Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książka. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 23 września 2014
Jesień nadchodzi samotnym z odsieczą
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Wydawać by się mogło, że przyjście jesieni ułatwi nieco samotne życie. Już nie trzeba przejmować się tak swoim wyglądem, ani tym bardziej myśleć o tym, że inni będą oceniać nasze ciuchy. Teraz będzie można ukryć się pod kurtką lub płaszczem, a szare barwy wypełnią ulicę. Gdy pojawią się pierwsze jesienne deszcze, nikt nie będzie miał czasu by nam się przyglądać. Wszyscy będą pędzić lub ukrywać się pod parasolami. My także będziemy przemykać niepostrzeżenie między innymi, starając się tylko za bardzo nie przemoknąć. Na pewno nikt nam nie będzie chciał towarzyszyć w spacerze, a jedyne rozmowy, jakie możemy rozpocząć z innymi, to krótkie przepraszam, jak w kogoś wpadniemy z parasolem. Jesień przychodzi wielkimi krokami, a to oznacza, że skończył się czas opowieści o wakacjach, a teraz, nim nastaną święta, nie będzie się kompletnie nic działo, co by mogło nas bardziej stresować. Skończy się grillowanie, a ludzie powoli przeniosą się do barów i małych knajp. Największym plusem pozostanie pogoda, dzięki której będziemy mogli bez problemu wymigać się od przyjścia. A gdy ściemniać będzie się będzie o wiele szybciej, a temperatura spadnie poniżej 10 stopni, pozostanie nam siedzenie pod ciepłą kołdrą i wpatrywanie się w kolejny sezon serialu lub czytanie książek.
Wszystkie dodatkowe kilogramy możemy skrzętnie ukryć pod kolejną warstwą ubrań, a zresztą trzeba robić już powoli zapasy na zimę. Podobno wiosna jest o wiele bardziej ciekawsza. Bardziej cieszymy się ze słońca i dostajemy dodatkową energię do działań, ale podczas jesieni świat zwalnia, a wraz z nim przestajemy wyróżniać się z tłumu, by spokojnie przebrnąć do naszego, bezpiecznego domu.
Antonina Kostrzewa
piątek, 27 czerwca 2014
Sens pisania
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Chyba każdą osobę, która pisze dopada kiedyś to pytanie. Nawet nie pytanie, co myśl, gdzieś rodząca się wewnątrz głowy i rodząca nowe wątpliwości. O ile łatwo jest odpowiedzieć sobie, to odpowiedź dla innych jest już zgoła wyzwaniem. Tłumaczenie, że coś robi się dla samego siebie nie jest tutaj dobrym wytłumaczeniem. Skoro dla innych jest to po prostu marnowanie czasu, a do tego czynność, która nie przynosi żadnych korzyści materialnych, to po co ją wykonywać.
Fot.: www.izismile.com
Właśnie po to, że jest to dobre spędzanie czasu. Tak samo dobre, jak oglądanie telewizji, jeżdżenie na rowerze, czytanie książek czy granie w gry. Na pewno nie jest to marnowanie czasu, bo coś pozostaje później. Jakakolwiek byłaby to twórczość, to pozostawia swój stały ślad. Nawet niewydana jest czymś, co ma swoją własną wartość. A tak naprawdę to każdy, kto pisze, ma satysfakcję z samego pisania. Od pomysłu, przez tworzenie postaci i fabuły, a później przez chwile załamania osiąga wielką satysfakcję przy dobrnięciu do ostatniej kropki, a zarazem odczuwa pustkę, bo już skończył pisać. Wtedy cały proces zaczyna się od nowa.
Fot.: www.izismile.com
Z drugiej strony wydaje mi się, że autorzy po cichu myślą, że któraś z ich książek w końcu osiągnie sukces. Niekoniecznie ta, ale może następna. Nie po to by stać się popularnym i bogatym, ale po to, by udowodnić innym, że coś się potrafi, a oni się mylili. W końcu skoro my odczuwamy cały czas satysfakcję z pisania i nieprzespanych nocy, to niech oni nam troszkę zazdroszczą i niech sobie wypominają dni przed telewizorem, albo przed komputerem marnując czas na granie w gry.
Antonina Kostrzewa
środa, 30 kwietnia 2014
Majówka dla samotnych
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Jakieś majówkowe pomysły, plany, a może po prostu założenia? Wszyscy je robią, nawet gdyby majówka wypadała w środku tygodnia, a przez cały czas miało padać. Niby dwa dni wolnego, a całkiem inna atmosfera, niż święta, a na dodatek daje nam możliwość spędzenia jej z kim chcemy, albo wręcz spędzenia nie z tymi, z którymi musimy. Co jednak, gdy musimy majówkę spędzić w samotności? Może nie dlatego, że nie mamy znajomych, tylko dlatego, że oni zdążyli zrobić sobie plany już kilka miesięcy wcześniej, kiedy nie byliśmy jeszcze zdecydowani. Niby jest zawsze wiele możliwości, lecz wszystko, co robi się w samotności nie przynosi radości. Kiedy ktoś spojrzy na nasze życie będzie nam zazdrościł ilości wolnego czasu i możliwości, jakie stoją przed nami. Nawet nie patrząc na koszty, to oczywiście możemy robić miliony rzeczy, tylko tracą one sens, gdy idzie się na nie samemu, bez motywacji, bez chęci i bez żadnych sił.
Fot:. www.izismile.com
Ktoś może stwierdzić, że możemy biegać czy chodzić na siłownię/fitness, by zadbać o siebie, lecz jak się zachęcić? Możemy z kimś pójść pierwszy raz, by się zapisać, a gdy nam się znudzi przebywanie wśród innych ludzi, zostaniemy z rocznym karnetem. Bieganie też jest dobre, bo można biegać w samotności i odpocząć od otaczającego nas świata, posłuchać muzyki, poćwiczyć trochę. Tylko bieganie jest też formą ucieczki przed codziennością, przed rodzicami/dziećmi, żoną/mężem, współlokatorami. Wtedy możemy pobyć chwilę w odosobnieniu i nie myśleć o tym, co czeka nas w domu. Osoba samotna nie ucieknie z samotności w samotność. Bieganie nie stanowi takiej odskoczni, ani nie daje przyjemności i szybko się nudzi. To po prostu kolejna czynność, którą przeżywa się w pojedynkę. To samo tyczy się wyjścia do muzeum, teatru, opery, na koncert. Wśród innych ludzi zawsze będziemy sami, nie będziemy z nikim rozmawiać, przeżywać, móc się podzielić opinią, skomentować grę, pośmiać się. Nikt nam też nie przyzna racji, a prowadzenie wewnętrznego dialogu, to już chyba początki schizofrenii.
Fot.: www.izismile.com /Anne Emond
Cóż pozostaje. Jeśli spacer lub przejażdżka rowerem nas nie będą smucić po pewnym czasie, a wspólny grill ze znajomymi zrobi się nudny, zostanie nas zawsze nasz własny kąt i okno na świat, czyli komputer z siecią. Nieważne, czy będziemy przeglądać głupie obrazki, albo może obejrzymy całą serię serialu na raz myśląc o tym, co moglibyśmy robić w tym czasie gdzieś indziej, to przynajmniej będziemy bezpieczni wśród swoich ścian. Możemy też uciec w świat wyobraźni z dobrą książki. Na pewno lepsze rozwiązanie, niż ucieczka ze smutkami w alkohol. W domu nikt nam nie będzie zadawał krępujących pytań, nie będzie się dziwnie patrzył, ani litował. Tutaj możemy być sobą.
