czwartek, 30 lipca 2009
Samotność, a.. sport
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Artykuł miał się pojawić na początku tygodnia, ale za wiele miałam na głowie i jakoś mi nie wyszło, by go tutaj wrzucić. Dopisanie kilku linijek tekstu zajęło mi godzinę i zdaję sobie sprawę, że mogłam to zrobić wcześniej, bo pogubiłam już wątki i ze wszystkiego, co miałam tu dopisać, wrzuciłam tylko część. Może i okrojony, to ważne, że jest. Teraz tylko pozostaje mi znaleźć chwilę by skończyć kolejny felieton, ale chyba najpierw pora na przepisywanie książki. W końcu to jest najważniejsze teraz. Muszę także załatwić zdjęcie na okładkę, a nie odkładać wszystko na ostatnią chwilę. To tyle moich narzekań, nic już nie obiecuje, bo ciężko mi później to spełnić, więc zapraszam do lektury.
Samotność, a.. sport
W artykule „Samotność, a.. inne uzależnienia” opisałam wszelkie zabijacze czasu, jakie wykorzystują nieśmiali by poradzić sobie z nudą w domu. Poza wychodzeniem do pracy czy szkoły zdarza się, że przecież oni także wychodzą z domu i to nie tylko, że zabrakło im śmietany do zupy. Nie tylko biblioteka jest celem ich wypraw! Samotni nie są niezdarami z nosem w książkach, oni także potrafią się ruszyć i uprawiać sporty. I chociaż większości z nich się nie chce, to zawsze znajdzie się ktoś, kto widzi w tym pasję.
Zacznijmy od początku i wróćmy do lat młodości, kiedy to jako dzieci często uczestniczyli w różnych grach w szkole czy na podwórku. Ktoś zaraz pomyśli, że na pewno byli wybierani, jako ci ostatni. Kiedy już wszyscy byli gotowi do gry, oni nadal czekali na swoją kolej, a jak było za dużo osób to mogli być rezerwowymi, z którymi nikt i tak nie chce się zmienić. Otóż nie do końca. Nieśmiałość ma niewiele wspólnego z koordynacją ruchową i każdy po prostu musi trafić w dyscyplinę, w której jest dobry. Tak samo i bohaterowie tego felietonu. Zdarzały się sporty, w których czekali na swoją kolej, by zostać wylosowanym do drużyny, a także takie, w których grali pierwsze skrzypce. No może prawie pierwsze, bo ze swoją siłą przebicia nie mieli dużych szans na bycie kapitanem i często nawet będąc lepszymi od innych nie udawało im się przekonać ich by podali właśnie do nich. Nic dziwnego, że w takiej sytuacji zaczynali grać samolubnie, ale to wyłącznie z powodu innych. Mając teraz w życiu problemy z funkcjonowaniem w grupie przypominają sobie, że przecież w latach młodości potrafili stworzyć prawdziwy team.
Fot. : www.dailymail.co.uk
Pamiętają także, że porzucili po pewnym czasie wszelkie gry podwórkowe. Nie wiedzą dokładnie, czy nagle świat za oknem stał się dla nic zły, a dom stał się najbezpieczniejszym miejscem na ziemi. Czy też nie mieli znajomych, by z nimi siedzieć na dworze, a może ktoś im coś powiedział złego w złości i od tego momentu postanowili odciąć się od innych. Pewnym jest, że gdy wszystkie dzieci grają i bawią, w oknie można dostrzec zawsze kogoś, kto im się bacznie przygląda, ale do nich nie dołącza. Wszystko byłoby jasne, gdyby miał założony gips czy byłby chory, ale w pełni sprawny woli odsunąć się od kontaktu z rówieśnikami. Pozostały nieśmiałym tylko te tradycyjne wf-y, gdzie nie musieli się często przykładać do tego, co robią.
