facebook

niedziela, 30 grudnia 2012

Samotna impreza sylwestrowa to nie koniec świata

Dlaczego tak wszyscy się martwią ostatnim dniem roku? Przecież nigdzie nie jest powiedziane: "jaka impreza, taki rok", a nawet jeśli, to po co się tym przejmować. Mamy iść gdzieś, gdzie nie będziemy się ani dobrze bawili, ani dobrze czuli. W końcu pójdziemy tam całkowicie na siłę, co w związku z naszą nieśmiałością objawi się największą, imprezową porażką roku. Następną pobijemy za rok. Ile to jeszcze zostało czasu? Dzień, może dwa, a jednak stres, że zostaniemy same/sami jest ogromny. Czy opłaca nam się wywracać cały nasz świat do góry nogami? Chyba nie.
nietoperz, drzewo,świat do góry nogami
I co roku popełniamy ten sam błąd. Gdy już sobie powiemy, że spokojnie posiedzimy sobie przed telewizorem, komputerem, później popatrzymy na pokaz sztucznych ogni przez okno i pójdziemy spać, albo posłuchamy muzyki, poukładamy nasze rzeczy itd., to jednak na chwilę przed wszystko przekreślamy. Czy jesteście pewne/-i, że jak zostaniecie w domu, to będziecie płakać cały wieczór z powodu samotności? A może będziecie z tego dokładnie powodu płakać na imprezie?
samotność, impreza, znajomi, pary, miłość, odosobnienie
Tak chociaż oszczędzicie sobie zbędnych pytań w pracy. Jeśli komuś odpowiecie, że wasz sylwester odbył się w domu, to usłyszycie krótkie "aha". Nie będzie pytań: kto był, co się działo, czego słuchaliście itp. To, co was spotkało interesuje tylko was. Może tylko usłyszycie miliony nieszczerych stwierdzeń: "To mogłaś powiedzieć, że nie masz, gdzie iść i przyjść do nas". Szkoda, że wcześniej nie proponowaliście, skoro pieniądze na imprezę zbieraliście za moimi plecami miesiąc temu, a po świętach ustalaliście menu. No nic, lepiej się nie odzywać, albo powiedzieć, że: "nikt nie miał lepszej imprezy ode mnie". Dokładnie tak.
Nic na siłę, może to szansa by kogoś poznać, może miłość naszego życia, ale jeśli w głowie będzie tylko chęć ucieczki, poczucie wyobcowania, a do tego sztuczny uśmiech, to lepiej się nie oszukiwać, że coś z tego wyjdzie. Upicie się z rozpaczy nie sprawi, że piękny książę odwiezie nasze zwłoki do domu i rano przygotuje regenerujące śniadanie. Raczej najemy się znów wstydu oglądając później zdjęcia.
Bawmy się najlepiej, jak możemy. Bawmy się w samotności. To nic złego.
Antonina Kostrzewa
antonina kostrzewa podpis

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Krótko, świątecznie

Lepiej nie spędzać Świąt przed komputerem, ale korzystając z chwili wolnego postanowiłam coś wam napisać. O tym, jak przetrwać święta pisałam już dawno temu, ale jak ktoś nie czytał, to zapraszam do zapoznania się z moim felietonem. Mam nadzieję, że nie musicie czuć się wyobcowani we własnym domu, ani nie spędzacie Świąt całkowicie samotnie. Zdaję sobie sprawę, że jest to ciężki okres dla wszystkich samotników i cieszę się, że internet łączy ze sobą osoby, które nie mają ochoty ich spędzać.
Ja chcę was tylko poinformować, że od początku istnienia bloga, dokładnie dzisiaj, ma 100 000 (słownie: sto tysięcy) wyświetleń. Dziękuję wam wszystkim za taki miły prezent pod choinkę i życzę wam spełnienia marzeń w nadchodzącym roku.
serce, miłość
Fot. www.izismile.com
Głowa do góry, a przy chwilach zwątpienia polecam świąteczne "To wspaniałe życie" Franka Capry.
Antonina Kostrzewa
antonina kostrzewa podpis

czwartek, 13 grudnia 2012

Kim jestem?

Zbliżają się święta i nawet jeśli nie przywiązujemy do nich większej wagi, to po okresie przyspieszonego życia, następuje czas odpoczynku. Czas zadumy. W tym właśnie czasie, dokładnie na chwilę przed końcem roku pozwalamy sobie podsumować poprzedni rok. Jedni wyciągają listy sprawdzając, czy choćby jedną rzecz zrobili, inni wyliczają sobie w pamięci różne drobiazgi, a jeszcze inni załamują się wiedząc, że i tak nie zrobili nic. Obojętnie do której grupy czy też innych grup można nas zaliczyć, uważam że rozmyślanie nad naszym życiem powinno zacząć się od postawienia sobie najważniejszego pytania:

"Kim jestem?"

kim jestem, przemijanie, młodość, starzenie się
I choć teraz to pytanie wydaje się proste, wręcz banalne, to pamiętajcie, że ono wraca. Nie pozwala o sobie zapomnieć, bo ciężko na nie szybko odpowiedzieć. Nawet osoby z depresją, gdy odpowiedzą, że są nikim, zauważą, że ta odpowiedź ich nie satysfakcjonuje, że nie o to tutaj chodzi. Będą musieli się skupić na nowo i znaleźć odpowiedź na to, jakby się wydawało proste pytanie. Żadna odpowiedź nie jest prawidłowa i każda nie jest błędna. Dlaczego tak trudno nam powiedzieć, za kogo się uważamy? Wszystkie nasze odpowiedzi są jakby niekompletne. Jestem: lekarzem, nieudacznikiem, matką, malarzem, nicością, dziwką, zbiorem komórek, leniem, gwiazdą. Żadna z tych odpowiedzi nie dotyczy naszego wnętrza, naszego sposobu wyobrażenia nas samych.
Stań przed lustrem. Wypowiedz pytanie: "Kim jestem?". Popatrz sobie w oczy. Znasz odpowiedź? Jest trochę łatwiej, a może jeszcze trudniej. Zamknij oczy. Powiedz pytanie, a teraz otwórz oczy. Lepiej? Gdzieś coś świta, gdzieś w głębi naszego umysłu czai się odpowiedź. Nasze prawdziwe "JA" chce przemówić, lecz nie może przebić się przez szum myśli.
kobieta, lustro, przemiana, diabeł, anioł
Fot. www.izismile.com
Tylko czy na pewno chcemy poznać nas samych? Czy poznanie odpowiedzi na to pytanie coś zmieni w naszym życiu? Myślę, że tak, chociaż sama jeszcze poszukuję dokładnej odpowiedzi. Zrozumieć siebie, a potem na nowo zrozumieć świat. Spojrzeć na rzeczy i zjawiska zupełnie inaczej, bo w pewnym momencie dowiemy się, kim jesteśmy. Znajdziemy sens naszego istnienia.
Antonina Kostrzewa
antonina kostrzewa podpis

czwartek, 6 grudnia 2012

Wakacje mają smak wiśni - zapowiedź książki

Dzisiaj nie będę dużo pisała. No może tak tylko troszkę. Chciałam wam przedstawić okładkę do mojej najnowszej książki, a dokładniej ebooka: "Wakacje mają smak wiśni". W książce tej poznacie Marcelinę, która właśnie kończy studia i zaczyna swoje prawdziwe, dorosłe życie - kariera, ślub, może i dziecko, to wszystko wydarzy się już za chwilę. Tylko czy niektóre przypadki nie sprawią, że poukładana przyszłość, nie  podąży własnym torem. Skąd ten smak wiśni? O tym przekonacie się w książce. Jak zawsze w moich książkach, nutka samotności, szczypta szczęścia i niekoniecznie książę z bajki. Gorąco polecam.
Poniżej przedstawiam okładkę, która jeszcze może ulec zmianie:
Antonina, kostrzewa, pisarka, ksiażka, ebook, wakacje
Książka ukaże się pod koniec grudnia lub na początku roku. Teraz, gdy tutaj to napisałam, będę musiała szybciej dopisać zakończenie i wykonać niezbędne poprawki. 
Antonina Kostrzewa
antonina kostrzewa podpis

czwartek, 29 listopada 2012

Pisanie to zaniedbywanie najblizszych

Obojętnie od tego czy piszemy w nocy czy w dzień, to przeznaczając na nie nasz prywatny czas, zawsze cierpią osoby znajdujące się obok nas najbliżej. I chociaż można się starać podzielić na czas, by starczył on każdemu, to niestety w tym wypadku nie wszystko jest takie łatwe. Nawet pisząc tylko dwie godziny dziennie czujemy na sobie wzrok naszych domowników. Rzadko mi się zdarza, bym mogła pisać w pomieszczeniu, gdzie gra telewizor, albo gdzie ktoś rozmawia. Nie potrzebuję absolutnej ciszy. Może towarzyszyć mi muzyka, ale moja muzyka. Nie jakieś dziwne krzyki czy masa reklam w radiu. Po prostu muszę się skupić. I właśnie wtedy najczęściej jest tak, że nawet, jak posiadam swoje własne miejsce do pisania, to zawsze znajdzie się ktoś, kto przyjdzie i zada mi najważniejsze pytanie na świecie, albo zechce mnie o czymś poinformować, z cyklu: nowa fryzura jakiejś gwiazdy albo popsuty autobus na naszej ulicy. No cóż. Zdarza się, tylko że ja nie chcę być o tym informowana właśnie w tej chwili, a jak inni nie potrafią tego zrozumieć, to robią to specjalnie.
obojętność, samotność, pisanie, łóżko
Są śpiewy pod moimi drzwiami, włączanie głośniej muzyki, no i oczywiście przychodzenie ciągłe z nowymi problemami, bo przecież muszę utrzymywać więzi rodzinne. To oczywiście prowadzi do konfliktów i by je zażegnać staram się pisać późno w nocy, albo w momencie, gdy nikogo nie ma w domu. Szkoda, że w tym drugim przypadku wychodzi więcej nieporozumień, niż powinno. Chyba lepiej by było, jakbym oglądnęła sobie jakiś film, bo na pytanie: "Co robiłaś?". Odpowiadam krótko: "Pisałam". I wtedy się zaczyna: "no tak, to dlatego nie ma obiadu, nie poodkurzane, pranie nie powieszone, nie byłaś na poczcie; obiecałaś, że to zrobisz; sprawdziłaś, policzyłaś?" I można tak długo wymieniać. I niestety dochodzi się w relacjach z bliskimi do tego momentu, gdy unikamy pisania w ich obecności, jak i nieobecności. By odnaleźć siebie w pisaniu wystarczą dwie małe słuchawki, albo nawet i większe oraz zamknięte drzwi. Wtedy mogę spokojnie zamieniać myśli na słowo pisane i tworzyć w spokoju. Do narzekania też się przyzwyczaiłam. W końcu nie takie rzeczy mnie w życiu spotkały, a najlepszym sposobem jest dla mnie pisanie w nocy, gdy już nic innego nie mogę robić, a pisanie nikomu już nie przeszkadza. Szkoda, że w innych przypadkach, to nie działa.
muzyka, pisanie, ostoja, ucho, tatuaż
Gorzej jeszcze, gdy cierpi nasz partner czy partnerka. W końcu my potrzebujemy chwili na pisanie, a odrzucanie czyiś uczuć zawsze boli. Wybieramy naszą samotność z pisaniem podtykając później im nasze świeżo wydrukowane teksty celem sprawdzenia. Oczekujemy jakiejś obiektywnej krytyki lub słów zachwytu, a najczęściej słyszymy krótkie: "może być". Po tym my się obrażamy i żyjemy każdego dnia wśród obojętnych i obrażonych twarzy przemieszczających się niemrawo po kuchni.
Zdaję sobie sprawę, że pisząc każdy z nas jest trochę egoistą, bo myśli tylko o sobie. Rodzina to wyczuwa. Te kilka godzin obojętności, braku zainteresowania czy poczucie wyobcowania. Byłoby łatwiej, gdyby zrozumieli, dlaczego i po piszemy, jeśli nie, stajemy z nimi na wojennej ścieżce w walce o wykorzystanie naszego wolnego czasu. Tylko wiadome jest, że oni są na przegranej pozycji, bo nie porzucimy do końca naszych pasji, a długie chwile spędzone w nocy na pisaniu odbijają się na naszym dziennym funkcjonowaniu. Nie mając sił na nic więcej, potrzebujemy snu, a wtedy znów zaniedbujemy całe nasze otoczenie. Nie przestaje nam zależeć na czystości w domu czy nas samych. Po prostu są inne rzeczy, które zajmują całkowicie nasz czas. Czy oni to zrozumieją? Sama nie wiem. Staram się. Każdego dnia na nowo.
Antonina Kostrzewa
antonina kostrzewa podpis