Antonina Kostrzewa
środa, 30 października 2013
31.10 Księga Cieni, Halloween po polsku III
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Nadszedł czas na małą prezentację, a nawet i na małą autopromocję. Już od dzisiaj dostępna jest kolejna część opowiadania zbiorowego Halloween po polsku pod tytułem: "31.10 Księga cieni". Ebooka możecie ściągnąć całkowicie za darmo z Virtualo w trzech formatach: pdf, mobi, epub.
Wewnątrz, przy samym końcu znajdziecie moje opowiadanie "Powroty".
Opis:
W największym sekrecie, pod osłoną mroku i w blasku księżyca szukali bowiem w najodleglejszych krańcach ziemi tajemniczych ksiąg , by potem opowiedzieć Wam swoje historie. Tym razem naprawdę bardzo czarodziejskie.
Jak zwykle, żaden z autorów nie wiedział, o czym pisze reszta. To ćwiczenie związane nie tylko z umiejętnością pracy w grupie, ale również z innym niż czysto literacki rodzajem wyobraźni. Niezwykle trudno jest bowiem stworzyć spójną całość z indywidualnych kontrybucji, pełnych indywidualnego ognia, różniących się postrzeganiem świata, podejściem a nawet zrozumieniem tematu.
Ale przecież nie miało być łatwo, tylko kreatywnie, pasjonująco i co najważniejsze – oczywiście magicznie. Czy nasi autorzy sprostali zadaniu? O tym przekonacie się już za chwilę.
Spis treści i lista autorów:
1. Wstęp
2. Kinga Ochendowska Księga Cieni
3. Paweł Mateja Wielkie potwory mistrza Gottentota
4. Paweł "DarkAraghel" Rejdak Łowcy
5. Grzegorz Gajek Ode złego
6. Marek Rosowski Mgła
7. Marcin Podlewski Serce i wahadło
8. Anna Klejzerowicz Książka ze szkła
9. Marek Ścieszek Będzina
10. T. J Krzywik Groza zza muru
11. Anna Rybkowska Mistrz lalek
12. Maciej Kaźmierczak Jedność
13. Magdalena Witkiewicz Czarownice
14. Ewa Bauer Narodziny Bogini
15. Kornelia Romanowska Broń mnie od pokuty
16. Robert Rusik Po drugiej stronie księgi
17. Maciej Lewandowski Siedlisko
18. Tomasz Czarny Potrzeby
19. Szymon Adamus Spójrz w moje oczy
20. Krzysztof Dąbrowski I co ja robię tu
21. Chepcher Jones Ta księga
22. Marek Grzywacz Pierwsza strona
23. Karolina Wilczyńska Tam chciałbym się zestarzeć
24. Andrzej F. Paczkowski Oko czarownicy
25. Michał Stonawski Cienie
26. Kamil Czepiel O tym jak ciemność straciła kobietę
27. Antonina Kostrzewa Powroty
28. Krzysztof Maciejewski Ścieżka bez nazwy
Przed wami prawie 500 stron przygody i zagłębiania się w mroczny świat. Nie pozostaje mi nic więcej, niż zaprosić was do czytania, a później do oceniania i recenzjowania.
Antonina Kostrzewa
środa, 9 października 2013
Całkiem inny, samotny dzień
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
A może by tak jednego dnia trochę poudawać. Tak po prostu. Niech skończy się samotność i nieśmiałość, niech pojawi się uśmiech, odwaga i chęci do życia. Czy to naprawdę dużo? Myślę, że nie. Plan jest bardzo prosty. Zamiast przeleżeć kolejną sobotę, albo snuć się po domu, weźmy się do działania. Budzik, a niech dzwoni rano i głośno. Jeszcze lepiej, jak wstaniemy minutę przed nim, zawsze to minuta więcej dla nas. Poranne bieganie? Może nie przesadzajmy, będzie dobrze, jak jak zjemy w miarę zdrowe śniadanie, ale najpierw musimy się przekonać, że ten dzień jest ważny i wyjątkowy.
Fot. : www.izismile.com
Uśmiech, kilka min przed lustrem, afirmacja i możemy lecieć pod prysznic. Otwieramy szafę, a najlepiej wszystko w pokoju. W końcu możemy się ubrać coś wyjątkowego. To nasza sobota, a nie jakiś kolejny, szary dzień. Bez ekstrawertyzmu, ale z pewnością dostojniej, niż zazwyczaj. Niech nas strój mówi za nas, niech opowiada, że ilość kolorów, to poziom naszego szczęścia. Oprócz tego możemy kilka dawno nieużywanych, domowych rzeczy spakować do wyniesienia. Wiem, że trudno się pozbyć ulubionego, dziesięcioletniego swetra, ale czasem po prostu trzeba. To tylko trochę wysiłku, może za tydzień o nim nawet nie będziemy pamiętać, bo i tak ciężko było go znaleźć na dnie szuflady. Czas na spotkanie ze światem. Bez pośpiechu, powoli. Wyjdźmy do ludzi. Spotkajmy się z kimś. Napiszmy milion smsów, na pewno wszyscy nam nie odmówią wspólnego popołudnia. I co, że nie mają z kim dzieci zostawić, albo są zajęci, a może powodem jest to, że tak późno do nich piszemy? Nie ma się, co martwić, nie pójdziemy z nimi, to się nie załamiemy. Dzisiaj jest nasz dzień. Zaplanowany wczorajszego wieczoru, więc nie było mowy o ustalaniu spotkań wcześniej. To nam przypadnie cała gorąca czekolada, a nawet dodatkowe ciastko. Nie ma, co myśleć o kaloriach. To zostawimy sobie na jutro. Obiad w gustownym miejscu czy w naszej ulubionej knajpce? Możemy zaszaleć, kto nas skontroluje. Bez przejmowania się pojedynczym stolikiem.
Fot. : www.izismile.com
Jesteśmy wyjątkowe, więc nam się należy dzisiaj cały stolik i będziemy przy nim siedzieć, ile nam się chce. Nikt nas nie wygoni, nikt się nie dosiądzie, bo to w taki dzień, jak dzisiaj, cały świat jest nasz. Może kino? A czemu, by nie. Dzisiejsze wydatki będą powodem rozmyślań dopiero jutro. Możemy wybrać sobie miejsce gdziekolwiek, dokupić duży popcorn, a do tego nie musieć się sprzeczać, czy horror czy komedia. Komedia romantyczna? To można obejrzeć w domu pod pierzyną. Niech efekty specjalne wypełnią całą salę, niech się dzieje. A może lepiej wybrać się na bajkę z dubbingiem? Wybór należy do nas, nikt nie będzie nas oceniał. Ani osoba siedząca obok, ani kasjerka. To nasz wybór i bądźmy pewne od początku do końca. Koniec manipulacji i oszukiwania. Przypominam, nasz dzień, nasze zasady. Po udanym seansie możemy wpaść na chwilę do sklepu, gdzie zakupimy wino na nasz specjalny wieczór. Nie przesadzajmy z pójściem na imprezę lub na drinka, to nie w naszym stylu. Po całym dniu nieobecności i to do tego przyjemnie spędzonym, a nie w pracy, możemy cieszyć się własnym kątem. Zapalmy świecie, delektujmy się winem i weźmy jakąś książkę, albo dopiero teraz sobie pozwólmy na komedię romantyczną. Nasz dzień się powoli kończy, ale to właśnie dzisiaj możemy zasnąć tak, jak chcemy. Przed ekranem komputera, w makijażu, w ciuchach. A dlaczego by nie. Wszystko zależy tylko od nas. A gdy minie godzina dwunasta i skończy się nas dzień, możemy zapłakać cicho, bo mimo wielkiego planu wciąż nic się nie zmieniło. To był kolejny samotnie spędzony dzień, a uśmiech na twarzy nic w nim nie zmienił. Jedyne co się zmieniło, to stan naszego konta, poczucie własnej wartości, ale chociaż świadomość, gdzie mają nas nasi znajomi, została bez zmian.