Tutaj nieśmiałość zebrała swoje żniwo. Może nie zostali by mistrzami świata, ale pewnie część ich życia potoczyła się całkiem inaczej. Byli młodymi piłkarzami, siatkarkami, szermierkami, pływakami czy lekkoatletami. Mieli szansę by się rozwinąć. Ktoś ich nawet tam chwalił proponując dalszy rozwój. I w tym momencie wstyd przed rodzicami by powiedzieć im, że chcieliby zapisać się na dodatkowe, pozalekcyjne zajęcia sportowe sprawił, że porzucili ścieżkę sportowca i skupili się na nauce lub na innych rzeczach. Nie chodziło tutaj o trudną sytuację życiową w domu, ani brak czasu. To tylko strach przed rozmową. Przed wyjściem z własną propozycją. Nawet z nauczycielem wf-u w szkole i odmawianie na wszelkie jego propozycje. To samo tyczyło się ich zainteresowań w dyscyplinach, których jeszcze nie uprawiali, jak sporty walki. Chcieliby spróbować i chociaż znajomi już tam chodzą, to oni mają za wiele „ale”: rodzice się nie zgodzą, nie będę miał/a partnera do ćwiczeń, nie znajdę na to czasu. Prawda jest taka, że nikt się nie dowie, dopóki nie tego się nie sprawdzi. Samo gdybanie do niczego nie prowadzi. Jeśli można zostać w życiu kimś, a nie być tylko zwykłym człowiekiem, którego życie minie niepostrzeżenie i nigdy nie wpisze się do kart historii i szansa na zmianę staje przed tobą otworem, a ty po prostu ją porzucasz, bo boisz się spróbować, to pewnym jest, że nie powtórzy się ona już nigdy. To nie jest wybór - ucieczka, to nie podjęcie wyzwania sprawia, że do końca życia będziesz żałować swojej decyzji. Może nie zostaniesz wybitnym graczem znanym na całym świecie, może nigdy nie przestaniesz zajmować się tym amatorsko, ale zawsze masz świadomość, że nie poddałeś się i wykorzystałeś szansę, jaką ci dano. To nie jest propozycja pracy na drugim krańcu świata, ale wielu osobom ta jedna decyzja odmieniła wszystko.Zacznijmy od początku i wróćmy do lat młodości, kiedy to jako dzieci często uczestniczyli w różnych grach w szkole czy na podwórku. Ktoś zaraz pomyśli, że na pewno byli wybierani, jako ci ostatni. Kiedy już wszyscy byli gotowi do gry, oni nadal czekali na swoją kolej, a jak było za dużo osób to mogli być rezerwowymi, z którymi nikt i tak nie chce się zmienić. Otóż nie do końca. Nieśmiałość ma niewiele wspólnego z koordynacją ruchową i każdy po prostu musi trafić w dyscyplinę, w której jest dobry. Tak samo i bohaterowie tego felietonu. Zdarzały się sporty, w których czekali na swoją kolej, by zostać wylosowanym do drużyny, a także takie, w których grali pierwsze skrzypce. No może prawie pierwsze, bo ze swoją siłą przebicia nie mieli dużych szans na bycie kapitanem i często nawet będąc lepszymi od innych nie udawało im się przekonać ich by podali właśnie do nich. Nic dziwnego, że w takiej sytuacji zaczynali grać samolubnie, ale to wyłącznie z powodu innych. Mając teraz w życiu problemy z funkcjonowaniem w grupie przypominają sobie, że przecież w latach młodości potrafili stworzyć prawdziwy team.
Fot. : www.dailymail.co.ukFot. : www.fairfield.k12.ct.us
Mija czas, a zaniedbywanie swojego ulubionego sportu, jak i gorsza forma fizyczna sprawia, że na wezwanie znajomych na mały mecz czy jogging, sprawia że nieśmiali często migają się, byleby nie pójść. Nawet taka głupia zabawa piłką dmuchaną na plaży może sprawić u nich zażenowanie. "Wszyscy na mnie patrzą, a ja jestem do niczego" - Tak sobie powtarzają, dlatego wolą nawet nie próbować. Będąc już dorosłymi ludźmi nie mają problemu załatwić sobie zwolnienia i nie uczestniczyć na zajęciach sportowych na uczelni. Wiele osób tak robi, chociażby z lenistwa, więc nikt ich się nie zapyta o prawdziwy powód, a odpowiedź: „Chory kręgosłup” załatwia wszystko. W dorosłym życiu nie ma już żadnego przymusu, a propozycje można odrzucić. Częste odrzucanie zaproszeń powoduje, że nie pojawiają się one po raz kolejny...