czwartek, 22 listopada 2012

Nocne pisanie sposobem na.. niewyspanie

Wokół mnie już dawno ciemno i wszyscy, powiedzmy, normalnie ludzie już dawno śpią, lecz ja dopiero w takim momencie budzę się do pracy. Oczywiście nie do pracy zawodowej, lecz do pracy pisarskiej, bo to właśnie w nocy najlepiej mi się pisze. Dokładnie wtedy, gdy nikt mi już nie przeszkadza i przeszkodzić nie może. Dokładnie teraz, po godzinie pierwszej, mimo pierwszych oznak senności, mój mózg zaczyna pracować na podwyższonych obrotach i domaga się przelania swoich myśli na ten przysłowiowy papier. Ja sama nie mogę się nazwać "nocnym markiem", bo zazwyczaj lubię położyć się wcześniej, lecz w momencie, gdy wiem, że coś muszę napisać, to mój punkt zasypiania przesuwa się o kilka godzin do przodu. Nie narzucam sobie jednak dużego tempa, raptem nie więcej niż dwa tysiące znaków dziennie. Mogłoby być o wiele więcej, gdybym w momencie największej chęci pisania nie poszukiwania jakiś prostych i zarazem głupich gierek, albo nie oglądała jeszcze głupszych obrazków. Niestety tak to już jest i odstresowuję się przed pisaniem. 
Piszę teraz o tym, dlatego że obiecałam wam przed końcem roku kolejnego ebooka i robię wszystko by to zrealizować. Realnie patrząc mam czas do około 20. grudnia, bo później to sami wiecie, jak to wygląda. Jestem tak gdzieś w połowie, więc przydałoby się teraz trochę przyspieszyć, by później na spokojnie posprawdzać błędy i przerobić plik na odpowiednie formaty.
Więcej napiszę później, teraz już idę spać, ustawię tylko harmonogram na normalną godzinę i zamykam oczy, by znów wrócić do komputera kolejnej nocy. Cztery godziny snu to zdecydowanie za mało, ale podobno mam się wyspać po śmierci, więc.. jutro także zarwę noc
Antonina Kostrzewa
antonina kostrzewa podpis

czwartek, 15 listopada 2012

Nieśmiały = aspołeczny?

Dlaczego w naszym społeczeństwie osoba nieśmiała jest automatycznie uznawana za aspołeczną. Gorzej jeszcze jest tu także dyskryminacja ze względu na płeć i tym razem to mężczyźni nie są górą. W końcu w potocznym języku kobieta powinna być nieśmiała, a nieśmiały facet, to nie facet. I jak widać niektóre stereotypy pozostały do teraz. Jak już kiedyś tutaj wspominałam, to mężczyzna jest powinien być zdobywcą, czyli to jego zadaniem powinno być zauroczenie kobiety swoim wyglądem, a w szczególności działaniami. 
Co ma zrobić nieśmiały? Chyba nic, najlepiej jakby nie przychodził na spotkania towarzyskie, bo i tak będzie się nudził. Sama dobrze pamiętam z moich młodszych lat, gdy chłopak siedział sam w kącie i nie rozmawiał z nikim na imprezie, to dziewczyny albo się naśmiewały, albo podchodziły do niego, aby jeszcze bardziej go onieśmielić (No dziewczyny, która mi się przyzna do tego teraz??). Zresztą taki osobnik najczęściej był skreślany, nawet nie z życiowych planów, co po prostu uznawany za osobę niegodną uwagi. Dlatego właśnie, jeśli taki już się znalazł w jakimś towarzystwie, bardzo szybko odizolowywał się od reszty, a później niepostrzeżenie wychodził.
nieśmiałość, aspołeczność, osoba, koszulka
Z perspektywy czasu sama stwierdzam, że nie zrobiłam nic, by pomóc takiej osobie odnaleźć się w towarzystwie. Cóż, może inni wezmą ode mnie dobry przykład i po prostu porozmawiają z taką osobą. 
Z innych przekonań, które pokazało mi życie jest to, że nieśmiałego wszyscy na siłę próbują zeswatać. Nieważne z kim, nieważne jak, liczy się efekt. W końcu można mu jakoś pomóc, bo skoro on nie potrafi zacząć, to pomogą mu znajomi, koleżanki, współpracownicy. Szczęściu wystarczy tylko lekko dopomóc. Może i jest w tym trochę prawdy, bo jeśli uda się nieśmiałej osobie pokonać pierwszy krok, to potem będzie już łatwiej. Tylko zazwyczaj z powolnego wejścia do morza, jest to od razu skok na głęboką wodę, co kończy się jeszcze większym wycofaniem. Wtedy nie tylko unika się płci przeciwnej, ale także i miejsc, gdzie znajomi mogą wpaść na pomysł by nas przypadkiem na kogoś wepchnąć.
swatanie, samotność, nieśmiałość, znajomi, randka
Zresztą by mieć pewność, że tak się nie stanie można w ogóle nie wychodzić z domu lub po prostu całkowicie się obrazić na znajomych za takie działania. Zresztą w oczach płci przeciwnej osoba polecana lub umawiana przez innych na pewno ma coś nie tak ze sobą. I tak źle, i tak niedobrze. Ciężko znaleźć złoty środek, a osobie nieśmiałej najłatwiej przykleić karteczkę aspołecznej, odludka czy dziwoląga. Nawet przy braku takiego szufladkowania i tak będzie odsunięta przez grupę gdzieś na boczny tor, bo brakuje jej czegoś do ogólnie przyjętej "normalności". Nikt nie musi mówić nieśmiałym, jak mają żyć, mogą im czasem pomagać, ale oczywiście nie na siłę, a najważniejsze, by ich po prostu akceptowano, bo bez tego mogą nabawić się tylko depresji.
Antonina Kostrzewa
antonina kostrzewa podpis

środa, 7 listopada 2012

Samotność to poczucie wyobcowania

Każdego dnia, na każdym kroku pojawia się to dziwne, nawet znajome poczucie, że jesteśmy tutaj w ogóle niepotrzebni i że świat poradziłby sobie lepiej bez nas. Tak naprawdę wcale nie musi być dla nas dzisiaj ciężki dzień, ani nikt nam na nic nie zwrócił szczególnej uwagi, lecz gdzieś to w nas siedzi. Obserwujemy wokół ludzi, czy to w sklepie, czy w barze i uświadamiamy sobie, że choć dziewczyna przyszła sama, a on je w samotności, to nie są w ogóle tak zagubieni, jak my. To właśnie nam się tylko wydaje, że wszyscy wokół na nas patrzą i nas oceniają, a z drugiej strony traktują nas, jak powietrze. 
stolik, restauracja, samotność, osobno
Życie w takim świecie to codzienne problemy z otoczeniem, a zwłaszcza z bliskimi, którzy nas nie potrafią zrozumieć, a my ich jeszcze bardziej. Zamykamy się coraz bardziej w sobie zagłębiając się coraz bardziej w błędne koło. Cokolwiek zrobimy będzie coraz gorzej, a raczej tak myślimy, bo nigdy nic nie zmieniamy. Świat obok pędzi bez zatrzymywania, a dla nas każda decyzja niosąca jakieś konsekwencje w życiu wymaga dużo czasu. Nawet, jeśli już coś robimy, to jest to tylko kolejna maska, nasz strój maskujący, by inni zobaczyli, że u nas wszystko w porządku. Dodajemy trochę uśmiechu, rozmawiamy z innymi i nikt już się o nic nie pyta, a w domu gdy już nasz stan emocjonalny wraca i możemy tylko leżeć na łóżku i płakać. 
I tu pojawia się pytanie. Lepiej udawać czy lepiej być sobą? Czy ponosić konsekwencje swoich czynów czy po prostu wtopić się w szary tłum. Wybór należy do Was.
Antonina Kostrzewa
antonina kostrzewa podpis

poniedziałek, 29 października 2012

31.10 - Wioska przeklętych

Po zeszłorocznej antologii opowiadań grozy z Halloween w tle niniejszym ogłaszam, że już możecie ściągnąć kolejną, drugą część pod tytułem: "31.10 - Wioska przeklętych". Ebook jest dostępny tutaj, całkowicie za darmo dla was, a do tego w trzech najbardziej popularnych formatach, czyli Epub, Mobi i Pdf, więc nie będzie problemu z czytaniem na praktycznie wszystkich czytnikach ebooków, jak i na komputerach.
31.10 Wioska przeklętych, ebook, książka, antologia grozy, za darmo
Specjalnie dla was prawie trzydziestu autorów napisało różnorodne opowiadania od lekkiej grozy z uśmiechem do prawdziwych horrorów. To wszystko możecie przeczytać już dzisiaj.
Tutaj lista autorów i opowiadań, wśród nich także i moje nazwisko, jak i moje opowiadanie:

"Z nieba zstąpienie" Kinga Ochendowska
Wielkie powroty mistrza Gottentota" Paweł Mateja
"Zbłąkana Dusza" Andrzej Paczkowski
"Wioska Przeklętych" Michał Stonawski
"Obok" Marcin Podlewski
"Wywiad z wiedźmą" Chepcher Jones
"Wurdałak" Grzegorz Gajek
"Skrzypce" Anna Rybkowska
"Rachunek nie do spłacenia" Tomasz Krzywik
"O jedną noc za dużo" Piter Murphy
"Pielgrzymka" Ewa Bauer
"Transparentni" Arkadiusz Siedlecki
"Korepetytorka" Karolina Wilczyńska
"Noc" Anna Klejzerowicz
"A co, jeśli zło wygląda jak ja?" Sylwia Skorstad
"Kwestia smaku" Daniel Koziarski
"Długa noc w Strzyżewie" Tymoteusz Raffinetti
"Łaknienie" Kornelia Romanowska
"Krypta" Tomasz Percy, Marcin Janiszewski
"Witaj w domu" Kamil Czepiel
"Sekret" Marek Ścieszek
"Utylizacja" Marek Grzywacz
"Przyjaciel z dzieciństwa" Szymon Adamus
"Rzeźnik" Antonina Kostrzewa
"Noc Trzynastego" Marek Rosowski
"Koty ze Strzyżewa" Krzysztof Maciejewski
"Voodoo" Magdalena Witkiewicz

Tutaj filmik reklamujący:


Kto jeszcze nie czytał, może przeczytać zeszłoroczne opowiadanie: 31.10, czyli Halloween po polsku.