Antonina Kostrzewa
Etykiety:
alkohol,
blog,
książka,
makijaż,
miasto,
nieśmiałość,
pieniądze,
przyjaciele,
relaks,
samotność,
singiel,
szczęście,
znajomi,
życie
3
komentarze
wtorek, 4 czerwca 2013
Pisanie książki, pisanie w nocy
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Powoli, bo powoli, ale wracam do pisania. Póki co uwzięłam się, by skończyć jeden projekt i pod żadnym pozorem nie zaczynać niczego nowego. Po prostu, gdy tylko pojawi mi się nowy pomysł, to stary idzie w odstawkę. Pomysłów mam wiele, więc i rozgrzebanych mam wiele rzeczy, a dokładniej tekstów. Od krótkiego planu, po streszczenie, a czasem i po pięćdziesiąt stron tekstu, który by teraz dokończyć, musiałabym wszystko drukować, przeczytać i na nowo odnaleźć się we wcześniejszych zamierzeniach. W związku z tym zarywam niektóre noce, bo tylko wtedy potrafię spokojnie pisać. Za dnia nikt mi nie przeszkadza, nawet wieczorami mogę się zamknąć u siebie w pokoju i nieniepokojona przez nikogo mogłabym pisać, ale się nie da.
Fot.: www.izismile.com
Pierwsze kilka godzin spędzam na bezproduktywnym przeglądaniu internetu, Facebooka, głupich for, zdjęć, czasami mądrzejszych for i dopiero, gdy mam już dość, rozpoczynam pisanie. Zdarza się, że później już nie mam sił i idę po prostu spać, lecz niestety następnego dnia popełniam dokładnie te same błędy. Nie gonią mnie żadne terminy, więc mogę spokojnie pisać, ale sama sobie muszę narzucać tempo, by nie zapomnieć, co miałam napisać. Mam nadzieję, że nie będziecie za bardzo zawiedzeni, jeśli będę pojawiać się tu rzadziej, a wpisy będą krótsze. Później do was jeszcze wrócę, a póki co trzymajcie kciuki, bym dzisiejszego wieczoru, spięła się do pracy. Pracy twórczej oczywiście.
Antonina Kostrzewa
czwartek, 25 kwietnia 2013
Światowy dzień książki już za nami
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich minął już 23 kwietnia. Nie był to pewnie zbyt szczególny dzień w życiu przeciętnego obywatela. Ci, którzy czytali, robili to nadal. Ci, którzy nie, także. Może niektórzy zatrzymali się na chwilę, by przeczytać jakiś plakat, bądź wziąć udział w imprezie towarzyszącej. Może nawet ktoś sięgnął z tej okazji po nową książkę - w księgarni, bądź bibliotece. Patrząc na ceny książek, zwłaszcza tych najbardziej poczytnych zagranicznych autorów w twardej okładce, widzę, że rzadko spadają poniżej pięćdziesięciu złotych i zdaję sobie sprawę, że nie każdy może sobie pozwolić na taki wydatek. Jeszcze trochę i książka stanie się dobrem luksusowym. W zamian za jedną książkę można pójść dwa-trzy razy w miesiącu do kina i to jest znacząca różnica, zwłaszcza w odbiorze obrazu i czasu spędzonym na czytanie/oglądanie. Jednak książki rozwijają nasz umysł bardziej, niż filmy z milionem efektów specjalnych.
Fot. www.izismile.com
Każdy wybiera to, co lubi. Nie zmienimy tego, że na zachodzie książki kosztują podobnie, co u nas, a zarobki są wyższe, bo prawdą jest, że jeśli ktoś chce czytać, to zawsze znajdzie fundusze na nową książkę. Tak, jak ktoś chce wypić, to zawsze znajdzie drobne na piwo. Dla tych, co czytają lub rzadko czytają polecam, jak zawsze, składy tanich książek, gdzie można kupić książkę znacznie taniej. Zostają jeszcze ebooki, które czasami są tańsze, niż papierowe wydania, czasami nie. Ja jestem jednak tradycjonalistką - Lubię czuć książkę w rękach, jej ciężar, powąchać papier i zatopić się w fabule.
Fot. www.izismile.com
Antonina Kostrzewa
piątek, 22 marca 2013
Nic się nie zmienia na lepsze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Sama wam często tutaj piszę o zmianach, jakie trzeba wprowadzić w swoim życiu, by coś się potoczyło ono lepiej. Zmian, które powodują impuls do działania i zmian, które prowadzą do sukcesu, albo chociaż do odrobiny szczęścia.
Fot. www.izismile.com
Niestety u mnie samej coś ciężko to idzie.
Zacznijmy od początku.
Rozpoczęłam swoje wiosenne porządki.
Punkt pierwszy szafa i masa ubrań, w których już nie chodzę. Znając już powiedzenie, że trzeba zrobić miejsce na nowe rzeczy, zabrałam się do segregacji. Na pierwszy rzut poszły skarpetki i na tym skończyła się moja segregacja. Nie wiem, jak inni to robią, ale w moim wypadku bardzo ciężko rozstać z ciuchami, które mają dla mnie jakąś historię. To przywiązanie sentymentalne sprawia, że nie mogę pozbyć się starego swetra, który wygląda już tak, że mogę go nosić tylko w swoim zaciszu, ale jednak znaczy dla mnie więcej niż pięć nowych. Ostatnio z pomocą przyszła mi koleżanka, ale niewiele to zmieniło. Musiała wysłuchać historii kilka z moich ubrań i dała sobie spokój: "Z takim podejściem, to masz już ciuchy na starość".
No cóż nie udało mi się do końca. Za to o wiele lepiej poszło mi sprzątanie starych papierów, których sterta urosła mi koło łóżku. Posegregowałam je i połowa z nich zniknęła. Od razu poczułam się lepiej. Nie miałam żadnych problemów, by ich się pozbyć. Będąc już przy papierach postanowiłam sprawdzić, jak wyglądają moje niedokończone książki. I cóż. W tym wypadku nie wiem czy dobrze o tym pisać, ale naliczyłam się czterech sztuk na komputerze i jednej w zeszycie. Otwieram plik, ponad 70 tysięcy znaków, przeglądam. No tak, dobrze to pamiętam, nawet plan jest rozpisany do samego końca książki. Do tego skróty, wykaz imion z powiązaniami i daty. Mogłabym się za to wziąć, ale nie wiem dokładnie, gdzie skończyłam wcześniej. Muszę wszystko wydrukować, przeczytać i... Oczywiście, że nie dokończę jej pisać, tylko będę zmieniać wcześniejszą fabułę i poprawiać błędy. Zamknęłam plik. Na razie. Otwieram następny i podobne wrażenia. Dotarłam do najnowszej pozycji i tu mogłabym jeszcze coś zrobić, ale prawda jest taka, że mam milion innych rzeczy do robienia i zanim trafi się odpowiedni dzień i mogę wszystko na nowo zapomnieć. Nie gonią mnie terminy, wydawnictwo nie naciska, nikt nie oczekuje z niecierpliwością. Dlatego tak ciężko to idzie.
