facebook

poniedziałek, 22 czerwca 2009

Samotność, a.. edukacja

Kilka słów wstępu? Nie! Zaczynamy! Miłej lektury:

W zależności od kraju i wiary mamy do czynienia z różnymi systemami oświaty i z różnymi jej stopniami. Zazwyczaj jest to przedszkole, szkoła podstawowa, średnia i wyższa (nasze gimnazjum tutaj pomijam i zaliczam je do szkoły średniej). W zależności od majętności portfela rodziców możemy pójść do szkoły publicznej lub prywatnej. Tutaj skupimy się raczej tej pierwszej ścieżce, gdyż ona występuje jest częściej. Tak naprawdę nie chodziłam nigdy do szkoły prywatnej i znam je tylko praktycznie z filmów. Znajomi, którzy chodziły do prywatnych szkół, twierdziły tylko, że skoro płacą, to niewiele muszą robić, a tym bardziej przychodzić na zajęcia. Nie wolno wierzyć jednak we wszystko. Tak samo nie będę opisywać szkół żeńskich, zakonnych itp. Po prostu opiszę to, co znam.
Pierwsze z dwóch przedstawionych tutaj stopni nauczania nie są wybierane przez nas, tylko przez naszych rodziców. Jeszcze częściej nie mają oni wiele do powiedzenia, bo miejsce zamieszkania decyduje o tym, a dokładnie rejonizacja. Do przedszkola nie musimy uczęszczać. Mogą nami opiekować się rodzice, ciotki, dziadkowie. Mamy wtedy większą wolność i więcej czasu na zabawę na podwórku. Coś jednak tracimy z tych przymusowych drzemek i jedzenia niedobrych rzeczy, a mianowicie przebywanie z obcymi osobami bez opieki rodziców.
To tutaj zawieramy pierwsze przyjaźnie, uczestniczymy w pierwszych bójkach. Zaczynają się także pierwsze zainteresowania płcią przeciwną, niekoniecznie zauroczenia, co raczej poznawanie różnic między płciami. Oczywiście bawiąc się w parku pod opieką dziadków możemy wszystkiego tego doświadczyć, jednak w przedszkolu jest coś więcej. Brak rodziców i opiekunki! To one zauważają pierwsze problemy w kontaktach z rówieśnikami. Widzą, że dane dziecko woli przebywać samo niż z innymi dziećmi. Często zdarza się, że nie informują o tym rodziców, jednak starają się z nimi o tym pomówić. Reszta zależy od nich, a oni zwykle bagatelizują taką sprawę. Nie ma nic gorszego niż dzieci. Nikt tak dosadnie nie powie ci tego, co o tobie myśli, ani tak nie upokorzy przy innych. Inne dzieci alienują jeszcze bardziej nieśmiałych, śmieją się z nich i często w grupach zaczepiają ich i biją. Dziecko nie chce chodzić do przedszkola, płacze i staje się wyjątkowo nieznośne. Zamiast pomóc takiemu dziecku jest one przenoszone do innej placówki, gdzie sytuacja się powtarza. Opinia: Dziecko stwarza problemy wychowawcze. Takie wiadomości szybko się rozchodzą i później ciężej zapisać takie dziecko do porządnej szkoły. Na starcie jest już skreślone.
Zaczyna się podstawówka, dzieci częściowo już się znają. Tworzą się grupki i walka o przywództwo wśród chłopców i dziewczyn. Niekoniecznie musi być to typowa walka fizyczna, często wystarcza walka na słowa. Dzieci nie będące w przedszkolu lub nie mające dużej liczby znajomych z podwórka raczej nie mają szansy w tym starciu. Zwycięzca może być tylko jeden i dobiera sobie świtę. Samotni, cóż, zazwyczaj znajdują się po drugiej stronie barykady. Są poniżani, bici i coraz bardziej odsuwani od całości klasy.
Ich stopnie są jednymi z niższych w klasie, bo dzieci boją się same zgłosić do tablicy. Ogarnia je strach by być lepszym niż inni z powodu późniejszych szykan. Do tego skazane są do siedzenia w pierwszych ławkach, bo najfajniejsze osoby z klasy zajęły najlepsze miejsca z tyłu.
