Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzice. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzice. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 16 kwietnia 2015
Może lepiej żyć w samotności
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Gdy zgubimy się w tłumie, szukamy kogoś znajomego. Gdy potrzebujemy
drobnych, przeszukujemy kieszenie kurtek i płaszczy w szafie. Gdy
jesteśmy smutni, szukamy kogoś, kto nas pocieszy. Gdy jesteśmy
samotni, chcemy zostać sami, bo tak jest nam najlepiej. Mimo że
każdy powie: „Szukam kogoś”, albo „Jestem sama, bo nie
spotkałam jeszcze odpowiedniej osoby”, to tak naprawdę w głębi
nas, osób, które już długo czasu są same, ten stan rzeczy nam
odpowiada. Wszelkie zmiany, chociaż ich pożądamy, nie są wcale
wskazane. Tak łatwo się nie otworzymy przed drugą osobą, ani też
nie wpuścimy jej do naszego życia, by zmienić nasze
przyzwyczajenia. Te wszystkie lata, kiedy mamy codzienne nawyki i
zwyczaje, które nagle ktoś może zmieniać, albo uznać nas za
prawdziwych dziwaków.
Fot: lilivanili / Foter / CC BY
Jako, że zmiany przychodzą nam ciężko, to
jeszcze nasz wolny czas przyjdzie nam dzielić, nie tylko z drugą
osobą, co z jej znajomymi. Oczywiście nie muszą oni nas koniecznie
akceptować, ale na pewno będziemy musieli z nimi spędzać czasami
czas. W momencie poznania drugiej osoby i tak dojdziemy do wniosku,
że żyjąc w statusie nieudaczników, niewiele mamy do zaoferowania,
a co dopiero, gdy mamy jeszcze zaprosić kogoś do siebie, odkryć
nasz bezpieczny azyl. W młodszym wieku nie ma problemu przy
mieszkaniu z rodzicami, lecz później może stanowić problem, gdyż
okaże się, że nadal nie stanęliśmy na nogi i nadal żyjemy pod
kloszem rodziców. Chociaż o wiele łatwiej jest zapanować nad
chaosem jednego pokoju, niż całego mieszkania czy domu, gdzie
oprócz pomieszczenia, w którym spędzamy najwięcej czasu jest
jeszcze przynajmniej kuchnia i łazienka, o którą także wypadałoby
zadbać. Od tego, jak będzie wyglądać miejsce, w którym będziemy
lub będziemy mogli spędzać wspólnie czas, zależy bardzo wiele.
Nie wszystko da się łatwo i szybko zmienić, nie mówiąc już o
funduszach na nowe lokum. Dlatego jeśli nie mamy zbyt wysokich
wymagań, to nie znaczy, że osoba, którą poznamy, takich wymagań
nie będzie miała. Wszelka ingerencja w naszą prywatność zostanie
odebrana, jako atak na naszą osobę i naruszenie naszych
przyzwyczajeń.
Nawarstwiające się małe problemy dotyczące
naszych zachowań i chęci zostawania w domu, niż wychodzenia na
wielkie imprezy czy chęci spędzenia czasu w samotności przed
komputerem, sprawiają, że świadomie lub nie, zmierzamy do
pozostania w naszym dotychczasowym stanie, kiedy to możemy decydować
sami o wszystkim i nikt nam nie mówi, co powinno być zrobione w
ten, a nie w inny sposób. Niektórych przyzwyczajeń nie można
zmienić, to samo tyczy się samych ludzi, ale czy na pewno?
Antonina Kostrzewa
czwartek, 30 października 2014
Poznaj siebie - poznaj historię swojej nieśmiałości
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Tak naprawdę nieśmiałość najczęściej wysysamy z mlekiem matki. Dzieje się tak, gdyż najczęściej powtarzamy zachowania naszych rodziców, których uczymy się, jako dziecko. Są to zachowania, których z początku nie do końca rozumiemy, ale dostrzegamy, że nie wszystko przebiega we właściwym porządku. Wtedy zauważamy, że rodzice sobie odpuszczają w niektórych sytuacjach, w których powinni działać. Już w piaskownicy wiemy, gdy ktoś nam zrobi krzywdę lub zabierze zabawkę, to możemy liczyć na pomoc naszych opiekunów, którzy powinni stanąć w naszej obronie, jak i zwrócić uwagę na niewłaściwe zachowanie. Jednak w tym momencie brakuje pełnej reakcji. Tak naprawdę nasza obrona, to tylko ucieczka. Często słyszymy: Odpuść sobie, to nie jest warte świeczki, nie ma potrzeby się denerwować niepotrzebnie. W ten sposób nie czujemy wsparcia rodziców, którzy wolą się odsunąć, niż reagować.
Fot.: Andy
W późniejszym wieku widzimy inne zachowania, które nie sprawiają innym dorosłym problemu, a do tego powtarzamy je. Gdy wszyscy dostają za darmo dwa cukierki, a my dostaliśmy tylko jednego, to powinniśmy się o to upomnieć. Jednak nasi rodzice tego nie robią. Godzą się z tym, że zostali oszukani i mówią tylko „No trudno”, to samo dotyczy błędnie wydanej reszty w sklepie, zawyżonych rachunków i innych. Problem stanowi także poproszenie innego dorosłego o przysługę czy o pożyczenie czegoś. Wtedy już wiemy, że niestety nie możemy dokończyć naszego rysunku, bo skończyła się nam farba, a sąsiadów nie ma się, co o to pytać nawet. W ten sposób utrwalamy w sobie taki, a nie inny styl życia.
Nabieramy obawy przed publicznym wystąpieniem - boimy się wygłaszania referatów, nie chcemy występować publicznie na przedstawieniach czy apelach. Dla każdej młodej osoby to sytuacja stresowa, ale nas ona po prostu zaczyna przerażać i wymyślimy sobie milion sposobów, byleby nie musieć uczestniczyć w czymś takim. Na lekcjach nie chcemy się wychylać z tłumu. Lepiej siedzieć cicho i nic nie mówić. Po co się zgłaszać, skoro może zrobić to ktoś inny. Tak samo zaczynamy reagować na przemoc wobec innych - spuszczamy wzrok i udajemy, że tego nie widzimy, bo dlaczego to my mielibyśmy coś powiedzieć. Niestety nabycie takiego zachowania przejdzie także na nasze dorosłe życie.
Fot.: Jim Larrison
Takie odpuszczanie sobie w różnych sytuacjach, a oprócz tego strach przed zrobieniem prostych rzeczy sprawia, że zaczynamy powtarzać te zachowania. Nagle sobie uświadamiamy, że kupno loda jest problemem, a wcześniej nim nie było. Nasze relacje z rówieśnikami także się zmieniają. W okresie dojrzewania wstydzimy się drugiej płci, a później także mamy problemy z kontaktami z naszą. Nie musimy stawać się od razu przysłowiowym odludkiem, ale sami zauważamy, że inni nie mają z nami o czym za bardzo rozmawiać, a sami nie potrafimy rozpocząć nowej znajomości. Naśladujemy naszych rodziców także w domu. Chętniej spędzamy czas przed telewizorem czy komputerem, zamiast wyjść do innych. Nie odwiedzamy naszych znajomych z klasy, a oni także nie przychodzą do nas. Spotykamy się z nimi tylko w miejscach wspólnych, jak autobusy, szkoła, u lekarza czy dentysty. Traktujemy innych, jako zło konieczne. Tak naprawdę lepiej nam żyć w pojedynkę.
