżej mogą odwiedzić kogoś w domu lub ewentualnie pójść do jakiegoś pubu. Wszelkie imprezy, koncerty to nie dla nich, wolą spokojniejszy tryb życia. Tylko co tak naprawdę się zmieniło, od czasów, kiedy na każdy piątek czekali z utęsknieniem myśląc tylko o tym, jak dobrze będą się bawić.
Przychodzi czasem taki dzień, gdy po dostaniu zaproszenia, nie sposób się nie pojawić. Są to zazwyczaj urodziny kogoś bliskiego, albo jakaś inna okolicznościowa impreza najczęściej odbywająca się w domu. Nieśmiali myślą wtedy, jakimi wymówkami się wymigać i robią mnóstwo innych rzeczy, byleby się nie szykować do wyjścia. W końcu nie chcieliby pokazywać się tam sami. Oczywiście będzie tam pełno znajomych, ale i tak nie będę mieli z kim rozmawiać. Lepiej zostać w domu. Czas leci, a jednak pół godziny przed spotkaniem zawsze ktoś zadzwoni i da ostro reprymendę by nawet nie pomyśleli, że mają nie przyjść. W ten sposób wszędzie się spóźniają, ale chociaż się pojawiają.
Pamiętamy przecież, jak to nie tak dawno potrafiliśmy znaleźć nasz złoty środek w alkoholu czy innych używkach, zapomnieć na chwilę o całym świecie i być praktycznie duszą towarzystwa. Bawiliśmy się do samego rana i rozmawialiśmy ze wszystkimi o wszystkim, nawet z tymi, których nie znaliśmy dobrze. Wiedzieliśmy, że nie możemy się nudzić wśród ludzi, których znamy tyle czasu i że oni nie pozwolą nam się nudzić. Wychodząc po cichu z imprez przypominamy sobie, jak to kiedyś zostawaliśmy do samego końca i jeszcze pomagaliśmy sprzątać lub zostawaliśmy do rana, by po obudzeniu mieć wspaniałe after party. Coś się jednak zmieniło w naszym sposobie myślenia. Nie potrafimy się już tak wyluzować, jak kiedyś, a raczej nie potrafimy oczyścić naszego umysłu na tyle, by zapomnieć o wszystkich naszych troskach i problemach. By choć przez ten jeden wieczór bawić się z pustym kontem życiowych doświadczeń, jak małe dziecko w piaskownicy, które tak niewiele potrzebuje do szczęścia. To jest nasza chwila i nikt nam jej nie zabierze. To ją będziemy wspominać jeszcze przez cały tydzień w pracy czy szkole. Będziemy mieli nareszcie o czym opowiedzieć znajomym, jak to dobrze się bawiliśmy, a nie odpowiadać, że w weekend, jak zwykle siedzieliśmy przed komputerem. Tylko, naprawdę ciężko uwierzyć, że to akurat tym razem trafimy w nasz prawdziwy, dobry, imprezowy humor, a nie będziemy siedzieć posępnie z boku czekając do północy, by wymknąć się do domu i zapłakać nad naszym losem.
Fot. by: www.myspace.com/wallyderry
Nadeszły czasy, że problemem jest nie to, by znaleźć czas by odwiedzić wszystkie swoje ulubione kluby, ale w jaki sposób znaleźć wymówkę dla swoich przyjaciół, by móc zostać w domu. Samotnie.Przychodzi czasem taki dzień, gdy po dostaniu zaproszenia, nie sposób się nie pojawić. Są to zazwyczaj urodziny kogoś bliskiego, albo jakaś inna okolicznościowa impreza najczęściej odbywająca się w domu. Nieśmiali myślą wtedy, jakimi wymówkami się wymigać i robią mnóstwo innych rzeczy, byleby się nie szykować do wyjścia. W końcu nie chcieliby pokazywać się tam sami. Oczywiście będzie tam pełno znajomych, ale i tak nie będę mieli z kim rozmawiać. Lepiej zostać w domu. Czas leci, a jednak pół godziny przed spotkaniem zawsze ktoś zadzwoni i da ostro reprymendę by nawet nie pomyśleli, że mają nie przyjść. W ten sposób wszędzie się spóźniają, ale chociaż się pojawiają.