Fot. www.izismile.com
Nie pozostaje mi nic innego, niż zacisnąć zęby i postarać się trochę bardziej! Albo wysłać do wydawnictwa fragment, a później gonić i gonić, w razie wstępnej akceptacji.
Zachęcam wszystkich do działania.
Antonina Kostrzewa
piątek, 11 stycznia 2013
Wakacje mają smak wiśni - premiera ebooka
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Od dzisiaj możecie nabyć mojego nowego e-booka "Wakacje mają smak wiśni". Sama nie potrafię ocenić swojej książki, ale jak zawsze przeczytacie trochę o miłości, przyjaźni, smutku i problemach codziennego dnia. Jak się już część z was przekonała, moje książki nie zawsze są do śmiechu i mają dobre zakończenia. Jak będzie tym razem? Przekonajcie się.
Poniżej oficjalny opis książki: "Ostatnie wakacje po obronie pracy magisterskiej najlepiej spędzić z przyszłym mężem i przyjaciółmi. Zwłaszcza, gdy po powrocie czeka na nas pierwsza poważna praca. Co jeśli całe nasze dotychczasowe życie zaczyna się walić? Przed takim problemem staje główna bohaterka - Marcelina. Czy sobie poradzi? I skąd te tytułowe wiśnie?"
Książka do nabycia na stronach: Virtualo oraz RW2010.Zapraszam do czytania.
Antonina Kostrzewa
czwartek, 6 grudnia 2012
Wakacje mają smak wiśni - zapowiedź książki
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Dzisiaj nie będę dużo pisała. No może tak tylko troszkę. Chciałam wam przedstawić okładkę do mojej najnowszej książki, a dokładniej ebooka: "Wakacje mają smak wiśni". W książce tej poznacie Marcelinę, która właśnie kończy studia i zaczyna swoje prawdziwe, dorosłe życie - kariera, ślub, może i dziecko, to wszystko wydarzy się już za chwilę. Tylko czy niektóre przypadki nie sprawią, że poukładana przyszłość, nie podąży własnym torem. Skąd ten smak wiśni? O tym przekonacie się w książce. Jak zawsze w moich książkach, nutka samotności, szczypta szczęścia i niekoniecznie książę z bajki. Gorąco polecam.
Poniżej przedstawiam okładkę, która jeszcze może ulec zmianie:
Książka ukaże się pod koniec grudnia lub na początku roku. Teraz, gdy tutaj to napisałam, będę musiała szybciej dopisać zakończenie i wykonać niezbędne poprawki.
Antonina Kostrzewa
czwartek, 29 listopada 2012
Pisanie to zaniedbywanie najblizszych
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Obojętnie od tego czy piszemy w nocy czy w dzień, to przeznaczając na nie nasz prywatny czas, zawsze cierpią osoby znajdujące się obok nas najbliżej. I chociaż można się starać podzielić na czas, by starczył on każdemu, to niestety w tym wypadku nie wszystko jest takie łatwe. Nawet pisząc tylko dwie godziny dziennie czujemy na sobie wzrok naszych domowników. Rzadko mi się zdarza, bym mogła pisać w pomieszczeniu, gdzie gra telewizor, albo gdzie ktoś rozmawia. Nie potrzebuję absolutnej ciszy. Może towarzyszyć mi muzyka, ale moja muzyka. Nie jakieś dziwne krzyki czy masa reklam w radiu. Po prostu muszę się skupić. I właśnie wtedy najczęściej jest tak, że nawet, jak posiadam swoje własne miejsce do pisania, to zawsze znajdzie się ktoś, kto przyjdzie i zada mi najważniejsze pytanie na świecie, albo zechce mnie o czymś poinformować, z cyklu: nowa fryzura jakiejś gwiazdy albo popsuty autobus na naszej ulicy. No cóż. Zdarza się, tylko że ja nie chcę być o tym informowana właśnie w tej chwili, a jak inni nie potrafią tego zrozumieć, to robią to specjalnie.
Fot. www.izismile.com
Są śpiewy pod moimi drzwiami, włączanie głośniej muzyki, no i oczywiście przychodzenie ciągłe z nowymi problemami, bo przecież muszę utrzymywać więzi rodzinne. To oczywiście prowadzi do konfliktów i by je zażegnać staram się pisać późno w nocy, albo w momencie, gdy nikogo nie ma w domu. Szkoda, że w tym drugim przypadku wychodzi więcej nieporozumień, niż powinno. Chyba lepiej by było, jakbym oglądnęła sobie jakiś film, bo na pytanie: "Co robiłaś?". Odpowiadam krótko: "Pisałam". I wtedy się zaczyna: "no tak, to dlatego nie ma obiadu, nie poodkurzane, pranie nie powieszone, nie byłaś na poczcie; obiecałaś, że to zrobisz; sprawdziłaś, policzyłaś?" I można tak długo wymieniać. I niestety dochodzi się w relacjach z bliskimi do tego momentu, gdy unikamy pisania w ich obecności, jak i nieobecności. By odnaleźć siebie w pisaniu wystarczą dwie małe słuchawki, albo nawet i większe oraz zamknięte drzwi. Wtedy mogę spokojnie zamieniać myśli na słowo pisane i tworzyć w spokoju. Do narzekania też się przyzwyczaiłam. W końcu nie takie rzeczy mnie w życiu spotkały, a najlepszym sposobem jest dla mnie pisanie w nocy, gdy już nic innego nie mogę robić, a pisanie nikomu już nie przeszkadza. Szkoda, że w innych przypadkach, to nie działa.
Fot. www.izismile.com
Gorzej jeszcze, gdy cierpi nasz partner czy partnerka. W końcu my potrzebujemy chwili na pisanie, a odrzucanie czyiś uczuć zawsze boli. Wybieramy naszą samotność z pisaniem podtykając później im nasze świeżo wydrukowane teksty celem sprawdzenia. Oczekujemy jakiejś obiektywnej krytyki lub słów zachwytu, a najczęściej słyszymy krótkie: "może być". Po tym my się obrażamy i żyjemy każdego dnia wśród obojętnych i obrażonych twarzy przemieszczających się niemrawo po kuchni.
Zdaję sobie sprawę, że pisząc każdy z nas jest trochę egoistą, bo myśli tylko o sobie. Rodzina to wyczuwa. Te kilka godzin obojętności, braku zainteresowania czy poczucie wyobcowania. Byłoby łatwiej, gdyby zrozumieli, dlaczego i po piszemy, jeśli nie, stajemy z nimi na wojennej ścieżce w walce o wykorzystanie naszego wolnego czasu. Tylko wiadome jest, że oni są na przegranej pozycji, bo nie porzucimy do końca naszych pasji, a długie chwile spędzone w nocy na pisaniu odbijają się na naszym dziennym funkcjonowaniu. Nie mając sił na nic więcej, potrzebujemy snu, a wtedy znów zaniedbujemy całe nasze otoczenie. Nie przestaje nam zależeć na czystości w domu czy nas samych. Po prostu są inne rzeczy, które zajmują całkowicie nasz czas. Czy oni to zrozumieją? Sama nie wiem. Staram się. Każdego dnia na nowo.