Czy w ten sposób może pojawić się kolejny nieśmiały? Dlaczego nie. Nauka przez obserwacje niesie nie tylko pozytywne reakcje. Może ci się wydawać, że twoja nieśmiałość jest dziedziczna, ale przypomnij sobie wcześniejsze zachowania swoich najbliższych, by zrozumieć, gdzie tak naprawdę mógł leżeć problem. Poznaj siebie poprzez swoją przeszłość, a będziesz mógł także sam się zmienić.
Antonina Kostrzewa
Etykiety:
blog,
dom,
dzieci,
emocje,
kłótnia,
kompleks,
nieśmiałość,
przedszkole,
przyczyny,
przyjaciele,
rodzice,
rodzina,
samotność,
smutek,
szkoła,
unikanie,
znajomi,
życie
5
komentarze
czwartek, 7 listopada 2013
Życie w cieniu, czyli świat bez pochwał
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Jak żyć, gdy każdego dnia nikt nas nie zauważa. Jak udowodnić, że coś potrafimy, jeśli na każdym kroku słyszymy tylko krytykę. Jak zwyciężyć, jeśli pochwał brak. I jak wyjść na powierzchnię, gdy każde słowo sprawia, że osoby nieśmiałe jeszcze bardziej zamyka się w sobie i ucieka w swój własny świat. Mówi się, że niektórzy mają już takie predyspozycje, ale jak zawsze to wpływ rodziców jest najważniejszy. To oni potrafią jednym słowem wyzwolić pasje, a drugim sprawić, by dziecko nie chciało się czymś pochwalić. Wydawać by się mogło, że okres dzieciństwa nie jest znacząco ważny w kształtowaniu dojrzałego życia, jednak, jak się okazuje to właśnie te niepozorne dzieciństwo, czas laby i zabawy do mniej więcej dziesiątego roku życia stabilizuje nasze dalsze predyspozycje i wpływa na naszą całą przyszłość.
Fot. www.izismile.com
To wtedy kilka małych rzeczy sprawia, że nasza pewność w dorosłym życiu siebie znika gdzieś i chowa się za czarnymi chmurami. Nie wierzymy w nasze umiejętności, albo stwierdzamy, że w ogóle ich nie mamy. Gdzieś czasami odnajdujemy przez chwilę zadowolenie z prostych czynności i przypominamy sobie, że kiedyś już to robiliśmy. Krok po kroku odkrywamy nasze karty i wracamy do wspomnień, kiedy coś szczególnego sprawiało nam przyjemność i jedno słowo naszego dziecięcego autorytetu sprawiło, że nigdy więcej nie staraliśmy się tego robić ponownie. Dopiero teraz widzimy, że już jest trochę za późno na niektóre rzeczy, że zaprzepaściliśmy nasz talent. Niektóre zdolności da rady nabyć tylko w wieku dziecięcym, później nauka nie przychodzi tak łatwo, a nasze ciało nie zawsze jest sprostać różnym czynnościom. Dlatego teraz zastanów się przez chwilę nad swoją przeszłością. Dawno temu, w dziecięcych czasach. Przypomnij sobie powrót do domu z pierwszą klasówką, tą najlepszą ze wszystkich i tą średnią, a następnie sięgnij w pamięci do reakcji rodziców. Nie przypominaj sobie słów, one nie zawsze znaczą wiele. Odtwórz w pamięci język gestów, te mimowolne reakcje, które potrafią zmienić wszystko. A na koniec zastanów się, jakie uczucia ci towarzyszyły wtedy, a jakie teraz, gdy patrzysz na to przez pryzmat doświadczenia. Były to pochwały czy raczej niezadowolenie, a może fałszywe słowa, które zdradziły gesty. Znajdź jeszcze w głowie czas, jaki rodzice poświęcali na twoje zainteresowania, jak bardzo byli zaangażowani w to, by ci się udało coś osiągnąć. Znajdź ten obraz, utrwal go sobie w pamięci, a gdy otrzesz łzę z policzka, odnieś to wszystko do teraźniejszości i odpowiedz na jedno tylko pytanie: Za co mam podziękować?
Świat bez pochwał istnieje obok nas. Jeśli nie dotyczył nas samych, to może dotyczy naszych najbliższych. Jeśli znajdziemy go w swojej głowie, to może nam to pomóc rozwiązać kilka problemów naszej teraźniejszości. Znaleźć nasze nowe hobby, wyzwolić dziecięce pragnienia i żyć na nowo.
Fot. www.izismile.com
Lepiej nie doceniać, niż dawać fałszywe wyobrażenie wartości.
Antonina Kostrzewa
Etykiety:
blog,
dzieci,
kompleks,
myślenie,
narzekanie,
nieśmiałość,
problemy,
przyczyny,
rodzice,
rodzina,
szczęście,
talent,
znajomi,
życie
4
komentarze
środa, 7 listopada 2012
Samotność to poczucie wyobcowania
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Każdego dnia, na każdym kroku pojawia się to dziwne, nawet znajome poczucie, że jesteśmy tutaj w ogóle niepotrzebni i że świat poradziłby sobie lepiej bez nas. Tak naprawdę wcale nie musi być dla nas dzisiaj ciężki dzień, ani nikt nam na nic nie zwrócił szczególnej uwagi, lecz gdzieś to w nas siedzi. Obserwujemy wokół ludzi, czy to w sklepie, czy w barze i uświadamiamy sobie, że choć dziewczyna przyszła sama, a on je w samotności, to nie są w ogóle tak zagubieni, jak my. To właśnie nam się tylko wydaje, że wszyscy wokół na nas patrzą i nas oceniają, a z drugiej strony traktują nas, jak powietrze.
Fot.: www.izismile.com
Życie w takim świecie to codzienne problemy z otoczeniem, a zwłaszcza z bliskimi, którzy nas nie potrafią zrozumieć, a my ich jeszcze bardziej. Zamykamy się coraz bardziej w sobie zagłębiając się coraz bardziej w błędne koło. Cokolwiek zrobimy będzie coraz gorzej, a raczej tak myślimy, bo nigdy nic nie zmieniamy. Świat obok pędzi bez zatrzymywania, a dla nas każda decyzja niosąca jakieś konsekwencje w życiu wymaga dużo czasu. Nawet, jeśli już coś robimy, to jest to tylko kolejna maska, nasz strój maskujący, by inni zobaczyli, że u nas wszystko w porządku. Dodajemy trochę uśmiechu, rozmawiamy z innymi i nikt już się o nic nie pyta, a w domu gdy już nasz stan emocjonalny wraca i możemy tylko leżeć na łóżku i płakać.
Fot.: www.izismile.com
I tu pojawia się pytanie. Lepiej udawać czy lepiej być sobą? Czy ponosić konsekwencje swoich czynów czy po prostu wtopić się w szary tłum. Wybór należy do Was.
Antonina Kostrzewa
środa, 29 sierpnia 2012
Samotność to ciągłe życie pod kreską
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Każdego dnia przemysł filmowy pokazuje nam serialowe singielki i singli, którzy żyją we własnych czy wynajmowanych mieszkaniach, jeżdżą dobrymi samochodami, jedzą w restauracjach, uprawiają sport i robią zakupy nie martwiąc się o rachunki. Jeśli do tego dojdzie dziecko, to zawsze ma swoją opiekunkę, a samotny rodzic zawsze znajdzie czas by się nim zając po pracy i z uśmiechem na ustach położyć się spać koło północy. Jak jest naprawdę?