Fot. by: www.open.salon.com
Woleliby siedzieć sobie z boku popijając drinka i patrzeć na innych, jak się bawią, co robią, o czym rozmawiają. Zawsze jednak znajdzie się ktoś, kto spróbuje ich na siłę zintegrować z resztą towarzystwa. Już nie chodzi swatanie, tylko o to, by przez chwilę z kimś porozmawiali. Wiadomo, jak kończą się rozmowy na siłę. Gdy alkohol nie pomaga, bo upijamy się na smutno, a nie ma tak naprawdę z kim porozmawiać, to zaczynamy się nudzić. Najczęściej wychodzimy wtedy po cichu, tak by nikt nie widział i by uniknąć pytań: „Czemu tak wcześnie?” czy „Zostań jeszcze”. I oczywiście by ominąć moment pożegnań.Pamiętamy przecież, jak to nie tak dawno potrafiliśmy znaleźć nasz złoty środek w alkoholu czy innych używkach, zapomnieć na chwilę o całym świecie i być praktycznie duszą towarzystwa. Bawiliśmy się do samego rana i rozmawialiśmy ze wszystkimi o wszystkim, nawet z tymi, których nie znaliśmy dobrze. Wiedzieliśmy, że nie możemy się nudzić wśród ludzi, których znamy tyle czasu i że oni nie pozwolą nam się nudzić. Wychodząc po cichu z imprez przypominamy sobie, jak to kiedyś zostawaliśmy do samego końca i jeszcze pomagaliśmy sprzątać lub zostawaliśmy do rana, by po obudzeniu mieć wspaniałe after party. Coś się jednak zmieniło w naszym sposobie myślenia. Nie potrafimy się już tak wyluzować, jak kiedyś, a raczej nie potrafimy oczyścić naszego umysłu na tyle, by zapomnieć o wszystkich naszych troskach i problemach. By choć przez ten jeden wieczór bawić się z pustym kontem życiowych doświadczeń, jak małe dziecko w piaskownicy, które tak niewiele potrzebuje do szczęścia. To jest nasza chwila i nikt nam jej nie zabierze. To ją będziemy wspominać jeszcze przez cały tydzień w pracy czy szkole. Będziemy mieli nareszcie o czym opowiedzieć znajomym, jak to dobrze się bawiliśmy, a nie odpowiadać, że w weekend, jak zwykle siedzieliśmy przed komputerem. Tylko, naprawdę ciężko uwierzyć, że to akurat tym razem trafimy w nasz prawdziwy, dobry, imprezowy humor, a nie będziemy siedzieć posępnie z boku czekając do północy, by wymknąć się do domu i zapłakać nad naszym losem.
Fot. by: www.hubpages.com
W sumie znajomi przestali ich już zapraszać, bo czemu zapraszać kogoś, kto i tak nie chce przyjść, albo widać po nim, że się męczy. W końcu ile razy można do kogoś dzwonić by ciągle słyszeć odpowiedź odmowną. Chociaż gdy zbliża się sobotni wieczór ucieszyliby się, gdyby ktoś coś do nich napisał by wyjść gdzieś razem. Tylko wtedy, gdy mają na to największą ochotę, nikt się akurat nie odzywa, a sami boją się spytać: „Co tam porabiacie wieczorem?” Ciężko zrozumieć, dlaczego wszyscy wolą wyjść na miasto do klubu, potańczyć niż posiedzieć w domu we wspólnym gronie i obejrzeć film lub porobić coś razem. Te preferencje zmieniają się z wiekiem, ale dla nich i tak są wszyscy zbyt żywiołowi. Nawet jeśli spotkają się z kimś, to posiedzą chwilą z nimi, a gdy wszyscy są już lekko pijani i chcą pojechać się pobawić, oni uciekają. Niby obiecali, że tym razem wejdą do klubu, a jak tylko jest okazja, to szybko pędzą do domu lub znajdą wymówkę, by znajomi dali im spokój tym razem. Ci jednak nie dadzą za wygraną proponując by to właśnie nieśmiali sami podali klub, w którym będą się dobrze bawić, a reszta się dostosuje. I jak tu im nie dziękować? To oczywiście nic nie zmienia, bo w każdym miejscu można się czuć źle, nawet w swoim ulubionym. Po co iść na imprezę, jeśli spędza się ją przy stoliku, barze, albo podpiera się ścianę cały wieczór i obserwuje innych? Wtedy zadajemy sobie znów pytanie: „Co się we mnie zmieniło?”, bo właśnie coś się zmieniło. Kiedyś nie był ważny klub czy muzyka, tylko liczyła się zabawa ze znajomymi. I choćby znalazło się z nimi w największej spelunie, to impreza mogła trwać w najlepsze do rana i każdy dobrze ją wspominał. „Dlaczego teraz wszystko mi nie pasuje?” W poszukiwaniu tej odpowiedzi każdy ma problemy. Leży ona pomiędzy naszym smutkiem i bezradnością. Ciężko sobie odpowiedzieć na takie pytanie, a jeszcze bardziej znaleźć jego przyczynę. Najłatwiejszym sposobem na przestanie rozmyślania na kolejne zagadki naszej osobowości jest alkohol. Myślimy, że pomoże nam on na tyle, że na pewno odnajdziemy się w naszym towarzystwie i będziemy się bawić do rana. Tylko, jak pisałam w artykule o alkoholu, ciężko znaleźć w takim momencie umiar i kończy się na tym, że samotni upijają się do nieświadomości, a niewiele i tak jest z tego pożytku.
