czwartek, 31 grudnia 2015
Nowy Rok, nowe szanse
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Statystycznie patrząc minął kolejny rok. Możemy się oszukiwać, ale każdy powie, że mamy już rok więcej. Rok więcej doświadczenia, problemów, zmartwień, a dla niektórych także rok więcej samotności. Teraz tylko pozostaje impreza sylwestrowa - wśród znajomych lub w swoim towarzystwie.
Obojętnie, którą opcję się wybierze, to i tak ta druga wyda się bardziej interesująca. Dlatego życzę wam w tą ostatnią noc roku dużo wytrwałości, spokoju ducha, a także braku poczucia obcości wśród innych ludzi, które potrafi dopaść w najmniej oczekiwanym momencie. Wszystkiego najlepszego w 2016 roku. Porzućcie nadzieje, że ten rok wszystko odmieni. Niech po prostu będzie lepszy od poprzedniego, a w raz z nim przybędą nowe możliwości zmiany naszej przyszłości.
Antonina Kostrzewa
czwartek, 17 grudnia 2015
Coraz bliżej samotne święta
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Tak naprawdę rzadko spędza się Święta całkowicie samotnie.Zwłaszcza poniżej czterdziestki, kiedy posiadamy jeszcze rodziców, utrzymujemy kontakt z rodziną czy pamiętamy o naszych znajomych z pracy czy szkoły. Na pewno znajdzie się ktoś, u kogo moglibyśmy spędzić ten czas i nie jest niczym niestosownym spędzenie wigilii u kogoś, z kim nie jesteśmy spokrewnieni. O ile wieczorem ilość osób się zwiększa, a później można wiele z nich spotkać w różnych knajpkach, to te kilka godzin, gdy wszędzie dobiegają nas świąteczne dźwięki, a internet z naszej strefy czasowej powoli się wycisza, może być naprawdę męcząca. Aby z tego wybrnąć najlepiej wziąć zmianę akurat przypadającą w święta, bądź znaleźć dodatkowo zajęcie akurat na ten czas. Dla osób, które chcą się całkiem wyłączyć, pozostanie tradycyjnie zamknięcie się w swoich ścianach i pochłanianie kolejnego filmu.
Inaczej sytuacja wygląda u młodszego pokolenia. Choćby samotnicy ukrywali się cały dzień lub nawet specjalnie wyszli z domu z samego rana, by kupić prezenty, czy inne rzeczy do przygotowania kolacji, to i tak wieczorem będą musieli pojawić się przy wigilijnym stole. Niektórych tradycji się nie zmieni. Jeśli ktoś chce uniknąć takiej sytuacji, to musi się wyprowadzić z rodzinnego domu i wymigać się od przyjazdu. Jednak, nawet w tej sytuacji nie wszystko się udaje. Czasami obecność jest obowiązkowa i nic tego nie zmieni. Jeśli więc samotnicy nie czują magii świąt, nie lubią chodzić po sklepach i kupować prezentów, jak i otrzymywać po raz kolejny skarpety, to nie pozostaje im nic innego, jak.. zacisnąć zęby i te kilka godzin poudawać, że wszystko jest w porządku. To chyba jedyna możliwość, by wszyscy byli zadowoleni i nie doszło do jeszcze większej eskalacji problemów. Na pytania ciotek o drugą połówkę, można się zawsze pouśmiechać, lecz na pewno będzie to lepsze, niż udawanie choroby i czterdziestostopniowej gorączki. Trzeba tylko zamknąć pokrywę laptopa, odłożyć komórkę i usiąść przy stole, odliczając powoli czas, kiedy znów będzie można wrócić do bezpiecznego pokoju. Świadomość tego, że jest jeszcze wiele osób, które w ten sposób reagują i sobie z tym radzą, na pewno pomoże, więc do dzieła!