Tak naprawdę nigdy nie wiedziałam, skąd producenci i scenarzyści znaleźli taki wizerunek samotnych. Zazwyczaj pracują w agencji reklamy, mają swój mały, ale własny kąt z obowiązkowymi meblami z Ikei, a do tego mogą prowadzić imprezowe życie. I to nawet, gdy muszą zajmować się dzieckiem, to większość czasu spędzają ze znajomymi. Czasem się zaśmieją, gdy mówią: "a to zapłacę kartą kredytową, najwyżej spłacę w przyszłym miesiącu". Nikt się nie martwi wydatkami, nie jest zmęczony i ma czas na wszytko. Czy to dlatego, że zawsze znajdą się ludzie sukcesu? Czy może dlatego, że to świat singli, a nie samotnych?
Fot. : www.izismile.com
Jeszcze do niedawna myślałam, że to nieistniejący świat Amerykanów, ale podobne historie produkują polscy filmowcy, więc widocznie skądś muszą czerpać takie pomysły. Może stażystka w dziale reklamy zarabia trzy tysiące na miesiąc, a do tego rodzice płacą jej za mieszkanie, ale jakoś wśród moich znajomych takich osób nie ma. Może nie mają znajomości, a może brak im przebicia. Sama nie wiem, po prostu z mojego doświadczenia, takiego świata osób samotnych nie ma.Prawda wygląda zupełnie inaczej.
Już samo znalezienie dobrej pracy jest dla samotników problemem, co już opisałam w felietonie: "Samotność, a.. praca i pieniądze". Jeśli nie mieszkają z rodzicami, ani ze znajomymi ze studiów, to po opłaceniu czynszu i opłat wiele na życie już nie pozostaje. W tym momencie przydaje się posiadanie karty kredytowej, którą mają zadłużoną cały czas i spłacają ją co miesiąc, z wypłaty, by później znów powiększyć dług. W momencie płacenia rachunków pojawia się comiesięczna depresja spowodowana brakiem dostępnych środków na koncie, a jeszcze bardziej brakiem chęci do zmian tego stanu. Z powodu braków środków nie jedzą na mieście, chyba że w jakiś barze z jedzeniem na wagę, gdy koszt zakupu jest niższy niż gotowanie w domu dla jednej osoby. Zresztą posiłek z torebki z przyprawami nie można nawet nazwać pełnowartościowym daniem. Z powodu ciągłego braku pieniędzy zapożyczają się u znajomych, a później ich unikają, bo nie mają z czego oddać i boją się po raz kolejny tłumaczyć. To nie jest normalne życie, to udawanie, że się nie wegetuje ani nie jest bezdomnym. Rodzinę można jeszcze jakoś oszukać, że wszystko jest w porządku, przyjaciół, jeśli tacy są, już nie. Wtedy samotni stają się zbieraczami niepotrzebnych, używanych rzeczy: kanapa, mikser, krzesło itp. W końcu czasem trzeba coś zmienić w naszym otoczeniu. Gorzej jest z ubraniami, bo jeśli nie kupujemy w lumpeksach, to jak znajdziemy spodnie, kurtki jesienne, jakieś koszulki? Zostają promocje, wyprzedaże zeszłorocznych kolekcji i ciuchy niefirmowe, co w dzisiejszych czasach od razu wyróżnia i spycha jeszcze bardziej na margines. Obserwując znajomych zadowolonych z życia, z pracy czy z rodziny, nie czujemy zazdrości, co własną słabość, bo nie możemy się odnaleźć w świecie. Tak naprawdę te nasze cztery, zamknięte ściany, to wszystko, co mamy, a cała reszta jest tylko monotonnym snem.
W przypadku samotnego wychowywania dziecka sprawa jeszcze bardziej się komplikuje, gdyż naszych długów nie jesteśmy już w stanie spłacać, co miesiąc. O dzieciach pisałam już w felietonie: "Samotność, a.. dzieci".
Fot. : www.izismile.com
Nie pomoże nam becikowe, ani używany wózek czy ubranka, które dostaniemy od znajomych. O ile pieluszki jeszcze nie stanowią tak dużego problemu, to jedzenie dla maluchów, a później buty to spory wydatek. Niewiele samotnych matek czy ojców chętnie chodzi też po zapomogi, bo po prostu się wstydzi, zresztą ich wysokość nie sprawia, że odetchną trochę bardziej. Wtedy i tak zaczynają się problemy, bo trzeba zrezygnować z opłaty niektórych rzeczy i na początek najczęściej jest to mieszkanie. Ze spirali długów ciężko wyjść, zwłaszcza jeśli korzystamy z pożyczek bankowych i nie tylko. Gorzej, gdy przyjdzie nam zapłacić za leki, wizytę lekarza lub inne problemy zdrowotne. Możemy czekać na ten moment, aż nasze życie odmieni się, jak w filmach, albo trwać w tym stanie, w nadziei na lepsze jutro. Jeśli do tego wszystkiego uda nam znaleźć miejsce w przedszkolu czy żłobku i wrócimy do pracy, to starzejemy się o 10 lat w ciągu roku. W dzień praca, po południu dziecko, kawałek wieczoru dla siebie, nocne wstawanie i każdego dnia brakuje przynajmniej trzech godzin snu. Będąc w takim stanie, nie mamy sił na prawidłowy rozwój dziecka, na zabawę z nim czy obserwowanie dokładnie jego poczynań. W końcu mając tak niewiele, nie jesteśmy w stanie wynająć opiekunki do dziecka. Wiadomo pomogą rodzice, rodzina, znajomi, ale nie możemy przekazywać im opieki nad dzieckiem. Jest ciężko, ale w końcu przyjdzie ten dzień, gdy zamiast się zadłużać, zaczniemy spłacać nasze długi, tylko ile czasu to jeszcze potrwa. Gdzie jest ten świat samotnych rodziców z seriali? Czy tak ma wyglądać rzeczywistość samotnych?
Antonina Kostrzewa
Etykiety:
blog,
depresja,
dzieci,
matka,
nieśmiałość,
praca,
przedszkole,
przyjaciele,
rodzice,
rodzina,
samotność,
singiel,
single,
smutek,
szczęście,
zabawa,
znajomi,
życie
Napisz pierwszy komentarz
piątek, 20 lipca 2012
Samotność to niekończąca się nuda - część 2
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
I na dokończenie zeszłotygodniowego wpisu, kilka słów więcej. Jesteśmy same/-e w swoim pokoju, w swojej twierdzy, w swoim jedynym bezpiecznym miejscu. Sprawdzamy, co ciekawego robią nasi znajomi. W końcu w dobie upubliczniania życia prywatnego możemy wiedzieć dosłownie wszystko, bo czasami polega to też na chwaleniu się, więc włączamy nasz portal społecznościowy i widzimy od razu, kto, gdzie, z kim (a nawet za ile) był w tym roku na wakacjach w jakiś egzotycznych krajach. Kto zaś wybrał żaglówkę na Mazurach, albo nawet jest tam w tym momencie napisał: "nie udało się zebrać kompletu osób, ale i tak jest świetnie." Ok, mógł napisać, może znalazłabym czas. Przeglądam dalej, widzę, kto, co robi w mieście, gdzie do kina, teatru, na jaki koncert. Szkoda, że do mnie nie trafiają żadne propozycje. Zresztą nie ma, co się tym przejmować i lepiej wyjść z domu, niż dostać objawów zazdrości, później depresji i jeszcze gorszych rzeczy. W końcu przeglądanie życia innych jest gorsze, niż narkotyk.
