Edit: Zmieniłam banner tytułowy bloga. Taki bardziej nowoczesny i bardziej czytelny. To jeszcze nie jest wersja docelowa. Ta ostatnia to będzie wycinek z okładki książki, ale jej póki co nie ujawniam.
niedziela, 7 lutego 2010
Brak chęci i walentynki w tle
W ten weekend miałam wiele planów, ale splot kilku wydarzeń sprawił, że oczekiwane przez cały tydzień spotkanie z przyjaciółmi nie doszło do skutku. Znaczy się, doszło, ale beze mnie. Jakoś straciłam chęć do widzenia, a nie przebywania z innymi ludźmi i choćbym się nudziła cały dzień, to wolałam spędzić go w domu, niż spotkać się z innymi. Nawet nie chodziło tu o obcych ludzi, tylko o tym, których znam najlepiej, ale nie zmienia to faktu, że postanowiłam weekend spędzić odosobniona od innych. Taka moja mała izolacja.
Zainteresowana problemem innych ludzi z nawiązywaniem kontaktów, wybrałam się do kina na „Adama”.
Jako jeden z kilku filmów o zespole Aspergera, a do tego produkcji amerykańskiej miałam już z góry ustalone zdanie, co do całej ekranizacji. Może i scenariusz był w miarę przygotowany, ale sporo się zawiodłam na przewidywalności i przede wszystkim znudziłam się. O ile w „Zaklętych sercach” też niewiele się dzieje, to sama fabuła do czegoś dąży. Tutaj wszystko toczyło się wokół poznania przez Adama nowej sąsiadki i co wiadomo od początku, stworzenia nowego związku między osobą z Aspergerem i osobą całkowicie normalną. Z pewnością i scenarzysta, i producenci zapoznali się dokładnie z tematem tego zaburzenia, to jednak relacje głównego bohatera ze światem nie zostały w należyty sposób ukazany czy dopowiedziany. Nawet te idealne porządki w szafkach kuchennych dla osób, które trafiły na ten film przez przypadek wydadzą się całkowicie normalne, ot taki psikus. Brakowało mi tego komentarza i nacisku na problem socjalizacji. O rozwoju sytuacji ze związkiem już nic nie napiszę. Dziwię się, że samo użycie „Syndromu Aspergera” nie powodowało wśród pozostałych uczestników filmu zdziwienia, obrzydzenia, chęci izolacji od chorej osoby i cechowało się pełną akceptacją. W końcu nieraz widziałam, jak „dziwacy” są odtrącani na spotkaniach towarzyskich i jak się takie osoby czują. Nie mówienie o swoich problemach, nieokazywanie uczuć i ataki gniewu mogły być przedstawione w nieco inny sposób. Może inne zdjęcia i montaż wyeksponowałyby to lepiej. Nie będę już narzekać, bo było wiele scen, które mi się podobały i dobrze pokazywały problemy głównego bohatera.
Fot. www.screencrave.com
Dostrzegłam od razu różnicę pomiędzy Polską a Stanami, po raz kolejny bohatera z byle jakiej pracy stać na własne mieszkanie i życie bez problemów. No i oczywiście nikt z nas nie znajdzie w księgarni książki „Jak znaleźć pracę dla osób z Aspergerem” (lub podobny tytuł, bo dobrze nie pamiętam). Wiemy dobrze, jak wygląda rynek pracy u nas. Gdyby nie dopłaty dla pracodawców dla osób z grupą inwalidzką, to wybraliby oni osoby całkowicie zdrowe. Pod tym względem świat jest okrutny.
Może i poszłam do kina ze zbyt dużymi oczekiwaniami, a może po prostu zabrakło mi tej głębi, porządnego przedstawienia problemu czy innego zakończenia. Jednak cieszę się, że taki film powstał i także nasi widzowie mogą poznać ten problem. W ogólnym rozrachunku daję 6/10, choć mogło być lepiej.
Już tydzień antysamotne święto, czyli walentynki. Już wspominałam o nich w artykule: „Samotność, a.. imprezy”, ale teraz też chciałabym coś napisać.
Fot: www.concept2.com.au
Oczywiście znajomi nie dadzą mi spokoju i nie pozwolą mi siedzieć samej w domu. Córka też przyniesie do domu kartki i zdołuje mnie pytając się, czy ja coś dostałam. Już dzień przed będę się przygotowywać do tego wspaniałego święta psychicznie – opróżniając folder spamu z imprez o singlach, mijając wystawy w serduszka i oglądając reklamy z zakochanymi. Później zaczną się telefony z cyklu: „Co robisz jutro? Gdzie idziemy?”, a potem będę obmyślać plan, co tu zrobić, by zaszyć się w domu i nie wychylić się z niego, choćby na chwilę. Jakie stosować wymówki telefoniczne, jak ukrywać się na komunikatorze i wiele innych rzeczy, by nie dopuścić do tego, by być osobą na doczepkę dla dwóch par, ani też nie wybrać się imprezę dla singli i co najważniejsze nie dać się umówić na żadną randkę. Czy tak wiele oczekuję? Chcę tylko odrobiny spokoju w ten, jakże dla mnie nieprzyjemny dzień. Już dawno nie pamiętam, kiedy dostałam jakąś kartkę (nie licząc elektronicznych od przyjaciół) lub kiedy ostatnio dostałam kwiaty w ten dzień? I najgorsze, co mnie w ten dzień spotkało rok temu, to mina faceta dostarczającego pizzę, gdy przynosząc mi jedzenie o 21 zobaczył mnie w domowych ciuchach i w nieuczesanych włosach. I choćbym chciała i myślała, to jakoś nie mogę wymyślić sposobu na przetrwanie tego dnia, bo każda propozycja znajomych kojarzy mi się z litością. No chyba, że w tym roku pojedziemy na narty i przynajmniej moje myśli będą zaprzątnięte czymś zupełnie innym.