Fot.: www.totalmania.net
Podobno świat pędzi do przodu i nie ma czasu na stagnację, ale czy wszystko musi się dziać przeciwko osobom samotnym, którzy wśród bawiących się ludzi nie czują się dobrze. Gdyż rzadko można pójść na taką imprezę, gdzie wszyscy mogą bawić się osobno. Dobrze wiedzą, że nawet na koncercie rockowym wśród tłumu skaczących ludzi, oni będą po prostu stać i odliczać czas do końca, byleby stamtąd uciec. Nawet jeśli grałby ich ulubiony zespół, mogą trafić na swój ciężki dzień i nie zaśpiewać, ani jednej piosenki. Czas imprez techno z magicznymi pigułkami przy wejściu powoli odchodzi do lamusa, a to była prawdziwa odskocznia dla takich ludzi, którzy mogli się po prostu bawić do białego rana bez obawy, że ktoś się im przygląda lub ocenia. Co gorsza podrywa. Każdy ma swój świat i bawi się, jak potrafi. Nie musi nawet z nikim rozmawiać. Zresztą, jak pisałam w artykule o narkotykach, wolą brać je sami w zaciszu swego domu. Chociaż zdarza się, że idąc z grupką znajomych wezmą po cichu lsd w ubikacji udając później, że wszystko jest z nimi w porządku. Wiadomo, że nie da rady wszystkiego ukryć, dlatego często znajomi przez takie wybryki nie chcą ich zapraszać, by nie mieć później problemów i nie zajmować się nimi przez cały wieczór. Faktem jest, że oni akurat wtedy dobrze się bawią, chociaż rzadko coś z tego pamiętają.
Mając dobrych znajomych wiemy, że nie pozwolą nam się nudzić w sylwestra. Chociaż możemy się wymigiwać, że nie mamy za co pojechać na zabawę poza miasto, to zawsze znajdzie się ktoś, kto także zostaje i na pewno będzie świętował na miejscu. Wymówki w tym wypadku są bezowocne, bo prędzej przyjadą po nas do domu i wyciągną na siłę, niż pozwolą nam samotnie patrzeć się na fajerwerki.
Sylwester to jeszcze nic w porównaniu do innej cyklicznej imprezy. Urodziny tutaj. Otóż walentynki to po prostu horror dla wszystkich samotnych. Oczywiście nie dla singlów/singielek, dla których jest to kolejna okazja na imprezę i poznanie kogoś nowego. Dla samotnych to dzień, który woleliby zapomnieć. Na ulicach, nie wiadomo skąd wszędzie pojawiają się zakochane pary. Z witryn sklepowych uśmiechają się serduszka, a cały świat zamienia się w różowo-czerwony cukierek, który sprawia, że wszyscy stają się szczęśliwi. Wszędzie widać róże, zabieganych ludzi z prezentami, wokół rozbrzmiewają dźwięki telefonów i życzenia. Tylko, jak się tutaj tym wszystkim cieszyć?! Najłatwiej byłoby zapaść się pod ziemię. To nie czasy podstawówki, kiedy nawet najbrzydszej dziewczynie wychowawczyni sama wyśle kartkę. Życie nie rozpieszcza i nie mamy się co oszukiwać. To jeden z najbardziej dołujących dni w roku, w końcu nie mamy komu ofiarować swojego serca.