Szybko jednak uczą się na swoich błędach i dostrzegają pewne aspekty życia w samotności. Ze swoją skłonnością do obserwacji wiedzą o niektórych osobach dużo więcej niż inni. Przypadkiem wchodzą w posiadanie różnych tajemnic i to jest jedyna ich zaleta, dzięki której, ktoś czasami się od nich próbuje czegoś dowiedzieć. Zazwyczaj, gdy ktoś jest odludkiem, to często znajduje oparcie w innej osobie, która także została skreślona przez większość. Niekoniecznie ze względu na własne zainteresowania czy samotność, po prostu dwóm osobom łatwiej się bronić. Nieśmiali chłopcy zaczynają kolegować się z dziewczynkami. To nie są żadne zaloty, tylko szukanie zrozumienia z ich strony. Dziewczynki natomiast wchodzą do obozu chłopców, często bawiąc, a także bijąc się z nimi. Skoro ze swoimi nie wyszło, to można przejść do obozu wroga. Najgorsze są zawsze apele, jak i zajęcia sportowe. O tych drugich napiszę w felietonie o sporcie i zainteresowaniach, ale już teraz mogę wspomnieć, że nieśmiali rzadko są dobrzy w jakiś sportach, a przy wyborze zawodników są wybierani jako jedni z ostatnich. To jeszcze bardziej pokazuje im, gdzie jest ich miejsce we wszechświecie i jak bardzo są niepotrzebni. Apele i przedstawienia to najbardziej stresujące dla nich sytuacje. Po pierwsze trzeba być ubranym na galowo, a po drugie trzeba się podporządkowywać bezwzględnie poleceniom nauczyciela. Kiedy wszyscy inni uczniowie rozmawiają ze sobą i robią sobie psikusy, oni nudzą się niebywale przez kilka godzin. Jeśli do tego, akurat ich klasa ma w tym momencie wykonać przedstawienie, to oni wiedzą, że choćby nawet mieli najłatwiejszą, najkrótszą i drugoplanową rolę, to i tak stojąc przed całą salą, zawstydzą się totalnie. Staną czerwoni przed wszystkimi i dukając słowo po słowie narażą się tylko na pośmiewisko. Nawet najprostszy wiersz jest dla ich nie do wykonania przed taką publicznością. Zanim jeszcze pojawią się na sali, wiedzą, że opuszczą ją w odgłosie drwin swoich kolegów. Każdy kolejny rok to tylko następne porażki. W okresie zainteresowania płcią przeciwną są już tak odizolowani od reszty klasy, że pozostaje im tylko rozmowa ze samym sobą na przerwach. Nie zdobędą się na umówienie z podobającą im się dziewczyną czy chłopakiem, bo po ostatniej próbie pół klasy się z ich śmieje. Nie podejmą już następnej próby by zaoszczędzić sobie wstydu. Narobią go sobie i tak na wycieczkach szkolnych, kiedy próbują pokazać się z dobrej strony spożywając swój pierwszy w życiu alkohol. Oczywiście stają się znów pośmiewiskiem, ale chociaż o tym nie pamiętają. Przypominają sobie o tym następnego dnia mając wielkiego kaca i wpisaną naganę oraz w momencie, gdy dowiadują się o tym ich rodzice. W ten sposób docierają do końca podstawówki. Życie dziewczynek jest może w tym okresie mniej bolesne w tym momencie, ale chyba bardziej dotkliwe psychiczne. Łatwiej im się poświęcić nauce bez szykan innych, a także często w wyższych klasach młode kobiety czują pewną więź i bronią swoją najsłabszą jednostkę w grupie przed chłopcami i uczniami obcych klas. Nie zmienia to faktu, że i z nimi mało rozmawiają, ale jednak są w pewnym sensie docenione.
Różnice można też zauważyć pomiędzy podstawówkami w mieście a na wsi. Na wsi skala odseparowania nieśmiałych osób jest mniejsza. Dzieje się to głównie dzięki większej uwadze nauczycieli, jak i pomocy szkolnego psychologa. Może nie przez to, że czuje on większe powołanie, co przez to, że szkoły tam nie są wielkimi, bezdusznymi molochami. Mniej zabiegani rodzice poświęcają swoim pociechom także większą uwagę i często samotnym udaje się jakoś funkcjonować w grupie, a raczej na jej krawędzi. Są niejako akceptowani przez nią, ale czują, że do końca do niej nie należą. Obojętnie od płci czy miejsca zamieszkania nieśmiali szybko dostrzegają, że różnią się od innych osób, a im są starsi, tym te granice robią się coraz większe. W okresie dojrzewania płciowego, praktycznie tylko oni nie całowali się z kimś lub zrobili to jako jedni z ostatnich. Często to tylko sam pocałunek, a oni są na tyle nieśmiali, że nigdy nie spytają się o „chodzenie”, zaś dziewczynkom nie wypada się o to pytać.