Pamiętajcie, Halloween już za chwilę, a na mroźne wieczory interesująca książka grozy na pewno podniesie temperaturę.
Antonina Kostrzewa
antonina kostrzewa podpis

środa, 24 października 2012

pisanie czy Pisanie

Czasami mam dylemat, co mam pisać. Z jednej strony pisanie bloga uważana jest przez niektórych stratą czasu, który można przeznaczyć na pisanie książki. Ja jednak znajduje chwilę, co tydzień, by coś tutaj przekazać. Czasami ciekawszego, czasami mniej. Tylko rozpoczynając nowy wpis mam mały problem, bo jeśli już się wezmę za pisanie, to chętnie też bym przeznaczyła ten czas na książkę lub opowiadanie, bo jutro może nie być już okazji albo weny. Nie uważam też, by pisanie tutaj było niejako gorsze od pisania książek. W końcu nie ważne, co się pisze, byleby się pisało. Dlatego robię to każdego dnia, lecz brakuje mi czasem pisania odręcznego, lecz jeszcze bardziej brakuje mi czasu na przepisywanie tekstu. Nikt mi nie płaci za to, że piszę, no może do momentu, jak ktoś stwierdzi: "Dziękuję za propozycję wydawniczą, chętnie się z panią spotkamy, by omówić szczegóły....". Na inne pisanie także znajduję chwilę czasu, więc jakoś to wszystko jestem w stanie połączyć.
W takim razie robię to nadal zapełniając kolejne strony tego bloga wpisami o samotności i nieśmiałości, a czasami właśnie na tematy książkowe. Kiedyś sprawdzę, ile stron tutaj zapisałam. Poza tym cieszę się, że każdego dnia tak wiele osób mnie tutaj odwiedza zostawiając już prawie pięćset komentarzy. Dziękuję wam za to i zapraszam ponownie.
Życzę wam dużo szczęścia w życiu bez niepotrzebnych zmartwień.
A już za niedługo będę miała dla wam bardzo dobre wiadomości. Wtedy będę mogła napisać na blogu coś więcej.
Antonina Kostrzewa
antonina kostrzewa podpis

środa, 17 października 2012

Pisanie to praca dodatkowa

Piszę to z własnego doświadczenia, jak i z doświadczenia innych pisarzy i pisarek. Wiem dobrze, że zaraz pojawią się głosy, że ogólnikuje, że wrzucam wszystkich do jednej szuflady itp. Trudno, ale niestety tak jest i ciężko się z tym pogodzić. Nie jest to tekst o osobach, które de facto żyją bezpośrednio z pisania nie musząc wykonywać żadnej innej pracy, ale osób mogących sobie pozwolić na taki luksus jest naprawdę niewiele. Nie każda osoba, która przelała swoje myśli na papier i udało jej się znaleźć wydawnictwo, które wydało książkę i zapewniło jej promocję, staje się osobą sławną i bogatą. Niestety nie. Spoglądanie na świat przez pryzmat literatury angielskojęzycznej i porównywanie pisania do prostej czynności, dzięki której, przy siedzeniu w domu i praktycznie nic nie robieniu, można znaleźć się na liście bestsellerów i wieść spokojne życie, a następnie doczekać się ekranizacji swojej książki w oskarowym filmie w gwiazdorskiej obsadzie, jest niestety mylne. Nikt nie porównuje wysiłki polskich pisarzy i pisarek do sławy i bogactwa Stephena Kinga czy Joanne Rowling. Tak samo nie porównuje się aktorów do Johnego Deppa czy Gwyneth Paltrow, chociaż z aktorstwem to zupełnie inna para kaloszy.
nadzieja, motyl, gąsielnica, robak, metamorfoza, przepoczwarzenie, lepsze jutro
Wracając do pisania. Jeśli uda się nam już książkę wydać, a nawet trafić do top 10 w Empiku czy innej dużej sieci, to nie oznacza, że nie musimy się już martwić o przyszłość. Choćby wydawnictwo zapłaciło nam zaliczkę (to ta część wynagrodzenia, która zawsze rozchodzi się szybciej, niż się wydaje) i rozliczyło się z nami ze sprzedanego nakładu w okresie krótszym, niż rok, to nadal nie można być pewnym, że na następne święta będzie za co kupić prezenty. Pisarze rzadko dostają wynagrodzenia miesięczne, więc każdy większy zastrzyk gotówki rozchodzi się w błyskawicznym tempie, najczęściej na spłatę długów u rodziny i znajomych. W tym momencie dochodzimy do kwintesencji pisania, otóż przetrwanie miesiąca. Nasza książka ciągle się sprzedaje, może będzie nawet i dodruk, więc na pewno czekają na nas pieniądze, ale by mieć na bieżące wydatki, gdy z zaliczki nie pozostało już praktycznie nic, musimy szukać innego rozwiązania. Na fali sukcesu tworzymy szybko opowiadanie, umieszczamy w sieci jako ebooka (o ile nie sprzedaliśmy duszy wydawnictwu i wszystko wydajemy przez nich) i patrzymy na rosnące słupki sprzedaży. Czy da się z tego wyżyć? Raczej ciężko, bo miesięcznie raczej na czynsz nie starczy. Załóżmy więc poczytnego bloga, znajdźmy sponsorów, dodajmy reklamy i znów zaglądanie w statystyki. Trochę osób wchodzi, nie komentują, ale pewnie się wstydzą. Nie chcą klikać w reklamy, pewnie się boją, ale jest, ktoś w końcu to zrobił. Mamy całe 2 (słownie: dwa) centy, teraz tylko dobić do magicznej granicy 100 i pieniądze są nasze. Jedynym problemem jest to, że nie teraz, ale za parę miesięcy, może dłużej. Tylko, że jesteśmy już wielcy w naszym mniemaniu, więc do zwykłej pracy nie pójdziemy, ale oto trafia się niebywała okazja - płatny wywiad do kolorowego czasopisma - dlaczego nie. Trochę tendencyjne pytania, ale łatwo zarobione pieniądze, więc teraz tylko znaleźć parę groszy na zapełnienie lodówki. Póki nazwisko jeszcze ciepłe można napisać jakiś płatny artykuł do gazety czy miesięcznika, jeśli się uda, to nawet na zasadzie dłuższej współpracy. Rozliczenie często z długim terminem, ale na zakupy, jak znalazł. O wizytach w telewizji śniadaniowej można zapomnieć, wzmianka o nas w programie kulturalnym - jak najbardziej, a to zawsze może podnieść sprzedaż. I gdy kończy się miesiąc zerkamy w dół, dokładnie tam, gdzie na dnie przepaści znajduje się stan naszego konta. W tym momencie zdajemy sobie sprawę, że dłużej w ten sposób nie damy rady żyć. Może nie z samego braku pieniędzy, co z depresji i zdenerwowaniu oraz ciągłym myśleniu, jak je zdobyć. Tak dłużej nie może być. Dlatego wracamy do dawnej pracy, znajdujemy sobie nowe zajęcie. Takie całkowicie przyziemne, nic wyjątkowego, jak szef redakcji, tylko mieszamy się w tłum szarych ludzi wykonujących każdego dnia te same zadania.Wracając do domu, gdy już opadnie pierwsza faza zmęczenia, siadamy przed komputerem, oglądamy statystyki - sprzedaży, odwiedzin, wpływów na konto. Z lekko smutnym uśmiechem myślimy, że w przyszłym miesiącu może będzie lepiej, że będzie można zrezygnować z pracy, ale zdajemy sobie sprawę, że następny miesiąc może być tylko gorszy od poprzedniego. W zaciszu domu, gdy wszyscy już śpią, piszemy po cichu nową książkę mając nadzieje, że odmieni nasze życie i wprowadzi nas na wyżyny świata. Teraz jednak z wzrokiem utkwionym w zegarku podejmujemy ryzyko napisania jeszcze kilku linijek w zamian za parę minut mniej snu, którego jutro nam zabraknie w połowie pracy.
budzik, alarm, timer, sen, pistolet, łóżko
Zaś wszystkim tym, którzy odnaleźli się w pisaniu i znaleźli w nim sposób na życie, chcę serdecznie pogratulować i życzę dalszych sukcesów.
Antonina Kostrzewa
antonina kostrzewa podpis

środa, 10 października 2012

31.10 Wioska przeklętych - zapowiedź

Już minął prawie rok od premiery ebooka "31.10, czyli halloweeen po polsku", gdzie mogliście całkowicie za darmo przeczytać opowiadania grozy różnych autorów, w tym także i moje.
W tym roku, tuż przed samym Halloween ukaże się kontynuacja pod tytułem "31.10 - Wioska przeklętych". Co to za straszna wioska, jacy autorzy będą pisali i ile opowiadań tam znajdziecie, dowiecie się już wkrótce.
Póki co przedstawiam wam okładkę autorstwa Michała Olejarskiego:
31.10, halloween po polsku, ebook, okładka Wioska przeklętych
Gwarantowane straszne opowiadania, także z odrobiną humoru, a czasem z garścią ciemnego mroku. To wszystko już przed wami.
Antonina Kostrzewa
antonina kostrzewa podpis

środa, 3 października 2012

Jesień sprzyja pisaniu i.. lenistwu

Liście pożółkły na drzewach, a i sama pogoda nie sprzyja wyjściom na świeże powietrze. Z tego też względu, z lekkim katarem leżę w łóżku i staram się jakoś zorganizować. Jesień sprawia, że odkrywam swoje stare opowiadania, ale zamiast je złączyć w jedną całość, to układam konspekty do nowych, a także tworzę ogólne zarysy postaci. To chyba tak, na wypadek nagłej śmierci, jak w przypadku Alistaira MacLeana. Widać to bardziej nie jest głowa pełna pomysłów, co raczej lenistwo.
lenistwo, lista, niechęć, brak chęci
Każdy skończony zarys opowiadania ląduje w osobnym katalogu i czeka na swój odpowiedni czas, który może nigdy nie nadejść. W końcu nie wiadomo, kiedy następnym razem tam zajrzę. Za każdym razem sobie obiecuję, że to już ostatni raz i teraz na pewno dokończę pisać, ale jak widać to nie pomaga. Może łatwiej będzie słać konspekty do wydawnictw i w razie pozytywnej odpowiedzi dostać "powera" na szybkie dopisanie i poskładanie reszty. Zobaczymy.
Siedząc w łóżku, tak sobie przeglądam śmieszne zdjęcia z kotami i wychodzi na to, że to nawet przyjazne zwierzęta, tylko jakoś dostało im się, że są kojarzone z wiedźmami i samotnymi? Takie pewne stereotypy. Gdyby tylko potrafiły mówić...
kot, łóżko, rozmowa, pizza, niezrozumienie, dziewczyna
Wracam do chorowania. Do przeziębienia. Do depresji jeszcze mi daleko.
Antonina Kostrzewa
antonina kostrzewa podpis

środa, 26 września 2012

Nieśmiałość, a funkcjonowanie w społeczeństwie

Czasami niczym niewidzialni, czasami po prostu pomijani, w ten sposób nieśmiali uświadamiają sobie, jak ciężko funkcjonować jest w wielkim mieście. I dlaczego to akurat na nich, spośród tłumu innych ludzi zawsze wypadnie (przecież niczym się nie wyróżniają), ta obojętność i celowe pomijanie.