Antonina Kostrzewa
środa, 23 września 2015
Powrót do rzeczywistości, czyli koniec wakacyjnej laby
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Nie ma, co ukrywać, że wakacje się skończyły. Tyczy się to nie tylko uczniów, ale także i pracujących. Nawet studenci to także odczuli - jedni zmuszeni do poprawek już we wrześniu, inni zaś pogrążeni są w obmyślaniu optymalnego planu zajęć. Powoli na stałe trasy wracają autobusy i tramwaje, ludzie zaczęli szybciej się poruszać, a pogoda trochę się oziębiła. Jedni widzą w jesieni okazję do zwiększonych wysiłków po okresie letniej nudy, inni zapadają powoli w letarg, z którego obudzą się dopiero na wiosnę.
Fot.: www.izismile.com
Zanim jeszcze liście opadną, można zaplanować zimowy wyjazd na narty czy sylwestra, albo rozpocząć naukę nowego języka. Można też zastanowić się nad swoim dotychczasowym życiem, a zwłaszcza nad ostatnimi miesiącami, które nie przyniosły niczego nowego. Dla samotników to wymarzona pora roku, w końcu nie trzeba odsłaniać kawałków swojego bladego ciała, by się nie zagotować, a w ogólnej szarości wszystko wygląda jakoś lepiej.
Fot: Pixabay.com
Po deszczowym i zimnym dniu, zawsze można się zakopać w pierzynie popijając gorące Cappuccino przy kolejnym odcinku ulubionego serialu lub przy ulubionej książce. Nie pozostaje im nic innego, jak rano zmusić się do wyjścia z ciepłego łóżka i razem z tłumem przemieszczać się po zakorkowanych ulicach miasta. Później tylko z wyczekiwaniem czekać na moment, kiedy można niepostrzeżenie uciec i zamknąć się w swoich czterech ścianach, a następnie liczyć dni do weekendu, które będziemy mogli w ciepłym domu bez konieczności wychodzenia na zewnątrz. Wystarczy tylko otworzyć oko w poniedziałkowy poranek, by znów myśleć tylko o przytulnym azylu. Wtedy nawet przyjście zimy nas nie zaskoczy.
Antonina Kostrzewa
poniedziałek, 10 sierpnia 2015
Letnie rozterki
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Lato
w pełni, co dla niektórych jest czasem, na który czekają już
praktycznie od zeszłego roku. Dawno zaplanowany urlop, wykupione
wakacje, dogadani znajomi, poinformowani sąsiedzi, zapewniona opieka
dla dzieci czy zwierząt. Wszystko dopięte na ostatni guzik,
pozostaje tylko sprawdzić paszport lub płyny w samochodzie i można
wyruszyć w podróż. Czeka na nas wspaniała przygoda, ciekawie
spędzony czas i niezapomniane wspomnienia. Całe dwa tygodnie,
którymi będzie można się pochwalić w pracy lub opowiedzieć na
spotkaniu rodzinnym. Obowiązkowo kilka zdjęć ze skoku na bungee,
nurkowania z rekinami, lotem paralotnią lub jeździe na wielbłądzie,
które ozdobią naszą tablicę na facebooku.
Fot.: Pixabay.com
Pozostanie tylko
policzyć wszystkie polubienia i odpowiedzieć na komentarze, by mieć
pewność, że wszyscy zobaczyli, jak wspaniale spędziliśmy nasz
wakacyjny wyjazd. Brzmi dziwnie? Wcale nie, bo to wakacje większości
osób jadących do ciepłych krajów, nad nasze morze, czy po prostu
spędzających kilka dni na działce, bądź u rodziny. Nie licząc
osób, które nigdzie nie jadą z powodów finansowych czy
zdrowotnych oraz tych, którzy swój urlop chcą wykorzystać na
remonty domowe czy inne hobby. Dlaczego jednak samotnicy,
introwertycy i osoby z depresją całkiem inaczej widzą swój
wakacyjny urlop. Dla nich nic nie jest takie różowe i pełne
oczekiwania, jak u innych. Nie chodzi tutaj tylko o to, że muszą
wyjść ze swoich bezpiecznych „piwnic”, ani też to, że
muszą się rozebrać na plaży. Po prostu ten sposób spędzania wolnego czasu w ogóle ich nie bawi. Dla nich, wyjazd do ciepłych krajów może skończyć się na siedzeniu na łóżku w pokoju i przeglądaniem internetu z darmowego Wi-Fi oraz sporadycznych schodzeniem do restauracji po jedzenie lub po drinki.