Gorzej jest, gdy samotni sami chcą wybrać się na basen, tenisa lub siłownię. Po prostu chcą zadbać o swoją sprawność fizyczną, choćby i nawet biegając. Kupują nowy sprzęt, ciuchy i często karnet. Oczywiście sami się nigdzie nie wybiorą. Idą zazwyczaj ze swoją przyjaciółką czy przyjacielem.
Fot. : www.uniqueparent.com
Po kilku wizytach na siłowni czy aerobiku coraz mniej im się chce tam wychodzić. Już nie ze względu na inne osoby, tylko na samych siebie. Tracą jakby fascynację sportem. Zaczynają się wymówki, a nowy sprzęt trafia do szafy. Obiecują sobie, że jeszcze się wybiorą, że wykorzystają kupiony karnet. Jednak tak się nie dzieje. Osoby, z którymi wcześniej tam chodzili, nadal tam uczęszczają, tylko z innymi znajomymi. Samotni boją się sami zapytać lub zaproponować wyjście i wolą nie poruszać tego tematu. Zaglądają czasem do swojej szafy i patrzą na nowe narty, rakiety do tenisa czy buty do wspinaczki. Zamiast cieszyć, że już tyle rzeczy zgromadzili i gdy nadarzy się okazja będą mogli je wykorzystać, to nieśmiali patrzą na swoją szafę ze smutkiem wspominając chwile, gdy dobrze się bawili, z poczuciem winy wydanych pochopnie pieniędzy i pewnością, że coraz więcej kurzu się na nich zbiera. By nie musieć patrzeć na to wszystko, oddają je nawet za darmo swoim znajomym, którzy chętnie z nich skorzystają. Nie chcą by leżały bezużytecznie i przypominały im o ich wcześniejszych zapałach.
Gorzej jest, gdy samotni sami chcą wybrać się na basen, tenisa lub siłownię. Po prostu chcą zadbać o swoją sprawność fizyczną, choćby i nawet biegając. Kupują nowy sprzęt, ciuchy i często karnet. Oczywiście sami się nigdzie nie wybiorą. Idą zazwyczaj ze swoją przyjaciółką czy przyjacielem.
Fot. : www.uniqueparent.comZdarzają się też sporty okazjonalne, jak wycieczki w góry, pływanie łódką czy paintball.
Po dłuższych wykrętach nieśmiali dają się namówić. Wyjeżdżają wspólnie i w oczach swoich znajomych wyglądają, jakby przeżywali drugą młodość. Czerpią z tych krótkich chwil swoje najlepsze wspomnienia. Zmieniają się nie do poznania będąc często duszą towarzystwa. Jednak zawsze odmawiają powtórki. To coś niebywałego. Jest jednak na to wytłumaczenie. Raz udało im się trafić na swój szczęśliwy dzień, kiedy zapomnieli o swoich problemach i potrafili uwolnić swoje dawne „szczęśliwe ja”. Teraz boją się, że nie będzie już tak wspaniale, jak wtedy. Myślą, że tym razem nie będą się tak dobrze bawić i będą dołować się nad swoim życiem. Chcą by wszyscy pamiętali, jak im było dobrze wtedy i nie chcą tego zmieniać. Więcej w artykule o przyjaciołach i znajomych.
Jeśli nie wyświetli się fragment to proszę przewinąć do 4:40.
Po dłuższych wykrętach nieśmiali dają się namówić. Wyjeżdżają wspólnie i w oczach swoich znajomych wyglądają, jakby przeżywali drugą młodość. Czerpią z tych krótkich chwil swoje najlepsze wspomnienia. Zmieniają się nie do poznania będąc często duszą towarzystwa. Jednak zawsze odmawiają powtórki. To coś niebywałego. Jest jednak na to wytłumaczenie. Raz udało im się trafić na swój szczęśliwy dzień, kiedy zapomnieli o swoich problemach i potrafili uwolnić swoje dawne „szczęśliwe ja”. Teraz boją się, że nie będzie już tak wspaniale, jak wtedy. Myślą, że tym razem nie będą się tak dobrze bawić i będą dołować się nad swoim życiem. Chcą by wszyscy pamiętali, jak im było dobrze wtedy i nie chcą tego zmieniać. Więcej w artykule o przyjaciołach i znajomych.