Idziemy do sklepu, może być nawet super-, hipermarket i stajemy sobie spokojnie w kolejce do kasy, by od razu usłyszeć, proszę skorzystać z innej kasy, idę na przerwę. I idziemy do kasy obok, gdzie ludziom się z wózków zakupy wysypują, ale stoimy spokojnie. W tym czasie na końcu naszej poprzedniej kolejki ktoś się ustawia (może być nawet zwykły jegomość), a kasjer(-ka) powie tylko: "To niech za panem nikt więcej się już nie ustawia". Nic nie mówimy, bo co mamy mówić. Czekamy cierpliwie na naszą kolej i gdy już mamy być obsługiwani, nagle pracownik musi zadzwonić do kierownika, by mu powiedzieć, że od rana skaner mu się psuje, że źle kody są nabite itp. Kończąc rozmowę bez żadnego przepraszam, zaczyna pakować rzeczy pozostawione przez klientów do koszyka i w łaskawie zaczyna nas obsługiwać. Po chwili kolejny problem, niestety kod na jabłkach się źle wybił i ręcznie też się nie da go wprowadzić. "To ja to pani niestety muszę odłożyć". Kiwamy twierdząco głową wiedząc, że przed chwilą dla kogoś dzwonił do kasy obok po kod produktu, albo nawet poszedł na sklep to samemu sprawdzić. No nic, to w końcu tylko jabłka. Zanim jednak możemy zapłacić musimy tradycyjnie poczekać na wymianę papieru, która zawsze się musi nam przytrafić, a przy samym wyjściu muszą "zapikać" bramki i niczym złodzieje musimy się tłumaczyć i pokazywać paragon. Tak już niestety czasami jest. Idziemy do kiosku po jakąś gazetę, już ma być nasza kolej, gdy nagle ktoś wpada i krzyczy, że chce papierosy. Tym razem zwracamy mu uwagę, że teraz powinno się nas obsłużyć, a tu jesteśmy całkowicie zignorowani, bo pan już rozmawia tylko z ekspedientkę: "Da mi pani tamte zielone, ja się spieszę, tu mam pieniądze odliczone". Oczywiście dostaje paczkę przed nami i jak nigdy nic sobie wychodzi, a my znowu tracimy czas. I jak tu nie krzyczeć.
Idę na autobus. Widzę z daleka, że jedzie, więc biegnę na niego. Kierowca oczywiście mnie widzi i gdy jestem już niecałe pięć metrów od niego, autobus zamyka drzwi i najspokojniej w świecie, sobie odjeżdża. Teraz muszę poczekać tylko dwadzieścia minut, dobrze, że nie pada.
upadek, kobieta, schody, spadanie, parasol
Może jeszcze sytuacja z baru czy restauracji szybkiej obsługi. W tej drugiej to dla mnie jest gorzej, niż gdziekolwiek indziej. Nawet jak jest kolejka i nikt się przed nas nie wepchnął, ani nie zamówił przed nami, to jak dochodzi nasza kolej, to po chwili okazuje się, że jesteśmy pominięci przez samą obsługę. Otóż wszyscy wokół dostają szybciej zamówione jedzenie od nas. Upominamy się po raz pierwszy, w odpowiedzi "A tak, tak, już podaję". Czekamy dalej. Upominamy się po raz drugi, "A co pani zamawiała?". Jakby nie wiedzieli. I dopiero za trzecim razem udaje się wyegzekwować to, za co już przecież zapłaciliśmy.
kobieta, bar, samotna, stolik, piwo
Osoba, która zamawiała w tym samym czasie, co ja, już dawno zjadła i sobie poszła. Czy to nieśmiałość, brak pewności w głosie czy po prostu przypadek? Wracając do barów, do których tak często nie chodzę, to jednak za każdym razem, gdy tam jestem przechodzę przez to samo. Stojąc przy samym barze, barman mnie ignoruje, a przecież widział, że tu stoję, że do tego jestem kobietą, więc nie będę się przekrzykiwać, by dostać coś szybciej. I stoję tak i czekam, jakbym miała być obsłużona dopiero, gdy już nikogo poza mną tutaj nie będzie. Zazwyczaj kończy się to tak, że w międzyczasie przychodzi moja koleżanka i zamawia za mnie, a później by ominąć barowy problem, mówię jej, by zamówiła mi też coś, jak już idzie.
Po takim dniu, gdy już wracam do domu, mam ochotę tylko usiąść i zapłakać. Nie robię niczego inaczej, nie ubieram się dziwnie, ani tak samo nie wyglądam. Jednak każdego dnia jestem gdzieś pomijana, a w pozostałych momentach wyróżniam się z tłumu, jak to w przypadku ochrony bywa. To jeszcze był w miarę spokojny dzień. Gorzej, gdy wybieram się na pocztę, do banku, urzędu skarbowego, zusu. Tam nikt mnie nie słucha, nikogo nie obchodzą moje tłumaczenia, widocznie mam się czuć niczym taka mała, nic nie znacząca istostka.
Tak, czasami jest ciężko.
Antonina Kostrzewa
antonina kostrzewa podpis

środa, 19 września 2012

Przemyślenia blogowe i samotnościowe

Stali bywalcy mojego bloga zapewne wiedzą, jak przywiązana jestem do statystyk, dlatego, co jakiś czas o nich piszę. Tym razem nie będzie o liczbach, lecz o źródłach ruchu na mojej stronie. Otóż większość ruchu na mojej stronie to oczywiście odesłania z największej wyszukiwarki. Martwi mnie natomiast to, że jest tam także dużo wejść z wyszukiwarki grafiki. Czy to ma znaczenie? Pozornie nie, ale w praktyce wygląda to tak, że po wpisaniu w wyszukiwarce grafik "samotność" znajduje moje zdjęcie - zapisuje je sobie na dysku i zamyka stronę. Praktycznie nie widzi mojego bloga, nie czyta treści, po prostu znalazł interesujący go obrazek i teraz może skupić się na czymś innym. Czemu mnie to martwi? Cieszy mnie, gdy widzę, że na bloga zagląda coraz więcej osób, ale jeśli część z nich nawet nie spojrzy przez chwilę na to, co napisałam, to już mi się to mniej podoba. 
życie, możliwości, chęci
Już bardziej wolę osoby, które weszły na stronę, stwierdzają, że jest ona słaba i nie znaleźli tu tego, czego szukali i ją zamykają po chwili. Szczerze mówiąc, mi też się blog nie do końca podoba, ale ani nie mam czasu na zmianę szablonu, a i też te dostępne nie podobają mi się. Może tu nie o czas chodzi, tylko o samą chęć poprawek, bo jak dobrze wiecie internet skutecznie zabiera czas na potrzebne rzeczy. Blog jeszcze nie wygląda, jakby był z lat dziewięćdziesiątych, ale nowoczesny też nie jest. Nadejdzie jeszcze ta chwila, gdy zbiorę się w sobie i stworzę tutaj coś nowego, zapowiadanego tak gdzieś od początku roku. 
To chyba na tyle z mojego krótkiego, lekko narzekającego wpisu. Tendencję narzekania na wszystko i wszystkich samotni mają chyba od zawsze, a do tego dochodzi zazdrość, zawiść i miliony innych złych rzeczy, które życzymy innym, którzy mają lepiej od nas (albo sami tak tylko o nich myślimy). Po prostu niektórych rzeczy, jak nienawiść do świata, nie można zmienić. Wszystko przez to, że samotni mają za dużo czasu dla siebie, co w połączeniu z intensywnym myśleniem niewiele daje dobrego. Szkoda tylko, że tą całą, skrywaną w nas energię, nie wykorzystujemy na sporty, z powodu braku chęci do czegokolwiek, a gdy już przestajemy przejmować się naszym wyglądem, dalsze pytania, dlaczego wciąż nikogo nie możemy znaleźć, można po prostu przemilczeć.
samotność, stereotyp, brzuch, łysina, piwo
Jeśli naprawdę chcemy zmienić nasz los, nie zmieniajmy się w wiedźmę z tłustymi włosami i sforą kotów, ani też nieogolonego złośnika z wielkim brzuchem i piwem w ręku. To naprawdę nie pomaga, a naszym znajomym daje odpowiedź na naszą samotność. Zmieńmy się na lepsze.
Antonina Kostrzewa
antonina kostrzewa podpis

czwartek, 13 września 2012

Początki jesieni

Niby jeszcze czas do jesieni. Jeszcze nie zrobiło się wystarczająco zimno, ani też deszcz nie stuka każdego dnia o nasze szyby, to i tak wiemy, że przed nie uciekniemy.

