facebook

środa, 16 kwietnia 2014

Znaleźć odrobinę normalności

O samej normalności można dyskutować dużo i długo. Każdy ma swoje zdanie do tego, co jest normalne, a co nie jest. Można też mówić o zakresie tego, co jest dopuszczalne w społeczeństwie i akceptowalne, jako rzecz normalna, a także o rzeczach, które wybiegają poza nią. Nie muszą to być od razu skrajne przypadki, ani dziwne wynaturzenia, bo dla wielu z nas już pomarańczowy kolor włosów jest czymś nie do zaakceptowania.
Według zasady normalności wszystko powinno być szare oraz przycięte na odpowiednią, wyznaczoną badaniami, wielkość. Pozostałe powinno być, albo napiętnowane, albo pominięte. Zawsze jednak znajdą się jednostki, które swoją odmienność najchętniej by zamanifestowały, by udowodnić, że to z nami jest coś nie w porządku. W świecie, gdzie każda grupa społeczna jeszcze ma swoje miejsce do życia nikt nie czuje obowiązku bycia zwykłym, szarym obywatelem. Wszystko zależy od tego, wśród kogo żyjemy - można pokazać się na ulicy całkiem nago i znajdą się osoby, które to gorszy. Inaczej w tej sytuacji wygląda plaża nudystów, gdzie "ubrani" są odmieńcami. Czy w tym wypadku osoby nieśmiałe są inne czy całkowicie normalne? Jedni uważają ich za odmieńców, drudzy za całkowicie zwykłych, co jeśli oni sami zawsze czują się gorzej. Gorzej, niż ci szarzy obywatele, ale też gorzej, niż wszyscy indywidualiści. Dla nieśmiałych samo znalezienie normalności w życiu codziennym sprawia największa trudność. Życie w obcym świecie, w którym unikanie innych jest na porządku dziennym przysparza nie lada trudności. Nie chodzi tylko o znalezienie partnera/-ki czy nowej pracy. Największe problemy przynosi zwykłe życie. Podróż w ścisku w autobusie, odebranie telefonu od nieznanego numeru, kupno gazety, zamówienie jedzenia i późniejsze siedzenie obok obcych ludzi, uczestnictwo w życiu socjalnym, załatwienie spraw w urzędzie, opowiadanie o sobie. Problemy, których nikt normalny nie doświadcza, a które sprawiają tyle problemów każdego dnia i którymi trzeba walczyć na nowo. Nie ma możliwości ucieczki, poza pozostaniem w domu.
Wtedy można tylko mijać indywidualistów i z zazdrością patrzeć na szarych obywateli, dla których wszystko jest takie proste i przychodzi tak łatwo. Wtedy nieśmiali obmyślają plany, że jutro w końcu zrobią to i to, ale rzeczywistość zazwyczaj rządzi się swoimi prawami. Pozostaje tylko złość na siebie i lekkie wzdychnięcie, gdy patrzymy na innych. Codzienność nas dobija, balansujemy pomiędzy wynaturzeniem a normalnością, wiedząc że zawsze zabraknie nas tego małego kroku, by sobie czegoś nie wyrzucać każdego dnia i płakać czasami z powodu swojej bezsilności. Chcemy żyć, jak inni, pozbyć się banalnych problemów, których społeczeństwo i tak nie zrozumie, bo większość tego nie doświadcza. 
Antonina Kostrzewa
antonina kostrzewa podpis

poniedziałek, 31 marca 2014

Kolejne samotne urodziny za mną

I choćby i tłum ludzi był ze mną, to zawsze wewnątrz czuję się sama. Uczucia tego nie zmieni nic, bo nawet w środku największej i najlepszej imprezy, mogę przez chwilę się zatrzymać i poczuć znów, że jestem sama pośród niczego. Tu nie chodzi o to, że źle się czuję w towarzystwie, po prostu, jedna chwila może sprawić, że wśród innych osób jestem całkowicie sama. Wtedy też potrafię się wyłączyć i myśleć o czymś zupełnie innym. A gdy już ucieknę gdzieś daleko myślami, to tak naprawdę mnie nie ma. Dryfuję sobie gdzieś daleko, po czym najchętniej bym opuściła wszystkich i zniknęła gdzieś.
Urodziny zaś zawsze wyglądają dla samotników tak samo. Mimo życzeń osobistych, telefonicznych, facebookowych i innych, z których się cieszymy, to naprawdę najchętniej w tym dniu nie wychodzilibyśmy z domu. Schowani gdzieś pod kołdrą, w ochronnej pidżamie stawilibyśmy czoła wszystkim przeciwnościom - znajomym z pracy, kolegów i koleżanek oraz rodziny. Ominęlibyśmy to zainteresowanie naszą osobą, bo może dzień później wszyscy by już o tym zapomnieli. Nie musielibyśmy być w centrum uwagi i po prostu niewidocznie dalej byśmy przebywali wśród innych. Bez odpowiadania o planach życiowych, bez przypominania o naszym wieku, bez wypominania zeszłorocznych obietnic. Pozostawieni sami sobie w naszych czterech ścianach możemy płakać w poduszkę, bo i tak nie zrozumie, dlaczego..

Antonina Kostrzewa
antonina kostrzewa podpis

piątek, 14 marca 2014

Czas pędzi i pędzi

Tak to już z tym czasem bywa, że nawet nie zauważyłam, jak z lutego zrobił się marzec, a nawet połowa marca. Niby nic takiego się nie działo, jednak od początku roku miesiące przelatują mi między palcami i wiem, że już za chwilę skończy się lato i zacznie kolejna jesień. Nie mogę zatrzymać czasu, mogę tylko się oszukiwać, że czasami zwalnia na chwilę. Czasami czuję się całkiem przybita przez życie. Tylko praca, a później marzenie o chwili snu w domu i tak bez końca.
Dlatego staram się zmienić tą szarą codzienność i robić coś konstruktywnego. Dobrze wiem, ile czasu tracę każdego dnia na Facebooku i innych portalach, które może i coś wnoszą do mojego życia, ale na pewno nie tyle, by spędzać na nich kilka godzin dziennie. Nie powiem, bym była uzależniona, chociaż od komputera, a raczej od internetu na pewno trochę. Dlatego staram się poświęcać więcej czasu na pisanie, jak i na czytanie, a dzięki temu mniej marnuję czasu na przeszukiwanie niezliczonych stron w internecie. Z tego też powodu trochę zaniedbuję bloga, bo wchodząc tutaj zaczynam coś poprawiać, później czegoś szukam i z pięciu minut robi mi się godzina. Tyczy się to także komentarzy, które w tym momencie pozostawiam bez odpowiedzi. Będziecie mi to musieli w tym momencie wybaczyć.
Fot. www.izismile.com
Teraz zaś biorę się dalej do pisania, bo gdy widać już koniec, to na pewno jest łatwiej! Tym razem nie będzie to tylko ebook, lecz pełnowartościowa książka papierowa, którą zawsze będę cenić wyżej, niż elektroniczne wydanie.
Antonina Kostrzewa
antonina kostrzewa podpis
Related Posts with Thumbnails