Fot.: Pixabay.com
Wcale nie muszą zwiedzać okolicy, wylegiwać się na plaży czy brać udział we wszystkich możliwych wycieczkach dodatkowych. Tylko nikt nie zrozumie takiego zachowania, bo przecież mogliby w ten sam sposób spędzać czas w domu. Jest jednak, małe, znaczące "ale". W domu nikt nie dałby im spokoju, a dodatkowo musieliby dyskutować przed, jak i po, w jaki sposób wykorzystali swój wolny czas. Wyjeżdżając za granicę, mogą powiedzieć, że spalili się na słońcu pierwszego dnia, a resztę urlopu spędzili na zwiedzaniu i leżeniu przy basenie. Wtedy wszyscy będą zadowoleni, a czas spędzony w pokoju hotelowym nie będzie uznany za zmarnowany.
Antonina Kostrzewa
poniedziałek, 13 lipca 2015
Jak pisać, kiedy siły brak
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
O ilości rozpoczętych tutaj wpisów nie będę się wypowiadać, bo może jeszcze kiedyś je dokończę i przedstawię, co chciałam napisać w danym czasie. To nie jest tak, że o Was zapomniałam i nie chce tutaj nic więcej pisać. Tak na pewno nie jest, ale patrząc, że coraz rzadziej tutaj coś dodaję, można mieć takie wrażenie. Nie chcę, by ten blog stał się martwą stroną, na którą czasami ktoś jeszcze zajrzy. Powiedzmy, że nadal mam tyle samo czasu, by poświęcić go na pisanie tutaj, jednak brakuje mi chęci. Mi, której to was powinnam zmusić do działania i podjęcia nowych kroków w życiu. W ten oto sposób, gdy widzę, jak czas mija i nic nowego się tu nie pojawia, zaczyna mnie to jeszcze bardziej denerwować, lecz zamiast prowadzić do pozytywnych wniosków sprawia, że odchodzę od pisania i tworzenia innych rzeczy coraz bardziej.
Fot.: www.izismile.com
Omijam temat, by nie pisać nic tutaj, jak i nie pisać nic w ogóle, gdyż ilość niedokończonych rzeczy mnie przerasta. Dlatego często zaczynam coś nowego, z nadzieją, że w końcu nie będę musiała wracać do starych rzeczy i szybciej coś z tego wyniknie. Szkoda, że wracam do punktu wyjścia. Staram się codziennie, by nadać temu wszystkiemu nowy wygląd, lecz przeraża mnie ilość pracy i nakładu pracy, którą zapewne nie wykonam w 100%, a na pewno nie dokończę zostawiając wszystko rozgrzebane. Dlatego trzymajcie kciuki, by udało mi się wyjść z marazmu życia i tworzyć na nowo, by przedstawiać wam tutaj nowe wpisy.