Fot.: Earl Sod
To właśnie takie imprezy, na które czeka się rok czasu są podobno najlepsze. To właśnie na nich nieśmiali potrafią zapomnieć o swoich problemach i kontrolować się na tyle, by znaleźć tą odpowiednią ilość alkoholu dla siebie. Potrafią tak się bawić, że nowopoznane osoby chciałyby ich później zaprosić na kolejne imprezy, bo dobrze mieć przy sobie kogoś, kto potrafi rozkręcić całe towarzystwo, a do tego jest zabawny i pijąc więcej od innych trzyma się na nogach. To właśnie na takich imprezach robią takie rzeczy, których nigdy by nie robili. W końcu, kto by pomyślał, że wieczny samotnik potrafi poderwać kogoś obcego i jako pierwszy/-a go/ją pocałuje? To przecież jest niewiarygodne. Tak oczywiście rodzą się plotki. Wychodząc rzadko i akurat na tych imprezach raz na pół roku bawiąc się dobrze utrwalić nasz zły wizerunek, a dokładniej taki, który jest naszym przeciwieństwem. Dla nas samych jest to natomiast jednorazowy wybryk, który możemy wspomnieć popijając w samotności drinka w domu. Przypominamy sobie, że ten przypadkowy seks na imprezie nie był wcale taki wspaniały, jednak wiele byśmy dali, by przeżyć to znów. By choć przez chwilę poczuć tą ekstazę roztańczonych ciał i smak zabawy. Teraz to tylko wspomnienia.Sylwester to jeszcze nic w porównaniu do innej cyklicznej imprezy. Urodziny tutaj. Otóż walentynki to po prostu horror dla wszystkich samotnych. Oczywiście nie dla singlów/singielek, dla których jest to kolejna okazja na imprezę i poznanie kogoś nowego. Dla samotnych to dzień, który woleliby zapomnieć. Na ulicach, nie wiadomo skąd wszędzie pojawiają się zakochane pary. Z witryn sklepowych uśmiechają się serduszka, a cały świat zamienia się w różowo-czerwony cukierek, który sprawia, że wszyscy stają się szczęśliwi. Wszędzie widać róże, zabieganych ludzi z prezentami, wokół rozbrzmiewają dźwięki telefonów i życzenia. Tylko, jak się tutaj tym wszystkim cieszyć?! Najłatwiej byłoby zapaść się pod ziemię. To nie czasy podstawówki, kiedy nawet najbrzydszej dziewczynie wychowawczyni sama wyśle kartkę. Życie nie rozpieszcza i nie mamy się co oszukiwać. To jeden z najbardziej dołujących dni w roku, w końcu nie mamy komu ofiarować swojego serca.
Fot.: CarbonNYC
Do tego wszędzie, gdzie zazwyczaj jemy są rezerwacje, a zamówić pizzę do domu w taki dzień podobno nie wypada, bo co znowu sobie sąsiedzi pomyślą? Postanawiamy przetrwać oglądając kolejną komedię romantyczną w tv, tylko jak zostać w domu, kiedy na pewno znajomi na to nie pozwolą. I to nie tylko pary, które się o nas tak martwią, a raczej wiedzą, w jaki sposób spędzimy ten dzień, a także nasi dobrzy znajomi, którzy zamiast spędzić ten dzień u boku swojej miłości wolą spotkać się w lekko większym gronie. Oczywiście nie chcemy by ktoś się nami opiekował w taki dzień, więc zrobimy wszystko, by nie dopuścić do sytuacji, że będziemy dostawką do czyjejś miłości. W końcu znajomi już nie kilka tygodni wcześniej zrobią wszyscy byśmy akurat w ten dzień nie byli sami, a raczej, byśmy znaleźli swoją połówkę właśnie czternastego lutego. Zaczyna się na imprezach. Tak przypadkiem. Później za ich zgodą, a na końcu już na siłę. Wtedy, gdy już nie mogą na nich patrzeć, jak siedzimy samotnie z boku. Po prostu znajdują wśród swoich znajomych osobę, która także jest samotna, ale przy tym bardziej śmiała. Próbują posadzić ich obok siebie, przedstawić czy nawet popchnąć na siebie podczas tańca. Jednak wszelkie działania mają przeciwny efekt do zamierzonego. Nieśmiali jeszcze bardziej uciekają przed wzrokiem nieznajomej osoby lub tradycyjnie udają, że ich to nie interesuje i że tak jest im dobrze. Zresztą, jeśli mogliby z kimś się umówić lub porozmawiać, to jest to zazwyczaj znajoma osoba ich starych znajomych. Jeśli zostaną sobie przedstawieni, to mogą nawet z taką osobą porozmawiać. Raczej nie wynika z tego nic poważnego, ale i tak jest to już sukces, bo z obcymi osobami w ogóle nie rozmawiają. Zresztą po kilku minutach każdy zauważy, że coś jest z nimi nie tak. Raczej nie można kontynuować rozmowy, temat się urywa, a pogawędka się nie klei. Po takim zapoznaniu nikt nie chciałby się wiązać z osobą mającą taki bagaż emocjonalny i nie mającą własnego życia.