Koniec podstawówki to kolejny dylemat. Może nie dlatego, że trzeba pożegnać swoich kolegów z klasy, a raczej obowiązek wyboru szkoły średniej. Zazwyczaj odkładają wybór szkoły do ostatniej chwili, a kiedy już przychodzi termin decydują się nie na tą, która jest najbliżej czy jest dla nich najbardziej odpowiednia, ale na taką, która nie wymaga od nich żadnych rozmów kwalifikacyjnych czy egzaminów. Wybierają się tam, gdzie kontakt z obcymi będzie zminimalizowany do złożenia samego podania. Najlepiej, jeśli mają pewność, że się dostaną do danej szkoły, dlatego wybierają często gorszą szkołę. Brak im ambicji. Wpadają do nowego towarzystwa, prawie już dorosłych ludzi nie mając nikogo znajomego. Jeśli już, to znajomi szybko się odnajdują w nowej klasie odsuwając nieśmiałego na bok i często nie przyznając się do niego. Nie pomogą nic zabawy integracyjne, ani samo funkcjonowanie z nowymi kolegami i koleżankami. Po pierwszych tygodniach tworzą się grupki, do których później ciężko dołączyć. Są grupy „fajnych” i „kujonów”, reszta tworzy zazwyczaj szarą masę w klasie. Na samym końcu samotnicy, zawsze smutni, w przeciwieństwie do całej klasy, która szaleje na przerwach.
Odizolowani zamiast zbliżyć się do reszty, oddalają się. Znajdzie się zawsze ktoś, z kim można porozmawiać, ale nigdy nie będzie można nazwać go przyjacielem/przyjaciółką. Wyśmiewani i bici nie radzą sobie w nauce i sprawiają problemy wychowawcze. Dziewczyny stają się obiektem zainteresowań chłopców i uważane za niedostępne są szykanowane i poniżane. Zazwyczaj uważane za spokojne i ciche. Stają się buntownicze i osiągają coraz gorsze wyniki w nauce. W tym momencie także koleżanki z klasy odsuwają ją od siebie popędzając ją w coraz to większą depresję. Nieraz słyszymy o kompromitujących filmach czy zdjęciach zrobionych z ukrycia telefonem komórkowym, którym później cała klasa szantażuje daną osobę. Jeśli problem ten dotyczy osoby nieśmiałej, często dochodzi do prób samobójczych. Następuje zmiana szkoły i nowy stres by dostosować się do grupy. Nie mogąc poradzić sobie w szkole i w życiu z ludźmi z klasy, osoby nieśmiałe zaczynają wagarować. W przeciwieństwie do swoich rówieśników, którzy uciekając z zajęć idą do centrów handlowych lub spotykają się potajemnie ze swoją miłości, oni wolą zostać sami w domu i nie pokazywać się światu. Wtedy to odkrywają uroki płynące z internetu, jako wypełniacza czasu, a także odkrywają, jakie wielkie konsekwencje niesie za sobą przekazanie tej informacji rodzicom przez nauczyciela. To w tym kluczowym momencie, kiedy ilość nieobecności dziecka jest większa niż połowa, a jego stopnie drastycznie lecą w dół, rodzice powinni nie tyle poświęcić dziecku większą uwagę, co wysłać do specjalisty. Na siłę oczywiście, bo dobrowolnie się nie da. Zazwyczaj kończy się na niczym. Dziecko wraca do szkoły, nie opowiada, co się z nim działo i dalej jest odrzutkiem w grupie. Nadal opuszcza lekcje, ale nie tak bardzo, jak wcześniej i co najważniejsze udaje mu się zdać do następnej klasy. Przestaje rozmawiać z innymi i w przeciwieństwie do reszty nie ma nikogo. Tuż przed maturą zaczyna się najgorszy okres w życiu każdej zawstydzonej osoby – studniówka (lub jak niektórzy mówią bal maturalny). Wszyscy tylko o tym rozmawiają, a oni nie mają ochoty się tam pojawiać. Z