Antonina Kostrzewa
czwartek, 16 kwietnia 2015
Może lepiej żyć w samotności
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Gdy zgubimy się w tłumie, szukamy kogoś znajomego. Gdy potrzebujemy
drobnych, przeszukujemy kieszenie kurtek i płaszczy w szafie. Gdy
jesteśmy smutni, szukamy kogoś, kto nas pocieszy. Gdy jesteśmy
samotni, chcemy zostać sami, bo tak jest nam najlepiej. Mimo że
każdy powie: „Szukam kogoś”, albo „Jestem sama, bo nie
spotkałam jeszcze odpowiedniej osoby”, to tak naprawdę w głębi
nas, osób, które już długo czasu są same, ten stan rzeczy nam
odpowiada. Wszelkie zmiany, chociaż ich pożądamy, nie są wcale
wskazane. Tak łatwo się nie otworzymy przed drugą osobą, ani też
nie wpuścimy jej do naszego życia, by zmienić nasze
przyzwyczajenia. Te wszystkie lata, kiedy mamy codzienne nawyki i
zwyczaje, które nagle ktoś może zmieniać, albo uznać nas za
prawdziwych dziwaków.
Fot: lilivanili / Foter / CC BY
Jako, że zmiany przychodzą nam ciężko, to
jeszcze nasz wolny czas przyjdzie nam dzielić, nie tylko z drugą
osobą, co z jej znajomymi. Oczywiście nie muszą oni nas koniecznie
akceptować, ale na pewno będziemy musieli z nimi spędzać czasami
czas. W momencie poznania drugiej osoby i tak dojdziemy do wniosku,
że żyjąc w statusie nieudaczników, niewiele mamy do zaoferowania,
a co dopiero, gdy mamy jeszcze zaprosić kogoś do siebie, odkryć
nasz bezpieczny azyl. W młodszym wieku nie ma problemu przy
mieszkaniu z rodzicami, lecz później może stanowić problem, gdyż
okaże się, że nadal nie stanęliśmy na nogi i nadal żyjemy pod
kloszem rodziców. Chociaż o wiele łatwiej jest zapanować nad
chaosem jednego pokoju, niż całego mieszkania czy domu, gdzie
oprócz pomieszczenia, w którym spędzamy najwięcej czasu jest
jeszcze przynajmniej kuchnia i łazienka, o którą także wypadałoby
zadbać. Od tego, jak będzie wyglądać miejsce, w którym będziemy
lub będziemy mogli spędzać wspólnie czas, zależy bardzo wiele.
Nie wszystko da się łatwo i szybko zmienić, nie mówiąc już o
funduszach na nowe lokum. Dlatego jeśli nie mamy zbyt wysokich
wymagań, to nie znaczy, że osoba, którą poznamy, takich wymagań
nie będzie miała. Wszelka ingerencja w naszą prywatność zostanie
odebrana, jako atak na naszą osobę i naruszenie naszych
przyzwyczajeń.
Nawarstwiające się małe problemy dotyczące
naszych zachowań i chęci zostawania w domu, niż wychodzenia na
wielkie imprezy czy chęci spędzenia czasu w samotności przed
komputerem, sprawiają, że świadomie lub nie, zmierzamy do
pozostania w naszym dotychczasowym stanie, kiedy to możemy decydować
sami o wszystkim i nikt nam nie mówi, co powinno być zrobione w
ten, a nie w inny sposób. Niektórych przyzwyczajeń nie można
zmienić, to samo tyczy się samych ludzi, ale czy na pewno?
Antonina Kostrzewa
środa, 25 marca 2015
40 lat minęło
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
W sumie czterdziestka minęła 2 lata temu, ale taką datę zawsze się wspomina. Niewiele się zmienia po czterdziestce, jak i po trzydziestce. Większą zmianą jest na pewno osiemnastka, ale to już całkiem, co innego. Życie płynie dalej, tylko potrzebujemy czasem chwili dla siebie, by się zatrzymać i choć przez chwilę wszystko przemyśleć na nowo. Niestety w życiu nie ma już odwrotów, ale zawsze można zacząć wszystko na nowo. Dlatego wszystkim, którzy gdzieś utknęli życzę odnalezienia swojej nowej, szczęśliwej, życiowej drogi.