Fot.: www.collegecandy.com
Dlatego w walentynki samotni są jeszcze bardziej dobici tym, że wszyscy wokół starali się znaleźć im na siłę bliską osobę. Nie chcą nawet myśleć, by w walentynki umówić się na randkę w ciemno czy po prostu pójść na imprezę dla singli. To przecież dla nich oczywiste, że lepiej pozbyć się złudzeń i upokorzeń, dlatego wolą zostać w domu. I nie ma takiej siły, która mogłaby to zmienić. Ewentualnie, gdy znajomi pojawią się u nich niespodziewanie z alkoholem i scrabble czy jakimś dobrym filmem. Tylko takie spontany potrafią uratować ten dzień, a czasem i całe ich życie.
Antonina Kostrzewa
poniedziałek, 25 maja 2009
Samotność, a.. alkohol.
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Mimo, że sen mnie już powoli dopada, należałoby się wywiązywać, z tego, co się powiedziało/napisało. Dzisiaj pierwszy felieton z cyklu: "Samotność, a.. ". Miłej lektury.
Na wstępie chce przypomnieć, że nie każda osoba samotna musi pasować do opisu. Znajdują się wśród nas abstynenci, a także osoby sięgające po kieliszek okazjonalnie. O ile, ich ten tekst nie dotyczy, to łatwiej im będzie zrozumieć osoby, które w ten sposób radzą sobie ze swoimi problemami.
Na początku musimy się zastanowić, czy dokonywać podziału ze względu na płeć? I tak i nie. Odsetek mężczyzn alkoholików jest większy, więcej z nich także się leczy z nałogu, a co najważniejsze widok pijanego mężczyzny nie jest niczym nadzwyczajnym. Widok pijanej kobiety to zawsze jakieś komentarze. Łatwiej jest wyjść paczce facetów na mecz przy piwie, niż dziewczynom na drinka, tak by zabrzmiało to naturalnie. Cóż, takie jest życie i póki co nic się nie zmieni. Ja jednak opiszę tutaj samotnych i ich picie, które zazwyczaj nie wiąże się z wychodzeniem do knajp, barów, pubów.
Upijają się w zaciszu swego domu. Preferują zazwyczaj drogie alkohole. Nie dlatego, że stać ich na takie, tylko ze względu na smak. Łatwiej wypić whisky z colą niż szklankę wódki. To wie w sumie każdy z nas. W ich domowym barku nie brakuje dziwacznych likierów i nieznanych win z różnych zakątków świata. Lubią się delektować się przygotowanym wcześniej drinkiem, Malibu czy Bacardi. Nie pogardzą też zimnym, dobrym piwem. Czy to z sokiem w kuflu czy w butelce - to już akurat nie jest ważne. Skoro piją już sami w domu, to nie można o nich powiedzieć po prostu alkoholicy. Oni nie piją, bo muszę się napić, oni piją sami, bo nie mają z kim. Właśnie oglądają jakiś fajny film, pracują przy komputerze, a alkohol jest tylko dodatkiem do tego, co właśnie robią. To jest takie mimowolne picie w ciągu tygodnia. Wraca się z pracy/szkoły i nie mając nic do roboty osoba samotna ogląda film popijając sobie powoli i jedząc coś niezdrowego.
Nie wiadomo, dlaczego są dwa różne spojrzenia na te same sprawy. Osoba samotna pije sobie spokojnie drinka w domu - alkoholik nie radzący sobie z problemami. Kobieta pije drinka przed telewizorem, a jej mąż pije piwo w drugim pokoju oglądając mecz - ona pije drinka, bo nie jest dowartościowana przez mężczyznę i musi się odstresować. Ktoś zaprzeczy?
Jest jeszcze drugi aspekt picia samotnych. Dzieje się to w weekendy, kiedy ich znajomi nigdzie ich nie zaprosili i muszą kolejny raz siedzieć w domu. Normalni ludzi piją zazwyczaj po to by się wyluzować lub po prostu piją w towarzystwie z resztą znajomych. Najczęściej na imprezach klubowych, masowych, spotkaniach sportowych czy na zwyczajnych piknikach, albo po prostu w domu. Okazji jest wiele, jak urodziny, awans, rocznica.