I na koniec mały bonus. Zawsze pamiętam o tej scenie, kiedy sama idę na basen czy pobiegać. Prawda jest taka, że wszystko, co robię sama traci swój prawdziwy sens. Czasem potrzeba obecności drugiej osoby, by wszystko wydawało się przyjemniejsze:
bonus się nie udał, bo akurat nie można tego filmu osadzić na innej stronie niż youtube, więc pozostaje mi tylko podlinkować tutaj.Jeśli nie wyświetli się fragment to proszę przewinąć do 4:40.
Antonina Kostrzewa
sobota, 25 lipca 2009
Samotność, a.. wygląd zewnętrzny
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Nim pojawi się artykuł, najpierw kilka słów wstępu. Udało mi się skończyć poprawiać moją książkę. Teraz pozostało mi tylko przepisać wszystko i wydrukować finalną wersję. Wersję bez wstępu, bo niejako są nim artykuły tutaj się pojawiające, a w książce będą one połączone w całość i jeszcze poprawione. Pomogła mi w poprawianiu burza i brak prądu przez prawie cały dzień. Dzięki temu miałam więcej wolnego i mogłam zająć się czymś konkretnym, bez tracenia czasu na głupoty. Dokończyłam też ten artykuł, a z dwóch następnych zrobiłam jeden i pewnie w poniedziałek lub wtorek także go tutaj umieszczę.
Na blogu wiele zmian się nie pojawiło. Nie udało mi się znaleźć dobrego skryptu do dzielenia artykułów i "czytaj dalej", bo albo się źle wyświetlały, albo musiałabym do każdego postu dopisywać kilka linijek kodu. Cóż, aż tak mi się bawić nie chce, bo po jakimś czasie stwierdzę, że mi się to nie podoba już i będę miała o wiele więcej roboty. Póki co zostaje wszystko bez zmian. Może w tygodniu przyjdzie czas na lekką rozbudową bloga. Teraz już zanudzam i życzę miłej lektury:
Samotność, a.. wygląd zewnętrzny
Nie ma się, co oszukiwać, żeby osoby nieśmiałe zobaczyć w jakiś wyzywających ciuchach. Nie znaczy to, że nie ubierają się modnie. W naszym świecie istnieje różne pojęcie akceptacji odzieży. W zależności od wieku, płci, kultury, wychowania i wielu innych czynników, każdy z nas ma o tym inne pojęcie, jednak każdy z nas ma swoje wyobrażenie, co do schludnego wyglądu. I w ten sposób są najczęściej postrzegani nasi bohaterowie.
Istnieje także pewne zrozumienie dla norm społecznych, co do ubioru w pracy. Już nie same wymogi szefostwa czy presja otoczenia, a samo nasze poczucie dopasowania się do standardu przyjętego przez wielkie korporacje. W ten sposób upowszechniły się żakiety i garnitury w pracy. Wiemy, że odstępstwo od przyjętego schematu spowoduje zaciekawienie i pytania współpracowników. Sami także czujemy przez to pewne oddzielenie od życia prywatnego. Uczą nas już tego od najmłodszych lat wprowadzając mundurki w szkołach. Nie tylko po to, by zatrzeć różnice między rówieśnikami, a właśnie by rozróżnić czas nauki od zabawy.
Na te części naszej garderoby nie mamy większego wpływu, zwłaszcza w szkołach. W firmie mamy możliwość pewnego odstępstwa poprzez różne kroje czy kolory. Jednak nieśmiali i tak wybiorą najbardziej popularne i stonowane ciuchy. I choćby pracowali w agencji modelek, to nie zobaczymy na nich różowych koszul, bo źle by się w nich czuli, no chyba, że akurat tego koloru wymaga polityka firmy. Nasz wzrok nie uświadczy też wielkich dekoltów, bo skąd by nieśmiałe wzięły takie bluzki. Zresztą i tak uważają, że nie mają, czego pokazywać. To nie jest ich świat. Nawet w pracy ludzie oceniają się za pomocą ubioru, a nasi samotni niczego spektakularnego tutaj nie pokażą. Zostawmy sprawy zawodowe i przejdźmy do życia prywatnego, w którym nikt nam nie powie, jak mamy w danej chwili wyglądać, gdzie sami decydujemy, co chcemy na siebie włożyć.