Antonina Kostrzewa
czwartek, 12 lutego 2015
Piątek trzynastego i Walentynki czternatego
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Jeden dzień jest zwany dniem pecha, drugi zaś świętem zakochanych. Jeśli zaś ani do jednego, ani do drugiego nie przywiązujemy zbytniej uwagi, to powinny być to dla nas całkiem normalne dni. W końcu pecha możemy mieć każdego dnia, a to złamany klucz w drzwiach, a to uciekający autobus. Są rzeczy, na które daty nie mają wpływu, zaś piątek trzynastego jest tylko po to, by te przykre wydarzenia zapamiętać. Jeśli pech się ciebie trzyma każdego dnia, akurat w piątek nie będzie ani gorzej, ani lepiej. Nawet tego nie zauważysz. Gorzej wygląda sprawa z Walentynkami dla samotnych. Ciężko jest nie zauważyć tego serduszkowego święta, a nawet jeśli, to i tak ktoś nam o mnie przypomni. Oby to tylko raz. Co możemy wtedy zrobić? Skorzystać z rad przyjaciół i innych osób w stałych związkach, bądź singli z wyboru i wybrać się wspólnie do miasta. Akurat wszystko odbędzie się w weekend, więc dlaczego by nie pójść ze wszystkimi do klubu czy restauracji? A to dlatego, że obojętnie, jaka będzie data, to i tak wszystko skończy się dla nas, jak zawsze. Sama data niczego nie zmieni, więc lepiej nie doprowadzać do tego, by kolejne walentynki wyglądały w ten sposób.
Fot.: www.izismile.com
O wiele lepiej spędzić je tak, jak to zazwyczaj robimy, a może nawet możemy je spędzić trochę bardziej odświętnie. Wystarczy przejść się do sklepu i kupić jakieś wyjątkowo dobre lody lub wielką paczkę chipsów. Wtedy przyda nam się jeszcze jakiś ciekawy film i razem w połączeniu z winem czy dobrym likierem będziemy mogli spędzić miło i przytulnie wieczór. Zawsze też możemy przygotować prawdziwą ucztę dla nas samych. Wystarczą dobre chęci i nowy przepis, by wyczarować coś pysznego. Można powiedzieć, że sami, ale chyba lepsze jest nasze towarzystwo, gdy jest nam w ten sposób dobrze, niż jak mamy być samotni pośród tłumu.
Fot.: www.izismile.com
A jeśli nie chcesz spędzić wieczoru objadając się, możemy wykorzystać czas na przeczytanie ciekawej książki, na majsterkowanie, robóki ręczne czy na spożytkowanie na naszych sił na posprzątanie naszego pokoju. Zawsze możemy się spotkać się z innymi samotnymi, którzy nie mają żadnych presji na Walentynki i spędzić beztrosko ten wieczór.
Antonina Kostrzewa
środa, 4 lutego 2015
Luty nie jest taki straszny
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Luty jest miesiącem takim, jak
wszystkie inne. Niby krótszy, ale nie można mu nic zarzucić. Ot po
prostu miesiąc, jak miesiąc. Styczeń szybko minął. Sylwester i
Święta można tylko powspominać, zaś poprzednie wakacje są już
tak odległe, jak wydarzenia z dzieciństwa. Nie licząc Walentynek,
to w lutym praktycznie niewiele się dzieje. Nie musimy myśleć o
niczym konkretnym, do nastania wiosny zostało jeszcze wiele czasu, a
o wypadzie majówkowym myślą tylko najbardziej zapobiegliwi. I
właśnie luty to najlepszy miesiąc dla samotnych, by zacząć
działać.
Fot: :::Derek:::
Najlepsza okazja, by wyjść z domu i nie chować się
przed całym światem. Oczywiście nie ma, co wychodzić w trakcie
święta zakochanych, bo to nie tędy wiedzie droga do zrozumienia
samego siebie, lecz by wyjść po prostu. Pokazać światu, że
żyjemy i że nadal potrafimy odnaleźć się w społeczeństwie.