Samotni piją w swoim towarzystwie w domu. Nie chcą się odstresować, tylko zdołować. Wprowadzić się w stan odrętwienia umysłowego i zacząć myśleć depresyjnie. Z alkoholem jest im łatwiej. W skrajnych przypadkach upijają się do nieprzytomności. Przynajmniej nie nudzą się w sobotnie wieczory. Wiele osób się nie zgodzi, ale czasem tak jest.
Przyjrzymy się teraz piciu poza domem.
Nie wiadomo, dlaczego są dwa różne spojrzenia na te same sprawy. Osoba samotna pije sobie spokojnie drinka w domu - alkoholik nie radzący sobie z problemami. Kobieta pije drinka przed telewizorem, a jej mąż pije piwo w drugim pokoju oglądając mecz - ona pije drinka, bo nie jest dowartościowana przez mężczyznę i musi się odstresować. Ktoś zaprzeczy?
Jest jeszcze drugi aspekt picia samotnych. Dzieje się to w weekendy, kiedy ich znajomi nigdzie ich nie zaprosili i muszą kolejny raz siedzieć w domu. Normalni ludzi piją zazwyczaj po to by się wyluzować lub po prostu piją w towarzystwie z resztą znajomych. Najczęściej na imprezach klubowych, masowych, spotkaniach sportowych czy na zwyczajnych piknikach, albo po prostu w domu. Okazji jest wiele, jak urodziny, awans, rocznica.
Samotni piją w swoim towarzystwie w domu. Nie chcą się odstresować, tylko zdołować. Wprowadzić się w stan odrętwienia umysłowego i zacząć myśleć depresyjnie. Z alkoholem jest im łatwiej. W skrajnych przypadkach upijają się do nieprzytomności. Przynajmniej nie nudzą się w sobotnie wieczory. Wiele osób się nie zgodzi, ale czasem tak jest.
Przyjrzymy się teraz piciu poza domem.
Fot.: Jeff Horner
Nie łatwo jest się napić poza domem samej/samemu. W naszym kraju w ten sposób najłatwiej można zarobić mandat. Piwko na trawie, łące, brzegu rzeki - brzmi nieźle, ale któremu samotnemu będzie się chciało wychodzić z domu, skoro może to zrobić w domu. Dobrze sobie zdaje sprawę, że po chwili dopadną go dziwne myśli widząc inne osoby pijące w grupach, albo pary spędzające czas obok niego. Pozostaje wyjście gdzieś do baru. Jeśli jesteś facetem - proszę bardzo, kobietą - raczej nie przekroczysz progu. Nawet jeśli, zawsze pozostaje obawa, że ktoś obcy się przysiądzie. Mamy już piwo/drinka i siadamy sami przy stoliku (nie przy barze). Jeśli nikogo nie ma jeszcze, to usłyszymy szepty obsługi: "Tak wcześnie, a on już przyszedł się napić". Jest więcej ludzi - poczujemy ich wzrok na nas sądząc, że na pewno o nas dyskutują. Czujemy się jak najgorszy alkoholik i pragniemy tylko jak najszybciej dopić i uciec stamtąd. Picie w domu jest bezpieczniejsze.
Czas na imprezę. Urodziny u kogoś w domu. Cóż, tu już wiele zależy od preferencji pijących samotników. Jedni piją szybko wódkę i równie szybko odpadają. Inni nie piją prawie nic, tylko kilka piw, albo delektują się jednym drinkiem przez pół wieczoru. Zdarza się, że mimo że wszyscy piją razem osoby takie piją same. Wychodzą na balkon, do kuchni, do innego pokoju. Wolą spokojnie się napić, bez żadnych toastów itp. Zazwyczaj przyjęta strategia i tak ma na celu nie pójście później nigdzie do klubu, bo tam czują się źle. Więc albo taksówka odwozi ich nieprzytomnych do domu, albo uciekają do siebie praktycznie trzeźwi tłumacząc się, że jutro rano muszą załatwić coś naprawdę ważnego.
Impreza: Dla osób dłużej samotnych, to coś ostatecznego. W tłumie bawiących się ludzi i nawiązujących nowe kontakty, tylko oni czują, że tutaj nie pasują. Jeśli są jeszcze trzeźwi postanawiają, jak najszybciej zmienić ten stan. Wszyscy się bawią, a oni zazwyczaj siedzą sami przy stoliku - pilnują miejsca, torebek itp. Obserwują.