Na te części naszej garderoby nie mamy większego wpływu, zwłaszcza w szkołach. W firmie mamy możliwość pewnego odstępstwa poprzez różne kroje czy kolory. Jednak nieśmiali i tak wybiorą najbardziej popularne i stonowane ciuchy. I choćby pracowali w agencji modelek, to nie zobaczymy na nich różowych koszul, bo źle by się w nich czuli, no chyba, że akurat tego koloru wymaga polityka firmy. Nasz wzrok nie uświadczy też wielkich dekoltów, bo skąd by nieśmiałe wzięły takie bluzki. Zresztą i tak uważają, że nie mają, czego pokazywać. To nie jest ich świat. Nawet w pracy ludzie oceniają się za pomocą ubioru, a nasi samotni niczego spektakularnego tutaj nie pokażą. Zostawmy sprawy zawodowe i przejdźmy do życia prywatnego, w którym nikt nam nie powie, jak mamy w danej chwili wyglądać, gdzie sami decydujemy, co chcemy na siebie włożyć.
Każdy z nas otwierając swoją szafę czy garderobę dostrzeże ciuchy, w których chodzimy często, te, w których okazjonalnie i te, w których praktycznie w ogóle na siebie założymy. Te pierwsze to nasze ulubione rzeczy, często znoszone, a jednak dopasowane i wygodne. Następne zakładamy, gdy trafi się dogodna sytuacja – od strojów balowych do sezonowych ubiorów i ciuchów sportowych. Ostatnia kategoria to nie tylko już rzeczy niemodne i te, z których już wyrośliśmy. To także takie, których już nie założymy z powodu zmiany naszego gustu.
Nieśmiałym wystarczyłaby szafa z ubraniami, jak u „Jasia Fasoli” - wypełniona zestawem tych samych ciuchów. Mogliby codziennie wyglądać w ten sam sposób zmieniając tylko niektóre elementy w zależności od pogody. Mają swoje ulubione rzeczy i mogli przy kupowaniu nowych, nabyć dokładnie takie same, jakie mieli wcześniej. Tu nie liczy się przywiązanie do marki czy stylu, tylko do wygody. Najlepiej i tak czują się w stroju domowym. Czy to są jakieś znoszone bluzki czy może wygodny dres, to jest nieważne. Tutaj nikt ich nie dostrzega i mogą chodzić, w czym tylko chcą.
Fot.: www.dailymail.co.uk
A jaki styl mają nieśmiali? Jeśli można go tak nazwać to jest to styl niewyróżniania się z tłumu, chociaż niektórzy mówią, że ubierają się mrocznie. Nie chodzi tutaj o czarne czy szare ubrania, tylko o te pozbawione żywych kolorów. Zamiast pełnej barwy wybiorą bardziej stonowane pastele. Zależy im tylko na tym, by wyglądać, jak najbardziej zwyczajnie. Kolor czerwony często omijają szerokim łukiem, nawet jeśli strój nie był wyzywający. On po prostu przykuwa uwagę. Dlatego idąc na imprezę łatwo możemy dostrzec te nasze szare myszki. Gdy w środku lata na parkiecie królują krótkie spódnice, one nadal wolą swoje dżinsy i co najwyżej założą jakąś specjalną bluzkę. Panowie, cóż, tutaj mamy takich, którzy zakładają na siebie coś, w czym czują się źle, ale chcieliby się pokazać przed znajomymi, że nie jest z nimi aż tak źle oraz mamy takich, którzy swoją posępną miną zlewają się z ubraniem. Są po prostu bez wyrazu. O tym więcej w kolejnych artykułach.
Fot.: www.dailymail.co.ukNajłatwiej jest się ubierać zimą i w mroźniejsze dni jesieni i wiosny. Latem rodzi się mały problem z pokazaniem trochę więcej ciała niż zwykle. Panowie nie odsłaniają swojego ciała uważając, że już krótki rękawek to wystarczająco by znieść upały.
Wstydliwe kobiety rzadko założą sukienkę czy spódnicę, chociaż często praca zmusza je do tego.