Fot. : www.izismile.com
Po raz kolejny mówię sobie "Stop". Pora wyjść z domu. Tylko ta pogoda taka nie do końca normalna. Trochę pada, trochę wieje, czasami wyjdzie słońce, jak to typowe polskie lato. W takim razie basen, rower, a nawet książka w parku odpada. Nie jest tak źle, mam niedaleko Aquapark, więc wykręcam numer koleżanki, ona nawet ma kartę darmowego wstępu z pracy. Niestety dzisiaj jest już umówiona, więc mój pewniak odpadł. Dzwonię dalej, wysyłam smsy, ale jakoś bez odpowiedzi twierdzącej. Trudno, nie chcą iść ze mną to pójdę sama. Mogę, w końcu w swoim towarzystwie bawię się najlepiej. Plan zrobiony, więc lecę w drogę. Na basenie najpierw kolejka do kasy, potem do przebieralni, zjeżdżalni itp. Wszędzie się czeka, a że sama to nie ma do kogo buzi otworzyć. Trudno, przynajmniej nikt nie komentuje mojej postury, ale wzrok innych widzę. Stop, dzisiaj bez myślenia i kompleksów! Trochę w basenie, trzy razy na zjeżdżalni i już mi się nudzi. Dokładnie tak samo, jak kiedyś. Trudno, pora ruszać dalej w drogę, nim zrobię się smutna. Na poprawę humoru najlepsze są zakupy. Oczywiście wtedy, gdy dysponujemy odpowiednią ilością gotówki, albo kartą kredytową.Często nie łażę po sklepach, więc może dzisiaj się uda coś znaleźć. Ogromna galeria, mnóstwo sklepów i ogrom ludzi. Zatrzymuję się na chwilę i rozglądam wokół: Wyprzedaże, Sale, Promocje to praktycznie jest wszędzie. Patrzę na górę -20%, obok -70%, a dalej "Jutro zamykamy, kompletna wyprzedaż". Idę, jak te mrówki i oglądam buciki, botki i inne. Jedne nawet przymierzyłam, tylko cena jednak mnie odrzuciła. Nie jest tak źle, idę poszukać czegoś do ubrania. Kolejna chwila zamyślenia i rozglądania: "Koniec sezonu - promocje", szorty dla kobiet, kolekcja dla ciebie, sukienki na lato. Kieruję się i tak za znaną mi marką. Tutaj więcej osób, a gdy już coś wypatrzę i cena jest w porządku oraz rozmiar, to i tak nie mam już siły stać w długiej kolejce do przebieralni. Trudno, jak nie dzisiaj, to kiedy indziej. Mam jeszcze kilka innych rzeczy w planie na dzisiaj.
Fot. : www.izismile.com
Idę do kina, znów sama. Może będzie coś odpowiedniego dla mnie. Zresztą zawsze coś znajdę. Nie kupuję wielkiej Coli ani popcornu, szybko nabyłam bilet i już po chwili siedzę w ciemnej sali. Średnia wieku dwadzieścia lat, ale wszystko i tak u mnie w porządku. Minęły reklamy, reklamy reklam i inne podobne, aż po dwudziestu minutach zaczęło się. Nie ma par wokół mnie, lecz ciągle coś mnie męczy. Każdą scenę można skomentować, pośmiać się jeszcze raz, ale w moim wypadku wszystkie przemyślenia zostają w mojej głowie. Nawet moje alternatywne zakończenie dla nikogo nic nie znaczy, bo tylko ja je znam. Miałam iść jeszcze do baru na piwo, ale obejdę się i kupiłam sobie jedno do domu. Nie chcę by mnie uznali za samotną szukającą wrażeń wieczorową porą, a ja też nie chcę spławiać pijanych kolesi, którzy będą się przede mną przechwalać.
Wróciłam do siebie, włączyłam komputer, otworzyłam piwo, sprawdziłam facebooka i mogłam tylko westchnąć. Kolejny nudny dzień i pewnie lepiej bym się czuła w domu. Sama. Łudziłam się, że tym razem będzie lepiej, ale z nadziei wyrwał mnie dźwięk telefonu: "Dopiero odczytałem twoją wiadomość, baw się dobrze. pa". No tak, zabawy, co nie miara.
Antonina Kostrzewa
niedziela, 3 czerwca 2012
Zrób coś innego - napisz list!!
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Brzmi głupio, ale wcale tak nie jest. W końcu, do kogo może napisać osoba samotna? Opcji jest dużo, zawsze. Po pierwsze trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, po co w ogóle pisać list, a nie kto jeszcze listy pisze? Otóż napisanie listu spowoduje wyrzucenie z siebie zbędnych emocji, podzielenie się swoimi problemami z kartką. Nikt jeszcze tutaj nie wspomniał, że musimy ten list wysyłać, ani nawet zachowywać.
Fot. www.acidcow.com
Zrobimy to w ten sposób.
- Wyciągamy kartkę papieru i długopis. Na górze piszemy "Do" i rozpoczynamy analizę osób, do których ten list możemy skierować. Może mamy do kogoś o coś za złe? Może nie potrafimy okazać uczuć do kogoś i w ten sposób będzie nam łatwiej, a może po prostu chcemy napisać, że czujemy się samotnie i jest nam z tym źle.
- Mamy określonego adresata, więc w pierwszym zdaniu wpisujemy powód listu. Może to być "Piszę do ciebie, bo nie potrafię powiedzieć niektórych rzeczy", albo "Muszę ci coś wyznać".
- Gdy mamy adresata i początek, to wiemy dokładnie, co chcemy zamieścimy w dalszej jego części. Nie bójmy się pisać o rzeczach, które nas bolą, o których nie możemy zapomnieć, przez które cierpimy. Pamiętajmy także o uczuciach: miłości, tęsknocie, zazdrości, piszmy, co nam leży na sercu.
- Gdy już mamy taki list musimy go przeczytać, najlepiej na głos. I nie myślmy, co pomyśli adresat, tylko o tym, czy zamieszczone przez nas wyznanie jest zrozumiałe.
I na koniec wysyłanie listu. Czasami jest tak, że boimy się o czymś powiedzieć myśląc o karze. Jednak to karą dla nas jest ciężar tego, co wiemy. Zawsze tak jest, że gdy już powiemy, co nas męczy, to później jest już łatwiej. Miliony niewiadomych nagle układają się w ten, a nie w inny sposób, niekoniecznie tak, jak sobie o tym myśleliśmy. Konsekwencje są już mniej ważne, dla nas powiedzenie o ciąży, rozbitym samochodzie, przegranych pieniądzach czy innych jest pozbyciem się częściowo problemu, który nas trawił od środka. Reszta się jakoś ułoży, trzeba zrobić ten pierwszy krok i o tym powiedzieć. Jeśli nie starcza nam odwagi na powiedzenie tego w cztery oczy, a mamy to napisane, to nie zostaje nic innego, niż to wysłać? Niekoniecznie. Możemy go schować do szuflady, by znaleźć go po latach i przekonać się, czy coś się zmieniło od tego czasu. Możemy go najzwyczajniej spalić, w obawie, że wyrzucony ktoś mógłby znaleźć i przeczytać. Każde z tych posunięć sprawia, że to, co nas boli dalej jest w nas i nikt się o tym nie dowie. Mówimy sobie: "Co mi szkodzi wysłać" - wrzucamy list do koperty i wrzucamy z lekką niepewnością do skrzynki czekając na rezultaty. Czasem ich brak lub niechęć drugiej osoby do rozmowy o nich, nie oznacza, że myślą zupełnie inaczej, co akceptację, więc nie bójmy się ignorancji, tylko wrzućmy list do skrzynki.