jednego, prostego powodu – nie mają z kimś pójść. Chłopiec boi się zaprosić kogokolwiek, zaś takiej dziwnej dziewczyny nawet nikt o to nie zapyta. Ci, którzy zapytają i tak dostają kosza. Pozostaje im tylko iść w swoim towarzystwie lub nie pojawić się wcale. Druga opcja jest ciężka do wykonania, bo rodzice będą zadawać za dużo pytań, a nie mają się gdzie podziać w nocy, by udawać, że na niej byli. Idą na studniówkę sami i jakoś udaje im się przetrwać. W końcu są z ludźmi, których widzą już tyle lat, a alkohol pomaga im rozwiązać niektóre problemy.
Kiedy kończy się impreza, dochodzą do wniosku, że ogólnie nie było tak źle, chociaż nie mogli patrzeć na siebie, kiedy wszyscy mieli swój wspólny, pierwszy taniec, a oni w tym czasie przyglądali im się z boku zlewając się z nauczycielami czy fotografami. Czasem zostają przy stoliku z drinkiem w ręku. Poczucie samotności potrafi dobić w najmniej oczekiwanym momencie, ale to tylko jeszcze parę miesięcy i nie będą musieli patrzeć więcej na tych ludzi, a raczej oni na nich. Matura to już tylko formalność, by wydostać się z tego towarzystwa. Nie ważne jest, jak ją zdadzą, byleby stąd uciec. Kiedy otrzymują wyniki są bardziej zdołowani niż wcześniej. Nawet nie dlatego, że słabo zdali, tylko dlatego, że znów znajdują się na rozstaju swojego życia. Muszą podjąć decyzję, co dalej ze sobą zrobić. Czy pójść do pracy czy może na studia. Zdają sobie sprawę, że dla nich obie decyzje są trudne i wolą by ktoś inny podjął je za nich. Wiedzą także, że znalezienie sobie nowej szkoły będzie łatwiejsze i mniej stresujące niż wybór swojej pierwszej, prawdziwej pracy. Rzadko wybierają jakieś ambitne kierunki. No chyba, że przy dużym wpływie rodziny czy przyjaciół. A dokładniej, ich nakazowi. Zawsze wybierają najłatwiejszą drogą z jak najmniejszym kontaktem z innymi ludźmi, czyli komisją rekrutacyjną. Robią dokładnie to, co w przypadku wyboru szkoły średniej, chociaż wtedy obiecali sobie, że następnym razem wybiorą lepiej. Chcieliby tylko złożyć papiery i dowiedzieć się, czy się dostali, czy nie. Choćby to miało zamknąć ich drogę do wymarzonego zawodu, to i tak zrobią coś wbrew sobie i zamiast na weterynarię, pójdą na jakiś mniej wymagający kierunek. Może i będą żałować tej decyzji całe życie, ale nie potrafią pokonać swojej nieśmiałości.
Zaczynają studiować, gdzie po rozmowach ze starszymi kolegami, rodziną czy nawet z filmów, wiedzą, że to najlepszy okres życia. Ciągłe imprezy, przyjaciele na całe życie, miłości, małżeństwa, dzieci i do tego nauka w ostatni dzień przed egzaminem do rana. Szybko odkrywają, że naprawdę wszyscy mieli rację. Widzą, że to dzieje się naprawdę. Każdego dnia w akademiku są imprezy, druga koleżanka z roku jest w ciąży, a wiele par mieszka razem, jednak ich to omija. Dosłownie omija. Studiując nawet nie poświęcają się nauce, a jednak nie potrafią się bawić, a co dopiero zapomnieć na chwilę, by odnaleźć miłość swego życia.
Przypomina im się życie z liceum, tylko ludzie są tu bardziej dojrzali i nie naśmiewają się z nich. Nie zmienia to faktu, że ich obgadują, ale nie dokuczają im bezpośrednio. Może czasami, kiedy próbują ich gdzieś wyciągnąć lub zmusić do poderwania kogoś. Mają swoich kolegów, którzy ich rozumieją, ale nie odkrywają się przed nimi całkiem. Czas mija, a oni nadal są samiotni i przyzwyczajeni do takiego stanu rzeczy, przestali na to narzekać. Studia powoli kończą się. Z dyplomem w ręku mogą zacząć nowy etap życia. Czas na znalezienie pracy.
To prawda. Na studiach rodzą się przyjaźnie i miłości na całe życie, a oni po raz kolejny zostali sami.
Antonina Kostrzewa
antonina kostrzewa podpis