Fot. : www.macys.com
Wracając jednak do życia prywatnego, to już samo założenie krótkich spodenek i wyjście w miejsce publiczne może być problemem. Nadal wolą ukrywać swoje blade ciała zamaskowane szczelnie pod ubraniem pokazując tylko ręce, a czasami nawet i ramiona. O wyjściu na basen czy nad wodę nie ma, co wspominać. Otulone sportowym strojem kąpielowym szybko przemykają między ręcznikiem a wodą, często zakładając pareo by zakryć to i owo. Dobrze, że nie jeżdżą na wakacje, więc nie muszą się specjalnie stresować plażowymi sytuacjami. Ciuchy do pracy, a potem domowe, których nikt nie widzi i możemy jakoś przeżyć tą niezbyt przychylną porę roku.
Fot. : www.macys.comPomijając już sam ubiór, przyglądnijmy się naszym samotnym. Kobiety praktycznie się nie malują. Po prostu nie łudzą się już, że coś to zmieni, a do tego im się tego po prostu nie chce. Nie żeby nie dbały kompletnie o siebie, ale do tych spraw nie przykładają w ogóle wagi. Czasem, co najwyżej podmalują oko.
Fot. : www.artofillusion.com.au
Tusz do rzęs i cień do powiek to wszystko, co posiadają w swojej kosmetyczce. Rzadko trafi się tam puder czy pomadka. Nie uważają, że naturalnie jest im lepiej. Po prostu tak robiły od zawsze. Poza kilkoma eksperymentami w latach młodości, to teraz nawet o czymś takim nie myślą. U mężczyzn w oczy rzuca się nieogolony zarost. Mając super maszynkę i mnóstwo czasu na tą szybką czynność wolą chodzić z zarostem na twarzy. Chociaż zawsze znajdą chwilkę na zgolenie wąsika. Po prostu nie chce im się tego robić, ani też nie mają jakiś większych chęci by się golić. Robią to dokładnie raz na tydzień, czasem rzadziej i nawet nie myślą, by posłuchać uwag innych, bo nie zwracają na to uwagi przeglądając się rano w lustrze. Co z goleniem u naszych nieśmiałych? Skoro nie pokazują swoich nóg, ani nikt ich nie ogląda często je zaniedbują i pozwalają wyrosnąć włoskom tu i ówdzie. Jeśli na nogach się zdarza, to o okolicach intymnych nie ma co wspominać, zresztą szansa, że ktoś je zobaczy jest znikoma.
Fot. : www.artofillusion.com.auWyróżnia ich nakrycie głowy, które często mają. Czapka, kapelusz, beret, nawet chustka. Cokolwiek, byleby można było ukryć się przed wzrokiem innych lub ukryć swój.
Nie chcą, by ktokolwiek patrzył się im w oczy, gdyż jest to dla nich strasznie wstydliwe. Kontakt wzrokowy ograniczają do minimum. Chodzą często przez to z opuszczonymi głowami lub wpatrują się wysoko w fasady budynków czy w reklamy, jakby było tam coś ciekawego. W pracy znajdują się wśród swoich ludzi, więc brak nakrycia głowy nie jest tak odczuwalny, ale zapomnienie chociażby czapki z domu jest problemem, jak zostawienie komórki. Bez niej czują się nieswojo i choćby się pod nią nie chowali, to gorzej im się funkcjonuje w życiu codziennym. Taka mała rzecz, a dodaje im pewności, a także zwiększa poczucie własnej obronności. Sami jednak chcieliby patrzeć niepostrzeżenie na innych. Przyglądać się na spokojnie, oceniać, jednak okulary mogą nosić tylko w lecie, bo inaczej wzięliby ich za totalnych dziwaków. Ciężko jest się ukryć, a jednocześnie podglądać innych.