Antonina Kostrzewa
poniedziałek, 29 października 2012
31.10 - Wioska przeklętych
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Po zeszłorocznej antologii opowiadań grozy z Halloween w tle niniejszym ogłaszam, że już możecie ściągnąć kolejną, drugą część pod tytułem: "31.10 - Wioska przeklętych". Ebook jest dostępny tutaj, całkowicie za darmo dla was, a do tego w trzech najbardziej popularnych formatach, czyli Epub, Mobi i Pdf, więc nie będzie problemu z czytaniem na praktycznie wszystkich czytnikach ebooków, jak i na komputerach.
Fot.: www.3110.pl
Specjalnie dla was prawie trzydziestu autorów napisało różnorodne opowiadania od lekkiej grozy z uśmiechem do prawdziwych horrorów. To wszystko możecie przeczytać już dzisiaj.
Tutaj lista autorów i opowiadań, wśród nich także i moje nazwisko, jak i moje opowiadanie:
"Z nieba zstąpienie" Kinga Ochendowska
Wielkie powroty mistrza Gottentota" Paweł Mateja
"Zbłąkana Dusza" Andrzej Paczkowski
"Wioska Przeklętych" Michał Stonawski
"Obok" Marcin Podlewski
"Wywiad z wiedźmą" Chepcher Jones
"Wurdałak" Grzegorz Gajek
"Skrzypce" Anna Rybkowska
"Rachunek nie do spłacenia" Tomasz Krzywik
"O jedną noc za dużo" Piter Murphy
"Pielgrzymka" Ewa Bauer
"Transparentni" Arkadiusz Siedlecki
"Korepetytorka" Karolina Wilczyńska
"Noc" Anna Klejzerowicz
"A co, jeśli zło wygląda jak ja?" Sylwia Skorstad
"Kwestia smaku" Daniel Koziarski
"Długa noc w Strzyżewie" Tymoteusz Raffinetti
"Łaknienie" Kornelia Romanowska
"Krypta" Tomasz Percy, Marcin Janiszewski
"Witaj w domu" Kamil Czepiel
"Sekret" Marek Ścieszek
"Utylizacja" Marek Grzywacz
"Przyjaciel z dzieciństwa" Szymon Adamus
"Rzeźnik" Antonina Kostrzewa
"Noc Trzynastego" Marek Rosowski
"Koty ze Strzyżewa" Krzysztof Maciejewski
"Voodoo" Magdalena Witkiewicz
Wielkie powroty mistrza Gottentota" Paweł Mateja
"Zbłąkana Dusza" Andrzej Paczkowski
"Wioska Przeklętych" Michał Stonawski
"Obok" Marcin Podlewski
"Wywiad z wiedźmą" Chepcher Jones
"Wurdałak" Grzegorz Gajek
"Skrzypce" Anna Rybkowska
"Rachunek nie do spłacenia" Tomasz Krzywik
"O jedną noc za dużo" Piter Murphy
"Pielgrzymka" Ewa Bauer
"Transparentni" Arkadiusz Siedlecki
"Korepetytorka" Karolina Wilczyńska
"Noc" Anna Klejzerowicz
"A co, jeśli zło wygląda jak ja?" Sylwia Skorstad
"Kwestia smaku" Daniel Koziarski
"Długa noc w Strzyżewie" Tymoteusz Raffinetti
"Łaknienie" Kornelia Romanowska
"Krypta" Tomasz Percy, Marcin Janiszewski
"Witaj w domu" Kamil Czepiel
"Sekret" Marek Ścieszek
"Utylizacja" Marek Grzywacz
"Przyjaciel z dzieciństwa" Szymon Adamus
"Rzeźnik" Antonina Kostrzewa
"Noc Trzynastego" Marek Rosowski
"Koty ze Strzyżewa" Krzysztof Maciejewski
"Voodoo" Magdalena Witkiewicz
Tutaj filmik reklamujący:
Kto jeszcze nie czytał, może przeczytać zeszłoroczne opowiadanie: 31.10, czyli Halloween po polsku.
Pamiętajcie, Halloween już za chwilę, a na mroźne wieczory interesująca książka grozy na pewno podniesie temperaturę.
Antonina Kostrzewa
środa, 17 października 2012
Pisanie to praca dodatkowa
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Piszę to z własnego doświadczenia, jak i z doświadczenia innych pisarzy i pisarek. Wiem dobrze, że zaraz pojawią się głosy, że ogólnikuje, że wrzucam wszystkich do jednej szuflady itp. Trudno, ale niestety tak jest i ciężko się z tym pogodzić. Nie jest to tekst o osobach, które de facto żyją bezpośrednio z pisania nie musząc wykonywać żadnej innej pracy, ale osób mogących sobie pozwolić na taki luksus jest naprawdę niewiele. Nie każda osoba, która przelała swoje myśli na papier i udało jej się znaleźć wydawnictwo, które wydało książkę i zapewniło jej promocję, staje się osobą sławną i bogatą. Niestety nie. Spoglądanie na świat przez pryzmat literatury angielskojęzycznej i porównywanie pisania do prostej czynności, dzięki której, przy siedzeniu w domu i praktycznie nic nie robieniu, można znaleźć się na liście bestsellerów i wieść spokojne życie, a następnie doczekać się ekranizacji swojej książki w oskarowym filmie w gwiazdorskiej obsadzie, jest niestety mylne. Nikt nie porównuje wysiłki polskich pisarzy i pisarek do sławy i bogactwa Stephena Kinga czy Joanne Rowling. Tak samo nie porównuje się aktorów do Johnego Deppa czy Gwyneth Paltrow, chociaż z aktorstwem to zupełnie inna para kaloszy.