Fot.: Paski.org
A na sam koniec osobna kategoria: Upijanie się na umór (o którym już było krótko powyżej). Nie należy jej rozumieć, jak urwany czasami film. Nie wiadomo, kiedy zaczyna się problem, ale granica między wypiciem drinka do filmu, a obudzeniem się trzy godziny później we własnych wymiocinach jest bardzo mała. Samotni piją wtedy bez celu, a raczej celem jest upicie się samo w sobie, byleby nie myśleć, zapomnieć o dzisiejszym dniu i o własnych niepowodzeniach. Każdy łyk przybliża ich do krainy bezproblemowości. Tak jest po prostu łatwiej radzić sobie ze swoimi problemami., a raczej strach przed zmierzeniem się z nimi na trzeźwo.
Edit: Zauważyłam, że wiele osób czyta artykuł o pijących nieśmiałych szukając istotnych informacji. Wydaje mi się, że będzie trzeba rozbudować ten artykuł. Zacznę od odpowiedzi na zapytania wpisywane w wyszukiwarce.
Są jednak sposoby oduczania. Najgorszy to dolewanie czegoś na przeczyszczenie lub wymioty do wódki. Po paru tygodniach zmian wódki dana osoba stwierdzi, że nie może pić takiego alkoholu i próbując uzupełnić tą lukę "przerzuca się" na piwo lub inny alkohol. Metoda ta jest trochę drastyczna i wymaga naszej ingerencji, ale czasem udaje się uzyskać dobry rezultat.
Kolejna metoda, którą sama zastosowałam z powodzeniem, to zaproszenie samotnej/-ego do siebie i poczęstowanie jakimś dobrym alkoholem. Potem przyjście do takiej osoby z likierem lub jakimś dobrym winem i zachwalenie tego wspaniałego trunku. Na najbliższej imprezie domowej należy robić różne kolorowe drinki i przekonywać osobę samotną, że przecież wydając tyle pieniędzy na alkohol, może sobie pozwolić na tak wymyślne rzeczy. Uświadomienie, że picie czystej wódki w domu jest bez sensu, a sączenie drinka przez kilka godzin jest prestiżowe jest może sposobem. Tylko nie zrobimy abstynenta, ale zmienimy tylko kulturę picia. Coś za coś.
Kolejny sposób: Moja koleżanka została publicznie porównana do "żulicy", oczerniona i wyśmiana. Nie przez obcych ludzi, tylko przez swoje przyjaciółki. Załamana wróciła do domu i oczywiście piła. Rano znalazłyśmy ją nagą w swoich wymiocinach. Po kilku godzinach wpływania na jej sumienie i doprowadzeniem do stanu świadomości udało się osiągnąć zamierzony cel. Nie pijesz przez miesiąc, a potem zabieramy cię do spa. Takie przekupstwo, ale chociaż tamtem miesiąc dawno minął, dalej dzwoni i pyta się, czy może wypić sobie piwo przed snem sama, bo nie chce by ktoś o niej źle pomyślał, zwłaszcza my.
I na koniec: leczenie. Coś raczej nierealnego do wykonania, jak i zabranie nieśmiałej/-ego do psychiatry. Sama nie mam pojęcia, jak to zrobić, ale to już muszą być skrajne przypadki, gdy już żadne sposoby nie pomagają.
Mam nadzieję, że będą pomocne moje wypowiedzi. Poczytam kolejne zapytania i uzupełnię dalej artykuł.
Czas na imprezę. Urodziny u kogoś w domu. Cóż, tu już wiele zależy od preferencji pijących samotników. Jedni piją szybko wódkę i równie szybko odpadają. Inni nie piją prawie nic, tylko kilka piw, albo delektują się jednym drinkiem przez pół wieczoru. Zdarza się, że mimo że wszyscy piją razem osoby takie piją same. Wychodzą na balkon, do kuchni, do innego pokoju. Wolą spokojnie się napić, bez żadnych toastów itp. Zazwyczaj przyjęta strategia i tak ma na celu nie pójście później nigdzie do klubu, bo tam czują się źle. Więc albo taksówka odwozi ich nieprzytomnych do domu, albo uciekają do siebie praktycznie trzeźwi tłumacząc się, że jutro rano muszą załatwić coś naprawdę ważnego.
Impreza: Dla osób dłużej samotnych, to coś ostatecznego. W tłumie bawiących się ludzi i nawiązujących nowe kontakty, tylko oni czują, że tutaj nie pasują. Jeśli są jeszcze trzeźwi postanawiają, jak najszybciej zmienić ten stan. Wszyscy się bawią, a oni zazwyczaj siedzą sami przy stoliku - pilnują miejsca, torebek itp. Obserwują.