Przychodzi każdego roku. Dla jednych oznacza koniec wakacji i początek roku szkolnego, dla innych chwilę wytchnienia od skwaru i wymarzony urlop. Dla niektórych jest to informacja, by trochę przyhamowali, tak, jak robi to sama przyroda. Gdy już trochę zwolnimy mamy czas przemyśleć sobie minione miesiące. Co osiągnęliśmy, co zaprzepaściliśmy, a co odłożyliśmy na później. Wspomnienia mogą być miłe, ale i też drastyczne, zwłaszcza, jeśli chodzi o samotnych, których sytuacji nie zmieni, ani jesień, ani trzęsienie ziemi. Jednak to wtedy przestają się przejmować własnymi niedoskonałościami i postanawiają opuścić swoje cztery ściany i ruszyć w świat, nie tylko nocą. Te wędrówki i chęć obcowania ze światem mogą być przełomowe w ich życiu. Ale nie, oni nie są gotowi i tak naprawdę nie wiedzą, czy kiedykolwiek będą? Mogą rozmyślać, patrzeć na deszcz spływający powoli po szybie i ludzi chowających się się pod parasolami 
jesień, balon, łóda, para
Oni też są częścią społeczeństwa,  lecz zawsze stoją gdzieś z boku, jakby byli wyłączeni z tej wielkiej gry o przedłużenie gatunku. Taka to już jesień i choćby padać miało cały wrzesień i październik to dla nich jedynie wymówka, by nie musieć specjalnie wychodzić z domu. Nic ich nie zmusi,  końcu każdy już ich zna. Cztery ściany, komputer i własny świat jest o wiele bardziej interesujący, niż ten za oknem. Nie masz podobnie?
Może pora coś zmienić Wprowadzić choćby teorie małych kroków rozpoczynając od dzisiaj. Położyć się spać przed 12. Proste, a jednak nie takie banalne, bo nocne życie miasta zaczyna się długo po północy, zwłaszcza w sieci. Nie ma też czasu na spacery, chęci ujrzenia tych złotych i miedzianych liści, gdy chęci nie ma już więcej. I tak naprawdę z jesienią wiatr przynosi także depresję, która po lecie ma gorzki smak porażki Nie ma się, co oszukiwać. Nic nie wydarzyło się  godnego uwagi przez te ostatnie miesiące. Prośby i chęci znajomych niewiele dały, bo nadal jesteśmy sami.Są rzeczy, których nikt nie zrobi za nas.
książka, wanna go out,, propozycja
I ja też już powoli czuję to wyciszenie. Julka zaczęła szkołę, co oznacza, że mój własny świat wrócił na stare czasy i mogę się powoli ze wszystkim ogarnąć. Może uda mi się zadbać trochę o tego bloga, co już obiecuję od dłuższego czasu, a czasu mi zawsze szkoda. Z moim pisaniem jest tak, jak dawniej, czyli niezbyt ciekawie. Musiałabym zrobić małą korektę, bym miała, czym wydawców zainteresować. W takim wypadku przed Nowym Rokiem wydam w formie ebooka kolejne opowiadania, bo tych mnie zawsze  dużo.
Antonina Kostrzewa
antonina kostrzewa podpis

czwartek, 6 września 2012

Samotność (nie) zawsze brzmi źle

Nieważne, jakbyśmy mieli nazywać samotność (opuszczenie, izolacja, alienacja), to zawsze ma to wymiar negatywny. A jeśli zamiast patrzeć na samotność w ten sposób, spojrzymy tylko na sam wyraz "Samotność".
samotność, przystanek,
Przeczytamy go raz jeszcze powoli, najpierw w myślach, potem po cichu, a na końcu głośno lekko sylabizując. Tak naprawdę nie ma w tym słowie nic złego, gdybyśmy tylko nie znali jego znaczenia. W takim razie zapraszam do podróży po samotności w różnych językach zaczynając od angielskiego:*

- English Language : Loneliness
- Afrikaans Language : eensaamheid
- Albanian Language : vetmia
- Arabic Language : عزلة
- Armenian Language : Մենակություն
- Azerbaijani Language : tənhalıq
- Basque Language : bakardadea
- Belarusian Language : адзінота
- Bulgaria Language : самота
- Catalan Language : solitud
- Chinese (Simplified) Language : 孤单
- Chinese (Traditional) Language : 孤單
- Croatian Language : usamljenost
- Czech Language : osamělost
- Danish Language : ensomhed
- Dutch Language : eenzaamheid
- Estonian Language : üksildus
- Filipino Language : kalungkutan
- Finnish Language : yksinäisyys
- French Language : solitude
- Galician Language : soidade
- Georgian Language : მარტოობა
- German Language : Einsamkeit
- Greek Language : μοναξιά
- Haitian Creole Language : solitid
- Hebrew Language : בדידות
- Hindi Language : अकेलापन
- Hungarian Language : magányosság
- Icelandic Language : einmanaleika
- Indonesian Language : kesendirian
- Irish Language : uaigneas
- Italian Language : solitudine
- Japanese Language : 孤独
- Korean Language : 고독
- Latvian Language : vientulība
- Lithuanian Language : vienišumas
- Macedonia Language : осаменоста
- Malay Language : kesendirian
- Maltese Language : solitudni
- Norwegian Language : ensomhet
- Persian Language : تنهایی
- Polish Language : samotność
- Portugese Language : solidão
- Romanian Language : singurătate
- Russian Language : одиночество
- Serbian Language : усамљеност
- Slovak Language : osamelosť
- Slovenian Language : osamljenosti
- Spanish Language : soledad
- Swahili Language : upweke
- Swedish Language : ensamhet
- Thai Language : ความเหงา
- Turkish Language : yalnızlık
- Urdu Language : تنہائی
- Vietnamese Language : sự cô đơn
- Welsh Language : unigrwydd
- Yiddish Language :   לאָונלינאַס


Prawdę mówiąc, nie jest to takie straszne słowo. Niektóre z nich brzmią nawet ładnie, a skoro tak jest, to nie musimy się bać samotności. Od dziś możemy ją nazywać przecież 'Soledad'.

*tłumaczenie ze strony: http://en.organisasi.org/translation/loneliness-in-other-languages
Antonina Kostrzewa
antonina kostrzewa podpis

piątek, 31 sierpnia 2012

Czy nieśmiałość jest śmieszna?

Ja bym tego nie nazwała nigdy śmieszna, bo dla osób nieśmiałych jest ona po prostu żałosna. Dla innych jest nie tyle, co śmieszna, co może być powodem do śmiechu i drwin.
Poniżej zamieszczam kilka filmików. Pierwsze trzy dotyczą zagadywania obcych dziewczyn, przez powiedzmy nieśmiałą osobę. Reakcją dziewczyn w przypadku ucieczki czy zakończenia rozmowy jest śmiech, zdziwienie i zaskoczenie. Prowadzący odgrywa tutaj rolę nieśmiałego i po niepowodzeniu odchodzi z uśmiechem. Tylko wyobraźmy sobie teraz sytuację prawdziwego nieśmiałego. Czy naprawdę będzie mu do śmiechu? Czy może wróci zmartwiony do domu z obietnicą, że już nigdy nie podejdzie do żadnej dziewczyny. To właśnie z takich prostych sytuacji powstają później wielkie problemy prowadzące do długotrwałej depresji i lęków przed rozmową z obcymi. Z punktu widzenia nieśmiałego każda taka porażka jest ciężka i nie będzie on próbował tego powtarzać
Filmiki bardzo miło się ogląda, ale proszę was o spojrzenie na nie w inny sposób. Wyobraźmy sobie minę smutnego, nieśmiałego chłopaka, który naprawdę w tym wypadku ucieka. Może byśmy poszły za nim i same z nim zaczęły rozmowę, a może spotyka nas to czasem i nawet nie zwracamy na to uwagi.
Zapraszam do oglądania:

Część druga:

Część trzecia


A na koniec jeszcze jeden filmik. Tym razem o reakcji ludzi na łapanie ich za rękę:



A wy co o tym sądzicie?
Antonina Kostrzewa
antonina kostrzewa podpis

środa, 29 sierpnia 2012

Samotność to ciągłe życie pod kreską

Każdego dnia przemysł filmowy pokazuje nam serialowe singielki i singli, którzy żyją we własnych czy wynajmowanych mieszkaniach, jeżdżą dobrymi samochodami, jedzą w restauracjach, uprawiają sport i robią zakupy nie martwiąc się o rachunki. Jeśli do tego dojdzie dziecko, to zawsze ma swoją opiekunkę, a samotny rodzic zawsze znajdzie czas by się nim zając po pracy i z uśmiechem na ustach położyć się spać koło północy. Jak jest naprawdę?

Tak naprawdę nigdy nie wiedziałam, skąd producenci  i scenarzyści znaleźli taki wizerunek samotnych. Zazwyczaj pracują w agencji reklamy, mają swój mały, ale własny kąt z obowiązkowymi meblami z Ikei, a do tego mogą prowadzić imprezowe życie. I to nawet, gdy muszą zajmować się dzieckiem, to większość czasu spędzają ze znajomymi. Czasem się zaśmieją, gdy mówią: "a to zapłacę kartą kredytową, najwyżej spłacę w przyszłym miesiącu". Nikt się nie martwi wydatkami, nie jest zmęczony i ma czas na wszytko. Czy to dlatego, że zawsze znajdą się ludzie sukcesu? Czy może dlatego, że to świat singli, a nie samotnych?
kobieta, żakiet, winda, praca
Jeszcze do niedawna myślałam, że to nieistniejący świat Amerykanów, ale podobne historie produkują polscy filmowcy, więc widocznie skądś muszą czerpać takie pomysły. Może stażystka w dziale reklamy zarabia trzy tysiące na miesiąc, a do tego rodzice płacą jej za mieszkanie, ale jakoś wśród moich znajomych takich osób nie ma. Może nie mają znajomości, a może brak im przebicia. Sama nie wiem, po prostu z mojego doświadczenia, takiego świata osób samotnych nie ma.Prawda wygląda zupełnie inaczej.
Już samo znalezienie dobrej pracy jest dla samotników problemem, co już opisałam w felietonie: "Samotność, a.. praca i pieniądze". Jeśli nie mieszkają z rodzicami, ani ze znajomymi ze studiów, to po opłaceniu czynszu i opłat wiele na życie już nie pozostaje. W tym momencie przydaje się posiadanie karty kredytowej, którą mają zadłużoną cały czas i spłacają ją co miesiąc, z wypłaty, by później znów powiększyć dług. W momencie płacenia rachunków pojawia się comiesięczna depresja spowodowana brakiem dostępnych środków na koncie, a jeszcze bardziej brakiem chęci do zmian tego stanu. Z powodu braków środków nie jedzą na mieście, chyba że w jakiś barze z jedzeniem na wagę, gdy koszt zakupu jest niższy niż gotowanie w domu dla jednej osoby. Zresztą posiłek z torebki z przyprawami nie można nawet nazwać pełnowartościowym daniem. Z powodu ciągłego braku pieniędzy zapożyczają się u znajomych, a później ich unikają, bo nie mają z czego oddać i boją się po raz kolejny tłumaczyć. To nie jest normalne życie, to udawanie, że się nie wegetuje ani nie jest bezdomnym. Rodzinę można jeszcze jakoś oszukać, że wszystko jest w porządku, przyjaciół, jeśli tacy są, już nie. Wtedy samotni stają się zbieraczami niepotrzebnych, używanych rzeczy: kanapa, mikser, krzesło itp. W końcu czasem trzeba coś zmienić w naszym otoczeniu. Gorzej jest z ubraniami, bo jeśli nie kupujemy w lumpeksach, to jak znajdziemy spodnie, kurtki jesienne, jakieś koszulki? Zostają promocje, wyprzedaże zeszłorocznych kolekcji i ciuchy niefirmowe, co w dzisiejszych czasach od razu wyróżnia i spycha jeszcze bardziej na margines. Obserwując znajomych zadowolonych z życia, z pracy czy z rodziny, nie czujemy zazdrości, co własną słabość, bo nie możemy się odnaleźć w świecie. Tak naprawdę te nasze cztery, zamknięte ściany, to wszystko, co mamy, a cała reszta jest tylko monotonnym snem. 
W przypadku samotnego wychowywania dziecka sprawa jeszcze bardziej się komplikuje, gdyż naszych długów nie jesteśmy już w stanie spłacać, co miesiąc. O dzieciach pisałam już w felietonie: "Samotność, a.. dzieci".
ojciec, dziecko, gra, szachy
Nie pomoże nam becikowe, ani używany wózek czy ubranka, które dostaniemy od znajomych. O ile pieluszki jeszcze nie stanowią tak dużego problemu, to jedzenie dla maluchów, a później buty to spory wydatek. Niewiele samotnych matek czy ojców chętnie chodzi też po zapomogi, bo po prostu się wstydzi, zresztą ich wysokość nie sprawia, że odetchną trochę bardziej. Wtedy i tak zaczynają się problemy, bo trzeba zrezygnować z opłaty niektórych rzeczy i na początek najczęściej jest to mieszkanie. Ze spirali długów ciężko wyjść, zwłaszcza jeśli korzystamy z pożyczek bankowych i nie tylko. Gorzej, gdy przyjdzie nam zapłacić za leki, wizytę lekarza lub inne problemy zdrowotne. Możemy czekać na ten moment, aż nasze życie odmieni się, jak w filmach, albo trwać w tym stanie, w nadziei na lepsze jutro. Jeśli do tego wszystkiego uda nam znaleźć miejsce w przedszkolu czy żłobku i wrócimy do pracy, to starzejemy się o 10 lat w ciągu roku. W dzień praca, po południu dziecko, kawałek wieczoru dla siebie, nocne wstawanie i każdego dnia brakuje przynajmniej trzech godzin snu. Będąc w takim stanie, nie mamy sił na prawidłowy rozwój dziecka, na zabawę z nim czy obserwowanie dokładnie jego poczynań. W końcu mając tak niewiele, nie jesteśmy w stanie wynająć opiekunki do dziecka. Wiadomo pomogą rodzice, rodzina, znajomi, ale nie możemy przekazywać im opieki nad dzieckiem. Jest ciężko, ale w końcu przyjdzie ten dzień, gdy zamiast się zadłużać, zaczniemy spłacać nasze długi, tylko ile czasu to jeszcze potrwa. Gdzie jest ten świat samotnych rodziców z seriali? Czy tak ma wyglądać rzeczywistość samotnych?
Antonina Kostrzewa
antonina kostrzewa podpis