Fot.: www.young-germany.de
Piszesz do siebie? Też dobrze. Tylko treść listu dokładnie znasz, bo dopiero co, został przeczytany na głos. Zamiast wysyłać go, przepisz go na komputerze i używając strony www.futureme.org lub pokrewnych, wyślij list do siebie za rok lub później. Szybko o tym zapomnisz, a otrzymując wiadomość z przeszłości pomyślisz sobie, ale kiedyś miałam/-em problemy, albo stwierdzisz, że trzeba w końcu coś z tym zrobić, bo nadal nic się nie zmieniło w twoim życiu.
Chcesz się przekonać? Po prostu napisz.
Antonina Kostrzewa
Etykiety:
depresja,
list motywacyjny,
miłość,
nieśmiałość,
pisanie,
plany,
rodzice,
smutek,
znajomi,
życie
3
komentarze
środa, 23 grudnia 2009
Samotność, a.. jej przyczyny cz. 1
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Cóż mogę powiedzieć. To miał być mój pierwszy felieton z cyklu "Samotność, a.." i tak naprawdę powinien ukazać się już w maju. Trochę zostawiony na potem, trochę popoprawiany, trochę zapomniany. Jednak doczekał się swojej chwili i właśnie teraz nastał na niego czas. Część druga pewnie po świętach, ale kto wie. Życzę miłej lektury.
Samotność, a.. jej przyczyny cz. 1
Dochodzisz do momentu swojego życia, kiedy wyrazy chorobliwa nieśmiałość, fobia społeczna, aspołeczność czy .. nie są ci obce. Szukasz ich znaczeń i zastanawiasz się nad swoim całym życiem. Pewnie już nie raz myślałeś czytelniku, skąd się to wszystko wzięło? Może pamiętasz jeszcze okres swojego życia, kiedy nieśmiałość nie była problemem, a może uważasz, że towarzyszy ci od zawsze. Postaram się pokazać, że niekoniecznie rodzimy się dotknięci nieśmiałością i jak wiele czynników może się złożyć na jej rozwój. Tak naprawdę to nie ty jesteś winien tego, jaki jesteś teraz, tylko tak naprawdę twoi najbliżsi. To oni, albo swoim zachowaniem doprowadzili do tego stanu, albo nie zrobili nic, by ten stan powstrzymać. Wiem, to nie powód, by ich oskarżać, ani też na usprawiedliwienie samego siebie. Może uznasz, że znasz te wszystkie przyczyny, a może stwierdzisz, że otworzyłam ci oczy na ten często wstydliwy problem.
Fot.: www.selfhelpzone.com
Zacznijmy od najważniejszej przyczyny. Otóż najczęściej jest to wynik przykrych doświadczeń w okresie dzieciństwa lub dorastania. To ma największy wpływ na nasze przyszłe życie. I choćbyśmy uważali, że nasze lata w piaskownicy przebiegały niczym z bajki, to i tak dostrzeżemy ciemne chmury kryjące się w zakamarkach naszej pamięci. Próbowałam podzielić wszystkie przyczyny na grupy, ale tak naprawdę to wszystkie się przenikają i nie można o nich pisać z osobna. Zresztą jedna pociąga zazwyczaj drugą. Zacznijmy od rzeczy, na które tak naprawdę nie mamy wpływu, zwłaszcza, gdy jesteśmy młodzi. Otóż nasz wygląd, a raczej jego odstępstwa od przyjętego schematu są od razu wychwytywane przez otoczenie. Dorośli jakoś maskują nienaturalne zainteresowanie i przyjmują to za normalną rzecz, natomiast dzieci są na tyle wścibskie, by od razu dopytywać się swoich rodziców, co jest nie tak, potem obgadują to z rówieśnikami, a na końcu okazuje się, że jest to idealny materiał do naśmiewania się. Dlatego tak wielu z nas pamięta osoby mające problemy skórne, różne blizny – zwłaszcza na twarzy (pozostałe to zawsze powód do dumy i wymyślania opowieści), zez, okulary, aparat na zęby, zajęcza warga itp. .
Fot.: www.baumorthodontics.com
Nie mamy na to żadnego wpływu, bo tacy się urodziliśmy i próbujemy tylko pomóc naturze. W późniejszym wieku lub nawet jako dorośli potrafimy sobie z tym radzić, chociażby operacyjnie. Jednak nigdy nie zrozumiemy, dlaczego pokolenie trzydziestolatków nosi aparaty na zęby z dumą, a z nas nabijano się z tego powodu w podstawówce. Dzieci także raczej szkieł kontaktowych nie noszą i wszystko, co według naszych rodziców jest po to, by nam pomóc, tak naprawdę nam przeszkadza. Nie chcemy leczenia, pomocy czy jakiejkolwiek reakcji. Chcemy nie być po prostu na ustach wszystkich. W ten sposób po raz pierwszy zamykamy się w sobie i powstają nasze pierwsze kompleksy, które ciągną się za nami latami. Przypisujemy im wszystkie nasze życiowe porażki, a gdy w końcu zdecydujemy się na poprawę wyglądu, okazuje się, że problemy tak naprawdę nie zniknęły.
To samo tyczy się ciężkich chorób z dzieciństwie. Dzięki nim staliśmy się silniejsi, przeszliśmy próbę czasu i wygraliśmy z nimi.
To samo tyczy się ciężkich chorób z dzieciństwie. Dzięki nim staliśmy się silniejsi, przeszliśmy próbę czasu i wygraliśmy z nimi.
Fot.: www.blogs.babble.com
To jest zdanie innych teraz, a kiedyś byliśmy chuderlawymi dziećmi, które nie mogły się bawić z innymi, były mamisynkami czy córeczkami tatusiów. Zamykane w czterech ścianach, by nie stało im się nic złego. Przez pobyty w szpitalach i przy braku własnego dzieciństwa świat rozmów i zabaw z rówieśnikami został zakłócony i późniejsze próby jego naprawy nie powiodły się. Zawsze odtrącone i trochę z boku.
To były problemy dotyczące wyglądu, który od nas nie zależy, teraz pora się przyjrzeć pozostałym aspektom dzieciństwa. Każdy z nas jest w stanie wiele przypomnieć sobie z niego. I to właśnie z niego pochodzi najwięcej naszych przykrych doświadczeń, które mają wpływ na nasze przyszłe życie. Często bywa, że są one robione nieświadomie przez naszych rodziców, dla naszego dobra. Oni także nie potrafią przewidzieć wszystkiego. Zdarza się, że oni także mieli jakieś złe wspomnienia z tych lat i chcą nas przed nimi obronić. Tyczy się to chociażby przedszkola. Gdy mieli w nim problemy, to decydują, by ich dziecko raczej do niego nie uczęszczało. Nie chcą by obca osoba się nim zajmowała, dlatego najczęściej dają je pod opiekę babci lub cioci. Takie rozwiązanie jest dobre, ale nie zawsze. Otóż nawet przebywając na placach zabawa wśród swoich rówieśników, dzieci te nie mają większego kontaktu z dziećmi z podwórka, które w tym czasie są w przedszkolu.