Fot.: Paski.org
Nawet po alkoholu nie potrafią się bawić. Może i łatwiej się porozumieć ze swoimi znajomymi, ale to nie zmienia faktu, że uśmiech na ustach wciąż jest doczepiony. Czasami ciężko takie osoby ściągnąć z parkietu. Jako indywidualiści wolą tańczyć samemu, nie obchodzi ich, kto znajduje się obok nich. Zatracają się w tańcu, aż do rana.
Są czasem te dobre dni, gdy ilość alkoholu jest idealnie dobrana, a samopoczucie jest niezłe. Udaje im się wtedy czasami poznać kogoś płci przeciwnej. Zazwyczaj jest to na domówce, gdy otaczają ich znajomi ich znajomych. Łatwiej im wtedy się przełamać i nawet być duszą towarzystwa. Tracąc głowę i kontrolę nad sobą lądują często z nowopoznaną osobą w łóżku budząc się rano z wielkim kacem. Moralnym.
Są czasem te dobre dni, gdy ilość alkoholu jest idealnie dobrana, a samopoczucie jest niezłe. Udaje im się wtedy czasami poznać kogoś płci przeciwnej. Zazwyczaj jest to na domówce, gdy otaczają ich znajomi ich znajomych. Łatwiej im wtedy się przełamać i nawet być duszą towarzystwa. Tracąc głowę i kontrolę nad sobą lądują często z nowopoznaną osobą w łóżku budząc się rano z wielkim kacem. Moralnym.
Edit: Zauważyłam, że wiele osób czyta artykuł o pijących nieśmiałych szukając istotnych informacji. Wydaje mi się, że będzie trzeba rozbudować ten artykuł. Zacznę od odpowiedzi na zapytania wpisywane w wyszukiwarce.
- Jak pomóc nie pić alkoholu osobie samotnej?
Są jednak sposoby oduczania. Najgorszy to dolewanie czegoś na przeczyszczenie lub wymioty do wódki. Po paru tygodniach zmian wódki dana osoba stwierdzi, że nie może pić takiego alkoholu i próbując uzupełnić tą lukę "przerzuca się" na piwo lub inny alkohol. Metoda ta jest trochę drastyczna i wymaga naszej ingerencji, ale czasem udaje się uzyskać dobry rezultat.
Kolejna metoda, którą sama zastosowałam z powodzeniem, to zaproszenie samotnej/-ego do siebie i poczęstowanie jakimś dobrym alkoholem. Potem przyjście do takiej osoby z likierem lub jakimś dobrym winem i zachwalenie tego wspaniałego trunku. Na najbliższej imprezie domowej należy robić różne kolorowe drinki i przekonywać osobę samotną, że przecież wydając tyle pieniędzy na alkohol, może sobie pozwolić na tak wymyślne rzeczy. Uświadomienie, że picie czystej wódki w domu jest bez sensu, a sączenie drinka przez kilka godzin jest prestiżowe jest może sposobem. Tylko nie zrobimy abstynenta, ale zmienimy tylko kulturę picia. Coś za coś.
Kolejny sposób: Moja koleżanka została publicznie porównana do "żulicy", oczerniona i wyśmiana. Nie przez obcych ludzi, tylko przez swoje przyjaciółki. Załamana wróciła do domu i oczywiście piła. Rano znalazłyśmy ją nagą w swoich wymiocinach. Po kilku godzinach wpływania na jej sumienie i doprowadzeniem do stanu świadomości udało się osiągnąć zamierzony cel. Nie pijesz przez miesiąc, a potem zabieramy cię do spa. Takie przekupstwo, ale chociaż tamtem miesiąc dawno minął, dalej dzwoni i pyta się, czy może wypić sobie piwo przed snem sama, bo nie chce by ktoś o niej źle pomyślał, zwłaszcza my.
I na koniec: leczenie. Coś raczej nierealnego do wykonania, jak i zabranie nieśmiałej/-ego do psychiatry. Sama nie mam pojęcia, jak to zrobić, ale to już muszą być skrajne przypadki, gdy już żadne sposoby nie pomagają.
Mam nadzieję, że będą pomocne moje wypowiedzi. Poczytam kolejne zapytania i uzupełnię dalej artykuł.
Antonina Kostrzewa


