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Nieśmiali nie potrafią się sprzedać

W dzisiejszych czasach, by znaleźć porządną pracę, zaimponować znajomym, rodzinie czy przyszłej połówce, musimy dobrze się zaprezentować. Nie chodzi o kłamanie czy dawanie fałszywych obietnic, tylko pokazanie siebie, w jak najlepszym świetle. Jak to zrobić, gdy nie chcemy za dużo mówić o sobie, bo jesteśmy nieśmiałe/-i.

Prawdę jest, że nieśmiali nie mają problemów z autoprezentacją, gdyż zazwyczaj nie mówią o sobie. W towarzystwie zapytani, czym się zajmujesz na co dzień poza pracą, rzadko opowiadają o tym, co naprawdę robią.Opowiadają o jakiś drobnostkach, że mają mało wolnego czasu, czasem obejrzą film, albo pojeżdżą na rowerze. I choćby w domu malowali, pisali książki czy gotowali niczym najlepszy kucharz świata, to nie pochwalą się tym. Wstydzą się, że ktoś mógłby to źle skomentować, albo chciałby, co gorsza, przyjść zobaczyć na żywo, jak to wszystko wygląda. I właśnie w tym momencie pojawia się problem przekroczenia granicy prywatności osoby nieśmiałej. I choćby przyszła tylko jedna osoba i nie wnikałaby w szczegóły życia czy aranżacji przestrzeni życiowej, to jedno złe słowo, kiepski komentarz lub krzywe spojrzenie zostanie odebrane, jako atak na nieśmiałych, a to już jest kolejny krok do jeszcze większego zamknięcia się w sobie.
geniusz, wizytówka, prezentacja, umiejętności
Tak naprawdę nikt nie wie dokładnie, co robią nieśmiali w swoim wolnym czasie, a oni sami o tym też nie mówią, bo jakoś nie chcą się przechwalać. I zdając sobie sprawę, że każdy w swoim kręgu znajomych ma kogoś, kto mógłby im pomóc się wypromować, albo pozwolić na tym zarabiać, to musieliby oni pokonać tą granicę, której nie chcą przekraczać i nadal działać w swoich czterech ścianach. Nikt nie wie, że potrafimy tworzyć muzykę, strony internetowe, grafikę, albo że jeździmy konno, mamy patent sternika czy kurs spadochroniarstwa, bo nie mówiliśmy o tym, a nikt też nie zapytał. 
W porównaniu do innych osób, nieśmiali wypadają słabo. Jeśli jeden twój znajomy maluje, a drugi, którego on nie zna ma galerię sztuki, to łatwo można ich skontaktować ze sobą i wzajemnie im pomóc. Brak wiedzy o życiu innych sprawia, że te przypadki ułatwiające życie nigdy się nie wydarzą.
udawanie, słoń, tygrys, maskowanie
Gorzej w sytuacji, jeśli chodzi o pracę. Tutaj umiejętność autopromocji na rozmowach kwalifikacyjnych czy nawet już na etapie rzeczy wpisanych w CV jest bardzo ważna. Są stanowiska, które nie wymagają kontaktu z klientami i dużej ilości rozmów telefonicznych. Nie trzeba także mieć dużej styczności z innymi współpracownikami, lecz jeśli na rozmowie o pracę wypadamy, jako osoba niekontaktowa, to jest już problem. Jeśli w pytaniu o to, co robisz w wolnym czasie, jedna osoba opowiada o swoich podbojach w Himalajach, jest przebojowa i chętnie podzieli się tą wiedzą z innymi, zaś druga bojąc się opowiedzieć o swoich pasjach, mówi że lubi posiedzieć przy książce lub obejrzeć film, to raczej każdy szef wybierze tą pierwszą. Nawet jeśli może to się wiązać z ryzykiem uszkodzenia ciała, bo pracownik posiadający odpowiednie kwalifikacje i realizujący się w życiu prywatnym jest bardziej wydajny.
artysta, krytyk, ocena
Dlatego musimy nauczyć się mówić o sobie. Wydobyć na zewnątrz nasze zalety, umieć się nimi chwalić. Postępując, jak zawsze wpadamy tylko w depresję widząc, jak inni, mniej zdolni, poprzez swoje umiejętności prezentacji, potrafią sprzedać wszystko, a zwłaszcza siebie, a to otwiera im furtkę do wielu możliwości. Nie dajmy się i pokażmy też potrafimy mówić o sobie. I choćbyśmy myśleli, że narzucamy się proponując znajomym pomalowanie ścian, a oni nas zbywają, to musimy wiedzieć, że w momencie, gdy będą tego potrzebowali, to przypomną sobie o nas. W ten sposób to działa. Pokażmy się z dobrej strony, pokażmy się światu.
Antonina Kostrzewa
antonina kostrzewa podpis

piątek, 10 sierpnia 2012

Dwusetka, czyli statystyki i takie różne

Czasami ciężko się u mnie doliczyć w ilości napisanych tutaj rzeczy, gdyż część wpisów jest tylko wersjami roboczymi, które nie wiadomo, kiedy ujrzą światło dzienne. W każdym razie, po wielokrotnym sprawdzeniu, mogę stwierdzić, że to jest numer 200.
200 wpisów, antonina kostrzewa
Czy to coś zmienia. W zasadzie nic. Tak, jak numer 100 czy 1000, ale to jest podobnie, jak z rokiem czy dziesięcioleciem istnienia bloga. Po prostu taka mała rocznica dla mnie samej, o której teraz piszę. Minęło duuuużo czasu, nim dobiłam do dwustu. Nie pojawiam się tu często, chociaż staram się być przynajmniej cztery razy w miesiącu. Nie produkuję jednozdaniowych notek i cieszę się, że mam stałą liczbę czytelników. Pozostali zaś wchodzą na stronę głównie w poszukiwaniu zdjęć, ale i oni czasami zostają tutaj na dłużej. Nie jestem też zbyt płodną pisarką, bo od ostatniej książki "Zawstydzeni, czyli skazani na.. Samotność" minęło już dwa lata, a nie zanosi się, by udało mi się ukończyć kolejną, a raczej wydać ją w tym roku. Ci, którzy zaglądają tu częściej, wiedzą, że mam tendencję do zaczynania i nie kończenia wielu rzeczy, a z pisaniem u mnie wygląda to tak, że mam plan i gdy dochodzą z jedną opowieścią do połowy, to zaczynam się skupiać na następnej. W zamian za to do końca roku opublikuję w formie ebooka kilka opowiadań, co podniesie głównie moją świadomość "nicnierobienia". Może uda mi się pozbierać, bo niezakończone sprawy siedzą w głowie i męczą każdego dnia.
jedna rzecz dziennie
Patrząc na statystyki, to moje top 5 najczęściej czytanych wpisów, ma także przekroczone 1000 wyświetleń. Najczęściej czytany jest: Blog samotnej kobiety, zaś resztę znajdziecie z prawej strony w "Popularnych postach".
Przez trzy lata stronę odwiedziło ponad 30 000 osób, co może nie jest liczbą zbyt wygórowaną, lecz ja sama cieszę się z każdej jednej osoby i jeszcze bardziej cieszę się, jeśli znalazła na tym blogu coś interesującego.
Nie będę was zanudzała statystykami, wykresami i ciągami liczb. Dziękuję wszystkim odwiedzającym, komentującym, polecającym, a także tym, którzy źle o mnie piszą. Życzę wszystkim miłej i ciepłej końcówki wakacji.
Antonina Kostrzewa
antonina kostrzewa podpis

wtorek, 31 lipca 2012

Moje własne miejsce na ziemi

Jak byłam mała zawsze lubiłam chować się do szafy. To było moje miejsce, gdzie mogłam się chować przed wszystkimi. Zabierałam ze sobą misia, książkę i latarkę, a gdy mama mnie szukała, to siedziałam w bezdechu, byleby mnie nikt nie usłyszał. Gdy byłam trochę starsza, mogłam zająć łazienkę na dłużej. Fakt posiadania dwóch ubikacji w domu, bardzo to ułatwiał, więc nikt nie krzyczał za bardzo, gdy zabierałam książkę, krzyżówki, obiad, napoje i czasem lody. Siedziałam tam pół dnia, zmieniając wodę w wannie i to był jedyny problem, a raczej problem rachunków za ciepłą wodę. Od tego momentu nie robię sobie moich słynnych sobotnich kąpieli, a jeśli robię, to już nie takie, jak kiedyś.
Potrzebowałam nowego miejsca. Balkon był dobry na pewien czas. Ne nadawał się kompletnie w czasie deszczów, zaś strych w czasie upałów. Połączyłam oba miejsca i używam ich naprzemiennie. Przy czym jedynym minusem jest to, że każdy wie, gdzie mnie może znaleźć. Nie jest to taka bezpieczna kryjówka, jak kiedyś moja szafa, ale nie mam już za wiele miejsc w domu, gdzie mogę się schować. Dlaczego to robię? Gdyż przychodzą takie momenty, że potrzebuję swojego schronienia. Miejsca, gdzie mogę pomyśleć, poleżeć w bezruchu, popłakać, poćwiczyć, porozmawiać ze sobą. Gdybym takiego nie miała, musiałabym kogoś chyba zabić na ulicy, gdyż każdy z nas potrzebuje kogoś, z kim może porozmawiać o swoich problemach. Gdy nie ma takiej osoby, musimy sobie radzić sami, a nikt nie chce zostać uznany za wariata, który na ulicy rozmawia ze sobą. Dlatego nie trzymajmy żalu i złości w sobie. Wyrzućmy zbędny ciężar i nie zamartwiajmy się za bardzo. Nawet płacz w tym wypadku pomaga, bo dajemy upust swoim emocjom, a nasza kryjówka sprawia, że nikt nas wtedy nie widzi.
A wy macie swoje bezpieczne miejsce??
Antonina Kostrzewa
antonina kostrzewa podpis