Wystarczy wyciągnąć lekcje ze stycznia, gdy narzuciliśmy sobie
wiele postanowień noworocznych i całkiem bez stresu realizować
swoje marzenia. Po wielkich wydatkach świąteczno-noworocznych, w
naszych portfelach w końcu pojawia się dodatkowa gotówka, którą
możemy teraz spożytkować. Mogą to być choćby pieniądze na
Hamburgera, o którym myśleliśmy od wielu tygodni, lecz brakowało
nam śmiałości, by do niego pójść i zjeść w samotności. To
także wyjście do kina, baru, zapisanie się na kurs, kupno biletu
lotniczego, nowej kreacji, czy odwiedziny kogoś, kogo dawno nie
widzieliśmy. To także realizacja naszego hobby, o którym myślimy
od dawna – czasami szczęściu trzeba pomagać, a kupno, nawet
używanego aparatu, starej maszyny do pisania, czy zapisanie się na
kurs Prawo Jazdy, to doskonały sposób, by zacząć. Wszelkie
przejawy naszej inicjatywy są mile widziane. W końcu to my sami
realizując małe rzeczy, uświadamiamy sobie, że tak naprawdę
niewiele trzeba, by znów móc się cieszyć codziennością.
Fot: Kris Krug
Może
następnego dnia spróbujemy czegoś więcej. Nie musimy myśleć
tylko o tym, by znaleźć swoją drugą połówkę, bo w ten sposób
wpadniemy tylko w błędne koło naszych obsesji. Nie możemy o tym
zapominać, ale niech to nie przesłania naszego życia. Między
samotnikiem, a singlem jest szczególna różnica, której pewnie
niewielu uda się pokonać, ale akceptacja samego siebie, jak i
oddanie swojego czasu na wykonywanie swojej pasji, jest z pewnością
lepsze, niż użalanie się nad sobą i ciągłe oglądanie
seriali. Życie nie zamyka się w naszym pokoju, a świat ma jeszcze
wielu do odkrycia.
Antonina Kostrzewa
piątek, 16 stycznia 2015
Postanowienia noworoczne
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Rozpoczął się nowy rok, a wraz
z nim nasze nowe postanowienia. Wielkie pragnienia zmian, nowe
wytyczne, całkiem nowe plany. Minęły już ponad dwa tygodnie
stycznia, więc możemy powoli zweryfikować nasze postanowienia. Nie
chodzi tutaj o słomiany zapał czy brak motywacji, bo w końcu sami
sobie wyznaczyliśmy nowe cele. Karnet na siłownię nie zaszedł
jeszcze kurzem, buty do biegania nie zginęły na dnie szafy, a
dodatkowe spalacze tłuszczu nie zostały zamknięte na stałe. Po
prostu nie zawsze jest możliwe zmienienie nas samych w jeden dzień o
180 stopni. To, co wydawało nam się pewne, a nawet dostępne na
wyciągnięcie ręki, nie może być zrealizowane w jeden dzień i w
łatwy sposób.
Fot: www.izismile.com
Nasze oczekiwania są duże, a jednak brak widocznych
wyników zaczyna nas powoli denerwować. Dajemy z siebie 110%, a
jednak wcale nie jest lepiej. Nasza waga nie spada gwałtownie w dół,
czwarte piętro to nadal wyzwanie, a brzuch nadal nie zniknął.
Wszystko miało być wspaniale, a powoli nasza determinacja spada.
Zamiast ćwiczyć codziennie odpuszczamy sobie i trzy razy na pewno
nic nie zmienią. Później wystarczy raz w tygodniu, jeżdżenie na
rowerze i w weekend bieganie. Z dnia na dzień zaczynamy sobie
odpuszczać, bo nie widzimy efektu naszych wysiłków. A jeśli
nasze postanowienia, to nie tylko zrzucenie kilku kilogramów? Jeśli
planowaliśmy czytać codziennie 50 stron, przestać kłamać, rzucić
picie/palenie, a także małe obietnice: mówić chociaż jeden
komplement dziennie, by nie zostawiać naczyń w zlewie na noc.