To były problemy dotyczące wyglądu, który od nas nie zależy, teraz pora się przyjrzeć pozostałym aspektom dzieciństwa. Każdy z nas jest w stanie wiele przypomnieć sobie z niego. I to właśnie z niego pochodzi najwięcej naszych przykrych doświadczeń, które mają wpływ na nasze przyszłe życie. Często bywa, że są one robione nieświadomie przez naszych rodziców, dla naszego dobra. Oni także nie potrafią przewidzieć wszystkiego. Zdarza się, że oni także mieli jakieś złe wspomnienia z tych lat i chcą nas przed nimi obronić. Tyczy się to chociażby przedszkola. Gdy mieli w nim problemy, to decydują, by ich dziecko raczej do niego nie uczęszczało. Nie chcą by obca osoba się nim zajmowała, dlatego najczęściej dają je pod opiekę babci lub cioci. Takie rozwiązanie jest dobre, ale nie zawsze. Otóż nawet przebywając na placach zabawa wśród swoich rówieśników, dzieci te nie mają większego kontaktu z dziećmi z podwórka, które w tym czasie są w przedszkolu.
Do tego, w czasie zimy, najczęściej zostają w domu i pod opieką dorosłych skazane są często na samotną zabawę. Nie biegają po śniegu, jak inne dzieci, tylko patrzą na nie z okna. Nie poznają ich, przez co później idąc do szkoły nie znają tak dobrze wszystkich i są praktycznie same na początku. Do tego, jak wiadomo wszystkie dzieci płaczą, gdy zostawiane są w przedszkolu w pierwszych dniach. Jest to zrozumiałe przez wszystkich, ale nie jest akceptowane płacz z tego powodu w podstawówce. Może to odbić się w późniejszych latach.
Samo przedszkole nie jest także najodpowiedniejszym miejscem dla maluchów. Tutaj także zdarza się odtrącenie przez całą społeczność. Dziecko może zostać odtrącone przez wygląd, ubranie, zachowanie. Często dochodzi także do poniżania przez kolegów. Oczywiście inne dzieci szybko to podłapują i pastwią się nad jedną osobą. Dochodzi często do bójek, ale gorsze jest wyśmiewanie i znęcanie psychiczne. Takie dziecko nie chce chodzić do przedszkola i jeśli opiekunka nie powiadomi o tym rodzicom może nastąpić po raz pierwszy zamknięcie we własnym świecie, omijanie innych, samotna zabawa. W przypadku bójek, siniaki od razu świadczą o jakimś problemie i rodzice sami zgłaszają się na rozmowę. W zależności od tego, w jaki sposób załatwią to z przedszkolanką, napastnikami i swoim dzieckiem, okaże się, czy podjęli dobrą decyzję, czy wręcz przeciwną. Jak wiadomo żadne dziecko nie chce się przyznawać do takich rzeczy, zwłaszcza chłopiec i ukrywa wszystko w sobie. Przestaje wychodzić na podwórko i oczywiście wśród innych w przedszkolu, zawsze stara się bawić na uboczu nie wchodząc nikomu w drogę.
Samo przedszkole nie jest także najodpowiedniejszym miejscem dla maluchów. Tutaj także zdarza się odtrącenie przez całą społeczność. Dziecko może zostać odtrącone przez wygląd, ubranie, zachowanie. Często dochodzi także do poniżania przez kolegów. Oczywiście inne dzieci szybko to podłapują i pastwią się nad jedną osobą. Dochodzi często do bójek, ale gorsze jest wyśmiewanie i znęcanie psychiczne. Takie dziecko nie chce chodzić do przedszkola i jeśli opiekunka nie powiadomi o tym rodzicom może nastąpić po raz pierwszy zamknięcie we własnym świecie, omijanie innych, samotna zabawa. W przypadku bójek, siniaki od razu świadczą o jakimś problemie i rodzice sami zgłaszają się na rozmowę. W zależności od tego, w jaki sposób załatwią to z przedszkolanką, napastnikami i swoim dzieckiem, okaże się, czy podjęli dobrą decyzję, czy wręcz przeciwną. Jak wiadomo żadne dziecko nie chce się przyznawać do takich rzeczy, zwłaszcza chłopiec i ukrywa wszystko w sobie. Przestaje wychodzić na podwórko i oczywiście wśród innych w przedszkolu, zawsze stara się bawić na uboczu nie wchodząc nikomu w drogę.
Fot.: www.sheknows.com
W szkole podstawowej to nauczyciel sprawuję opiekę nad wszystkimi, ale nigdy nie zapanuje nad dziećmi podczas przerwy. Nie zauważy wszystkiego. Gdy dziecko zwróci się do niego o pomoc i zostanie przez to jeszcze bardziej wyśmiane przez swoich rówieśników, przestanie w ogóle z nim rozmawiać. Zawsze będzie mówiło w domu, że wszystko jest w porządku. Będzie chronić swoją prywatność i stanie się typowym odludkiem. Nie będzie w stanie się bronić przy przewadze atakujących i raczej będzie wolało nie odpowiadać na zaczepki i wszelkie przezwiska. Na tym etapie współpraca rodziców z nauczycielami pozwala poradzić sobie z problemem odosobnienia, ale jak już wspominałam ciężko dotrzeć do takiej osoby. Rodzice zresztą rzadko wiedzą, co się dokładnie dzieje z ich dzieckiem w szkole i poza nią. Jeśli przynosi do domu dobre oceny i nie sprawia problemów wychowawczych, to uważają, że wszystko jest w porządku. Często są zbyt zajęci swoimi sprawami, by zainteresować się bardziej problemami swojego dziecka. To właśnie oni powinni być naszym oparciem, kiedy jesteśmy młodzi. Dochodzi jednak do sytuacji, gdy nie jesteśmy wychowywani przez oboje rodziców. Czy to z powodu rozwodu czy śmierci, to takie niepełne rodzicielstwo to nic dobrego dla dziecka. Nie ważne czy brak matki czy ojca, oboje pełnią jakąś szczególną rolę w życiu młodego człowieka i nic tego nie zastąpi. Gorzej, gdy mając ich oboje brakuje kogoś, bo jest zbyt zajęty swoimi sprawami, pracą lub, co gorzej nadużywa alkoholu i nie zauważa tego, co się dzieje w domu. Gdy jeszcze problemy z pracy mają wpływ na życie w domu, to pojawia się małe piekło i chęć ucieczki, co najczęściej przejawia się zamknięciem się w swoim pokoju i płakaniem do poduszki. Do tego dochodzi ciągłe poniżanie, nawet i bicie, to kształtowanie umysłu dziecka jest zaburzone. Ciągle ktoś z jego opiekunów wyżywa się na nim psychicznie i stosuje szantaż emocjonalny. Wiemy dokładnie, że nic z tego dobrego nie wyjdzie. Wychowywanie się w cieniu awantur nie wróży niczego dobrego.