piątek, 20 lipca 2012

Samotność to niekończąca się nuda - część 2

I na dokończenie zeszłotygodniowego wpisu, kilka słów więcej. Jesteśmy same/-e w swoim pokoju, w swojej twierdzy, w swoim jedynym bezpiecznym miejscu. Sprawdzamy, co ciekawego robią nasi znajomi. W końcu w dobie upubliczniania życia prywatnego możemy wiedzieć dosłownie wszystko, bo czasami polega to też na chwaleniu się, więc włączamy nasz portal społecznościowy i widzimy od razu, kto, gdzie, z kim (a nawet za ile) był w tym roku na wakacjach w jakiś egzotycznych krajach. Kto zaś wybrał żaglówkę na Mazurach, albo nawet jest tam w tym momencie napisał: "nie udało się zebrać kompletu osób, ale i tak jest świetnie." Ok, mógł napisać, może znalazłabym czas. Przeglądam dalej, widzę, kto, co robi w mieście, gdzie do kina, teatru, na jaki koncert. Szkoda, że do mnie nie trafiają żadne propozycje. Zresztą nie ma, co się tym przejmować i lepiej wyjść z domu, niż dostać objawów zazdrości, później depresji i jeszcze gorszych rzeczy. W końcu przeglądanie życia innych jest gorsze, niż narkotyk.
Po raz kolejny mówię sobie "Stop". Pora wyjść z domu. Tylko ta pogoda taka nie do końca normalna. Trochę pada, trochę wieje, czasami wyjdzie słońce, jak to typowe polskie lato. W takim razie basen, rower, a nawet książka w parku odpada. Nie jest tak źle, mam niedaleko Aquapark, więc wykręcam numer koleżanki, ona nawet ma kartę darmowego wstępu z pracy. Niestety dzisiaj jest już umówiona, więc mój pewniak odpadł. Dzwonię dalej, wysyłam smsy, ale jakoś bez odpowiedzi twierdzącej. Trudno, nie chcą iść ze mną to pójdę sama. Mogę, w końcu w swoim towarzystwie bawię się najlepiej. Plan zrobiony, więc lecę w drogę. Na basenie najpierw kolejka do kasy, potem do przebieralni, zjeżdżalni itp. Wszędzie się czeka, a że sama to nie ma do kogo buzi otworzyć. Trudno, przynajmniej nikt nie komentuje mojej postury, ale wzrok innych widzę. Stop, dzisiaj bez myślenia i kompleksów! Trochę w basenie, trzy razy na zjeżdżalni i już mi się nudzi. Dokładnie tak samo, jak kiedyś. Trudno, pora ruszać dalej w drogę, nim zrobię się smutna. Na poprawę humoru najlepsze są zakupy. Oczywiście wtedy, gdy dysponujemy odpowiednią ilością gotówki, albo kartą kredytową.Często nie łażę po sklepach, więc może dzisiaj się uda coś znaleźć. Ogromna galeria, mnóstwo sklepów i ogrom ludzi. Zatrzymuję się na chwilę i rozglądam wokół: Wyprzedaże, Sale, Promocje to praktycznie jest wszędzie. Patrzę na górę -20%, obok -70%, a dalej "Jutro zamykamy, kompletna wyprzedaż". Idę, jak te mrówki i oglądam buciki, botki i inne. Jedne nawet przymierzyłam, tylko cena jednak mnie odrzuciła. Nie jest tak źle, idę poszukać czegoś do ubrania. Kolejna chwila zamyślenia i rozglądania: "Koniec sezonu - promocje", szorty dla kobiet, kolekcja dla ciebie, sukienki na lato. Kieruję się i tak za znaną mi marką. Tutaj więcej osób, a gdy już coś wypatrzę i cena jest w porządku oraz rozmiar, to i tak nie mam już siły stać w długiej kolejce do przebieralni. Trudno, jak nie dzisiaj, to kiedy indziej. Mam jeszcze kilka innych rzeczy w planie na dzisiaj.
Idę do kina, znów sama. Może będzie coś odpowiedniego dla mnie. Zresztą zawsze coś znajdę. Nie kupuję wielkiej Coli ani popcornu, szybko nabyłam bilet i już po chwili siedzę w ciemnej sali. Średnia wieku dwadzieścia lat, ale wszystko i tak u mnie w porządku. Minęły reklamy, reklamy reklam i inne podobne, aż po dwudziestu minutach zaczęło się. Nie ma par wokół mnie, lecz ciągle coś mnie męczy. Każdą scenę można skomentować, pośmiać się jeszcze raz, ale w moim wypadku wszystkie przemyślenia zostają w mojej głowie. Nawet moje alternatywne zakończenie dla nikogo nic nie znaczy, bo tylko ja je znam. Miałam iść jeszcze do baru na piwo, ale obejdę się i kupiłam sobie jedno do domu. Nie chcę by mnie uznali za samotną szukającą wrażeń wieczorową porą, a ja też nie chcę spławiać pijanych kolesi, którzy będą się przede mną przechwalać.
Wróciłam do siebie, włączyłam komputer, otworzyłam piwo, sprawdziłam facebooka i mogłam tylko westchnąć. Kolejny nudny dzień i pewnie lepiej bym się czuła w domu. Sama. Łudziłam się, że tym razem będzie lepiej, ale z nadziei wyrwał mnie dźwięk telefonu: "Dopiero odczytałem twoją wiadomość, baw się dobrze. pa". No tak, zabawy, co nie miara.
Antonina Kostrzewa
antonina kostrzewa podpis

czwartek, 12 lipca 2012

Samotność to niekończąca się nuda - część 1

I niech ktoś zaprzeczy?! Nie nudzimy się, bo nie mamy, co robić. Nudzimy się, bo nie mamy ochoty na nic. Nudzimy się, bo chcemy coś zrobić, ale nie mamy z kim. Dlatego nie robimy nic, bo jesteśmy samotni/-e.
Samotność, dziewczynka, brak
I dobrze wiem, że znajdą się osoby, które stwierdzą, że potrafią miliony rzeczy robić w samotności i nie potrzebują nikogo w takich momentach. To jest jednak samotność z wyboru, gdy zamykamy się na strychu, by malować w samotności, a nie patrzymy w sufit godzinami myśląc o tym, że chętnie można by zamienić łóżko na ręcznik na basenie, tylko nie ma z kim pójść. Im dłużej leżymy, tym szybciej stwierdzamy, że nawet jakby teraz do kogoś zadzwonić, to i tak jest za późno na takie pytania.
Nie robimy nic. Przeglądamy kolejne strony na internecie do momentu, w którym zdamy sobie sprawę, że nawet miliony użytkowników nie potrafi dodać szybciej nowych zdjęć, niż my przeglądamy strony. Gdy sobie to uświadamiamy potrafimy zakląć głośno, jak w "Dniu Świra": "Ja pierdolę, kurwa" i lekko uronić łzę, by po chwili znów wrócić do poprzedniego zajęcia z braku jakiekolwiek innego.
Rzucamy dwie godziny piłeczkę o ścianę myśląc o milionach rzeczy, na które mamy teraz ochotę, ale nie mamy chęci ich robić. Jest lato, jest basen, wakacje, wycieczki, rower, rolki, spacery po parku, wspinaczka po górach. Kupić wycieczkę i pojechać w pojedynkę? A może dokupić bilet do pary przyjaciół, która chce świętować pięciolecie i ich trochę pozadręczać swoimi problemami. Nie wziąć urlopu, a może wziąć i siedzieć w domu. Znajomym z pracy opowiedzieć, że się było u rodziny, bo z kasą krucho? Albo przerobić zdjęcia w Photoshopie, poczytać kilka przewodników i pójść na solarium? Zresztą i tak nie będą za dużo wypytywać. Najlepiej zapaść się pod ziemię i przetrwać wakacje.
lonely girl
Stwierdzamy, nie ma się, co poddawać. Telefon do ręki, odpalamy facebooka i piszemy do ludzi, dzwonimy. Umawiamy się ze wszystkimi, albo staramy się umówić. Dziesiątki smsów, wiadomości, rozmów. Kilka odmów, umówimy się później, odezwę się do ciebie. Potem cisza, cisza i nic więcej. Czasami odpowiedź od osoby, z którą tak naprawdę nie mamy ochoty się zobaczyć. Kończymy nasze podboje, znów jesteśmy same/-i. Zostają cztery ściany, komputerowe okno na świat, samotność obok i nadzieja na lepsze jutro.
Antonina Kostrzewa
antonina kostrzewa podpis

piątek, 29 czerwca 2012

Chwilę mnie nie będzie

Nie będzie mnie. Pewnie nie będzie tęsknić, ale chcę tylko poinformować, że przez najbliższy czas rzadziej będę się pojawiała w sieci - sprawdzała statystyki, komentarze, wpisy, maila czy facebooka. Nie dlatego, że odłączają mi się sieć, albo że gdzieś wyjeżdżam. Po prostu chcę biec dalej za moimi marzeniami, czyli dalej pisać.
dziewczyna, marzenia, łapanie
Tak, będę dalej pisać, mimo trochę przydługiej przerwy. Mam kilka rzeczy do dokończenia, kilka do zaczęcia, a czas goni i przydałoby się kilka rzeczy odhaczyć, że już gotowe. Dlatego nie obrażajcie się, że wpis taki krótki i mało konkretny, ale nadal tu jestem i staram się, choć raz w tygodniu się do was odezwać.
Antonina Kostrzewa
antonina kostrzewa podpis

poniedziałek, 18 czerwca 2012

Więc mówisz, że nie czytasz?