To przecież powinno być proste. Tak niewiele, wystarczy tylko
konsekwencja, a jednak nawet takie rzeczy też się nie udają
większości z nas w dłuższym okresie czasu. Najpierw jeden dzień
przerwy, bo jesteśmy zmęczeni, bo jeden dzień nic nie zmieni, bo
coś. Tak się zaczyna, a później z jednego dnia robi się kolejny,
a gdy dni zamienią się w tygodnie i miesiące, nagle sobie
przypominamy o zapomnianych zobowiązaniach i możemy tylko
wzdychnąć. Kolejny raz nasze plany upadły i nic nie zmieni się
teraz, by mogły one powrócić na nowo. Chyba że znów w przyszłym
roku.
Nieśmiali i samotni, co roku pragną
tego samego. Pokonać swoją nieśmiałość i znaleźć swoją
wymarzoną połówkę, która wypełni naszą pustkę. Są
zdeklarowani, są chętni wyrzeczeń i otwarci na nowe wyzwania.
Nawet mogą rozpocząć inaczej się zachowywać, niż zwykle.
Częściej odpowiadać na zaproszenia innych, a nawet proponować
jakieś wyjścia ze znajomymi wychodząc z zasady, że miłości
się w domu nie znajdzie. Po czasie odkładania na później, w końcu
zarejestrowali się w portalach randkowych i nawet zaktualizowali
swój profil. Pierwsza od dłuższego czasu umówiona randka i nawet
udane, wcześniejsze rozmowy na czacie. Może po prostu w końcu
pozytywna odpowiedź na propozycje swatów. Wszystko zostało
przygotowane, tylko później pojawia się mały zgrzyt. Zapowiada
się dobrze, nawet bardzo dobrze, jesteśmy pełni optymizmu i już
od rana myślimy tylko o jednym. Mamy już naszykowane, po wielu
przymiarkach, ciuchy na wieczór, panie nakładają pierwszy, od
dłuższego czasu, makijaż. Wszystko musi być idealnie, albo
inaczej, niż zazwyczaj.
Fot.: www.izismile.com
Myśli o porażce przychodzą zawsze, więc
póki co je ignorujemy i pełni nadziei idziemy na spotkanie.
Pochłania to naszą całą uwagę i myślimy tylko o tym, co powiemy
i jak mamy się zachowywać. Najczęściej się zdarza, że im bliżej
jesteśmy miejsca spotkania, tym bardziej się denerwujemy. Gorzej,
jeśli w tym momencie zaczynamy panikować, że nic się nie uda i że
albo źle wypadniemy, albo nie będziemy mieli o czym rozmawiać. Im
więcej takich myśli do nas dochodzi, tym gorzej dla nas. Mamy
jeszcze chwilę, by się uspokoić. Jeszcze kawałek drogi przed
nami, by się wyciszyć, lecz machina w głowie ruszyła sama i nic
nie potrafi jej teraz zatrzymać. Dlatego zamiast skręcić do
miejsca spotkania, przechodzimy obok, bo jednak nie damy rady. Lepiej
nie pisać, nie dzwonić, ani nie odbierać, po prostu wrócić do
siebie. Później przebrnąć przez krępujące pytania i mieć znowu
spokój. W drodze powrotnej możemy wstąpić do sklepu po coś
słodkiego, albo alkohol, co pozwoli nam zapomnieć o dzisiejszej
porażce. Wtedy możemy spokojnie wrócić do naszego znanego,
samotnego życia.
Właśnie takich scenariuszy wam nie
życzę. Dużo wytrwałości w Nowym Roku i realizacji swoich
wymarzonych celów.
Antonina Kostrzewa
Etykiety:
blog,
czytanie,
dom,
myślenie,
narzekanie,
nieśmiałość,
plany,
problemy,
samotność,
smutek,
szczęście,
znajomi,
związek,
życie
2
komentarze