Edit: Zmieniłam banner tytułowy bloga. Taki bardziej nowoczesny i bardziej czytelny. To jeszcze nie jest wersja docelowa. Ta ostatnia to będzie wycinek z okładki książki, ale jej póki co nie ujawniam.
Edit: Zmieniłam banner tytułowy bloga. Taki bardziej nowoczesny i bardziej czytelny. To jeszcze nie jest wersja docelowa. Ta ostatnia to będzie wycinek z okładki książki, ale jej póki co nie ujawniam.
Pozdrawiam:
Antonina Kostrzewa
środa, 3 lutego 2010
I co dalej...
Każdy z nas ma jakiś cel w życiu. Czy to w danym dniu, tygodniu czy miesiącu, to mamy coś do czego dążymy. Gdy nasz cel jest odłożony daleko w czasie lub mało realny, to wtedy nazywamy go marzeniem. Tylko, co gdy już taki cel osiągniemy? Wyznaczamy sobie następny czy może wrzucamy na luz i cieszymy się z tego, co dokonaliśmy. A może gdy spełnimy swoje marzenie nasze życie straci całkowicie sens? Stanie się całkowicie bezproduktywne? Myśląc o swoim marzeniu, czyli o wydaniu swojej książki i trzymaniu jej po raz po pierwszy w dłoni oraz odłożeniu na zaszczytne miejsce na półce, zastanawiam się, co dalej. Czy będę szczęśliwa, czy może okaże się, że to jednak nie było to, czego oczekiwałam i wpadnę w smutny nastrój? Może w ogóle mi się to nie spodoba i już na zawsze porzucę pisanie nie znajdując z nim jakiekolwiek sensu. Sama nie wiem i boję się trochę tego momentu, gdy się o tym przekonam. Chyba to napięcie w czekaniu jest teraz najgorsze. Co będzie dalej, na pewno to opiszę.
I tak zastanawiając się nad moimi marzeniami dotarłam do mojego znajomego, który także spełnił swoje. Od zawsze marzył o skoku ze spadochronem, ale jakoś nigdy się nie zebrał by to zrobić. Już nie chodziło o pieniądze czy wolny czas, tylko o samą decyzję, że zrobi to w danym momencie. W pewną sobotę umówił się, pojechał i skoczył na tandemie (czyli podwieszony pod instruktorem). Był szczęśliwy długi czas, ale ciągle coś go męczyło. Następnym krokiem był samodzielny skok, potem następne z większych wysokości. W tym momencie jest na etapie Skydivingu. Mówi, że to jeszcze nie koniec, a jego pierwsza decyzja o skoku sprawiła, że znalazł sobie nową pasję i ona sama jest jego celem w życiu, bo chodzi o to, by gonić króliczka, a nie go złapać. I chyba coś w tym jest.
Ps. Skoro luty, to z pewnością coś znów wyskrobię o tym znienawidzonym dla mnie dniu, czyli o walentynkach.
Pozdrawiam:
Antonina Kostrzewa
niedziela, 31 stycznia 2010
Światełko w tunelu
Postanowiłam coś napisać, bo pewnie sądzicie, że coraz rzadziej tu zaglądam. Zaglądam, zaglądam, chociaż mniej czasu trochę mam, by się tutaj wszystkim zająć. Jak to zwykle bywa zajmuje się wieloma rzeczami naraz i pewnie nie skończę wszystkiego. Tak to jest, jak się porywam na nie wiadomo co. Myślę, że coś się uda, a później porzucam wszystko w środku nie kończąc tak naprawdę niczego. Strasznie się potem czuję z tym moim słomianym zapałem, ale przyzwyczaiłam się.
Ostatnio pojawiło się światełko w tunelu w moim życiu zawodowym. Oczywiście nim się do końca zdążyłam nacieszyć, to światełko zgasło. Oczywiście przeze mnie. Po prostu nadarzyła się sytuacja, że mogłam coś zmienić, ale bałam się powiedzieć o moich potrzebach. W ten sposób nawet lekko przyciśnięta do muru nie odezwałam się w ogóle i temat zniknął całkowicie. Czy jestem zła na siebie? Oczywiście. Zamartwiam się tym? Może tylko trochę. Mam, jak zawsze głupią nadzieję, że ktoś weźmie mnie za rękę, jak małe dziecko i poprowadzi przez życie. Tak się pewnie nie stanie, ale mogę w to wierzyć. Może jeszcze raz nadarzy mi się ta okazja i powiem, na czym naprawdę mi zależy. W końcu wszystko zależy tylko ode mnie.
Pozdrawiam:
Antonina Kostrzewa
Subskrybuj:
Posty (Atom)
RSS




Alkohol
Płeć
Narkotyki
Inne uzależnienia
Jedzenie
Edukacja
Praca i pieniądze

Zakupy
Wygląd zewn.
Sport
Depresja
Empatia i...
Styl życia
Święta i urodziny
Imprezy
Płeć przeciwna
Przyczyny cz.1
Przyczyny cz.2