Fot.: www.nydailynews.com
Na tym etapie rozwoju dzieci potrzebują motywacji do dalszych działań, zachwalania tego, co robią i zachęcania do realizacji własnych celów. To już wtedy przecież wiadomo, czy rośnie nam młody humanista czy matematyk. Kiedy dziecko nie odkryje, czym się interesuje, ciężej będzie mu wybrać późniejszą szkołę i życiową karierę. Często uważani przez sąsiadów wzorowi rodzice także pastwią się nad swoimi dziećmi. Są poniżane i własne pragnienia, a zmuszone, robią coś, na co nie mają ochoty. Zastraszone grają na pianinach czy skrzypcach, uprawiają znienawidzony sport, uczą się niepotrzebnych im rzeczy. Boją się sprzeciwić, by nie wysłuchać wykładu, jak rodzice wiele robią dla nich, a oni tego nie doceniają.
Już wtedy nie potrafią z nimi rozmawiać i przestają także o tym mówić swoim przyjaciołom. Z nikim nie chcą rozmawiać. Sami chcą rozwiązać swoje problemy, więc po prostu trzymają je głęboko w sobie. Nie mają tak naprawdę swojego domu, nie czują się w nim bezpiecznie. Rodzice ich nie obronią przed innymi, a często nawet sami się z nich nabijają. Czują się gośćmi u siebie i często nie chcą wracać do swojego gniazdka. Takie zaszczute przez swoich rodziców patrzą ze smutkiem na innych, u których w domu wszystko jest całkiem inne. I jak to bywa, wszystko, czego jest za dużo jest złe. Nadopiekuńczość to ta druga strona medalu. Dzieci trzymane w domu pod ciągłą opieką. Rzadko wypuszczane same z domu, by nic się nie stało, nie mają żadnych kontaktów z rówieśnikami. Do tego często uczęszczają do prywatnych szkół, bo tak będzie dla nich lepiej.
Takie dzieci także zamykają się w sobie i choćby rodzice próbowali codziennie z nimi rozmawiać to nie będą z nimi poważnie rozmawiać. Nie powiedzą, że mają dość.
W domu mogą zaistnieć jeszcze inne rzeczy, które mają wpływ na przyszłość dziecka. Często będąc młodszym rodzeństwem, żyjemy w jego cieniu i jesteśmy przez nie terroryzowane, a gdy one jest faworyzowane przez rodziców, to dochodzą nam kolejne osoby w domu, które mogą się nad nami wyżywać psychicznie i fizycznie.
Takie dzieci także zamykają się w sobie i choćby rodzice próbowali codziennie z nimi rozmawiać to nie będą z nimi poważnie rozmawiać. Nie powiedzą, że mają dość.
W domu mogą zaistnieć jeszcze inne rzeczy, które mają wpływ na przyszłość dziecka. Często będąc młodszym rodzeństwem, żyjemy w jego cieniu i jesteśmy przez nie terroryzowane, a gdy one jest faworyzowane przez rodziców, to dochodzą nam kolejne osoby w domu, które mogą się nad nami wyżywać psychicznie i fizycznie.
Fot.: www.education.byu.edu
Gdy jakaś choroba dosięga nasze rodzeństwo, to jesteśmy zbyt młodzi by to zrozumieć i jesteśmy źli, dlaczego wszyscy się skupiają na nich, a nas nawet nie zauważają. To samo się tyczy choroby kogoś z rodziców. Ciężko wytłumaczyć dziecku, że tak już musi być. Tu także można dopisać biedę. Kto, jak kto, ale jak dziecko nie może zrozumieć, że skoro ich rodzice, jak i rodzice ich znajomych pracują cały dzień, to tamci mają w domu wszystko, zwłaszcza najlepsze zabawki, gdy oni praktycznie nie mają niczego. Musi minąć dużo czasu, by to wszystko zrozumieć, ale często jest już za późno, bo gdy dziecko samo dochodzi do tego, jego psychika zmienia się nieodwracalnie. To samo tyczy się najgorszego doświadczenia w życiu młodego człowieka czyli molestowania i gwałtu. Zwłaszcza przez najbliższych. Taka osoba nigdy już nie będzie ufała innym i bez pomocy osób trzecich, ciężko będzie jej funkcjonować normalnie w świecie. Takie przeżycia zostawiają w nas wewnętrzne blizny na całe życie.
Przyjrzymy się jeszcze miejscu wychowania młodej osoby. Ono także ma ważne znaczenie w kształtowaniu jego psychiki. Jeśli brak jakichkolwiek normalnych warunków do zabaw z rówieśnikami, nudzące dzieci wpadają często na dziwne pomysły. Dla dorosłych na granicy prawa, a często poza nią. Odmowa w ich udziale to kolejny powód, by zostać odrzuconym przez grupę. To, że jako dziecko nie ukradłaś(-eś) niczego w sklepie, nie kopnęłaś(-eś) psa sąsiada, ani nie jadłaś(-eś) robaków, czy biegałaś(-eś) po budowie to powinien być powód do dumu. Wszystko zależy jednak od otoczenia. Później takie nietolerancyjne towarzystwo będzie się pastwiło nad dzieckiem przez dłuższy czas, bo bało się coś zrobić. Wydawać by się mogło, że jeśli miejsce ma takie znaczenie, to jego zmiana może pomóc. Często jednak przynosi to gorszy skutek, niż planowano. Zmiana szkoły, miejsc znanych, kolegów przynosi więcej nieszczęść, niż korzyści. Nowa osoba, w obcym otoczeniu i znów musi wszystkich na nowo poznawać, a może tym razem wymyślą mu jeszcze gorsze przezwisko czy będą poniżać bardziej, niż wcześniej...
Z wieku dzieciństwa przejdźmy do dojrzewania. Tutaj już można odróżnić, kto jest przywódcą w grupie, a kto jest w jej samym ogonie i zawsze siedzi z boku. Gdy nauczyciel zauważa takie zachowanie, często wysyła takie dziecko na testy psychologiczne. W poradniach po odbytych rozmowach oraz testach najczęściej stwierdza się depresje spowodowaną problemami w domu. Dziecko dostaje jakieś leki i wraca do domu. Na następnych testach już wie, co musi mówić i jak odpowiadać, by uznano, że wszystko z nim w porządku, a problemy to tylko burza hormonów nastolatków. I jeśli taki człowiek kiedykolwiek w swoim życiu będzie musiał rozmawiać z psychologiem czy zrobić jakieś testy w pracy, to zawsze będzie wiedział, jak się zachować. I zawsze będzie bardziej przeciętny niż typowy przeciętniak. Jak już ktoś ma cię zdemaskować, to nigdy nie sprawi by uznali go za chorego psychicznie.
W okresie buntu nastolatków i pierwszych miłości, nieśmiali rzadko przebywają gdzieś indziej poza domem czy szkołą. Nie lubią przebywać poza domem z obawy przed drwinami. W końcu, w okresie dorastania pojawiają się inne problemy, które dręczą wielu nastolatków: trądzik, nadwaga i niedowaga, za mały/duży wzrost i najczęściej u młodych dziewczynek – brak piersi, a u chłopców brak zarostu na twarzy. Chociaż już wszyscy uważają się za prawie dorosłych ludzi, to nie potrafią zrozumieć takich prostych rzeczy i poprzez ciągłe komentowanie czyjegoś wyglądu czy wręcz wymyślaniu przezwisk z tego powodu rzucają młode osoby w otchłań kompleksów.