Napisano już 2 komentarze/y. Zapraszam do dodawania kolejnych...
Już teraz przyłącz się do dyskusji i dodaj nowy komentarz

Anonimowy pisze...

Owszem, osoby samotne mogą się izolować coraz bardziej z własnego wyboru i zostać taką "szarą myszką" dzięki jakże genialnym kolegom z klas młodszych (tu miejsce na posłanie ironicznego całuska), ale może to też pójść w nieco inną stronę. Taką złośliwą, wredną i wygadaną. Ambitną zamiast zahukanej, cwaną zamiast potulnej.
A wtedy drżyj świecie! Bo szaromyszki cierpią na nadmiar czasu wolnego, który w pełni można poświęcić własnemu ego.
Udany przepis na socjopatę.

Anonimowy pisze...

Droga autorko
Trafiłam na twojego bloga przez przypadek i mimo że od publikacji tego postu minęło już dużo czasu nie mogę powstrzymać się od komentarza. Do tej pory czytając twojego bloga czułam się jakbym czytała swoją autobiografię. Jednak z twoimi przemyśleniami na temat edukacji zdecydowanie się nie zgadzam. Co prawda nie miałam w szkolę przyjaciół i zawszę siedziałam w pierwszej ławce ale braku ambicji i woli walki nie można mi zarzucić. Testy i sprawdziany to tylko ty i pusta kartka. Nie można tłumaczyć lenistwa i niewiedzy nieśmiałością. Co do studiów od wielu lat nawet te bardziej prestiżowe kierunki można się dostać bez dodatkowej rekrutacji – decydują oceny z matury pisemnej. Wiem bo sama taki kierunek skończyłam. Generalnie zawsze byłam w czołówce zawsze ze stypendium naukowym. W nauce nieśmiałość nie jest przeszkodą.
Po skończeniu studiów zamierzałam nawet robić doktorat, ale tu niestety przegrałam z moją nieśmiałością – wizja prowadzenia zajęć z nowo przyjętymi studentami była dla mnie dostateczną przeszkodą.

Prześlij komentarz

Related Posts with Thumbnails