Nie chcą, by ktokolwiek patrzył się im w oczy, gdyż jest to dla nich strasznie wstydliwe. Kontakt wzrokowy ograniczają do minimum. Chodzą często przez to z opuszczonymi głowami lub wpatrują się wysoko w fasady budynków czy w reklamy, jakby było tam coś ciekawego. W pracy znajdują się wśród swoich ludzi, więc brak nakrycia głowy nie jest tak odczuwalny, ale zapomnienie chociażby czapki z domu jest problemem, jak zostawienie komórki. Bez niej czują się nieswojo i choćby się pod nią nie chowali, to gorzej im się funkcjonuje w życiu codziennym. Taka mała rzecz, a dodaje im pewności, a także zwiększa poczucie własnej obronności. Sami jednak chcieliby patrzeć niepostrzeżenie na innych. Przyglądać się na spokojnie, oceniać, jednak okulary mogą nosić tylko w lecie, bo inaczej wzięliby ich za totalnych dziwaków. Ciężko jest się ukryć, a jednocześnie podglądać innych.
Nieodłącznym elementem stroju są słuchawki. Słuchanie muzyki jest dla nich odskocznią w swój świat. Będąc w największym roju ludzi mogą poczuć się, jakby nadal byli w swoim bezpiecznym pokoju.
Fot. : www.poketo.com
Mając zapisanych setki utworów, a odtwarzają zazwyczaj kilkanaście swoich ulubionych lub jedną piosenkę w kółko. To jest dla nich piosenka przewodnia na dany dzień, która im się nigdy nie znudzi nie bojąc się, że osoba będąca obok ją usłyszy, a oni przez to będą się musieli wstydzić. Raz słuchają muzyki wulgarnej, raz spokojnej, raz ostrej, raz poważnej. Nie mają swojego jednego stylu muzyki, dlatego boją się bardzo ujawniać swoje preferencje nawet znajomym. Zresztą nie lubią muzyki, zwłaszcza tej popularnej w radiach. Wszystkie możliwe piosenki opowiadają o wychwalaniu miłości, albo smutku po utracie jej. I to nie ważne, czy jest to nowy utwór czy stary. Schemat się nie zmienia, tylko w tych nowszych jest więcej mowy o seksie. Wolą często utwory bez słów lub w języku, którego nie znają, bo tam nie dostrzegają własnego cierpienia.
Fot. : www.poketo.com
Antonina Kostrzewa
poniedziałek, 20 lipca 2009
Jeszcze miesiąc
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
To jest test publikacji przez maila. Jeśli wszystko będzie w porządku, to za chwilę zedytuję tego posta.
Powiedzmy, że poszło dobrze. Po prostu łatwiej będzie mi wysłać maila z komórki niż wysyłać mmsa. Takie moje przygotowanie, gdy nie będę miała dostępu do netu. Brakuje mi w tej metodzie paru rzeczy, ale bez etykiet sobie póki co poradzę.
Wracając do dzisiejszego tematu. Został mi ponad miesiąc na ukończenie książki i napisanie planowanych felietonów na bloga. Przyznam się, że z książką trochę utknęłam. Powiedzmy, że jestem w kluczowym momencie i wypadałoby przeczytać i poprawić rozdział za jednym zamachem bez żadnych zbędnych przerw. Może jeszcze mi się uda. Z artykułami idzie mi trochę lepiej. W sumie, jak już wcześniej wspominałam, zaczęłam praktycznie wszystkie, a kolejny już na półmetku jest praktycznie. Trochę poprawek i będzie dobrze. Może w tym tygodniu uda mi się umieścić na blogu dwa artykuły. Byłoby dla mnie lepiej.
Skoro czasu coraz mniej, to wypadałoby popracować nad okładką i myślę, że tak do połowy sierpnia powinna być gotowa. Po zmienionym projekcie rysunku, jednak stawiam na fotografię i oczywiście przedstawię ją tutaj, jak tylko wszystko będzie dopracowane.
Wróćmy do samego bloga i moich starań, by go wypromować. Mój artykuł na eioba.pl zdobył 10 głosów i przeczytało go prawie 1000 osób. Wiele z nich zagląda także na mojego bloga, co mnie także cieszy. To był dobry strzał, by założyć tam konto.
Na Blogfrogu udało się zdobyć rank 8 i już jestem bliżej początku niż końca, ale oczywiście długa przede mną droga.