Wracając do pisania. Jeśli uda się nam już książkę wydać, a nawet trafić do top 10 w Empiku czy innej dużej sieci, to nie oznacza, że nie musimy się już martwić o przyszłość. Choćby wydawnictwo zapłaciło nam zaliczkę (to ta część wynagrodzenia, która zawsze rozchodzi się szybciej, niż się wydaje) i rozliczyło się z nami ze sprzedanego nakładu w okresie krótszym, niż rok, to nadal nie można być pewnym, że na następne święta będzie za co kupić prezenty. Pisarze rzadko dostają wynagrodzenia miesięczne, więc każdy większy zastrzyk gotówki rozchodzi się w błyskawicznym tempie, najczęściej na spłatę długów u rodziny i znajomych. W tym momencie dochodzimy do kwintesencji pisania, otóż przetrwanie miesiąca. Nasza książka ciągle się sprzedaje, może będzie nawet i dodruk, więc na pewno czekają na nas pieniądze, ale by mieć na bieżące wydatki, gdy z zaliczki nie pozostało już praktycznie nic, musimy szukać innego rozwiązania. Na fali sukcesu tworzymy szybko opowiadanie, umieszczamy w sieci jako ebooka (o ile nie sprzedaliśmy duszy wydawnictwu i wszystko wydajemy przez nich) i patrzymy na rosnące słupki sprzedaży. Czy da się z tego wyżyć? Raczej ciężko, bo miesięcznie raczej na czynsz nie starczy. Załóżmy więc poczytnego bloga, znajdźmy sponsorów, dodajmy reklamy i znów zaglądanie w statystyki. Trochę osób wchodzi, nie komentują, ale pewnie się wstydzą. Nie chcą klikać w reklamy, pewnie się boją, ale jest, ktoś w końcu to zrobił. Mamy całe 2 (słownie: dwa) centy, teraz tylko dobić do magicznej granicy 100 i pieniądze są nasze. Jedynym problemem jest to, że nie teraz, ale za parę miesięcy, może dłużej. Tylko, że jesteśmy już wielcy w naszym mniemaniu, więc do zwykłej pracy nie pójdziemy, ale oto trafia się niebywała okazja - płatny wywiad do kolorowego czasopisma - dlaczego nie. Trochę tendencyjne pytania, ale łatwo zarobione pieniądze, więc teraz tylko znaleźć parę groszy na zapełnienie lodówki. Póki nazwisko jeszcze ciepłe można napisać jakiś płatny artykuł do gazety czy miesięcznika, jeśli się uda, to nawet na zasadzie dłuższej współpracy. Rozliczenie często z długim terminem, ale na zakupy, jak znalazł. O wizytach w telewizji śniadaniowej można zapomnieć, wzmianka o nas w programie kulturalnym - jak najbardziej, a to zawsze może podnieść sprzedaż. I gdy kończy się miesiąc zerkamy w dół, dokładnie tam, gdzie na dnie przepaści znajduje się stan naszego konta. W tym momencie zdajemy sobie sprawę, że dłużej w ten sposób nie damy rady żyć. Może nie z samego braku pieniędzy, co z depresji i zdenerwowaniu oraz ciągłym myśleniu, jak je zdobyć. Tak dłużej nie może być. Dlatego wracamy do dawnej pracy, znajdujemy sobie nowe zajęcie. Takie całkowicie przyziemne, nic wyjątkowego, jak szef redakcji, tylko mieszamy się w tłum szarych ludzi wykonujących każdego dnia te same zadania.Wracając do domu, gdy już opadnie pierwsza faza zmęczenia, siadamy przed komputerem, oglądamy statystyki - sprzedaży, odwiedzin, wpływów na konto. Z lekko smutnym uśmiechem myślimy, że w przyszłym miesiącu może będzie lepiej, że będzie można zrezygnować z pracy, ale zdajemy sobie sprawę, że następny miesiąc może być tylko gorszy od poprzedniego. W zaciszu domu, gdy wszyscy już śpią, piszemy po cichu nową książkę mając nadzieje, że odmieni nasze życie i wprowadzi nas na wyżyny świata. Teraz jednak z wzrokiem utkwionym w zegarku podejmujemy ryzyko napisania jeszcze kilku linijek w zamian za parę minut mniej snu, którego jutro nam zabraknie w połowie pracy.
Fot:. www.izismile.com
Zaś wszystkim tym, którzy odnaleźli się w pisaniu i znaleźli w nim sposób na życie, chcę serdecznie pogratulować i życzę dalszych sukcesów.
Antonina Kostrzewa
piątek, 29 czerwca 2012
Chwilę mnie nie będzie
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Nie będzie mnie. Pewnie nie będzie tęsknić, ale chcę tylko poinformować, że przez najbliższy czas rzadziej będę się pojawiała w sieci - sprawdzała statystyki, komentarze, wpisy, maila czy facebooka. Nie dlatego, że odłączają mi się sieć, albo że gdzieś wyjeżdżam. Po prostu chcę biec dalej za moimi marzeniami, czyli dalej pisać.
Fot. www.izismile.com
Tak, będę dalej pisać, mimo trochę przydługiej przerwy. Mam kilka rzeczy do dokończenia, kilka do zaczęcia, a czas goni i przydałoby się kilka rzeczy odhaczyć, że już gotowe. Dlatego nie obrażajcie się, że wpis taki krótki i mało konkretny, ale nadal tu jestem i staram się, choć raz w tygodniu się do was odezwać.
Antonina Kostrzewa
poniedziałek, 18 czerwca 2012
Więc mówisz, że nie czytasz?
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
- Więc mówisz, że nie czytasz? - tak go zapytałam, gdy na moje poprzednie pytanie "Jakie książki czytasz?", odparł krótko "W ogóle nie czytam".
Teraz lekko się zdenerwował i zarazem starał się wyjść z tej podbramkowej sytuacji. W sumie ja miałam łatwiej, bo on musiał kierować.
- Na pewno nie chce wyjść na idiotę - mówiłam sobie w myślach, - bo podobno tylko oni nie czytają.
- Jakoś nie mam czasu na czytanie - Usłyszałam w odpowiedzi i już widziałam, jak mimowolnie próbuje dać głośniej radio, ale powstrzymałam go szybkim ruchem ręki.
- Nie chodzi mi już o kwestie książek, lecz o samo czytanie samo w sobie. Niejako o samą kwintesencję czytania - i sama się zdziwiłam, że takie piękne zdanie wymyśliłam, że prawie chciałam krzyknąć "Triumfuję, twoja kolej!".
- Czyli jednak uważasz mnie za idiotę?
- Wcale tak nie powiedziałam - Zaprzeczyłam szybko.
- Ale tak myślisz!
- Nie myślę tak. Jakby wszyscy, którzy nie czytają książek byli idiotami, to byśmy mieli nowy towar eksportowy. - Zaśmiał się razem ze mną, ale nie dałam sobie zmienić tematu - Wracając do twojego nieczytania, to właśnie chcę ci udowodnić, że czytasz każdego dnia.
- Nie, to nie możliwe. Daruj sobie Tośka. Nie chcę się dzisiaj z tobą kłócić.
- To kłótnię zostawimy do jutra, a na poważnie, to czytasz każdego dnia, tylko nie książki.
- To już ustaliliśmy. Do czego zmierzasz.
- Po ile pomidory były w promocji na reklamie, którą mijaliśmy przed chwilą?
- Po 4,29.
- Czyli jednak przeczytałeś i do tego to zapamiętałeś.
- No tak. Tylko nie mów, że chcesz mi teraz udowadniać, że masa bzdur, jakie czytam każdego dnia można zaliczyć do czytania.
- Jak najbardziej.
- Nawet, jak siedzę na kiblu i czytam skład WC-kaczki?
- Nawet wtedy.
- To nie jest czytanie.
- A co robisz? Patrzysz na litery, składasz słowa, czytasz całe zdania, później je przetwarzasz w głowie.
- No dobra, pod tym względem tak, ale nie powiesz, że jeśli pan Mieciu przeczyta skład piwa pod sklepem, to już oczytany będzie?
- Mówiłam ci wcześniej, że samo czytanie się w ten sposób na mądrość nie przekłada. Idioci też czytają w książki.
- To jeszcze raz. Powiedz mi, do czego zmierzasz, bo już się pogubiłem?