- Więc mówisz, że nie czytasz? - tak go zapytałam, gdy na moje poprzednie pytanie "Jakie książki czytasz?", odparł krótko "W ogóle nie czytam". 
Teraz lekko się zdenerwował i zarazem starał się wyjść z tej podbramkowej sytuacji. W sumie ja miałam łatwiej, bo on musiał kierować.
jazda, samochód, kierowanie, skupienie
- Na pewno nie chce wyjść na idiotę - mówiłam sobie w myślach, - bo podobno tylko oni nie czytają.
- Jakoś nie mam czasu na czytanie - Usłyszałam w odpowiedzi i już widziałam, jak mimowolnie próbuje dać głośniej radio, ale powstrzymałam go szybkim ruchem ręki.
- Nie chodzi mi już o kwestie książek, lecz o samo czytanie samo w sobie. Niejako o samą kwintesencję czytania - i sama się zdziwiłam, że takie piękne zdanie wymyśliłam, że prawie chciałam krzyknąć "Triumfuję, twoja kolej!".
- Czyli jednak uważasz mnie za idiotę?
- Wcale tak nie powiedziałam - Zaprzeczyłam szybko.
- Ale tak myślisz!
- Nie myślę tak. Jakby wszyscy, którzy nie czytają książek byli idiotami, to byśmy mieli nowy towar eksportowy. - Zaśmiał się razem ze mną, ale nie dałam sobie zmienić tematu - Wracając do twojego nieczytania, to właśnie chcę ci udowodnić, że czytasz każdego dnia.
- Nie, to nie możliwe. Daruj sobie Tośka. Nie chcę się dzisiaj z tobą kłócić.
- To kłótnię zostawimy do jutra, a na poważnie, to czytasz każdego dnia, tylko nie książki.
- To już ustaliliśmy. Do czego zmierzasz.
- Po ile pomidory były w promocji na reklamie, którą mijaliśmy przed chwilą?
- Po 4,29.
- Czyli jednak przeczytałeś i do tego to zapamiętałeś.
- No tak. Tylko nie mów, że chcesz mi teraz udowadniać, że masa bzdur, jakie czytam każdego dnia można zaliczyć do czytania.
time square, billboard, reklama, budynki
- Jak najbardziej.
- Nawet, jak siedzę na kiblu i czytam skład WC-kaczki?
- Nawet wtedy.
- To nie jest czytanie.
- A co robisz? Patrzysz na litery, składasz słowa, czytasz całe zdania, później je przetwarzasz w głowie.
- No dobra, pod tym względem tak, ale nie powiesz, że jeśli pan Mieciu przeczyta skład piwa pod sklepem, to już oczytany będzie?
- Mówiłam ci wcześniej, że samo czytanie się w ten sposób na mądrość nie przekłada. Idioci też czytają w książki.
- To jeszcze raz. Powiedz mi, do czego zmierzasz, bo już się pogubiłem?
- Powiedziałeś, że nie czytasz książek. To prawda - Popatrzyłam na niego i widząc, że nie chce mi przerywać kontynuowałam - Jednak nieprawdą jest, że w ogóle nie czytasz. Zauważasz, ile ludzi każdego dnia potrzebuje tej umiejętności do funkcjonowania. Zegarek elektroniczny w telefonie czy w mikrofalówce, otaczające nas reklamy, informacje w telewizji, strony internetowe, maile, notatki służbowe, produkty w sklepach i ich ceny, listy zakupów itp. Nawet jadąc samochodem odczytujesz - powiedziałam z naciskiem na "o" - swoją prędkość. Twój GPS to też litery, radio z RDS zresztą też. Po prostu jest to dla ciebie naturalna czynność, na którą nie zwracasz uwagi.
- Czyli, co według ciebie powinienem odpowiedzieć?
- Nie czytam książek. Czytam otaczający mnie świat.
- To brzmi trochę, jak wypowiedź kandydata do wariatkowa.
- To przestań nim być.
- Znaczy się jak? - Pogubił się trochę.
- O masz! - pokazałam mu książkę tkwiącą w mojej torebce - Może nie będzie ci się podobać, ale nie będziesz mógł powiedzieć, że nie miałeś, co czytać.
- Czyli i tak wszystko dążyło, żebym przeczytał książkę?
- Nie, wszystko dążyło do tego, byś poznał różnicę między idiotą a wariatem. 
Zaśmialiśmy się głośno i zakończyliśmy temat książek słuchając radia oraz oglądając reklamy za oknem. Książkę zostawiłam w samochodzie. Może ją przeczyta.
Antonina Kostrzewa
antonina kostrzewa podpis

czwartek, 14 czerwca 2012

Jak poprawić sobie humor?

Jest wersja dłuższa, gdy bierzemy sobie dzień wolnego w pracy, w szkole, albo mamy weekend, w którym nikt nam nie przeszkadza. Wersja krótsza, to zmieszczenie wszystkiego w trakcie wolnego popołudnia, ale wszystko jest możliwe. 
Plan jest bardzo prosty, zwłaszcza w dłuższej wersji. Śpimy, ile tylko się da, najlepiej tak przynajmniej do dziesiątej. Później powoli zwlekamy się z łóżka i chodzimy w pidżamie pół dnia. W międzyczasie (w wersji krótszej w międzyczasie w pracy itp.) dzwonimy do fryzjera i koniecznie umawiamy się na dzisiaj, a najlepiej by nas wcisnął za godzinę. Uśmiechając się do siebie zarzucamy coś szybko na pidżamę, bierzemy torebkę i idziemy, w końcu to i tak jest modne.
pidżama, ulica, moda
Zrelaksowane siadamy w fotelu i oprócz podcięcia samych końcówek robimy sobie pasemka, albo mocno cieniujemy włosy, przecież to ma być odmiana. W przypadku braku wolnego, lecimy na urwanie karku prosto z pracy do fryzjera wiedząc, że za chwilę odpoczniemy trochę w fotelu. Po małej metamorfozie wstępujemy do sklepu wrzucając do koszyka duże lody i jakieś dobre wino. Tak wyposażone wracamy do domu. Lody do zamrażarki, wino z kieliszkiem do łazienki, a tam napuszczamy do wanny gorącą wodę, a same przynosimy dalsze potrzebne rzeczy. Komputer, gdybyśmy chciały podczas relaksu obejrzeć jakiś film, książkę, by zagłębić się w lekturze lub krzyżówki, by udowodnić sobie, jak bardzo mądre jesteśmy. Znajdujemy jeszcze panią problematorkę, czyli wagę, którą lekko modyfikujemy. Znając naszą wagę pomniejszamy wartość dziesiątek o jeden, piszemy ją kartce, którą naklejamy w odpowiednie miejsce na wadze. Wszystko gotowe? Ubrania w kąt i rozpoczynamy cudowne leżenie wspierając się lampką wina.Oczywiście nie musimy od razu wypijać całą butelkę. Z wanny wychodzimy, gdy woda zaczyna już być zimna, czyli tak po trzech kwadransach i przenosimy się do sypialni niosąc łyżkę, nasze lody i wagę, którą kładziemy gdzieś blisko. Wskakujemy do łóżka, włączamy naszą ulubioną płytę i cieszymy się wolnością zjadając ze smakiem lody. 
łóżko, skakanie, zabawa
To jest właśnie ta cudowna chwila. Gdy stwierdzimy, że już jesteśmy pełne, wynosimy lody, a wracając zahaczamy o przygotowaną wcześniej wagę. Zadowolone z wyniku wskakujemy do łóżka i rozmarzając o samych pięknych rzeczach zasypiamy wtulone w kołdrę kilka godzin, przed normalną porą snu. W końcu jutro rano musimy się obudzić w lepszym nastroju, niż dzisiaj.U mnie podziałało.
A co z wersją dla mężczyzn? Chyba jeszcze nie wymyśliłam. Zawsze możecie napisać swoje propozycje w komentarzach.
Antonina Kostrzewa
antonina kostrzewa podpis

niedziela, 3 czerwca 2012

Zrób coś innego - napisz list!!

Brzmi głupio, ale wcale tak nie jest. W końcu, do kogo może napisać osoba samotna? Opcji jest dużo, zawsze. Po pierwsze trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, po co w ogóle pisać list, a nie kto jeszcze listy pisze? Otóż napisanie listu spowoduje wyrzucenie z siebie zbędnych emocji, podzielenie się swoimi problemami z kartką. Nikt jeszcze tutaj nie wspomniał, że musimy ten list wysyłać, ani nawet zachowywać.
list, wysyłanie, koperta
Zrobimy to w ten sposób.
  1. Wyciągamy kartkę papieru i długopis. Na górze piszemy "Do" i rozpoczynamy analizę osób, do których ten list możemy skierować. Może mamy do kogoś o coś za złe? Może nie potrafimy okazać uczuć do kogoś i w ten sposób będzie nam łatwiej, a może po prostu chcemy napisać, że czujemy się samotnie i jest nam z tym źle.
  2. Mamy określonego adresata, więc w pierwszym zdaniu wpisujemy powód listu. Może to być "Piszę do ciebie, bo nie potrafię powiedzieć niektórych rzeczy", albo "Muszę ci coś wyznać".
  3. Gdy mamy adresata i początek, to wiemy dokładnie, co chcemy zamieścimy w dalszej jego części. Nie bójmy się pisać o rzeczach, które nas bolą, o których nie możemy zapomnieć, przez które cierpimy. Pamiętajmy także o uczuciach: miłości, tęsknocie, zazdrości, piszmy, co nam leży na sercu.
  4. Gdy już mamy taki list musimy go przeczytać, najlepiej na głos. I nie myślmy, co pomyśli adresat, tylko o tym, czy zamieszczone przez nas wyznanie jest  zrozumiałe.
I na koniec wysyłanie listu. Czasami jest tak, że boimy się o czymś powiedzieć myśląc o karze. Jednak to karą dla nas jest ciężar tego, co wiemy. Zawsze tak jest, że gdy już powiemy, co nas męczy, to później jest już łatwiej. Miliony niewiadomych nagle układają się w ten, a nie w inny sposób, niekoniecznie tak, jak sobie o tym myśleliśmy. Konsekwencje są już mniej ważne, dla nas powiedzenie o ciąży, rozbitym samochodzie, przegranych pieniądzach czy innych jest pozbyciem się częściowo problemu, który nas trawił od środka. Reszta się jakoś ułoży, trzeba zrobić ten pierwszy krok i o tym powiedzieć. Jeśli nie starcza nam odwagi na powiedzenie tego w cztery oczy, a mamy to napisane, to nie zostaje nic innego, niż to wysłać? Niekoniecznie. Możemy go schować do szuflady, by znaleźć go po latach i przekonać się, czy coś się zmieniło od tego czasu. Możemy go najzwyczajniej spalić, w obawie, że wyrzucony ktoś mógłby znaleźć i przeczytać. Każde z tych posunięć sprawia, że to, co nas boli dalej jest w nas i nikt się o tym nie dowie. Mówimy sobie: "Co mi szkodzi wysłać" - wrzucamy list do koperty i wrzucamy z lekką niepewnością do skrzynki czekając na rezultaty. Czasem ich brak lub niechęć drugiej osoby do rozmowy o nich, nie oznacza, że myślą zupełnie inaczej, co akceptację, więc nie bójmy się ignorancji, tylko wrzućmy list do skrzynki. 
poczta, list, dostawa
Piszesz do siebie? Też dobrze. Tylko treść listu dokładnie znasz, bo dopiero co, został przeczytany na głos. Zamiast wysyłać go, przepisz go na komputerze i używając strony www.futureme.org lub pokrewnych, wyślij list do siebie za rok lub później. Szybko o tym zapomnisz, a otrzymując wiadomość z przeszłości pomyślisz sobie, ale kiedyś miałam/-em problemy, albo stwierdzisz, że trzeba w końcu coś z tym zrobić, bo nadal nic się nie zmieniło w twoim życiu. 
Chcesz się przekonać? Po prostu napisz.
Antonina Kostrzewa
antonina kostrzewa podpis
Related Posts with Thumbnails