Przyjrzymy się jeszcze miejscu wychowania młodej osoby. Ono także ma ważne znaczenie w kształtowaniu jego psychiki. Jeśli brak jakichkolwiek normalnych warunków do zabaw z rówieśnikami, nudzące dzieci wpadają często na dziwne pomysły. Dla dorosłych na granicy prawa, a często poza nią. Odmowa w ich udziale to kolejny powód, by zostać odrzuconym przez grupę. To, że jako dziecko nie ukradłaś(-eś) niczego w sklepie, nie kopnęłaś(-eś) psa sąsiada, ani nie jadłaś(-eś) robaków, czy biegałaś(-eś) po budowie to powinien być powód do dumu. Wszystko zależy jednak od otoczenia. Później takie nietolerancyjne towarzystwo będzie się pastwiło nad dzieckiem przez dłuższy czas, bo bało się coś zrobić. Wydawać by się mogło, że jeśli miejsce ma takie znaczenie, to jego zmiana może pomóc. Często jednak przynosi to gorszy skutek, niż planowano. Zmiana szkoły, miejsc znanych, kolegów przynosi więcej nieszczęść, niż korzyści. Nowa osoba, w obcym otoczeniu i znów musi wszystkich na nowo poznawać, a może tym razem wymyślą mu jeszcze gorsze przezwisko czy będą poniżać bardziej, niż wcześniej...
Z wieku dzieciństwa przejdźmy do dojrzewania. Tutaj już można odróżnić, kto jest przywódcą w grupie, a kto jest w jej samym ogonie i zawsze siedzi z boku. Gdy nauczyciel zauważa takie zachowanie, często wysyła takie dziecko na testy psychologiczne. W poradniach po odbytych rozmowach oraz testach najczęściej stwierdza się depresje spowodowaną problemami w domu. Dziecko dostaje jakieś leki i wraca do domu. Na następnych testach już wie, co musi mówić i jak odpowiadać, by uznano, że wszystko z nim w porządku, a problemy to tylko burza hormonów nastolatków. I jeśli taki człowiek kiedykolwiek w swoim życiu będzie musiał rozmawiać z psychologiem czy zrobić jakieś testy w pracy, to zawsze będzie wiedział, jak się zachować. I zawsze będzie bardziej przeciętny niż typowy przeciętniak. Jak już ktoś ma cię zdemaskować, to nigdy nie sprawi by uznali go za chorego psychicznie.
W okresie buntu nastolatków i pierwszych miłości, nieśmiali rzadko przebywają gdzieś indziej poza domem czy szkołą. Nie lubią przebywać poza domem z obawy przed drwinami. W końcu, w okresie dorastania pojawiają się inne problemy, które dręczą wielu nastolatków: trądzik, nadwaga i niedowaga, za mały/duży wzrost i najczęściej u młodych dziewczynek – brak piersi, a u chłopców brak zarostu na twarzy. Chociaż już wszyscy uważają się za prawie dorosłych ludzi, to nie potrafią zrozumieć takich prostych rzeczy i poprzez ciągłe komentowanie czyjegoś wyglądu czy wręcz wymyślaniu przezwisk z tego powodu rzucają młode osoby w otchłań kompleksów.
Fot.: www.guardian.co.uk
Niestabilne emocjonalnie często popełniają swoje pierwsze próby samobójcze i niestety często udane.
Brak akceptacji otoczenia sprawia, że nawet w dorosłym życiu wstydzą się swojego ciała nie potrafią dostrzec w nim swoich atutów. Nawet, jak płeć przeciwna się nimi interesuje i próbuje się z nimi umówić, oni uciekają pogłębiając swój strach przed kontaktami z ludźmi. Gorzej, gdy sami próbują znaleźć swoją pierwszą dziewczynę czy chłopaka i doznają porażki. Następnej próby boją się podjąć i gdy już wszyscy kogoś mają, oni nadal są samotni. Wtedy unikają wspólnego wyjścia ze znajomi „na doczepkę” do kina, na basen czy klubu. Nawet ich najlepsze pomysły dotyczące swatania są dla nich kolejnym kiepskim doświadczeniem.Wiedzą, że jeszcze tylko upokarzająca studniówka w samotności lub z koleżanką, potem matura i będą mogli zapomnieć o tych wszystkich ludziach i mają nadzieję, że oni także nie będą o nich za bardzo wspominać. W dorosłe życie wchodzą już jako całkowicie pozbawieni normalnej komunikacji i są skazani na samotność.
Często przyczyną jest także nieudany poprzedni związek, często długotrwały. Nieważne, czy miało się wtedy szesnaście lat i trwał on trzy miesiące, czy mamy po dwadzieścia pięć lat i trwa on ponad trzy lata. Każde odtrącenie boli tak samo, chociaż, gdy planuje się wspólną przyszłość, jak ślub, mieszkanie razem, czy dzieci, to oczywiście strata jest większa. Po sparzeniu się dawną miłością człowiek panicznie unika kontaktu z płcią przeciwną.
Nie chce się z nikim wiązać bojąc się, że znów coś nie wyjdzie. Chciałby z kimś się związać, ale nigdy już się nie chce otwierać, jest skryty i nie chce traktować wszystkiego poważnie. Najchętniej umówiłby się z kimś bez zobowiązań, zaspakajając swoje potrzeby seksualne, ale bez żadnego uczucia. Czasami mu przechodzi, czasem nie. Ciężko później dotrzeć do serca takiej osoby, ale ciężko namówić ją do czegoś stałego. Choćby robiła to z bólem serca, to i tak zrobi podświadomie wszystko, by to zniszczyć, nim pojawi się miłość. Często przez to wpada w depresję, która się pogłębia i staje się samotnikiem uświadamiając sobie, że od zawsze nim był.Brak akceptacji otoczenia sprawia, że nawet w dorosłym życiu wstydzą się swojego ciała nie potrafią dostrzec w nim swoich atutów. Nawet, jak płeć przeciwna się nimi interesuje i próbuje się z nimi umówić, oni uciekają pogłębiając swój strach przed kontaktami z ludźmi. Gorzej, gdy sami próbują znaleźć swoją pierwszą dziewczynę czy chłopaka i doznają porażki. Następnej próby boją się podjąć i gdy już wszyscy kogoś mają, oni nadal są samotni. Wtedy unikają wspólnego wyjścia ze znajomi „na doczepkę” do kina, na basen czy klubu. Nawet ich najlepsze pomysły dotyczące swatania są dla nich kolejnym kiepskim doświadczeniem.Wiedzą, że jeszcze tylko upokarzająca studniówka w samotności lub z koleżanką, potem matura i będą mogli zapomnieć o tych wszystkich ludziach i mają nadzieję, że oni także nie będą o nich za bardzo wspominać. W dorosłe życie wchodzą już jako całkowicie pozbawieni normalnej komunikacji i są skazani na samotność.
Często przyczyną jest także nieudany poprzedni związek, często długotrwały. Nieważne, czy miało się wtedy szesnaście lat i trwał on trzy miesiące, czy mamy po dwadzieścia pięć lat i trwa on ponad trzy lata. Każde odtrącenie boli tak samo, chociaż, gdy planuje się wspólną przyszłość, jak ślub, mieszkanie razem, czy dzieci, to oczywiście strata jest większa. Po sparzeniu się dawną miłością człowiek panicznie unika kontaktu z płcią przeciwną.
Antonina Kostrzewa
Etykiety:
blog,
choroba,
felieton,
gwałt,
kompleks,
molestowanie,
nadopiekuńczość,
nieśmiałość,
przedszkole,
przyczyny,
rodzice,
rozwód,
samobójstwo,
samotność,
singiel,
single,
szkoła
17
komentarze
