- Powiedziałeś, że nie czytasz książek. To prawda - Popatrzyłam na niego i widząc, że nie chce mi przerywać kontynuowałam - Jednak nieprawdą jest, że w ogóle nie czytasz. Zauważasz, ile ludzi każdego dnia potrzebuje tej umiejętności do funkcjonowania. Zegarek elektroniczny w telefonie czy w mikrofalówce, otaczające nas reklamy, informacje w telewizji, strony internetowe, maile, notatki służbowe, produkty w sklepach i ich ceny, listy zakupów itp. Nawet jadąc samochodem odczytujesz - powiedziałam z naciskiem na "o" - swoją prędkość. Twój GPS to też litery, radio z RDS zresztą też. Po prostu jest to dla ciebie naturalna czynność, na którą nie zwracasz uwagi.
- Czyli, co według ciebie powinienem odpowiedzieć?
- Nie czytam książek. Czytam otaczający mnie świat.
- To brzmi trochę, jak wypowiedź kandydata do wariatkowa.
- To przestań nim być.
- Znaczy się jak? - Pogubił się trochę.
- O masz! - pokazałam mu książkę tkwiącą w mojej torebce - Może nie będzie ci się podobać, ale nie będziesz mógł powiedzieć, że nie miałeś, co czytać.
- Czyli i tak wszystko dążyło, żebym przeczytał książkę?
- Nie, wszystko dążyło do tego, byś poznał różnicę między idiotą a wariatem.
Zaśmialiśmy się głośno i zakończyliśmy temat książek słuchając radia oraz oglądając reklamy za oknem. Książkę zostawiłam w samochodzie. Może ją przeczyta.
Antonina Kostrzewa
środa, 23 maja 2012
Tabletki na uśmiech
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Mimo że skończyła się już zima, a później z nią częściowo lato i możemy już tylko czekać na rozpoczęcie się lata, mnie nadal nie opuściła, nie tyle co depresja, co brak chęci do robienia różnych rzeczy, jak i cieszenia się życiem.
Podobno mają działać, ale nie widzę wielkiej różnicy, no może poza tą, że teraz znalazłam chwilę, by coś tutaj napisać. Głównym moim zadaniem jest teraz zrobienie listy rzeczy, które zaniedbałam przez ostatnie kilka miesięcy i zrobić plan ich realizacji. Lista jest, plan też, termin startu na dzień dziecka, chociaż będę musiała czekać na niego z niecierpliwością, bo część rzeczy już bym teraz zrobiła. W sobotę rozpoczynam porządki u mnie oznaczające wyciągnięcie wszystkiego z szuflad, zrobienie jeszcze większego bałaganu, przeglądnięcie wszystkich śmieci i uznaniu, że są jeszcze potrzebne, to samo w przypadku starych ciuchów i włożenie wszystkiego do szafek. Plan jest, mobilizacja też, więc teraz tylko muszę przystąpić do realizacji. Mam nadzieję, że chęci mi nie miną, a co za tym idzie już w czerwcu będziecie mogli przeczytać coś nowego ode mnie. A co!! Teraz nie mam wyjścia, inaczej uznają mnie za wariatkę.
Fot.: www.acidcow.com
W tym wypadku za namową koleżanki udałam się do psychologa, chociaż zawsze uważałam, że to głupi pomysł. Tym razem jednak poszłam i o dziwo moje wcześniejsze wyobrażenia upadły. Nie było leżanki, ani pana z wąsem, tylko pani i praktycznie normalny gabinet lekarski. Nawet nie było stopera pokazującego, ile mi jeszcze czasu zostało, czyli jednak filmy pokazują zakłamaną rzeczywistość, w którą ludzie wierzą. Nie będę tutaj dokładnie przedstawiała moich problemów, bo oprócz rzeczy oczywistych, czyli bycia introwertyczką, mogę mieć też chorobę adektywną dwubiegunową i jeszcze pełno innych, ale to do ustalenia na kolejnych spotkaniach. Pięknie to brzmi, ale jak to się mówi, dajcie mi pacjenta, a znajdę mu chorobę. Może mi mam brak chęci do robienia czegokolwiek, zaburzenia snu i zły nastrój, ale to nie powód, by mnie szufladkować i chować kaftan przede mną. Realnie, nic mi takiego nie jest, a na lepsze samopoczucie dostałam moje pierwsze w życiu tabletki na uśmiech.Podobno mają działać, ale nie widzę wielkiej różnicy, no może poza tą, że teraz znalazłam chwilę, by coś tutaj napisać. Głównym moim zadaniem jest teraz zrobienie listy rzeczy, które zaniedbałam przez ostatnie kilka miesięcy i zrobić plan ich realizacji. Lista jest, plan też, termin startu na dzień dziecka, chociaż będę musiała czekać na niego z niecierpliwością, bo część rzeczy już bym teraz zrobiła. W sobotę rozpoczynam porządki u mnie oznaczające wyciągnięcie wszystkiego z szuflad, zrobienie jeszcze większego bałaganu, przeglądnięcie wszystkich śmieci i uznaniu, że są jeszcze potrzebne, to samo w przypadku starych ciuchów i włożenie wszystkiego do szafek. Plan jest, mobilizacja też, więc teraz tylko muszę przystąpić do realizacji. Mam nadzieję, że chęci mi nie miną, a co za tym idzie już w czerwcu będziecie mogli przeczytać coś nowego ode mnie. A co!! Teraz nie mam wyjścia, inaczej uznają mnie za wariatkę.
Antonina Kostrzewa
sobota, 5 maja 2012
Majówkowy zawrót głowy
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Dla jednych był to długi weekend majowy, dla innych ostatnie przygotowania do matury. Dla mnie zaś dopiero zaczął się weekend, bo niestety święto czy nie święto pracować trzeba. Sama nie wiem, czy dzisiaj tak naprawdę odpocznę, bo coś się zanosi na wielkie mycie okien i sprzątanie, więc w razie czego odpocznę dopiero wieczorem. Cóż, przynajmniej będzie to zasłużony odpoczynek. Każdy wykorzystuje swój czas wolny tak, jak chce. Ja się pewnie dzisiaj położę wcześniej z dużym prawdopodobieństwem, że wcześniej wezmę dłuuuugą kąpiel. Trochę rzadziej piszę na blogu i inne rzeczy też, ale powoli staram się ustatkować ze wszystkim i planuję w czerwcu złapać większy oddech i skupić się na innych rzeczach, w tym na pisaniu, a raczej na dokończeniu moich książek. Naprawdę dużo mi nie zostało i myślę, że was poinformuję w odpowiednim czasie o wszystkim. Mam plan, by wydać jeszcze w tym roku, choć jedną książkę, bo o skończeniu dwóch nawet nie mam, co tutaj deklarować. Sama nie wiem, dlaczego w połowie mnie nudzi dany temat i szukam nowego zaczynając pisać coś całkiem innego. Przyjdzie czas i wyciągnę tą stertę nieskończonych książek i opowiadań i poskładam wszystko w całość. W końcu wszystko, o czym tu napisałam mam praktycznie na wyciągnięcie ręki i nie mam żadnych większych przeszkód, by spełnić swoje marzenia.
Fot. : www.acidcow.com
Czasami jedyną przeszkodą jest czas, którego ciągle mam za mało, ale niektórzy muszą pokonać o wiele więcej, by osiągnąć swój cel.