Wiem, że najłatwiej i największy ruch na stronie można osiągnąć poprzez linki odsyłające ze stron innych, bardziej poczytnych bloggerów. Chyba najpierw będę musiała zrobić swoją listę blogów, na które zaglądam, a dopiero później liczyć na ewentualny link zwrotny z innej strony. Wiąże się to także z małą przebudową strony bloga, a zatem nie będzie już 1 post na stronie, tylko kilka. Później się pobawię się trochę, by zrobić: "czytaj dalej". To tylko jedna z planowanych modyfikacji. Chce by po wejściu na bloga, zawsze widoczny był, choć jeden artykuł. Myślę, że będzie dobrze. Zatem zabieram się do pracy i zobaczę sama, jak to będzie wyglądać, a potem pisanie artykułu, by się nie ociągać.
Edit: Nie wiem, czy ktoś czyta wiadomości z twittera, więc napiszę tutaj. W związku z tym, że większość osób u mnie w pracy zaplanowało sobie wakacje w lipcu, to teraz ja muszę jechać i odkręcać różne nieciekawe rzeczy. Mimo że już skończyłam kolejny artykuł, to nie zdążę go wrzucić na bloga i będzie trzeba na niego poczekać do soboty. Wtedy też powinien być gotowy kolejny felieton. Może mając trochę czasu wolnego uda mi się przepisać wywiad z Filipem i coś przy książce porobić. W każdym bądź razie do usłyszenia w tym tygodniu.
Skoro czasu coraz mniej, to wypadałoby popracować nad okładką i myślę, że tak do połowy sierpnia powinna być gotowa. Po zmienionym projekcie rysunku, jednak stawiam na fotografię i oczywiście przedstawię ją tutaj, jak tylko wszystko będzie dopracowane.
Fot.: www.battellemedia.com
Jak już wspomniałam na twitterze, udało mi się przeprowadzić wywiad z Filipem. Moim przyjacielem od dawnych lat. Nazwałam go wzorcowym nieśmiałym, bo zawsze mogę mieć odwołanie do jego zachowania, jako typowej osoby chorobliwie nieśmiałej. Zgodził się odpowiedzieć na moje przygotowane uprzednio pytania w formie wywiadu, który nawet nagrałam. Teraz tylko czeka mnie przelanie naszej rozmowy na papier i zaprezentowanie wszystkim czytającym tego bloga. Ja dowiedziałam się wielu interesujących, a także zaskakujących zachowań, więc wywiad powinien się podobać.Wróćmy do samego bloga i moich starań, by go wypromować. Mój artykuł na eioba.pl zdobył 10 głosów i przeczytało go prawie 1000 osób. Wiele z nich zagląda także na mojego bloga, co mnie także cieszy. To był dobry strzał, by założyć tam konto.
Na Blogfrogu udało się zdobyć rank 8 i już jestem bliżej początku niż końca, ale oczywiście długa przede mną droga.
Wiem, że najłatwiej i największy ruch na stronie można osiągnąć poprzez linki odsyłające ze stron innych, bardziej poczytnych bloggerów. Chyba najpierw będę musiała zrobić swoją listę blogów, na które zaglądam, a dopiero później liczyć na ewentualny link zwrotny z innej strony. Wiąże się to także z małą przebudową strony bloga, a zatem nie będzie już 1 post na stronie, tylko kilka. Później się pobawię się trochę, by zrobić: "czytaj dalej". To tylko jedna z planowanych modyfikacji. Chce by po wejściu na bloga, zawsze widoczny był, choć jeden artykuł. Myślę, że będzie dobrze. Zatem zabieram się do pracy i zobaczę sama, jak to będzie wyglądać, a potem pisanie artykułu, by się nie ociągać.
Edit: Nie wiem, czy ktoś czyta wiadomości z twittera, więc napiszę tutaj. W związku z tym, że większość osób u mnie w pracy zaplanowało sobie wakacje w lipcu, to teraz ja muszę jechać i odkręcać różne nieciekawe rzeczy. Mimo że już skończyłam kolejny artykuł, to nie zdążę go wrzucić na bloga i będzie trzeba na niego poczekać do soboty. Wtedy też powinien być gotowy kolejny felieton. Może mając trochę czasu wolnego uda mi się przepisać wywiad z Filipem i coś przy książce porobić. W każdym bądź razie do usłyszenia w tym tygodniu.
Antonina Kostrzewa