Ostatnio będąc w parku zauważyłam pewną znaną już dawna rzecz. Dziewczyny lubią szczeniaki, a chłopcy lubią się szczeniakami chwalić. Traf chciał, że właścicielem małego labradora okazał się niespełna osiemnastolatek, który jak później się okazało, był nieśmiały. Ja siedziałam kilka ławek dalej i nie byłam w stanie słyszeć rozmowy, ale na pewno była ona ciekawa. Chłopak siedział na ławce, a piesek bawił się obok pustą butelką, którą atakował. Tę dwójkę zauważyły dwie, trochę młodsze dziewczyny. Śmiejąc się podeszły do chłopaka. Przywitały się, zaczęły głaskać psa i nawet brać go na ręce. Chłopak siedział nieco speszony, praktycznie nic nie mówiąc, po czym wstał, zabrał im szczeniaka i po prostu uciekł. Obejrzał się kilka razy czy dziewczyny nadal tam są, przeszedł szybkim krokiem obok mnie i po chwili już go nie było. Później przeszły koło mnie te dwie dziewczyny. Z ich rozmowy usłyszałam: "Po co ktoś przychodzi z psem do parku, skoro nie umie rozmawiać z dziewczynami" i "On był taki nieśmiały, że nawet gdybym leżała nago w jego łóżku, to by uciekł". A ja kiedyś myślałam, że z psem na spacer chodzi się w całkiem innych celach.
Fot. : www.collegehumor.com
Antonina Kostrzewa
poniedziałek, 23 kwietnia 2012
Światowy dzień książki
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
W związku z obchodzonym dzisiaj tj. 23. kwietnia Światowym dniem książki, zapraszam wszystkich do czytania książek. Tych małych i dużych, cienkich i grubych, nowych i starych. Czytajmy sami, czytajmy innym. Nauczmy nasze dzieci czytać, a później pokażmy im świat zamknięty w książkach, ten o wiele lepszy świat, niż ten z telewizji. Sami także odłóżmy na chwilę pilota i przeczytajmy coś więcej, niż program telewizyjny. Na pewno nie będzie to strata czasu. I pamiętajmy, że nie jesteśmy już w szkole i nikt nas do tego nie zmusza. Czytamy książki, bo sami tego chcemy! Minęły już prawie cztery miesiące roku, ile książek przeczytałaś/przeczytałeś?
Fot. www.activegarage.com
Nie ma się, co tłumaczyć brakiem czasu czy pieniędzy. Ile go marnujesz dziennie przed komputerem? Nie musisz iść nawet do biblioteki po książki. Twoi znajomi na pewno mają ich tyle, że wybierzesz coś specjalnie dla siebie. Nie trać czasu. Zacznij czytać. Wpadnij w nałóg. Nie tylko dzisiaj.
Antonina Kostrzewa
piątek, 23 marca 2012
Ebook roku 2011 - wyniki
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Już w dniu dzisiejszym dowiemy się, jaki ebook dostanie zaszczytne miano "Ebook roku 2011".
Wśród nominowanych w II etapie znajdują się dwa ebooki, w których możecie przeczytać moje opowiadania: "31.10, czyli Halloween po polsku" oraz "O! Choinka".
Gdy tylko poznam wyniki, poinformuję was o tym. Gdyby ktoś chciał zerknąć na nie wcześniej, to zapraszam na stronę organizatora.Wśród nominowanych w II etapie znajdują się dwa ebooki, w których możecie przeczytać moje opowiadania: "31.10, czyli Halloween po polsku" oraz "O! Choinka".
Zaszczytną nagrodę zdobyła książka:
"Ale Meksyk” Honoraty Zapaśnik"
Zwyciężczyni serdecznie gratuluję.
Skoro się nie udało w tym roku, to może w przyszłym się uda. Może to też świadczyć, że albo Jury nie doceniło naszych starań albo musimy jeszcze popracować, by w tym roku napisać coś jeszcze ciekawszego.
A na zakończenie krótka historia o przemijaniu:
Antonina Kostrzewa
sobota, 17 marca 2012
Nie jestem pisarką
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Patrząc na moje dotychczasowe dokonania, które znajdziecie w zakładce Książki zauważam, że nie mam się za bardzo czym pochwalić. Debiut książkowy na papierze w 2010 roku, później długie nic i pod koniec 2011 jeden e-book i dwa opowiadania w antologii z innymi autorami (31.10 i O, Choinka!). Nie oznacza to, że nic nie piszę. Wręcz przeciwnie. Problem polega tylko na tym, że nie potrafię nic skończyć. Nowy pomysł, kolejna idea i zaczynam w głowie tworzyć coś nowego, później ta myśl nie pozwala mi dokończyć pisanie dawnych rzeczy i w ten sposób powstają nowe. Mogłabym być mistrzynią w niedokończonych książkach. Jedna, druga, trzecia, czwarta, a i piąta też się znajdzie. Nawet nie łudzę się, że kiedykolwiek je dokończę. Może pomysł jeszcze gdzieś wykorzystam, może szczęśliwym trafem wymyślę coś nowego i po modyfikacji znowu mnie zainteresuje, ale w przeciwnym razie sami wiecie. Nie pomagają zapewnienia, że tym razem się uda, bo później wychodzi, jak zawsze. Rozwiązaniem dla mnie są tylko opowiadania, bo zazwyczaj mieszczą się one w około dwudziestu stronach. Tylko, by coś z nimi zrobić musiałabym ich mieć ponad dziesięć. W przeciwnym razie pozostaje mi krótki e-book, wysłanie opowiadania na konkurs lub odłożenie go do szuflady.
Sama nie wiem, czy brakuje mi motywacji do pisania, a zwłaszcza do skończenia danej książki czy raczej krytyki. Może powinnam te moje kilkadziesiąt stron porozsyłać po wydawnictwach i gdy znajdzie się ktoś zainteresowany wydaniem będę zmuszona dokończyć pisanie. Myślę, że to nie jest też taki zły pomysł. Kiedyś spróbuję. Tylko, ile później będę przeciągać wysłanie całości - tydzień? Wystarczy, by dopisać do słowa "Koniec"? A jeśli nie zdążę? Po takiej wpadce będę skreślona w wydawnictwach, jako ta niepoważna.
Zostaje mi jeszcze pisanie na blogu. Tutaj jakoś potrafię coś naskrobać, nawet jeśli piszę jeden tekst na dwa podejścia. Zwłaszcza w środku nocy, jak i teraz.
Zostaje mi jeszcze pisanie na blogu. Tutaj jakoś potrafię coś naskrobać, nawet jeśli piszę jeden tekst na dwa podejścia. Zwłaszcza w środku nocy, jak i teraz.
A i chciałabym nadmienić, że nie siedzę nad kartką papieru lub z włączonym edytorem tekstu i czekam na moment, w którym zacznę pisać. W oczekiwaniu na przyjście weny powinno się jednym okiem zawiesić na pęknięciu w suficie i przeanalizować czy aby na pewno się nie powiększyło. Ja zaś w czasie, w którym powinnam się skupić na pisaniu, robię miliony innych rzeczy. Wtedy pojawiam się inna ja. Antonina malarka, Antonina fotograf czy po prostu Antonina rysownik dziwnych kształtów. Zawsze czymś pochłonięta, byleby było to świeże, bo szybko się nudzę i szukam nowych wyzwań. Powinnam szukać mojej motywacji, albo znaleźć samą siebie.
Kim jestem?
Jestem debiutantką w stanie spoczynku.
Antonina Kostrzewa




























